Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści?

08.12.07, 07:43
Ten artykuł pokazuje na dłoni jak niedostosowane do rzeczywistości są polskie
szkoły, a przykład anglistyki to najlepszy przykład. Przyszłym nauczycielom
pakuje się do głowy takie bzdury, że ręce opadają. Dziwi tylko, że sami nie
mają rozumu żeby nabrać do tego dystansu. Przykład: "W poznańskich lokalach
powszechnie występuje śledź (herring), ale przez jedno 'r' i chocolade zamiast
chocolate."

To "straszne"...

Pytam: co z tego, że są drobne błędy? Tym, że są literówki nie przejmują się
ani Amerykanie, ani też Anglicy, a nagle Polacy robią z tego aferę. Angielski
nie jest językiem, a narzędziem komunikacji (nie jest nawet językiem
oficjalnym w Wielkiej Brytanii). IMHO to właśnie dlatego ten język stał się
popularny i wyparł francuski - tylko że Polak tego pojąć nie potrafi.


Ponadto widać komu zależy na robieni afery wokół tego: "Praca tłumacza jest
bardzo odpowiedzialna. Nie każdy może wziąć słownik i sobie przetłumaczyć."
Ależ oczywiście musicie coś takiego mówić, w końcu jesteście przyszłymi
tłumaczami. Nie ma pracy dla was? Tough luck!
    • Gość: michał dobra robotra IP: *.icpnet.pl 08.12.07, 08:47
      Dobrą pracę wykonali studenci ! oby tylko z niej coś było w efekcie!
      Mam nadzieję, że te restauracje któe miałe błędy dosta o tym
      informację, by mogły sobie poprwić opisy dań. Zbliża się EURO 2012 i
      czas już zacząć myśleć o takich sprawach.
      • Gość: . Re: dobra robotra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.07, 22:12
        .
    • Gość: MK Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.centertel.pl 08.12.07, 08:58
      "Każdy szanujący się lokal w Poznaniu szczyci się menu przedstawianemu w
      przynajmniej dwóch językach." - przedstawianym, restauratorzy mają kłopot z
      angielskim, a redaktorzy z polskim.
    • Gość: TJ Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.icpnet.pl 08.12.07, 09:26
      Nie do końca masz rację. Sam widzialem już kilka razy obcokrajowców wychodzących z lokalu, bo nikt nie był w stanie ich obsłużyć.
      Na dworcu głównym czerwonowłosa pani w informacji nie rozumiała prostego pytania, z którego peronu odjedzie pociąg do Berlina i wydzierała się na cały hall " No nie rozumiem!!! No nie rozumiem!!!". Co ona robiła w tym okienku?
      To nie jest wina szkoły, bo wiele osób jakieś podstawy języka tam poznało. To nieuctwo. I tyle.
      Nie rozumiem tylko właścicieli lokali i innych kierowników, ze nie zatrudniają takich nieuków. No, chyba że chodzi o to aby płacić jak najmniej i dlatego niczego się od tych ludzi nie wymaga.
      Ale czerwiec 2012 bedzie zabawny w naszym mieście, nie sądzicie ?
      • lmblmb Pisałem o czymś innym 09.12.07, 09:26
        Gość portalu: TJ napisał(a):

        > Nie do końca masz rację. Sam widzialem już kilka razy
        > obcokrajowców wychodzących z lokalu, bo nikt nie był w stanie ich
        > obsłużyć.

        Pisałem o czepianiu się literówek.

        > To nie jest wina szkoły, bo wiele osób jakieś podstawy języka tam
        > poznało.

        Na przykładzie pani w okienku widzisz, że nie poznało. Gdyby uniwerek potrafił
        uczyć nauczycieli, a nie robić z igły widły (vide artykuł), to nauczyciele byli
        by w stanie wpoić uczniom podstawy.

        > To nieuctwo. I tyle.

        Nieuctwo = lenistwo jest podstawową cechą człowieka, i o to właśnie mi chodzi w
        krytyce Uniwersytetu: jak uczy się ludzi, którzy będą obsługiwać turystów w
        okienku (a nie robić doktorat), to uczy się ich jak małpy, najprostszych rzeczy.

        Żałosne jest to, że ja to rozumiem, a nie rozumie tego kadra UAM.

        > Nie rozumiem tylko właścicieli lokali i innych kierowników, ze nie
        > zatrudniają takich nieuków.

        Boś kiep i liczyć nie umiesz. Osoba znająca angielski będzie kosztować
        conajmniej o połowę więcej.

        > No, chyba że chodzi o to aby płacić jak najmniej i dlatego
        > niczego się od tych ludzi nie wymaga.

        No, zaczynasz rozumieć jak świat wygląda.
      • Gość: pp Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.mysmart.ie 26.09.08, 15:44
        Potwierdzam. Mieszkając w Poznaniu dużo jeździłem pociągami i kilkukrotnie zdarzało mi się pomóc kupić bilet lub zaprowadzić na peron zagranicznego turystę. Pomagałem jak byłem świadkiem podobnej sytuacji jak ww. Kanadyjczyk chciał kupić bilet do Koszalina i powiedział po polsku, ale z bardzo angielskim akcentem "Koszalin, normalny, proszę", a pani w okienku po polsku wykrzyczała "No ale pospieszny czy osobowy?".
        Będąc w Hiszpanii kupowałem bilet na autobus z Madrytu przez Zamorę do Salamanki. Pan mnie nie rozumiał po angielsku, ale z szerokim uśmiechem podał mi długopis i kartkę i powiedział "write" - napisałem godziny i daty autobusów z podaniem miejscowości (tak jak zaplanowałem podróż) i dostałem bilet. Inteligentna osoba się porozumie bez większych problemów, nawet nie znając języka, ale większość naszych "pań z okienek" najwidoczniej inteligencją, a zwłaszcza uprzejmością nie grzeszy.
        Co mnie zszokowało, to że w Berlinie w każdym okienku panie i panowie mówią po francusku, hiszpańsku lub angielsku. A do tego _uśmiechają się_!
    • Gość: ela Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.icpnet.pl 08.12.07, 11:12
      No tak - można sie było spodziewać, że znajdzie sie ktoś taki jak lmblmb, który
      napisze, że przecież nie ma problemu, że to tylko literówki, że o co chodzi i na
      pewno jest w tym spisek wszystkich tłumaczy świata.
      Zawsze ktoś taki musi się znaleźć.
      Społeczeństwo baranieje.
      • lmblmb jestem tłumaczem angielskiego 09.12.07, 09:59
        Gość portalu: ela napisał(a):

        > Zawsze ktoś taki musi się znaleźć.
        > Społeczeństwo baranieje.

        Zawodowo zajmuję się nauczaniem angielskiego i tłumaczeniem na angielski.
        Tłumaczyłem np. spotkania byłego wojewody Dziuby.

        Zapraszam do dalszej dyskusji.
        • mantis77 Teraz rozumiem 09.12.07, 16:03
          Rozumiem zacietrzewienie w twojej wypowiedzi niżej o tym że powinni
          się uczyć polskiego. Jakby takie jak ja miało podejście więcej osób
          to nie miałbyś pracy. Choć w sumie może nie do końca masz się czego
          obawiać. W końcu leniuchom którzy by się polskiego nie chcieli uczyć
          wynajmowaliby tłumaczy. Więc sprawa prosta. Nie jesteśmy w Anglii
          tylko w Polsce więc menu po Polsku.
          • Gość: pp Re: Teraz rozumiem IP: *.mysmart.ie 26.09.08, 15:51
            mantis77 napisał:

            > Rozumiem zacietrzewienie w twojej wypowiedzi niżej o tym że powinni
            > się uczyć polskiego. Jakby takie jak ja miało podejście więcej osób
            > to nie miałbyś pracy. Choć w sumie może nie do końca masz się czego
            > obawiać. W końcu leniuchom którzy by się polskiego nie chcieli uczyć
            > wynajmowaliby tłumaczy. Więc sprawa prosta. Nie jesteśmy w Anglii
            > tylko w Polsce więc menu po Polsku.

