przemoc w poznańskich podstawówkach

04.11.06, 15:47
Witam. Chyba już czas zacząć głośno mówić - i to niezależnie od ministra
Giertycha - o przemocy - słownej, psychicznej i fizycznej w poznańskich
podstawówkach.
W mojej dalszej rodzinie jest chłopiec, który chodzi do szkoły podstawowej na
ul. Sarmackiej - jest w tej szkole nowy i od początku zajęć prześladują go
koledzy z klasy - najpierw były wyzwiska, znieważanie, nagonki, teraz
dochodzi już do regularnej przemocy - został skopany przez kilku kolegów.
Problem tej szkoły polega na tym, że nauczyciele kompletnie nie reagują - nie
chce im się angażować w sprawy wychowawcze, bo to jednak wymaga pewnego
wysiłku. Prościej jest odwrócić głowę i udawać, że wszystko jest ok. Dodam,
że kwestia wyzwisk była sygnalizowana wychowawczyni, ale nikt nie podjął
tematu, więc bezkarni koledzy przeszli do rękoczynów.
Mam wrażenie, że jest to bardziej ogólny problem polskiej szkoły - niektórzy
nauczyciele (oczywiście nie potępiam wszystkich) zachowują się, jakby
pracowali w szkole za karę (niestety dotyczy to także pań pedagogów) i w
proteście się nie wysilają.
Piszę o szkole na ul. Sarmackiej także dlatego, że ma dobrą opinię jako mała
i kameralna szkoła integracyjna. Na podstawie tej dobrej opinii dziecko tam
trafiło, a teraz widzimy, że to był wielki błąd.
    • l.george.l Re: przemoc w poznańskich podstawówkach 04.11.06, 20:59
      Poruszyłaś bardzo ciekawy problem i byłoby fajnie, gdbyby w tym wątku zabrał głos jakiś pedagog albo psycholog. Chodzi tu chyba o syndrom ofiary. Obawiam się, że może być tak, iż bez względu na to, w której szkole opisany przez Ciebie chłopiec się nie znajdzie, wszędzie będzie prześladowany. Może wystąpić jedynie różnica w "rodzaju" przemocy. W mniej cywilizowanej szkole będą to rękoczyny, w innej, prowadzącej selekcję środowiskową - ostracyzm. Ale też właściwie nie ma na to reguł, bo słyszałem o pobiciu zakończonym pobytem ofiary w szpitalu, które miało miejsce w szkole społecznej, gdzie podobno kładzie się nacisk na tzw. katolickie wartości. Wspomniane dziecko było przenoszone do innych szkół i zawsze szybko stawało się "malowanym ptakiem", a nie było ani kulawe, ani zezowate. Na pierwszy rzut oka bez skazy i powodów do zaczepki. Przyczyna tkwi gdzieś w środku, jest niewidoczna. Moim zdaniem, i tu pewnie Cię zdziwię, pomocy psychologicznej i pedagogicznej wymagają nie oprawcy, ale przede wszystkim ofiara. Bo to ona ma jakiś problem ze sobą, iż nie jest tolerowana i czymś sprawia, że działa na otoczenie niczym płachta na byka. I bywa tak, co też zaobserwowałem, że dziecko nieakceptowane przez grupę rówieśniczą wywołuje także negatywne reakcje u nauczycieli. Wtedy dopiero mamy dramat, bo dziecko pozbawione jest jakiegokolwiek wsparcia.
      • Gość: ika Re: przemoc w poznańskich podstawówkach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.06, 13:26
        Ofiary przemocy mają pewne cechy, które wyzwalają reakcję części grupy. Nie
        umieją modyfikować swoich zachowań, a nawet je potęgują. Takiemu dziecku należy
        się wsparcie i pokazanie z dystansu, jak sobie lepiej radzić. Ale tu nie można
        pójść w kierunku: co zrobić z dzieckiem, aby nie wkurzało innych. Ci inni +
        widzowie, którzy się cieszą, że to nie ich dotyka to pole do popisu dla
        wychowawcy. Jest sporo metod, by odwrócić uwagę dzieci (zwłaszcza w
        podstawówce) od relacji między nimi na rzecz integracji klasy. Tylko trzeba
        chcieć i umieć zrezygnować z pogadanek na rzecz zabaw i ćwiczeń.
        • Gość: kuzyn Re: przemoc w poznańskich podstawówkach IP: *.icpnet.pl 05.11.06, 13:49
          moj 12letni kuzyn mial takie klopoty w szkole na jezycach, ciotka gadala z
          pedagogami, nauczycielami itd
          nikt nie mogl sobie z tym poradzic
          ciotka powiedziala o problemach mamie, a ta mi
          poszlo ze mna dwoch kolegow, prowodorzy lub jak nazywa lewica "mlodziez
          niedostosowana, ktorej trzeba dac trud wychowawczy" dostali po 3 mocne liscie i
          obietnice srodkow dosadniejszych jesli dreczenie sie nie skonczy
          w tej chwili mlody ma spokoj, jak zabraklo prowodyrow, zabraklo i nasladowcow...

