Plotka? Mało prawdopodobne...

25.10.07, 14:39
Witam, czy ktoś z Was słyszał o dwóch porwaniach malutkich dzieci z
Plazy w ciągu ostatnich dwóch miesięcy? Dotarły do mnie takie
wiadomości już z kilku źródeł,a że moje dzieci chętnie korzystają z
Fantasy Parku w Plazie,to się troszkę zaniepokoiłam. Podobno to
pierwsze dziecko znaleziono po kilku dniach z usuniętą nerką,a to
drugie ponoć martwe z usuniętymi obiema nerkami :( Matko,aż mi się
wierzyć nie chce,żeby ktoś rozsiewał takie makabryczne plotki,ale z
drugiej strony, w dzisiejszych czasach chyba wszystko jest możliwe.
Tylko skąd to milczenie? Przecież jeśli takie sytuacje zaistniały,to
należałoby ostrzec, uczulić innych rodziców :(
    • Gość: Agata Re: Plotka? Mało prawdopodobne... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.07, 15:13
      Plotki, plotki. Spokojnie. Ostatnio opowiadano coś takiego o M1.
    • Gość: q Re: Plotka? Mało prawdopodobne... IP: 195.20.110.* 25.10.07, 15:22
      Słyszałem, że ci porywacze jezdżą czarną wołgą z przyciemnianymi
      szybami, co zamiast lusterek ma baranie rogi...
      Aha, porywają tylko te dzieci, które zapytają o godzinę - czy cuś
      takiego...
      • ktoskapoznan Re: Plotka? Mało prawdopodobne... 25.10.07, 16:21
        nie ironizuj...usłyszałam taką informację od Dyrektorki przedszkola
        do którego uczęszcza moje dziecko,więc sam rozumiesz,że mam prawo
        choć odrobinkę wierzyć jej ostrzeżeniom...dlatego tu jestem, dbam o
        bezpieczeństwo moich dzieci i nie zamierzam czegoś istotnego
        przegapić tylko dlatego,że będę obawiała się takich komentarzy...
        • Gość: Aga Re: Plotka? Mało prawdopodobne... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.07, 18:39
          Na Twoim miejscu zastanowiłabym się nad zmianą przedszkola. Dziecko
          pozostaje przez kilka godzin pod wpływem patentowanej idiotki.
          • Gość: Dundel Re: M. Olejnik musi odejsc...! IP: *.dsl.bell.ca 25.10.07, 18:50
            ....w panstwie rzadow platformy obywatelskiej ....wszysko jest
            mozliwe...nawet kanibalizm....podobno w Paryzu....steropianowa kukla
            naszego wodza rewolucji post- PZPRowskiej juz stoii...na jednym z
            glownych placow z wielkim kaczym dziobem..."DONALD"
            • Gość: Aga Re: M. Olejnik musi odejsc...! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.07, 20:08
              Człowieku, czy mianujesz się Filipem, czy L. kolakowskim, czy
              dundlem, zawsze tak samo pleciesz.
            • Gość: tsuranni nie pij tyle IP: *.icpnet.pl 25.10.07, 21:02
              zaszyj się
            • sineira Re: M. Olejnik musi odejsc...! 26.10.07, 20:51
              Dundel vel Filip, ile razy można Cię prosić o nienadużywanie wielokropka? Jesteś
              uzależniony czy co?
    • Gość: mariaanna Re: Plotka? Mało prawdopodobne... IP: *.icpnet.pl 25.10.07, 20:53
      Witam,
      to jest ich wiecej, bo ja słyszałam też o dwóch przypadkach: jeden w
      IKEI, a drugi w innym Markecie i jest to fakt potwierdzony-koleżanki
      sąsiedzi. Dzieci zginęły z miejsc zabaw w tych marketach. Tez jestem
      zdziwiona, że taka cisza. Chociaż opiekunka dzieci jednego z
      marketów była poinformowana. Moze chodzi o dobro śledztwa.....
      • Gość: Donald..dundel Re: Plotka? Mało prawdopodobne... IP: *.dsl.bell.ca 25.10.07, 21:01
        ...nie bedzie zadnego sledztwa...poprostu dzieci gina w kolorowych
        pilkach...to takie zatracenie sie w Polsce kaczorow donaldow...
        ...ale wyrosnie z tego ....e.eee.e.lement.