            W Sztokholmie można poprosic o menu po angielsku lub niemiecku prawie wszędzie i wszyscy sprzedawcy lub kelnerzy mówia w obcym języku. Byłem tam z kolegą. Ja mówie po angielsku, on po francusku (jest Irlandczykiem) i bez problemów mogliśmy zamówić lub kupić co się podoba.
            PS
            Moim zdaniem TV powinna puszczać filmy w oryginale z polskimi napisami, podobnie jest z grami komputerowymi, tak jak jest to w Skandynawii. Nawet jak ktoś się nie uczy języka, to zawsze załapałby kilka podstawowych zwrotów i byłoby łatwiej.
        • Gość: A Re: jestem tłumaczem angielskiego IP: *.icpnet.pl 09.12.07, 20:29
          Nie zartuj, i jestes po anglistyce poznanskiej? Moje dziecko przez 12 lat szkoly
          jakos nie moglo trafic na angliste po anglistyce.
          • lmblmb Nie, i dlatego mam dystans 11.12.07, 08:09
            Gość portalu: A napisał(a):

            > Nie zartuj, i jestes po anglistyce poznanskiej?

            Nie, i dlatego mam dystans do tego wydziału. Jak pisałem w innym poście,
            zarabiam pieniądze na tym, że uczę lepiej od nauczycieli po uniwersytecie (bo
            robię to bardziej skutecznie, mam klientów).

            To żenujące: to tak, jakby znachor był lepszy od lekarza. Czy to normalne?
    • xaliemorph Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? 08.12.07, 13:57
      No akurat się nie zgodzę. Co by było gdyby jechać gdzieś poza
      granice Polski, spotkać miejscowość gdzie menu także byłoby po
      Polsku lecz z jednym ale. Notorycznie powtarzałyby się pewne
      literówki. Jakie by można odnieść wrażenie? Że się tu po prostu
      innych nie szanuje. I jeśli się nie przykłada wagi do tak prostej
      rzeczy jak zwykłe przepisanie ze słownika wyrazów to kto wie jak
      jest z bardziej skomplikowanymi rzeczami.
      • lmblmb Ręce opadają... 09.12.07, 09:30
        xaliemorph napisał:

        > Jakie by można odnieść wrażenie? Że się tu po prostu
        > innych nie szanuje.

        Rozumiem, że osoby niewyrażnie wypowiadające słowa również nie mają do Ciebie
        szacunku. W końcu kaleczą Twój język, rzecz świętą!

        Ręce opadają...

        > I jeśli się nie przykłada wagi do tak prostej rzeczy jak zwykłe
        > przepisanie ze słownika wyrazów to kto wie jak jest z bardziej
        > skomplikowanymi rzeczami.

        No właśnie! Taki człowiek na pewno nie myje rąk przed pracą.

        Żarty na bok, wytłumacz mi argumentami dlaczego restaurator ma wydać 2..3 razy
        więcej na profesjonalnego tłumacza. Przypominam jednocześnie, że Polska jest
        krajem Trzeciego Świata (no, prawie) i turyści wybierający się w nasze strony
        raczej oczekują wychodka w lesie niż angielskiego w restauracji.
      • Gość: G Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.07, 12:44
        No właśnie: oto przykład, sami oceńcie - kawiarenka na Bornholmie, rok 2003

        img98.imageshack.us/my.php?image=menuod6.jpg
    • Gość: Natalia Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.centertel.pl 08.12.07, 14:52
      Drogi/a lmblmb.

      Mówić po angielsku fajna rzecz, a jeszcze fajniejsza mówić poprawnie w tym
      języku. Właśnie dlatego "przykład anglistyki to najlepszy przykład" na to, że
      jak już coś robić to porządnie, a nie po łebkach. A jedna literka naprawdę robi
      różnicę. Załóżmy że ktoś ma ochotę na babkę piaskową (swoją drogą pyszne
      ciasto:P), a w menu widzi, dajmy na to, "papkę piaskową", bo tłumaczowi się "b"
      ubezdźwięczniło:D. No ale to tylko takie moje marudzenie:P Druga rzecz, to nie
      każdy po anglistyce będzie tłumaczem, nie każdy nauczycielem, raboty mnoga, już
      ty się nie bój:)
      W ogóle skąd w tobie tyle wrogości do anglistyki? Czyżby...a nie, nie skończę,
      niskie to będzie:D
      Ale sympatyczne z ciebie stworzenie mimo wszystko:P
      • lmblmb udowodnij zyski. 09.12.07, 09:36
        Gość portalu: Natalia napisał(a):

        > Drogi/a lmblmb.
        >
        > Mówić po angielsku fajna rzecz, a jeszcze fajniejsza mówić
        > poprawnie w tym języku. Właśnie dlatego "przykład anglistyki to
        > najlepszy przykład" na to, że jak już coś robić to porządnie,
        > a nie po łebkach.

        Poprzyj tezę argumentami: jesli uważasz, że warto wydawać konkretne pieniądze na
        poprawność w angielskim, to pokaż mi jakie z tego będą zyski.

        > A jedna literka naprawdę robi różnicę. Załóżmy że ktoś ma ochotę
        > na babkę piaskową, a w menu widzi, dajmy na to, "papkę piaskową",
        > bo tłumaczowi się "b" ubezdźwięczniło:D.

        No i co z tego, nie domyślisz się?

        > Druga rzecz, to nie każdy po anglistyce będzie tłumaczem, nie
        > każdy nauczycielem, raboty mnoga, już ty się nie bój:)

        Niewiele wiesz, jak widzę. Siedzę w tym rynku od lat.
        • Gość: mika Re: udowodnij zyski. IP: *.centertel.pl 09.12.07, 12:36
          Agresywny coś uczestnik forum:D
        • Gość: Staruszek Polecam chinski.....ryz. IP: *.dsl.bell.ca 10.12.07, 06:40
          • Gość: Staruszek Re: Polecam chinski.....ryz. IP: *.dsl.bell.ca 10.12.07, 06:46
            oooooops....tak sie jakos stalo .
            Polecam jednak doswiadczenie z Chin , gdzie odbedzie sie letnia Olimpiada 2008
            i jak twierdza komunistyczne wladze tego kraju ....kazdy taksowkarz ma sie
            nauczyc podstawowych zwrotow po angielsku aby nie pokazac swiatu , ze chinczyk
            to nie.....ciemny chinczyk .
            Zreszta nie tylko taksowkarze maja takie zadanie ....dotyczy to informacji w
            calym zakresie spolecznego kontaktu ....na dworcu lotniczym i kolejowym ,
            policjanci i kelnerzy w restauracjach ....szczegolnie renomowanych , kulinaria i
            tlumaczenia ich nazw do ulic i turystycznej informacji ....etc .
    • mantis77 Gadanie 08.12.07, 15:16
      Mam kilka uwag.
      1. Dlaczego mówimy o tych co robią błędy? Lepiej robić coś niż nic.
      A możę studenci zrobili by akcję i z gazetą uhonorowali te lokale
      gdzie obsługa mówi w kilku językach i menu jest OK? Możejakaś
      nalepka na drzwiach że lokal przyjazny obcokrajowcom? Coś jak akcja
      TUTAJ JEST OK?

