kubapos
06.12.07, 22:00
no smutne...
tym bardziej ze to nie jedyny taki przypadek co świadczy o braku jakichkolwiek
procedur, odpowiedzialnych służb za takie wypadki itp. Podobna historia
przydarzyła sie moim znajomym - potrącili młodą sarnę na drodze na terenie
poligonu (jechali nią legalnie - mają przepustkę). Zaraz chwycili za
telefon... no i właśnie - jaki numer niby wybrać... dzwonili po wszystkich
świętych: policja, straż miejska, straż gminna, straż leśna, wojsko, na
informacje telefoniczną gdzie pół godziny wyjaśniali o co chodzi i że nie chcą
numeru do JAKIEGOS weterynarza tylko do jakiejs służby interwencyjnej do
przypadków nagłych jak ten! No i dostali niby numer do jakiejś wojewódzkiej
służby wet. czy cos takiego - odebral sensowny mily lekarz - staral sie pomoc
jak mogl, ale wlasnie mial jakies zwierze na stole i bylby za pol godziny a z
objawow sarenki jakie przekazali mu znajomi wynikalo ze to bedzie za późno...
no i było - zwierzę umarło w kałuży krwi za 5 minut... a skandalem jest to, że
żadna powyżej wymieniona służba nie poczuwałą się do odpowiedzialności do
interwencji!!! jedne bardziej inne mniej podstawnie - bo o ile moge zrozumiec
ze np. Straz Miejska nie poodejmuje interwencji a) poza miastem b) na terenie
wojskowym to nie rozumiem od czego jest STRAŻ LEŚNA w takim razie!!! tyle
smutne co bulwerujące i bezsensowne!!!! no ale cóż sie dziwić... numer 112 do
dziś nie działa jak powinien... a ostatnio jak dzwonilem na 997 to czekalem 12
minut!!!!!!!!!!!!!!! i złap kogoś na gorąco!!!
Pozdrawiam i życze jak najmniej potrzeb takich interwencji - tak w ogóle. KUBA