        ...jesli zgubilas w ikei dziecko wsrod pilek...wez sobie na pamiatke
        jedna kolorowa pilke i idz do domu...
      • Gość: czarna wołga Re: Plotka? Mało prawdopodobne... IP: *.icpnet.pl 25.10.07, 22:10
        acha, tak sam jak z tą historią z trupim jadem i dyskoteką :P też każdy twierdził, ze to prawada, bo to koleżanki, kuzynki (od wyboru do koloru) znajoma, dobra koleżanka, sąsiadka itp., itd.
        i jeszcze te historie jak po dyskotece ktoś sie budził w wannie z wodą i sie okazywało, zę ma nerkę wycietą.

        typowa urban legend. gdyby jakikolwiek dzieciak zginął to nikt by go po cichu nie szukał tylko w każdym dzienniku, w necie byłoby mnóstwo ogłoszeń i zdjęć.
        • Gość: Elka Ale to akurat prawda jest IP: *.echostar.pl 30.10.07, 20:13
          Nawet na TVN mowili. A ja slyszlam o tym juz w czerwcu z ust osoby,
          ktora zna bohaterke dramatu.
    • Gość: tsuranni ale bzdury patentowe... IP: *.icpnet.pl 25.10.07, 21:05
      a pod parkingiem podziemnym na placu wolności działa zakamuflowany
      nielegalny szpital w którym wycinają dzieciom nerki (ale tylko tym z
      niebieskimi oczyma) i sprzedają je dr Frankensteinowi do badań nad
      ożywianiem umarłych. Toż to materiał do "strefy 11" albo "Wróżki".
      Skąd wyście się urwały?
      • Gość: 007 >co roku policja otrz.150 zgł. o zaginięciu dzieci IP: *.icpnet.pl 25.10.07, 21:34
        www.itaka.org.pl/main.php?S=foundation&L=pol&T=problemdesc
        >>>Rokrocznie w Polsce ginie ponad 20 tysięcy osób. Liczba ta z roku
        na rok wzrasta. Jeszcze w latach 70-tych poszukiwano około 4 tysięcy
        osób zaginionych rocznie. W latach 80-tych i 90-tych było to już 7
        -15 tysięcy i liczba zaginionych rośnie o kilkaset przypadków w
        ciągu roku.

        W 2000 roku policja poszukiwała 23210 osób.

        Największą grupą osób zaginionych są młodzi ludzie w wieku od 14 do
        17 lat. W ubiegłym roku było ich ponad 10000. Młodzież ucieka z domu
        z rozmaitych powodów. Na przykład: brak serdecznego kontaktu w
        rodzinie, nieporozumienia z rodzicami, niepowodzenia w szkole, brak
        akceptacji w grupie rówieśniczej, patologie (alkoholizm, przemoc).

        Podobne są też przyczyny zaginięć ponad 3500 osób w wieku 18 - 25
        lat. Ludzie w tym wieku zrywają niekiedy kontakty z rodziną i
        rozpoczynają nowe życie w nieznanym miejscu. Bywa, że wyjeżdżają w
        celu zarobkowym, w tym również za granicę i nigdy więcej nie dają
        znaku życia.

        Ponad 3000 zaginionych w ciągu roku to osoby w wieku od 26 - 40 lat.
        W tej grupie najczęstszą przyczyną zaginięcia jest zerwanie ze
        środowiskiem z powodów nieporozumień rodzinnych (małżeńskich) lub
        trudności finansowych. Najwięcej jest tu osób, które z powodu długów
        bankowych lub prywatnych porzucają swoje rodziny bez słowa, aby na
        nowo ułożyć sobie życie, często za granicą. Zdarza się, choć rzadko,
        że osoby te wstępują do sekt i innych grup nieformalnych.