      2. Moim zdaniem turyści obcojęzyczni są też sobie winni i nie
      powinniśmy się nad nimi zbytnio rozczulać. Czy jak my pojedziemy do
      Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Francji to znajdziemy menu po polsku?
      Nie sądzę. Niech się uczą polskiego. Tak i mówię to poważnie. Polska
      jest krajem Unii Europejskiej i Polski jest jednym z języków na
      który muszą być tłumaczone dokumenty Unijne bo jest językiem
      oficjalnym. Więc niech się uczą. Przynajmniej poznają kulturę.

      Czy my wymagamy by wszystko za granicą po Polsku czy
      kupujemy "rozmówki" i uczymy się zwrotów?

      Nie zapomnę jak na studiach musieliśmy mieć przedmiot po angielsku
      tylko dlatego że przyjechał jeden student z Portugalii. Ani nam ani
      wykładowcy nie bylo to na rękę mimo że większość z nas coś tam
      łapała a wykładowca sobie dobrze radził z tym językiem (mimo to gdy
      nie było na zajęciach tego studenta to prowadził po polsku bo było
      mu znacznie łatwiej). Było to szczgólnie trudne gdy był to przedmiot
      techniczny i słownictwo było specjalistyczne.

      Tak więc niech obcokrajowcy też docenią że to kraj unijny i niech
      się kształcą lub kupują "rozmówki".

      Nie mniej ta ręka wieprzowa mnie powaliła na podłogę ;-)
      • Gość: ernest6 Re: Gadanie IP: *.dsl.milwwi.ameritech.net 08.12.07, 21:54
        Zgadzam sie z wiekszoscia tego co napisales(las?). Kiedy ide do
        restauracji fancuskiej w Stanach to mi nikt menu z fancuskiego na
        angielski nie tlumaczy a kelner(ka)ma za zadanie mi te potrawy
        opisac. Zreszta nieposiadajac jezyka francuskiego czesto musze te
        potrawy palcem pokazac bo ich przeczytac nie umiem(!) - i to dodaje
        uroku restauracji (zwykle sa one drozsze bo "autentyczne"). To samo
        z restauracjami chinskimi, afganskimi, wietnamskimi, etc.
        Obcokrajowcy jada do Polski po egzotyke (chyba ze jada na delegacje -
        biedactwa!). Jak chca "french fries" to ida do MacDonalda.
        Slowo "pizza" tez jest im nieobce. Uwazam ze menu w Polsce, jesli
        juz sa tlumaczone, to sa tlumaczone zbyt szczegolowo. Tlumaczenie
        potraw typowo polskich jest niepotrzebne i czesto wychodzi
        przesmiesznie. W moim innym komentarzu mowilam o umiejetnosciach
        jezykowych obslugi. I tu bym sie raczej skupiala niz
        na "profesjonalych" tlumaczeniach menu.
        • Gość: LC Re: Gadanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.07, 22:21
          Zgdzam się z powyższymi uwagami. Nazw specyficznych nie należy na siłę tłumaczyć, gdyż można tylko niepotrzebnie pogmatwać. Opisy potraw są także w przewodnikach. Co innego tłumaczenie tzw potraw podstawowych typu herbata, czy dania z wołowiny, tu powinny być poprawne nazwy. Zgodzę się również, że obsługa musi umieć te potrawy opisać po angielsku. Podobne absurdy dotyczą tłumaczenia na siłe nazw ulic, placów czy budynków. Chińczycy mają Tienanmen, a Poznaniacy za granicą mają Old Market.
          • mantis77 Bardzo proste rozwiązanie 08.12.07, 23:27
            W menu obok potraw fotka i sprawa załatwiona bo kązdy będzie
            wiedział co to jest. Jak byłem na słowacji to nawet w fast foodzie
            mieli w cenniku nad kasami pokazane. Zresztą u nas w Mc też tak
            jest.

            Ale nie tylko w fast foodach. W dobrych kawiarniach też desery są
            pokazane (np w Plazie w Ice caffe). Chyba obrazki zrozumieją?
      • lmblmb Niech uczą się polskiego, ROTFL! 09.12.07, 09:14
        mantis77 napisał:

        > [...] Polski jest jednym z języków na
        > który muszą być tłumaczone dokumenty Unijne bo jest językiem
        > oficjalnym. Więc niech się uczą. Przynajmniej poznają kulturę.

        Mówisz, że warto przeznaczyć 7 lat swojego życia po to, aby obejrzeć trzy filmy
        i ewentualnie czytać w oryginale książki, które i tak są przetłumaczone na
        wszystkie popularne języki?

        A może polska kultura oferuje coś innego wartościowego, czego nie zauwazyłem?
        Proszę o przykłady.

        > Czy my wymagamy by wszystko za granicą po Polsku czy
        > kupujemy "rozmówki" i uczymy się zwrotów?

        Wymagamy, aby było po angielsku.

        Sugestia, że obcokrajowcy mają uczyć się polskiego jest conajmniej komiczna.
        Polski nie reformował się przes ostatnie kilkaset lat i jest jednym z
        najgorszych języków do nauki. Nawet rosyjski jest prostszy, mimo róznicy w
        alfabecie.

        Argument o tym, że jest to język oficjalny w Unii jest tak samo istotny dla
        irlandzkiego (Irish Gaelic), którym mówi może z 50 tysięcy ludzi.

        Leć uczyć się irlandzkiego, będziesz mógł poprawnie nazwy wymówić.
        • mantis77 To niech nie przyjeżdżają 09.12.07, 16:00
          Jak mają narzekać to niech nie przyjeżdżają. Mogą sobie kupić
          rozmówki. Poza tym można pokazać w menu co się chce. Jak jadę za
          granicę muszę się liczyć z tym że będę miał trudności językowe i
          tyle. Albo to biorę pod uwagę i jadę albo zostaję w domu. Proste.

          A co do kultury to powiem tak cudze chwalicie swego nie znacie.
          Jest wiele rzeczy których za granicą nie zobaczą a u nas tak.
          • lmblmb Re: To niech nie przyjeżdżają 11.12.07, 08:20
            mantis77 napisał:

            > Jak mają narzekać to niech nie przyjeżdżają. Mogą sobie kupić
            > rozmówki. Poza tym można pokazać w menu co się chce. Jak jadę za
            > granicę muszę się liczyć z tym że będę miał trudności językowe i
            > tyle. Albo to biorę pod uwagę i jadę albo zostaję w domu. Proste.

            Ale ja popieram Twoje pragmatyczne zdanie na ten temat. Jak piszesz, menu z
            obrazkami to najprostsze rozwiązanie.

            > A co do kultury to powiem tak cudze chwalicie swego nie znacie.
            > Jest wiele rzeczy których za granicą nie zobaczą a u nas tak.

            Oczywiście, a najwięcej ich jest przy drodze numer 2 w stronę Berlina (po polsku
            Świecka): krasnale, papierosy, wiklina i "aale".

            Sorry za sarkazm, polska kultura to nie pustynia, ale naprawdę nie ma w niej na
            tyle dużo, żeby poświęcić lata na naukę polskiego. Chyba sobie nie zdajesz
            sprawy ile to zajmuje lat, i ile idiotycznych wyjątków po drodze musisz wykuć
            (np. "wołu" zamiast "wołowi").
            • mantis77 Ależ nikt im nie każe 11.12.07, 18:06
              Nikt im nie każe się uczyć perfect.
              Czy myślisz że polski kelener nie zrozumiałby (no w sumie też to
              zależy od inteligencji ale myślę że debili nie zatrudniają)
              hasła "ja jeść kartofel z sos myśliwy"? i że gdyby kelner
              powiedział "Pan chce ziemniaki z sosem myśliwskim" to by obcy nie
              przytaknął.