          mimo, ze nie lubie giertycha-popieram go calkowicie w "zero tolerancji"-do
          niektorych slowa dotra, ale niektorzy musza odczuc cos na d-upie, zeby
          cokolwiek do nich dotarlo
          • Gość: kazek100 Re: przemoc w poznańskich podstawówkach IP: *.lanet.net.pl 05.11.06, 14:07
            Następnym razem prowodyrzy zawołają starszych braci, Ty dostaniesz " trzy
            liście" i tak się zakończy Twoja "prawicowa" idea wychowawcza. Nikt bowiem nie
            jest tak silny, by ktos nie był jeszcze silniejszy.

            Ręce opadaja, jak się czyta takie głupoty. Poglądy można mieć takie i owakie,
            ale wypisywać kretynizmy, wg ktorych pzemoc jest lekarstwem na przemoc, może
            tylko skończony prymityw.
            • Gość: kuzyn Re: przemoc w poznańskich podstawówkach IP: *.icpnet.pl 05.11.06, 14:09
              zapewniam Cie, ze wiem co robie i nie sadze by mieli mocniejszych braci hehe
      • cortez_i_pizarro Re: przemoc w poznańskich podstawówkach 07.11.06, 15:01
        l.george.l - zorganizuj moze jakis marsz milczenia przeciw przemocy w tej
        podstawowce. Spalcie tez przy okazji kilka portretow Min. Giertycha. Wszystkim
        sie polepszy!
    • polchen Re: przemoc w poznańskich podstawówkach 05.11.06, 13:56
      Znam osobę,której córka chodzi do 1 klasy ma Sarmacką i ma o tej szkole bardzo dobrą opinię.Będę musiała jej powiedzieć to o czym tu przeczytałam.Może tam jest tylko z pozoru tak cacy.
      Moje wnuki chodzą do szkoły społecznej też z bardzo dobrą opinią i nie wiem czy już się powinnam zacząć bać.
      • mankushi Re: przemoc w poznańskich podstawówkach 05.11.06, 18:39
        Dzięki za odzew na mój post. "Syndrom ofiary" na pewno jest znany w
        podręcznikach psychologii itp.,ale jednak człowiek wysyłając dziecko do szkoły,
        liczy na to, że w sytuacji ewidentnej przemocy obroni go osoba do tego
        zobowiązana, czyli nauczyciel, pedagog, psycholog szkolny... Nie może być tak
        jak przy okazji tej strasznej historii z Anią z Kiełpina, że pierwszą reakcją
        dyrektora na wieść o jej samobójstwie było stwierdzenie: "a przecież nie
        sprawiała żadnych kłopotów". Bo jednak coś jest postawione na głowie, jeśli
        winy szukamy w ofierze a nie w sprawcach przemocy. Coś na zasadzie, że
        zgwałcona kobieta sama sobie była winna.
        A wracając do szkoły na Sarmackiej, to cieszy się ona dobrą opinią chyba
        dlatego, że jest kameralna i wszyscy się tam znają, ale z tego, co wiem od
        dzieci, dyscyplina tam jest żadna - na lekcjach nie słychać nauczyciela, bo to
        dzieci rządzą, zadań domowych nie ma prawie żadnych, bo dzieci protestują, na
        przerwach dzieci swobodnie chodzą po okolicznych działkach i mają tam swoje
        miejsca, w których się dekują - chociaż zgodnie z regulaminem szkoły nie wolno
        im opuszczać terenu szkoły. Ogólnie mam wrażenie, że nauczyciele nie widzą
        problemów, bo tak jest wygodniej i zawsze prościej powiedzieć: "ja nie mam z
        uczniami żadnych problemów wychowawczych" niż zwrócić komuś uwagę. Martwi mnie
        to, że już na tak wczesnym poziomie dzieci dostają jasne sygnały, że są
        bezkarne i nie muszą ponosić odpowiedzialności za swoje czyny.
        A reakcją pani wychowawczyni na fakt skopania dzieciaka było pytanie, czy jego
        matka będzie żądać odszkodowania za zniszczone spodnie. Pozostawiam tę reakcję
        bez komentarza.
        Pozdrowienia.
        • Gość: przyszła mama Re: przemoc w poznańskich podstawówkach IP: *.hypair.net 07.11.06, 12:01
          Ja to mam nadzieję, że jak moje dziecko pójdzie do szkoły (za te 7-8 lat...),
          to może coś się tam ruszy i nie będzie takiego bezhołowia. Choć akurat trudno
          mi uwierzyć, żeby lekiem na całe zło był minister edukacji.
    • Gość: kaska Re: przemoc w poznańskich podstawówkach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.06, 12:33
      byc moze, tak jak chce Giertych, tacy nauczyciele, ktorzy bagatelizuja problem
      jak ten o którym piszesz, poniosa zasluzone konsekwencje
Pełna wersja