Gość: tururu
IP: *.man.poznan.pl
14.07.03, 20:03
W piatek przechadzalem sie po miescie. Spozylem normatywne ilosci napoju
chmielowego. Kontaktu z rzeczywistoscia nie stracilem. Niespodziewanie jednak
przy Okraglaku pojawil sie tramwaj czerwony. Z Warszawy z pewnoscia, bo mial
normalne kurcze syrenki na burcie. Stal sobie dluzsza chwile przy Okraglaku.
W srodku siedzieli jacys chyba warszawiacy. Potem czerwony tramwaj ruszyl.
Obok przyjechala czworka od pigalaka i pan maszynista tej czworki mocno sie
wydzieral az go bylo slychac z kabiny, caly sie trzasl jak prosiak i
poczerwienial. Widac ze nie lubi warszawiakow, i dobrze!! :-)
Mam pytanie - czy tramwaje moga sobie tak jezdzic miedzy miastami i czy to
sie czesto zdarza??
tururu