              Zazwyczaj jest tak że więcej rozumiemy niż umiemy powiedzieć. Ale
              jakoś łatwiej nam pamiętać rzeczowniki niż odmiany czasowników i
              przymiotniki. Więc myślę że by zrozumieli.

              A jeśli chodzi o turystykę no to zabytki są opisywane w dwóch a
              nawet kilku językach.

              Poza tym jak wspomniałem są rozmówki.

              Ja nie umiem super angielskiego ale przeczytać potrafię i z słuchu
              też wyłapuję ale jakbym miał powiedzieć to pewnie też by
              wyszło "moja twoja zjeść" bo poprostu jestem kiepski z gramatyki.
              Ale podstawa to chcieć się dogadać. Nawet jak się ktoś pośmieje to
              niech się pośmieje ale ważny jest efekt a nie "ę" i "ą".

              A co do kultury to dlaczego tak popularna jest agroturystyka i
              niemcy przyjeżdżają na polskie przygraniczne targi kupować polskie
              jedzenie? Dlaczego to w polsce jest część największej puszczy
              europejskiej europy i największy europejski ssak lądowy? Poza tym
              polska historia jest niedoceniana a nie zmienimy tego że jesteśmy
              geograficznie "europa centralna" lub "środkowa". Historię mamy
              baaaardzo bogatą tylko zabytków mniej bo co chwilę mieliśmy wojny i
              jakieś wojska równały wszystko z ziemią idąc ze wschodu na zachód,
              lub z zachodu na wschód. A kultura to nie tylko zabytki ale i
              obrzędy, ludzie, potrawy, przyroda. Ja bym powiedział że wszystko
              związane z położeniem geograficznym co miało wpływ na człowieka
              mieszkającego na danym terenie.

              Tak więc jednak myślmy pozytywnie.
          • Gość: Gosc Re: To niech nie przyjeżdżają IP: *.pools.arcor-ip.net 04.01.08, 22:46
            Populista
        • Gość: PL Re: Niech uczą się polskiego, ROTFL! IP: *.centertel.pl 09.12.07, 16:37
          > Polski nie reformował się przes ostatnie kilkaset lat

          powiedział Wielki Lingwista LMB ...

          to kiedy "przez" zamieniło się na "przes" ?

          A poważnie - poczytaj sobie może nieco tekstów źródłowych z okresu początków
          piśmiennictwa polskiego, to zauważysz jak głębokie zmiany zaszły w obrębie
          naszego języka.
          • lmblmb Zmiany są relatywnie mniejsze niż w innych językac 11.12.07, 08:15
            Gość portalu: PL napisał(a):

            > > Polski nie reformował się przes ostatnie kilkaset lat
            >
            > powiedział Wielki Lingwista LMB ...
            >
            > to kiedy "przez" zamieniło się na "przes" ?

            Powinieneś jeszcze nazwać mnie matołem, idiotą i nieukiem, celem dopełnienia
            obrazu poziomu dyskusji w Polsce. Dyć ważniejsza jest forma od treści, nieprawdaż?

            > A poważnie - poczytaj sobie może nieco tekstów źródłowych z okresu
            > początków piśmiennictwa polskiego, to zauważysz jak głębokie
            > zmiany zaszły w obrębie naszego języka.

            Zmiany są relatywnie mniejsze niż w innych językach.

            Fakty to fakty: rosyjska gramatyka jest łatwiejsza od polskiej, a z języków
            słowiańskich nie piszących cyrylicą tylko czeski ma więcej własnych znaków
            diakratycznych. Pozostałe nacje nie mają tylu ogonków. AFAIK w czeskim "nie"
            pisze się zawsze razem, nawet z czasownikiem, a w polskim po ostatniej reformie
            to sam nie wiem.

            Cóż, nie moja strata.
            • Gość: karramba Re: Zmiany są relatywnie mniejsze niż w innych ję IP: 195.16.91.* 08.01.08, 08:57
              Znaków diakratycznych? A może idiodemokratycznych?
        • Gość: Gosc Re: Niech uczą się polskiego, ROTFL! IP: *.pools.arcor-ip.net 04.01.08, 22:44
          BRAWO !!!!!!!!!! sluszna uwaga i z reka na sercu.... kto
          potrzebuje jezyk polski.... oczywiscie tylko Polacy
      • Gość: pp Re: Gadanie IP: *.mysmart.ie 26.09.08, 16:11
        mantis77 napisał:

        > Mam kilka uwag.
        > 1. Dlaczego mówimy o tych co robią błędy? Lepiej robić coś niż nic.
        > A możę studenci zrobili by akcję i z gazetą uhonorowali te lokale
        > gdzie obsługa mówi w kilku językach i menu jest OK? Możejakaś
        > nalepka na drzwiach że lokal przyjazny obcokrajowcom? Coś jak akcja
        > TUTAJ JEST OK?

        Przykladowo Buddha Bar ma całkiem spoko menu po angielsku, ale pewnie ze względu na to, ze to międzynarodowa sieć...

        > 2. Moim zdaniem turyści obcojęzyczni są też sobie winni i nie
        > powinniśmy się nad nimi zbytnio rozczulać. Czy jak my pojedziemy do
        > Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Francji to znajdziemy menu po polsku?
        > Nie sądzę. Niech się uczą polskiego. Tak i mówię to poważnie. Polska
        > jest krajem Unii Europejskiej i Polski jest jednym z języków na
        > który muszą być tłumaczone dokumenty Unijne bo jest językiem
        > oficjalnym. Więc niech się uczą. Przynajmniej poznają kulturę.

        OK. Mój kumpel Irlandczyk zna dobrze gaelic, francuski i uczy się szwedzkiego (wszystkie są oficjalnymi językami UE). Przyjedzie do Poznania w maju, i co? Przecież uczy się obcego języka, akurat nie polskiego. Po polsku potrafi się jedynie przedstawić i poprosić o piwo, mleko i chleb (zawsze coś). Nie ma prawa tu przyjechać i po prostu być turystą?

        BTW w Irlandii kilkukrotnie spotkałem się z polskim menu w restauracjach, a na witrynach sklepowych są napisy "mówimy po polsku"

        > Czy my wymagamy by wszystko za granicą po Polsku czy
        > kupujemy "rozmówki" i uczymy się zwrotów?

        Widziałeś kiedys rozmówki polskie, a w nich np transliterację wymowy? Żenada jednym słowem, robiona przez domorosłych tłumaczy.

        > Nie zapomnę jak na studiach musieliśmy mieć przedmiot po angielsku
        > tylko dlatego że przyjechał jeden student z Portugalii. Ani nam ani
        > wykładowcy nie bylo to na rękę mimo że większość z nas coś tam
        > łapała a wykładowca sobie dobrze radził z tym językiem (mimo to gdy
        > nie było na zajęciach tego studenta to prowadził po polsku bo było
        > mu znacznie łatwiej). Było to szczgólnie trudne gdy był to przedmiot
        > techniczny i słownictwo było specjalistyczne.

