l.george.l
10.12.07, 13:01
Postanowiłem ochronić środowisko, nie zagęszczać ruchu w centrum i
udać się do miasta tramwajem. Zostawiłem samochód na parkingu przy
pętli i udałem się nabyć bilet. W budynku nowego dworca urządzono
trzy okienka, ale czynne było tylko jedno. Przed okienkiem
ośmniosobowa kolejka, kasjera się szamocze, czegoś nie wie, gdzieś
dzwoni, a ja stoję. Rozglądam się za automatem biletowym, sprawdzam
na zegarku, że kończy się siódmy rok XXI wieku, a ja żyję na
zadupiu, gdzie nie ma automatów do biletów. Na zakup biletów
straciłem 10 min. i 30 sek. Przebierając nogami przeczytałem
ogłoszenie, że w grudniu przez 12 dni kasy w ogóle będą zaknięte. To
po ch** ten dworzec za ileś milionów budowano, skoro przez pół
miesiąca będzie zamknięty. A jeśli w niedzielę zachce mi się jechać
do kościoła, to na gapę? W końcu dojeżdżam do mista. Wysiadam z
tramwaju i uderza mnie smród spowodowany przez psychicznie chorych
nałogowców kadzących cuchnącym dymem gdzie popadnie. Czy w tym
mieście aby nie obowiązuje zakaz palenia na przystankach?
Będzie mi bardzo miło, jeśli radni miejscy wezmą moje spostrzeżenia
pod uwagę podczas głosowania nad podwyżką cen biletów. Jeśli szef
MPK nie potrafi nawet zorganizować sprzedaży biletów, to śmiem
wątpić, czy jakiekolwiek jego biznesplany są wiarygodne.