        Następną pod względem wielkości grupą osób zaginionychsą dzieci w
        wieku od 7 do 13 lat, których rocznie policja poszukuje ok.1,5
        tysiąca. W grupie tej zauważamy obniżanie się wieku uciekinierów z
        domu. Obecnie często zdarza się, że uciekają z domu dzieci poniżej
        10 roku życia, czego nie notowano jeszcze 10 lat temu. Ucieczki z
        domu dzieci 11-13-letnich są już normą, szczególnie w dużych
        aglomeracjach miejskich. Taka ?przygoda? ma najczęściej negatywny
        wpływ na całe przyszłe życie dziecka.

        Jednak główną przyczyną zaginięć w tej grupie wiekowej jest brak
        właściwej opieki. Dzieci często pozostają same na podwórku, nawet
        późnym wieczorem, wałęsają się po ulicach. Nietrudno wtedy o
        nieszczęśliwy wypadek (utopienie, zabłąkanie w lesie, wypadek
        samochodowy). Czasami dzieci są ofiarami przestępstw.

        Ponadto każdego roku policja otrzymuje ok. 150 zgłoszeń o zaginięciu
        dzieci poniżej 6 roku życia. Oznacza to, że w każdym tygodniu
        policjanci organizują 2-3 akcje poszukiwawcze, często z udziałem
        wojska, straży pożarnej i okolicznych mieszkańców, aby odnaleźć
        zaginione dziecko. Małe dzieci najczęściej giną na wsi i w małych
        miasteczkach, gdzie dorośli uważają, że dzieci są bezpieczne na
        podwórku lub w okolicy domu./.../<<<
    • v.i.k.k.a tak, i ta babajaga miala czarna wolge(nt) 26.10.07, 00:01

      • Gość: ilu Re: tak, i ta babajaga miala czarna wolge(nt) IP: *.icpnet.pl 26.10.07, 00:03
        Za chwile te bzdurę będziemy mieć w Fakcie. Zakład?
        • Gość: Dundel. Re: tak, i ta babajaga miala czarna wolge(nt) IP: *.dsl.bell.ca 26.10.07, 01:16
          ...to prawda...np kampania PO odbyla sie za sprzedane za wysoka cene
          do strefy dolarowej ...czesci ciala dzieci....
          ...a Monika Olejnik ma gumowa rure odbytowa...i jest lysa..wlasciwie
          to facet w peruce...wlasciwie to niewiadomo.... takie cos !takie cos
          hahahahah...
          • malysutek Re: tak, i ta babajaga miala czarna wolge(nt) 26.10.07, 12:47
            Filip!


            ....Wyp.... stąd....
            • Gość: Filip Re: ....moje w PiSy IP: *.dsl.bell.ca 26.10.07, 16:26
              ...niby dlaczego mam wyp...z tad...?

              Tylko dlatego ze wybory wygraly ciemniaki (czyt;"obywatele"" z
              Platformy ....?

              ...Chcesz powiedziec "obywatelu"....ze wypadly ci z reki narzedzia
              DEMOKRACJI...w wydaniu azjatyckim.

              ...to skandal co robi redakcja GW - wycinacie moje WPISY !

              ...odmawiacie mi prawa do wypowiadania sie na tematy zwiazane z moja
              Ojczyzna...

              ...spoleczenstwo wolne..."nie zniewolone"....zmanipulowane przez
              ideologie marksistowska ...ma nawet prawo do zawartosci twojej
              lodowki....jak to widzimy z amerykanskich filmowych seriali...
              • Gość: 007 >Policjanci odnaleźli uprowadzoną 12-latkę z Tucho IP: *.icpnet.pl 27.10.07, 20:06
                >>>Policjanci odnaleźli uprowadzoną 12-latkę z Tuchowa
                ika 24-10-2007, ostatnia aktualizacja 24-10-2007 11:40

                Zaginioną 12-letnią Karolinę z Tuchowa (woj. małopolskie) odnaleźli
                policjanci w domu w Raszynie koło Warszawy.