        PP? ;)

        > Tak więc niech obcokrajowcy też docenią że to kraj unijny i niech
        > się kształcą lub kupują "rozmówki".
        >
        > Nie mniej ta ręka wieprzowa mnie powaliła na podłogę ;-)
    • Gość: kola Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: 91.64.168.* 08.12.07, 15:24
      ja mialam jeszcze bardziej fundamentalny zywieniowy problem w Poznaniu podczas
      zwiedzania go z osoba z zagranicy. poza rynkiem nie moglismy znalezc praktycznie
      rzadnej knajpy, zeby cos zjesc i zeby nie byl to Sfiks, Green.. (zapomnialam
      pelna nazwe), czy inny fast food. owszem bez problemu walesajac sie po uliczkach
      mozna bylo znalezc kawiarnie z bardzo smacznymi ciastkami, ale ich sie nie da
      jesc i na sniadanie, i na drugie sniadanie i na obiad i na kolacje.

      jesli ktos moglby przy okazji spontanicznie na przyszlosc cos zaproponowac to z
      gory dziekuje. chodzi mi o przyjemne miejsce, dla mlodych osob, gdzie danie
      glowne kosztuje miedzy 20 a 30 zlotych. oczywiscie za rady, ze pisze aktualnie
      na zlym forum tez dziekuje ;)

      Poznan bardzo mi sie podobal podczas mojej pierwszej wizyty i chcialabym tu znow
      przyjechac, ale wolalabym sie nie odchudzac na sile... lub jeszcze gorzej...
      zapychac calymi dniami szarlotkami z bita smietana i galka lodow :)
      • mantis77 A o co Ci chodzi? 08.12.07, 20:41
        W jakim rejonie Poznania? Prawie w każdym centrum handlowym są
        restauracje i kafejki. Zależy o jakie danie Ci chodzi? Pizzerii jest
        dużo. W PLazie np jest Antrejka. A wogóle są różne knajpy i jest ich
        sporo.

        Bardzo dobre jedzenie jest też w poznańskich barach mlecznych które
        zupełnie nie przypominają tych z filmu "Miś". Koło mnie jest
        np. "Santos" w centrum przy targach jest "Euruś". Jedzenie bardzo
        dobre np pyzy czy inne i tanie.
        A np. takiego "Santosu" nie sposób odróżnić od zwykłej restauracji
        tak ładnie w środku.
        Na deptaku też jest sporo knajpek.

        Robiąc materiał z Wyborczą o dostosowanych lokalach odwiedziliśmy
        ich 200 w mieście więc wiem co mówię bo conajmniej 100 to były
        miejsca gdzie można byl coś zjeść.
        • Gość: kola Re: A o co Ci chodzi? IP: 91.64.168.* 10.12.07, 11:22
          pizzerie owszem jakas znalezlismy, ale tylko w rynku.

          jestem otwarta na rozna kuchnie i na ogol w innych miastach mam oko do szybkiego
          wyszukiwania miejsc, gdzie mozna sprobowac dania roznych kuchni.
          w trakcie 2 dniowego pobytu zdarzylam przemierzyc wiekszosc uliczek Starego
          Miasta i czesc Jezyc.
          wole miejsca na miescie, a nie w centrach handlowych.

          anyway dziekuje. zapisalam sobie podane przez Ciebie nazwy.
          odkrywanie kulinarnego Poznania nadal przede mna.

          a propos jeszcze dyskusjo o dbalosci o jezyk.
          jesli komus jest wszystko jedno, czy ktos mowi do niego
          Rafal, czy Lafal,
          Ola, czy Ula
          i jest mu wszystko jedno, czy jest z
          Poland czy z Holland
          to byki w karcie dan, plama na spodniach, czy inne niechlujstwa, nie beda mu tez
          przeszkadzac.

          a moze wystarczyloby wydac na tlumacza kilkadziesiat zlotych i pochwalic sie
          profesjonalnie przetlumaczona karta... a jak szkoda na taki wydatek... no to szkoda
      • Gość: pp Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.mysmart.ie 26.09.08, 16:17
        Polecam Sorellę - dobre żarcie i kosmicznie fajna szarlotka. Panie kelnerki lepiej lub gorzej mówią po angielsku, ale wystarczająco dobrze.
    • Gość: lugromdrol Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.adsl.inetia.pl 08.12.07, 15:25
      To przypomina mi "Denmark from chicken" (Tak, "dania z kurczaka"), widziane w jakimś menu, a także "guilt" jako "wina", to widziane na zdjęciu menu na JoeMonster.org.
    • cyrylski Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? 08.12.07, 15:33
      Narzedzie komunikacji jest skuteczne gdy jest odpowiednio uzywane. Nie otwiera
      sie zamka w drzwiach widelcem, nie wlewa sie musztardy do baku samochodu. Kiedy
      zamawiasz salate w sosie nie chcesz otrzymac peklowanych warzyw. Czy naprwade
      uwazasz, ze Polak "tego pojąć nie potrafi"?

      Moze warto troche sie wysilic zeby nie wyjsc na niechluja i przyglupa, co?
      • lmblmb Sprawa wygląda inaczej niż ją widzisz... 09.12.07, 09:56
        cyrylski napisał:

        > Narzedzie komunikacji jest skuteczne gdy jest odpowiednio uzywane.
        > Nie otwiera sie zamka w drzwiach widelcem, nie wlewa sie musztardy
        > do baku samochodu.

        Cyryl, wybacz, ale masz doświadczenia językowe spoza IFA? Nie chcę być bezczelny
        czy arogancki, ale mam wrażenie, że nie miałeś do czynienia z prawdziwymi
        problemami, np. francuskim policjantem wmawiającym Ci, że wszedłeś bez biletu do
        metra, czy z niemieckim mechanikiem samochodowym, od którego zależy czy dalej
        jedziesz do celu, czy nie.

        W takich sytuacjach zaczynasz doceniać, że drzwi można otwierać musztardą, a do
        samochodu tankować drut.

        > Kiedy zamawiasz salate w sosie nie chcesz
        > otrzymac peklowanych warzyw. Czy naprwade
        > uwazasz, ze Polak "tego pojąć nie potrafi"?

        To są przykłady ekstremalne, wyolbrzymione. Nie neguję, że nie istnieją, próbuję
        powiedzieć że poziom menu w restauracjach nie jest taki tragiczny, jak
        próbujecie przedstawić. Zresztą nie wyłapaliście najczęstszego błedu w
        pizzeriach, czyli "paprika" zamiast "peppers".

        To mimo wszystko są drobiazgi!

        Zresztą byłem niedawno miesiąc w Bonn, gdzie "wszystko" jest po angielsku, i
        jakoś wcale to nie pomaga, bo poza podstawowymi, prostymi rzeczami poziom tego
        angielskiego jest tak tragiczny, że nie idzie zrozumieć o co autorowi chodziło.

        > Moze warto troche sie wysilic zeby nie wyjsc na niechluja i
        > przyglupa, co?

        Robisz podstawowy błąd w ocenie sytuacji.

        Protestanci są pragmatyczni i nie traktują języka jako część kultury. Wiesz o
        tym, że angielski nie jest językiem oficjalnym w UK? Oni po prostu nie
        wystawiają języka na piedestał i nie dostają palpitacji jeśli ktoś coś kręci. To
        dlatego IMHO francuski wyszedł z użycia.

        Stąd w żaden sposób nie wyjdziesz na przygłupa jeśli zamienisz jakąś literę na
        inną, bo oni po prostu się tym nie przejmują.

        Kilka przykładów:
        "you don't live their"
        "your right" (nie "twoje prawo"!)
        "I would of though" (domyślasz się w ogóle co to jest?)

