sineira
25.01.08, 21:53
Pożalić się chciałam...
Wczoraj ogólnie ludziska jacyś podrażnieni chodzili, zmiana ciśnienia źle na
niektórych wpływa. No i wpadł do mojego pokoju podrażniony osobnik w wieku
mocno zaawansowanym, klamki mało nie urywając, i od drzwi wrzasnął
"kierownika, już!. A zabrzmiał, wypisz wymaluj, jak wściekły SS-man.
Żadne tam "dzień dobry", no skądże.
Rozkaz jest rozkaz, zwłaszcza wywrzeszczany. No więc uprzejmie skierowałam
starszego pana do właściwego pokoju.
Kierownika, pech chciał, akurat nie było. Dziad bojowy wrócił, wpadł jak
bomba, wrzasnął "i gdzie mnie kur.o posyłasz?", zbluzgał licznymi słowami,
powszechnie uznawanymi za obelżywe, po czym oddalił się nader pospiesznie,
trzaskając drzwiami tak, że omal nie wyleciały z futryny.
Nie wiem, kto to był, w jakiej sprawie, czego chciał, o co chodziło. Nie wiem
nawet, czy tak naprawdę szukał MOJEGO kierownika.
Nie był uprzejmy udzielić mi takich informacji. W powodzi jego wrzasków nie
byłam w stanie nawet zapytać, o co kaman.
Gdyby kolega nie stanął mu na drodze, pewnie by mnie pobił, 80-letni furiat. A
przecież - jak pomyśleć na zimno - strach się przed takim bronić, bo jeszcze
bym staruszka niechcący uszkodziła!
I się tylko zastanawiałam, czy nurkować pod biurko, czy najpierw ratować monitor.
Jak znam życie, trafił zapewne nie tylko do niewłaściwego pokoju, ale nawet do
niewłaściwego urzędu.
Jak mi jeszcze ktoś powie, że urzędnikowi się przyjemnie żyje, to go chyba
uduszę...