                Dziewczynkę uprowadził tam 47-letni mężczyzna, który kontaktował się
                z nią przez Internet.

                Dziewczynka była poszukiwana od poniedziałku, kiedy rano wyszła do
                szkoły i już nie wróciła do domu. Dochodzenie doprowadziło
                policjantów do 47-letniego mieszkańca Krakowa, który nawiązał z nią
                kontakt przez Internet i umawiał się z nią. Oboje zostali
                odnalezieni w domu w Raszynie, który mężczyzna wynajmował będąc w
                delegacji.

                Zatrzymanemu mężczyźnie postawiono do tej pory zarzut pozbawienia
                wolności. Policja ustala, czy mogło dojść do molestowania
                seksualnego. Policjanci zabezpieczyli należący do mężczyzny komputer
                i telefon komórkowy, w którym odnaleziono zdjęcia dzieci. 47-letni
                Marek K. jest żonaty, ma jedno dziecko. Nie był wcześniej notowany
                przez policję.

                Oboje zostali odnalezieni w Raszynie - w firmie, w której mężczyzna
                pracował jako elektronik. Dziecko - według relacji funkcjonariuszy -
                było przerażone i wyczerpane. 12-latka powiedziała policjantom, że
                umówiła się z mężczyzną przez internet. Ten przyjechał do niej,
                rozmawiał z nią, a gdy nie chciała wsiąść do jego samochodu, zmusił
                ją do tego siłą, a następnie uprowadził.

                Zatrzymanemu postawiono do tej pory zarzut pozbawienia wolności.
                Policja ustala, czy mogło dojść do molestowania seksualnego.
                Policjanci zabezpieczyli należący do mężczyzny komputer i telefon
                komórkowy, w którym odnaleziono zdjęcia dzieci. 47-letni Marek K.
                jest żonaty, ma jedno dziecko. Nie był wcześniej notowany przez
                policję.
                Źródło : PAP<<<
                www.rp.pl/artykul/64644.html
                • Gość: 007 a tu coś dla Filipa /nie tylko.../ IP: *.icpnet.pl 27.10.07, 20:12
                  >>Nie widziałem, nie znałem, nie pamiętam
                  Krzysztof Masłoń 27-10-2007, ostatnia aktualizacja 27-10-2007 17:11

                  Osiemnaście lat czekał Zbigniew Mentzel, by przeprowadzić dłuższą
                  rozmowę z Leszkiem Kołakowskim. Gdy sławny filozof wyraził zgodę,
                  radość jego interlokutora była tak wielka, że o nic już nie dbał

                  www.rp.pl/artykul/65426.html
                  Mentzel pozwolił swemu rozmówcy mówić, co mu ślina na język
                  przyniosła, kłopotliwych pytań nie zadawał, z niczym nie
                  polemizował, niczego nie korygował, za to nie szczędził duserów
                  (?Leszku, ty wciąż czujesz się młodo, mam takie wrażenie?).

                  W efekcie powstała książka minoderyjna, pełna uników, miejscami
                  drażniąca. I, na nieszczęście, jest to dopiero pierwszy tom tego
                  wywiadu-rzeki, na razie doprowadzonego do 1968 roku.A przecież
                  mogłaby to być książka wyjątkowa. Kołakowski przez lata chronił
                  swoją prywatność, nie udzielał wywiadów, ciekawym jego życia i
                  twórczości musiało wystarczyć to, co sam o sobie w swoich książkach
                  napomknął. A że nie wystarczało, tym większe więc są nadzieje, z
                  jakimi czytelnik otwiera książkę Mentzla i tym większe jest
                  rozczarowanie po jej zamknięciu.