        Przykłady autentyczne, z youtube.
        • Gość: dynamitri Re: Sprawa wygląda inaczej niż ją widzisz... IP: 131.227.230.* 10.12.07, 00:28
          > w żaden sposób nie wyjdziesz na przygłupa jeśli zamienisz jakąś
          > literę na inną, bo oni po prostu się tym nie przejmują.
          >
          > Kilka przykładów:
          > "you don't live their"
          > "your right" (nie "twoje prawo"!)
          > "I would of though" (domyślasz się w ogóle co to jest?)
          >
          > Przykłady autentyczne, z youtube.

          no gratuluje, jesli wg. ciebie język z tak wielkiego bigosu (żeby nie
          powiedzieć: "śmietniska") językowego jakim jest youtube, jest dla ciebie w
          jakimkolwiek stopniu *wymierny*.

          sorry, man, ale pojęcie o języku to ty masz marne. jeśli jesteś po jakichkolwiek
          studiach filologicznych, to komuś, kto cię przepuścił, uprawnienia powinno
          odebrać się w trybie natychmiastowym. jeśli współpracowałeś z wojewodą jako
          tłumacz, to chyba tylko dzięki swoim nieprzyzwoicie niskim cenom ;)

          a teraz do rzeczy:

          youtube to śmietnik.
          internet to śmietnik. językowy. zwłaszcza w kwestii języka angielskiego - którym
          posługuje się znacząca liczba Internautów (jeśli nie przeważająca większość).
          piszą w tym języku ludzie z całego świata, niezależnie od tego, czy jest to ich
          język ojczysty, czy też drugi, trzeci albo... siedemnasty język, o którym
          pojęcie mają gorzej niż mgliste. wskutek tego pojawia się mnóstwo potworków,
          literówek czy zniekształceń -
          • lmblmb Nie znasz sprawy, a zgrywasz znawcę. 11.12.07, 07:56
            Gość portalu: dynamitri napisał(a):

            > > Przykłady autentyczne, z youtube.
            >
            > no gratuluje, jesli wg. ciebie język z tak wielkiego bigosu (żeby
            > nie powiedzieć: "śmietniska") językowego jakim jest youtube, jest
            > dla ciebie w jakimkolwiek stopniu *wymierny*.

            Bardzo wymierny, bo bardzo realny. Co więcej, jestem w stu procentach
            przekonany, że przykłady zostały wyprodukowane przez Amerykanów.

            > sorry, man, ale pojęcie o języku to ty masz marne.

            Na pewno masz lepsze.

            > jeśli jesteś po jakichkolwiek studiach filologicznych,

            Ależ absolutnie nie, mam dużo lepsze wykształcenie (w toku).

            > jeśli współpracowałeś z wojewodą jako tłumacz, to chyba tylko
            > dzięki swoim nieprzyzwoicie niskim cenom ;)

            Tak, jestem z natury nieprzyzwoity.

            > a teraz do rzeczy:
            > youtube to śmietnik.

            W takim razie częściej musisz grzebać w śmietniku, bo to autentyczne przykłady.

            > internet to śmietnik. językowy. zwłaszcza w kwestii języka
            > angielskiego - którym posługuje się znacząca liczba Internautów
            > (jeśli nie przeważająca większość).
            > piszą w tym języku ludzie z całego świata,

            Łatwo zauważyć, że cytowane przykłady zostały wyprodukowane przez Amerykanów, bo
            to fonetyczne odpowiedniki poprawnej pisowni.

            > wskutek tego pojawia się mnóstwo potworków,literówek czy
            > zniekształceń -
        • cyrylski Re: Sprawa wygląda inaczej niż ją widzisz... 10.12.07, 08:28
          Coz, mi sie po prostu wydaje, ze czepiasz sie. Zostalo wybranych kilka zabawnyc
          przypadkow i nie chodzilo o to zeby byc robic jakas doglebna analize dyskursu
          pomiedzy tworca a odbiorca menu restauracyjnego. Nikt tu nie pisze felietonow,
          raportow ani doktoratow w tym temacie. Ot, krotki zestaw spostrzezen i tyle. A
          ze przyklady sa wyolbrzymione - coz, takie najbardziej przemawiaja do wyobrazni,
          moze pare osob dzieki temu przejrzy swoje menu.

          Powtarzam, nie chodzi o wystawianie niczego na piedestal, tylko jaki jest sens
          uzywania jezyka jesli nie spelnia on swojej podstawowej funkcji jaka jest
          przekazywanie informacji?
          • lmblmb Re: Sprawa wygląda inaczej niż ją widzisz... 11.12.07, 08:02
            cyrylski napisał:


            > Powtarzam, nie chodzi o wystawianie niczego na piedestal, tylko
            > jaki jest sens uzywania jezyka jesli nie spelnia on swojej
            > podstawowej funkcji jaka jest przekazywanie informacji?

            Sorry, ale nawet osoba o IQ > 100 zrozumie, że "pizza with paprika" to "pizza
            with peppers", a wytykanie takich błędów jak "chief" zamiast "chef" to po prostu
            typowo polski klimat: znaczenia nie ma to żadnego (bo i tak zrozumiałe), ale
            siedzi nad tym grupka tłumaczy i wydaje im się, że przyczyniają się do wzrostu GDP.

            Realia są takie, że produkt "almost good" jest wystarczająco dobry, jeśli jest
            trzy razy tańszy od produktu "good". Gdyby tak nie było, to produkty chińskie
            zostałyby wyparte przez niemieckie, a jak sam wiesz jest odwrotnie.

            W Polsce menu będą wyglądały tak, jak to opisujecie dopóki prosty właściciel
            pizzerii czy restauracji nie nauczy się angielskiego, bo na zatrudnianie
            tłumacza to nie macie co liczyć.
            • cyrylski Re: Sprawa wygląda inaczej niż ją widzisz... 11.12.07, 17:01
              Hmmm, okej, masz prawo mieć własne zdanie :) Ja staram się nie kupować produktów
              typu "almost good". Moim zdaniem biednego nie stać na tanie a niechlujstwa nie
              można usprawiedliwiać niższymi kosztami.
              Oczywiście, tłumaczenie menu może być "almost good". Talerz może być "almost
              clean" a kufel piwa "almost full". Mnie to po prostu nie zadowala. A nie jestem
              jakimś szczególnie wymagającym klientem. Poza tym, weź też pod uwagę, ze kiedy
              przyjeżdzają do nas ludzie z zagranicy to są zapewne przyzwyczajeni do pewnego
              standardu obsługi. Jeśli wszystko będzie "almost good", to i turysta będzie
              "almost satisfied". Ja wolałbym być po prostu "satisfied". Prawie ROBI wielką
              różnice i warto o tym pamiętać na każdym kroku. Umiejętność prawidłowego
              korzystania ze słownika i/lub internetu nie przerasta przeciętnego właściciela
              restauracji w Poznaniu. I nie wymaga też zatrudniania tłumacza.
              • lmblmb Re: Sprawa wygląda inaczej niż ją widzisz... 02.01.08, 09:15
                cyrylski napisał:

                > niechlujstwa nie można usprawiedliwiać niższymi kosztami.

                To nie niechlujstwo, a oszczędność. Konkretna.

                > Oczywiście, tłumaczenie menu może być "almost good". Talerz może
                > być "almost clean" a kufel piwa "almost full".

                Nie, bo kufel prawie czysty czy prawie pełny to po prostu przestępstwo.

                > Mnie to po prostu nie zadowala.

                Tak Ci się tylko wydaje. Na codzień wybierasz produkty prawie tak dobre jak
                prawdziwe, bo są 3 razy tańsze. Nie wierzysz? Idź do np. Piotra i Pawła i zobacz
                ile np. kosztują produkty bez konserwantów.

                > Poza tym, weź też pod uwagę, ze kiedy przyjeżdzają do nas ludzie
                > z zagranicy to są zapewne przyzwyczajeni do pewnego
                > standardu obsługi.

                Mówiłem o tłumaczeniu menu, nie o jakości obsługi.

                > Jeśli wszystko będzie "almost good", to i turysta będzie
                > "almost satisfied".

                Udowodnij, że niewielkie błędy w menu spowodują niezadowolenie turysty, bo cały
                czas próbuję powiedzieć, że tak nie jest.

                > Prawie ROBI wielką różnice i warto o tym pamiętać na każdym kroku.

