mankushi
04.11.06, 15:47
Witam. Chyba już czas zacząć głośno mówić - i to niezależnie od ministra
Giertycha - o przemocy - słownej, psychicznej i fizycznej w poznańskich
podstawówkach.
W mojej dalszej rodzinie jest chłopiec, który chodzi do szkoły podstawowej na
ul. Sarmackiej - jest w tej szkole nowy i od początku zajęć prześladują go
koledzy z klasy - najpierw były wyzwiska, znieważanie, nagonki, teraz
dochodzi już do regularnej przemocy - został skopany przez kilku kolegów.
Problem tej szkoły polega na tym, że nauczyciele kompletnie nie reagują - nie
chce im się angażować w sprawy wychowawcze, bo to jednak wymaga pewnego
wysiłku. Prościej jest odwrócić głowę i udawać, że wszystko jest ok. Dodam,
że kwestia wyzwisk była sygnalizowana wychowawczyni, ale nikt nie podjął
tematu, więc bezkarni koledzy przeszli do rękoczynów.
Mam wrażenie, że jest to bardziej ogólny problem polskiej szkoły - niektórzy
nauczyciele (oczywiście nie potępiam wszystkich) zachowują się, jakby
pracowali w szkole za karę (niestety dotyczy to także pań pedagogów) i w
proteście się nie wysilają.
Piszę o szkole na ul. Sarmackiej także dlatego, że ma dobrą opinię jako mała
i kameralna szkoła integracyjna. Na podstawie tej dobrej opinii dziecko tam
trafiło, a teraz widzimy, że to był wielki błąd.