                  Już na wstępie Leszek Kołakowski zastrzega, że nie będzie mówił o
                  swoich rodzicach, a to dlatego, że jest ?bardzo przywiązany do
                  bliskich Zmarłych? (jakby w tym uczuciu było coś
                  ekstraordynaryjnego) ani nie opowie o tym, kto z kim spał. Tego
                  akurat po autorze ?Głównych nurtów marksizmu? nie oczekiwałbym,
                  natomiast o swoich korzeniach rodzinnych, wbrew początkowym
                  obiekcjom, powiedział wcale nie tak mało. Przede wszystkim wyraźnie
                  artykułując, że nie jest Żydem, co zważywszy na obsesyjne
                  podkreślanie przez niego polskiego antysemityzmu ? niejednego
                  zadziwi.


                  Nikczemne figury


                  Co więcej, Leszek Kołakowski wytyka absurdy w książkach Jana Tomasza
                  Grossa w rodzaju informacji o rzekomym strajku 15 tys. łódzkich
                  robotników odmawiających potępienia pogromu kieleckiego z 1946 roku.
                  ?Mogę sobie wyobrazić ? mówi Kołakowski ? że gdzieś tam zwołano
                  wiec, aby sformułować rezolucję potępiającą pogrom, a ludzie
                  uciekali stamtąd albo nie przychodzili. Ale strajk to była rzecz
                  poważna. Udział w takim strajku piętnastu tysięcy wydaje się
                  nonsensem?.

                  Protestuje też autor ?Obecności mitu? przeciw przypisywaniu przez
                  Grossa Polakom podwójnego poczucia winy: za przejęcie mienia
                  pożydowskiego i za ? uwaga! ? kolaborację z Niemcami.

                  ?Sugestia, że Polacy jako naród kolaborowali z Niemcami, byłaby
                  nikczemna. Spędziłem w Warszawie cały rok 1943, a więc bardzo ciężki
                  okres ? toczyło się powstanie w getcie. Odnosiłem wrażenie, że
                  szmalcowników można rozpoznawać po ich mordach obrzydliwych, były to
                  nikczemne figury. W moim środowisku uważano ich za najgorszą
                  szumowinę, szmalcownik zasługiwał na to, żeby go natychmiast zabić.
                  I z rozkazu podziemia takie wyroki wykonywano?.

                  Cóż to za środowisko, o którym mówi Kołakowski? Otóż mieszkał on na
                  Woli w mieszkaniu, w którym przechowywano Żydów zbiegłych z getta.
                  Przychodziła tam często Irena Sendlerowa. Po wojnie miała powiedzieć
                  Kołakowskiemu, ?że gestapowiec, który się nią zajmował, pokazał jej
                  grubą teczkę i powiedział, że pełna jest donosów na nią. Polacy
                  pisali donosy na taką niepatriotyczną osobę, która ratuje
                  Żydów...?.?

                  ? A jeśli gestapowiec kłamał?? ? ośmiela się zauważyć Mentzel.

                  ?? Może kłamał? ? przyznaje Kołakowski, ale słowo się rzekło.W maju
                  1943 roku Niemcy zabili na Pawiaku ojca Leszka Kołakowskiego (matka
                  zmarła w 1930 roku, gdy chłopiec miał trzy lata). Zamieszkał wtedy u
                  ciotki na Żoliborzu, gdzie też ukrywała się rodzina półżydowska, a
                  następnie przeniósł się na Saską Kępę do Kazimierza Błeszyńskiego,
                  znanego tłumacza i sławnego masona. Jego żona Wanda z domu była
                  Landau i też ? powiada Kołakowski ? ?miała niedobre pochodzenie?.Z
                  okresu powstania w getcie zapamiętał karuzelę na placu Krasińskich.
                  Kręciła się. ?To środowisko, w którym żyłem, miało, naturalnie,
                  sympatię do powstańców, ale nie była ona powszechna?.