                Dokładnie - robi więlką różnicę w kosztach. Trochę lepsze menu jest dużo, dużo
                droższe, więc właściciel robi rzecz może naganną z Twojego punktu widzenia (w
                koncu nie daje nam zarobić), ale poprawną z punkltu widzenia ekonomii. Warto to
                zrozumieć, żeby się w przyszłości nie frustrować.

                > Umiejętność prawidłowego korzystania ze słownika i/lub internetu
                > nie przerasta przeciętnego właściciela restauracji w Poznaniu.

                Raczej nie tylko w Poznaniu, a na całym świecie.
                • Gość: karramba Re: Sprawa wygląda inaczej niż ją widzisz... IP: 195.16.91.* 08.01.08, 10:51
                  Dziwna ta Twoja ekonomia. Czy zamówienie profesjonalnego tłumaczenia może
                  rzeczywiście nadszarpnąć budżet restauracji? Nie mówimy o budkach z kebabem. A
                  przecież nie wszystkim przyjezdnym jest wszystko jedno, co przeczytają w menu.
                  Powiem ci szczerze, że po przeczytaniu niechlujnie prztłumaczonej karty dań
                  zacząłbym się poważnie zastanawiać, jak wygląda czystość w kuchni.
    • Gość: słownikowyszperacz Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.icpnet.pl 08.12.07, 20:05
      wg nawet najnowszego słownika dishes from oven to są!!! dania z
      piekarnika,(dawniej także nazywanym dochówką, przez O!) a nijak z
      rusztu. Z rusztu to baked on a gridiron, no ostatecznie grill(ed).
      Gridiron, to termin kulinarny, podczas gdy oven kuchenny, czyli
      dokładniej techniczny.
      • Gość: pp Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.mysmart.ie 26.09.08, 16:24
        Gość portalu: słownikowyszperacz napisał(a):

        > wg nawet najnowszego słownika dishes from oven to są!!! dania z
        > piekarnika,(dawniej także nazywanym dochówką, przez O!) a nijak z
        > rusztu. Z rusztu to baked on a gridiron, no ostatecznie grill(ed).
        > Gridiron, to termin kulinarny, podczas gdy oven kuchenny, czyli
        > dokładniej techniczny.

        Bo tak jest. Problem polega też na tym, że nasze menu tłumaczy się bezpośrednio. Np. na Wyspach menu po prostu wygląda inaczej: nie ma dania z grilla, zupy itd. Podane są zazwyczaj w innej typologii: dania z kurczaka, wołowiny, wieprzowiny. To też należy wziąć pod uwagę i odpowiednio zmienic menu.
    • Gość: kali Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.07, 20:24
      jedza co chcą
      ________________________________
      posłuchaj www.sw.org.pl/czajkowski.html
    • Gość: ernest6 Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.dsl.milwwi.ameritech.net 08.12.07, 21:34
      Wszystko dobrze ale zastanawiam sie czy ci anglisci przegladali menu
      pod wzgledem poprawnosci z British English czy tez American English?
      W jezyku angielskim jest wiele regionalnych roznic. Zyjac w USA wiem
      ze Brytyjczycy maja czasem problemy z menu w restuaracjach w Stanach
      i na odwrot ("chips" jest jednym z najlepszych przykladow).
      Najlepiej by bylo gdybysmy nie starali sie przetlumaczac potraw
      regionalnych takich jak golonka czy pyzy a obsluga w restauracjach
      umiala mowic po angielsku na tyle by te potrawy zainteresowanym
      obcokrajowcom opisac. No coz - pomarzyc mozna.
      • Gość: lesio Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.ntlworld.ie 09.12.07, 01:11
        ze tak powiem, no i co z tego
        codziennie w lunch time bujam sie do jakiegos take away, i w
        zaleznosci gdzie trafie, takiego uzywam angielskiego, raz angielsko
        indyjskiego a innym razem angielsko wietnamskiego
        a najzabawniej bylo jak kiedys staralem sie uzywac wyuczonego pseudo
        brytyjskiego ze szkoly i malo kto mogl mnie zrozumiec
        wiecej luzu
    • campo.di.fiori Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? 09.12.07, 04:20
      najlepiej wejść i jeść
      (jakoś się nie skarżyły) te turystki...
      rzecz jasna
      • Gość: Sakura Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.07, 12:32
        Niby nie jest to żadna wielka sprawa, ale jednak ja będąc właścicielką
        restauracji, zadbałabym o porządne przetłumaczenie menu. Nie jest to jakiś
        problem, zwrócić się do tłumacza, albo choćby znajomego, który dobrze zna
        angielski (w dzisiejszych czasach o takich nietrudno). Choćby z tego powodu, że
        jak się coś robi, to trzeba robić to dobrze...szczególnie jeżeli ktoś chce
        prowadzić restaurację NA POZIOMIE. Poza tym warto zauważyć, że w tych
        najdroższych restauracjach 70-80% klientów to obcokrajowcy...Gdyby nie oni,
        właściciele poszliby z torbami, dlatego warto się trochę postarać. Personel
        również powinien znać angielski choćby w stopniu podstawowym....Załamuje mnie ,
        gdy chodzę do restauracji z moim przyjacielem z Anglii i czasem kelnerka nie
        jest w stanie go zrozumieć...Raz zdarzyło się, że kelner nie zrozumiał, gdy on
        powiedział 'Water, please' :D Dopytywał się 3 razy aż w końcu ja musiałam
        przetłumaczyć....Żenujące. Na jakiej podstawie zatrudnia się personel? Czy
        długie nogi, wyzywający makijaż i krótka spódniczka to jedyne kryteria? Wiadomo,
        że kelnerzy/kelnerki nie muszą mówić perfekcyjnie po angielsku, ale mogliby
        chociaż znać nazwy potraw znajdujące się w menu, plus jakieś podstawowe zwroty,
        określenia i liczebniki...
        • mantis77 A co nie mógł się nauczyć? 09.12.07, 17:15
          A co znajomy nie mógł się nauczyć liczebników i słowa woda czy piwo.
          Te słowa jakoś nie zawierają polskich znaków i ne wymawia się
          trudno. Ja znam liczby przynajmniej w 3 językach obczych choć
          płynnie w nich nie mówię. Jak się jedzie gdzieś to liczby i
          liczebniki powinno się znać choćby dlatego by się nie dać oszukać
          przy kasie.
          • Gość: Sakura Re: A co nie mógł się nauczyć? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.07, 20:26
            A po co ma się uczyć polskiego (btw polska wymowa jest bardzo trudna dla
            obcokrajowców, nie mówię tu o słowie 'woda', ale liczebniki już są bardzo trudne
            w wymowie, nazwy potraw też) skoro bywa tu tylko kilka razy w roku? Poza tym nie
            robi tu zakupów, a jeżeli już robi to w towarzystwie znajomych z Polski. Dla
            niego akurat nie jest to wielki problem, bo w razie czego ja mogę tłumaczyć, ale
            często bywa, że przyjeżdżają grupki turystów wśród których nie ma żadnych
            Polaków i co wtedy? Na szczęście przynajmniej obsługa w hotelach zna angielski
            na dobrym poziomie. Uważam że w dzisiejszych czasach, gdy angielski jest
            nauczany już od podstawówki a na pewno od gimnazjum, trzeba być najgorszym
            tępakiem albo ignorantem żeby nie znać podstaw tego języka po ukończeniu liceum.
            Nie każdy musi znać go perfekcyjnie, ale podstaw można się nauczyć nawet jeśli
            ktoś zbytnio się nie wysila w szkole...
            • mantis77 Zależy od podejścia 10.12.07, 00:55
              No widzisz znajomy ma Ciebie. A jeśli by nie miał a nie chce mu się
              czytać rozmówek to niech najmie tłumacza ot co. Jak się jedzie
              wycieczką zawsze się go zabiera.

