iskiereczka1
11.07.07, 11:56
Ja do tej pory jeździłam zawsze uczciwie, nigdy na gapę - ale dziś już mi się
odechciało. W ubiegłym tygodniu skończyła mi się 9-miesięczna sieciówka, nie
przedłużałam, bo studiuję i właśnie wyjeżdżam z Poznania. Kupiłam sobie bilet
tygodniowy - skrajnie nieopłacalnie, bo dużo jeździć nie zamierzałam, ale
chciałam uniknąć liczenia minut i stresu związanego z szukaniem otwartego
kiosku. Przy tym dowiedziałam się, że 7-dniowego nie daje się naładować na
komkartę i trzeba jeździć z głupim świstkiem. Poza tym poinformowano mnie też,
że nie ma możliwości doładowania komkarty od połowy września, kiedy wrócę do
Poznania - nie, będę musiała szukać w dziwnej porze otwartego kiosku i
marnować pieniądze na jednorazowe bilety. Przez Internet komkarty nie
naładuję... a podobno kartę elektroniczną wprowadzono właśnie po to, by
umożliwić takie nowe usługi.
Dziś, pakując się pospiesznie na ostatni egzamin, nie wrzuciłam głupiego
świstka zwanego biletem 7-dniowym do torebki i - prawo Murphy'ego - była
kontrola biletów. Oczywiście brak świstka zauważyłam dopiero po
przetrząśnięciu całej torebki, w przeciwnym razie skasowałabym bilet
10-minutowy, który wożę ze sobą "na wszelki wypadek"... (bo podobnie jak na
słynne obiecywane elektroniczne naładowanie komkarty przestałam już liczyć na
automaty z biletami na przystankach).
Dodam, że zanim wsiadłam do cudownego, pięknego, szybkiego, czyściutkiego
autobusu MPK czekałam dobre 10 minut na przystanku tramwajowym w centrum,
gdzie podobno jeżdżą 4 linie... a potem dobre 15 na przystanku autobusowym na
Bałtyku, gdzie linii też co niemiara, tylko żadna jakoś nie jeździ, kiedy trzeba.
Ul. Bukowska, w pobliżu której mam przyjemność mieszkać, to zresztą miejsce
niezwykle urokliwe. To tu można trafić na szybki jak diabli pospieszny autobus
A (tak szybki, że czasami przyjeżdżają dwa naraz na przystanek - czyżby ten
drugi pierwszego dogonił?). To tędy jeździ wspaniały środek komunikacji,
jedyne bezpośrednie połączenie między lotniskiem i PKP - cudowny autobus linii
L, z oszałamiającą częstotliwością raz na godzinę. To tu mieli wybudować nam
fudżibanę :).
Mam dosyć. Od 4 lat nie widzę żadnej poprawy w komunikacji w Poznaniu, poza
kupnem od czasu do czasu nowego autobusu, który podobnie jak wszystkie inne
stoi w ogromnych korkach. A jak pomyślę sobie, że za to wszystko będę miała
jeszcze prawie 2 razy więcej płacić... to już nie mogę się nadziwić poznańskim
absurdom.
Iskiereczka
uboższa o 35 zł (koszt kary płaconej na miejsu) i 40 minut (czekanie na
tramwaj, czekanie na autobus, szukanie biletu, czekanie na kolejny autobus...)