                  Podobny anabaptystom


                  ?Nie znoszę antysemitów ? deklaruje rozmówca Zbigniewa Mentzla. ?
                  Brednie, które potrafią wygadywać ? pomijam śmiercionośne oskarżanie
                  Żydów o mordy rytualne ? bywają zadziwiające. Jako jedenastoletni
                  chłopiec usłyszałem na wsi od innego chłopca, że Żydzi nie mogą
                  widzieć słońca. Kiedy go zapytałem, dlaczego w takim razie noszą
                  czasem okulary przeciwsłoneczne, odpowiedział: Oni tak udają...?.

                  Przed wojną w Radomiu, rodzinnym mieście Kołakowskiego, jedną
                  trzecią mieszkańców stanowili Żydzi. Nic dziwnego, że chłopiec miał
                  kolegów żydowskiego pochodzenia ?i bardzo mnie gniewało ? opowiada ?
                  kiedy ktoś o Żydach mówił w pogardliwy sposób. Zdarzało się, że nie
                  tylko dorośli, ale także dzieci, które od dorosłych się nauczyły,
                  powtarzały: Bić Żyda!, Żyd to komunista! albo coś w tym rodzaju. Nie
                  znosiłem tego?.

                  Co wyróżniało małego Leszka z jego otoczenia? Nie był ochrzczony...
                  ?Mój ojciec ? wyjaśnia ? uważał, że chrzest dzieci jest niewłaściwy.
                  Miał pod tym względem przekonania podobne jak anabaptyści. Człowiek
                  może się ochrzcić, kiedy jest już starszy, z własnej woli?. Podobno
                  w Łodzi, do której przeprowadził się z Radomia, wyrzucono go ze
                  szkoły zaraz potem, gdy przedstawił się: ?Jestem bezwyznaniowy?.


                  To nie była fikcja


                  Koniec wojny zastał go w Garbatce, na skraju Puszczy Kozienickiej,
                  niedaleko Radomia. Sowietów powitał jako wyzwolicieli. ?Owszem,
                  słyszało się, że gwałcili kobiety i kradli, ja tego nie widziałem
                  ani nie znam nikogo, kto by widział, ale to na pewno się zdarzało,
                  chociaż nie na taką skalę jak później w Niemczech. Ale ci żołnierze
                  zwykli u nas ginęli i nas wyzwalali?.

                  Cieszył się ? powtarza ? że będzie odtąd normalne życie, normalne
                  szkoły, uniwersytety. Istniało jednak podziemie zbrojne, w dużym
                  stopniu ? powiada ? ?eneszetowskie. Oni, dopóki istnieli, łapali
                  jakichś ludzi i jak ktoś miał legitymację Polskiej Partii
                  Robotniczej, to go mordowali. Żydów także mordowali...?. Tak w
                  Garbatce zamordowano jedynego członka PPR, nauczyciela. Gdy jednak
                  Mentzel pyta Kołakowskiego, z jakiego odłamu pochodzili zabójcy, czy
                  z NSZ właśnie, Kołakowski mówi: ?Przypuszczam, ale nie wiem na
                  pewno?. Chwilę później opowiada zaś, że to kierownik miejscowego
                  koła Związku Walki Młodych był w NSZ (!) i ?wkrótce go aresztowano
                  za zabicie tamtego nauczyciela, pepeerowca i kilku innych osób.
                  Później przeczytałem w gazecie, że skazany został na śmierć?. Koło
                  się rozpadło.

                  To wszystko kupy się nie trzyma, ale nic też w tym specjalnie
                  dziwnego, gdyż wygląda na to, że młody Leszek Kołakowski żył w
                  niejakiej izolacji od polskiej rzeczywistości. O systemie sowieckim
                  nie miał pojęcia, w zbrodnię katyńską nie wierzył, a potem doszedł
                  do wniosku, że to ?jakiś generał miejscowy się przestraszył,
                  postanowił zabić tych oficerów i na własny rachunek wydał rozkaz?.