              Nawet jeśli znam angielski to nie muszę go używać bo jestem u siebie
              w kraju. Poza tym miło jeśli ktoś nawet łamaną poszczyzną
              zapyta "Pczepraczam jak doć do dworzec?" I wtedy nawet warto z nim
              porozmawiać po angielsku. Przynajmniej ma szacunek dla kraju do
              którego przyjeżdża i się stara.
    • Gość: anna w Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.12.07, 19:35
      Czy "peklowana ręka wieprzowego kotleta" to według ciebie tez literówka, którą
      nie nalezy się przejmować? Tłumaczem to najwyżej chciałbyś zostać ale pojecia o
      tym nie masz najmniejszego. A jeśli zdarzyło ci się coś tłumaczyć dla wojewody
      to głeboko mu współczuję.
    • Gość: Marek Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.07, 10:23
      Wiele lat temu moja koleżanka pojechała (nie było tanich
      przewoźników) do Londynu.Uczyła się ichniego języka od liceum do
      uniwersytetu (czyli jakieś 8-9 lat).Do dziś mi opowiada, jak
      chciała kupić bilet na pociąg i się nie bardzo udało (łagodnie
      mówiąc).Więc nie marudźcie żurnalisty (wy oczywiście mówicie po
      angielsku, jak we własnym języku).Polecam knajpki w Toskanii lub we
      Francji.
      • Gość: LC Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.07, 21:27
        Jeśli chodzi o Francję, Włochy częściowo Hiszpanię, to tam przeginają w drugą stronę, nawet w hotelach po angielsku ni w ząb.
        • funkenschlag Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? 17.10.08, 14:10
          Gość portalu: LC napisał(a):

          > Jeśli chodzi o Francję, Włochy częściowo Hiszpanię, to tam przeginają w drugą s
          > tronę, nawet w hotelach po angielsku ni w ząb.

          Muszę się zgodzić, tylko w jednym hotelu w których byłem pracowała Japonka, która perfekcyjnie znała angielski i hiszpański. W barze w Madrycie nie zrozumieli nawet "Bacardi with orange juice" - przez 10 minut minut myślałem, co było napisane na kartoniku soku w lodówce w domu, żeby wykrzusić "Bacardi con zumo de naranja". Ale hiszpanie z reguły znaja włoski lub francuski, a i z Rumunami dogadują się bez probemu. ;)
    • Gość: słownikowyszperacz Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.icpnet.pl 11.12.07, 13:31
      Najnowszy słownik PWN a jednak taki niekompletny alibo i
      niekompetentny z rożna to także (cooked) on a spit, termin
      kulinarny, ale co tam leksykografy(owie) ignoranci są i jużci. Nie
      ma ci dobrego słownika, chyba nie doczekam...
      • internistka Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? 11.12.07, 22:30
        Jeśli coś robić, to robić to dobrze
        Menu jest przecież także wizytówką restauracji.
        Większość błędów wynika z ignorancji i braku dbałości o szczegóły (a
        to moim zdaniem podstawa sukcesu w gastronomii).
        Można wymagać od obcokrajowcówm, by posługiwali się językim polskim
        przyjeżdżając do naszego kraju na dłużej.
        Wielu z nich jednak jest tu jednorazowo i trudno tego od nich
        wymagać.
        Myślę jednak, że to sprawa indywidualnego wyboru i restauratorzy,
        którzy ignorują uniwersalność angielskiego umra śmiercią naturalną.
        Dziwię się jednak LMB, że jako osoba zatopiona niejako w sprawach
        językowych odznacza się takim pobłażaniem dla detali odmian,
        końcówek i poprawnej mowy.
        • hanula Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? 03.01.08, 21:28
          > Jeśli coś robić, to robić to dobrze

          Dlatego też ten artykuł woła o pomstę do nieba. Zanim się zacznie
          krytykować cudze tłumaczenia, należałoby sprawdzić, czy "gums" to
          aby na pewno tylko dziąsła, a nie również żelki, i czy "fried
          potatoes" aby na pewno nie jest zupełnie poprawną nazwą smażonych
          ziemniaków czyli frytek - większość wyśmiewanych w artykule "błędów"
          albo wcale błędami nie jest, albo jest błędem z innego powodu, niż
          sugerowany (np. nie mówi się "trout from grill", ale "grilled trout"
          to zupełnie poprawna nazwa pstrąga smażonego na patelni do
          grillowania). Jeśli mi ktoś nie wierzy - proszę w grafice w guglu
          wpisać hasła [gums sweets], [fried potatoes] oraz [grilling pan].
          • Gość: karramba Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: 195.16.91.* 08.01.08, 08:54
            Są drobne różnice pomiędzy smażonymi ziemniakami, pieczonymi ziemniakami i
            frytkami.Te różnice są bardzo ważne dla smakosza. A to, że ktoś równie chętnie
            żuje "gummy bears" i "gum bears" jakoś mnie nie dziwi, ale i nie przekonuje, że
            "to pszeciesz wszistko jedno".
    • Gość: karramba Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: 195.16.91.* 08.01.08, 08:46
      Co za bzdurny komentarz. Praca dla dobrych i bardzo dobrych tłumaczy oczywiście
      jest. I to bardzo, bardzo dobrze płatna. A dobry jest ten, kto wiecznie dąży do
      perfekcji. Ten, kto mówi: "A co sie bedem martwic drobnymy literuwkamy i
      niezrencznosciami jenzykowymy" za dużo w tym zawodzie nie zarobi.
    • Gość: max Czy w innych krajach tłumaczą po Polsku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.08, 16:41
      Poznaniacy opamiętajcie się!!!!! My sie chociaż staramy obsłużyć
      obcokrajowca.W innych krajach bez wachania odpowiadają,że nie mówią
      po polsku.To jest dopiero wstyd. Oni niech się wstydzą.
    • Gość: Reno Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.lanet.net.pl 27.04.08, 12:46
      no rzeczywiście pare było śmiesznych ale tropical gums co było takie
      najstraszniejsze w tlumaczenie, pojawia się na orginalnych opakowaniach w
      Stanach ot i przykład
      www.typetive.com/candyblog/item/katjes_tropical_gummis_yogurt_gums/ ,
      troche przesadziliście z tym
      • funkenschlag Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? 17.10.08, 14:12
        Na Wyspach "żelki" to po prostu "gellies".
    • Gość: a Re: Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.icpnet.pl 12.06.08, 10:36
      studenci szukaja sobie zarobku, nieważne że wszyscy się dogadują... niedługo
      będzie można znaleźć ogłoszenia: student poprawi menu. Poza tym pozazdrościć im
      czasu na głupoty, na moim kierunku jakoś nie mieliśmy takich bzdurnych zajęć
    • Gość: int czyzby zakompleksiony tlumacz? IP: *.chello.pl 23.07.08, 00:51
      ale jaki jest sens Twojej wypowiedzi? Czyli: "co autor chce nam przekazac"? Oczywiscie, ze praca tlumacza jest odpowiedzialna. Nie kazdy moze sobie napisac "/taf lak" i myslec, ze jest taki kul. A moze culo (we wloskiej wersji)? 90% studentow filologii obcych nie bedzie tlumaczami. I to wcale nie jest tough. Wiecej humbleness. IMNHO.
    • Gość: pp Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.mysmart.ie 25.09.08, 15:11
      A kto pamięta napis na jednym ze sklepów obuwniczych "skin shoes"?! :)
    • Gość: dyniek Co jedzą w Poznaniu zagraniczni turyści? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.08, 00:51
      Takie kwiatki to nie tylko w Polsce. W Pekinie w czasie olimpiady "hitem"
      restauracyjnym był "smoked crap" zamiast "smoked crab" czyli zamiast wedzonego
      kraba bylo wedzone g**no.
Pełna wersja