                  To, że ludzi z podziemia się aresztuje, że siedzą w więzieniach i
                  dostają wyroki śmierci, uważał, ?bo ja wiem, za taką rzecz
                  normalną?.

                  Akowców ponoć znał bardzo wielu, ale żaden z nich nie został
                  zatrzymany czy osadzony w więzieniu. ?Raz jeden byłem na jakimś
                  procesie, nie pamiętam już nazwiska tego człowieka sądzonego za
                  dywersyjne działania, nie był moim znajomym...?. To, przepraszam
                  bardzo, w jakim charakterze dostał się na salę sądową? Widza, który
                  pomylił sąd z teatrem? Tego się jednak nie dowiemy, bo rozmówca
                  Kołakowskiego łyka podobne ?impresje? bez zmrużenia oka.Podobnie
                  aprobująco przyjmuje Mentzel do wiadomości, że kolejno posiadał
                  Kołakowski dwa pistolety, czeską zbrojowkę i parabellum, no bo
                  ?niektórzy działacze PPR byli uzbrojeni?. Też tak myślę, tylko że
                  wcześniej Kołakowski mówi o sobie jako o szeregowym członku partii
                  (od końca 1945 roku), a nie jej aktywiście, którym ? okazuje się ?
                  był.
                  • Gość: 007 >9-latek został wykorzystany przez kolegów...< IP: *.icpnet.pl 29.10.07, 13:01
                    Łódź: 9-latek został wykorzystany przez kolegów


                    Dziennik Łódzki | 2007-10-27 12:34, aktualizacja: 2007-10-27 13:

                    Dwóch 12-latków brutalnie przymusiło 9-letniego Jasia do czynności
                    seksualnych. Prześladowcy zaciągnęli chłopca do opuszczonego budynku
                    nieopodal szkoły, w której wszyscy się uczą. Świadkami poniżania
                    Jasia byli inni uczniowie starszych klas podstawówki. Jeden z nich
                    opowiedział o wszystkim matce. Ta natychmiast powiadomiła szkołę,
                    potem policję.


                    Dla dobra dziecka policja nie ujawnia szczegółów. Psycholodzy nie
                    mają wątpliwości - do dewiacyjnych zachowań wśród uczniów szkół
                    podstawowych i gimnazjów dochodzi coraz częściej.

                    Do Poradni Zdrowia Psychicznego i Patologii Współżycia w Łodzi,
                    która jako jedyna w regionie zajmuje się przemocą seksualną, od
                    początku roku trafiło już blisko 80 dzieci molestowanych seksualnie
                    przez kolegów. - To zaledwie czubek góry lodowej - podkreśla
                    dyrektor poradni Aleksandra Robacha.

                    - Liczba osób wymagających porady rośnie w zastraszającym tempie.
                    Jeszcze kilka lat temu zgłaszało się do nas kilkanaście małoletnich
                    rocznie. Teraz jednak dzieci szybciej dojrzewają. Do molestowania
                    popycha ich naturalna w tym wieku ciekawość, za którą kryje się brak
                    odpowiedniej opieki w rodzinie. Dzieci czerpią wzorce zachowań
                    seksualnych z kolorowych magazynów, telewizji i Internetu. Dlatego
                    bywają bardzo okrutne - tłumaczy Aleksandra Robacha.

                    Według resortu edukacji, do przymuszania do zachowań seksualnych
                    przyznało się w badaniach 2 proc. uczniów, do zaczepiania i
                    prowokowania zachowań seksualnych - prawie 3 proc. W czerwcu
                    zeszłego roku w gdańskim gimnazjum kilku uczniów udawało, że gwałci
                    14-letnią Anię. Zajście sfilmowali telefonem komórkowym. Następnego
                    dnia Ania popełniła samobójstwo.

                    Zgodnie z prawem, każdy, kto wie o molestowaniu dzieci do 15 roku
                    życia, ma obowiązek złożyć doniesienie do prokuratury.
                    W.P.


Pełna wersja