Dodaj do ulubionych

Przetarg tak nowy że urzędnicy o nim nie wiedzą

12.03.08, 11:31
Chyba ci, których z takich budynków miasto wykatapultowało, aby poddać je
gentryfikacyjnemu remontowi, nie są szczęśliwi z tej wiadomości. Takie
działania miasta to policzek wymierzony Miejskiemu Programowi Rewitalizacji i
jeszcze jeden przykład, że ten MIEJSKI-! program jest torpedowany przez samych
miejskich polityków. Najpierw większościowa grupka PO uchwaliła Studium, które
zablokowało jakiekolwiek możliwości uruchomienia odnowy starych zasobów i
rewitalizacji śródmieścia, tak, jak do tego zmierzał Miejski Program
Rewitalizacji. Wyznaczono obszary nowej urbanizacji dla deweloperów, co
oczywiście miało pomóc ściągnąć na obrzeża miasta potencjały ludzi i
pieniędzy, przy jednoczesnym upadku obszarów śródmiejskich oraz Łazarza, Jeżyc
i Wildy. Nie wiadomo też, czy ten ukłon polityków PO w stronę deweloperów w
ogóle skończy się sukcesem, gdyż „szarańcza deweloperska” piszczy już cienko i
na złamanie karku stara się sprzedać swoje taniejące produkty. O dziwo, nawet
jest już gotowa realizować za darmo wyposażanie mieszkań w podłogi i inne
„luksusy”.
Godzina prawdy się zbliża, chyba w najbliższej przyszłości ta deweloperska
„bańka mydlana” pęknie a zacznie się płacz i zgrzytanie zębami tych, którzy
lekkomyślnie zainwestowali w te kiepskie zasoby, gdyż nigdy chyba nie uzyskają
za swe peryferyjne mieszkania deweloperskie tej ceny, którą za nie zapłacili.
Ten rynek się kończy, więc deweloperzy uderzają w stare zasoby i tam – również
w Poznaniu – rozpoczyna się horrendalna spekulacja. Polega ona na tym, aby
pozbywać się lokatorów, nie remontować mieszkań i czekać na spiralę wzrostu
cen nieruchomości. Te ceny winduje nie tylko upadający rynek mieszkań
peryferyjnych, ale również wysokiej jakości inwestycje na starych obszarach
miasta, które powodują wzrost wartości lokalizacyjnych a tym samym wzrost cen
gruntu, bez – na razie - konieczności inwestowania. Takim przykładem jest np.
City Park przy Ułańskiej, windujący ceny okolicznych nieruchomości w górę i
zachęcający ich właścicieli do zachowań spekulacyjnych: wyrzucić lokatorów,
czekać na dobrych kupców, albo, kiedy spirala spekulacji osiągnie swe apogeum
– przeprowadzić luksusowy remont. Na te zasoby czają się już „deweloperzy
wykupujący” i przyszłe podmioty (również spoza Europy) obiecujące sobie dobre
lokaty kapitału drogą wykupu luksusowych produktów. Czy te koncepcje się
sprawdzą, trudno powiedzieć. W takich wypadkach łatwo się przespekulować i
zostać na lodzie. Wielkie drogie inwestycje (Modena, Zajezdnia, czy City
Park), potrafią – jako zamknięte i zwarte obszary mieszkania, handlu i usług –
utrzymać swą wysoką jakość. Kamienice zdane są na dobre otoczenie, a ono
jeszcze długo będzie złe (uciążliwy transport, degradacja przestrzeni
publicznej, degradacja społeczno – ekonomiczna tych mieszkańców, którzy nie
wynieśli się na peryferie).
Jak dotąd, miasto Poznań uczestniczyło w spekulacji gruntami, sprzedając je
deweloperom systemem przetargu, tzn. że zamiast korzystać z istnienia gruntów
komunalnych dla celów realizacji tam budownictwa mieszkaniowego wspieranego
(gminie odpadałby w kosztach inwestycji koszt gruntów), dla szerszego grona
odbiorców, wspierało drożyznę jedynych mieszkań jakie były realizowane –
mieszkań dweloperskich. Równocześnie sprzedażą Zajezdni i podobnymi
sprzedażami, podkręcało miasto ceny gruntów i oczekiwania spekulacyjne na
obszarach starego budownictwa (śródmieście, Sw. Łazarz, Jeżyce, Wilda). Kiedy
już nawet postanowiło wznieść kiepskie mieszkania dla biednych, to
zrealizowało ich ledwo garstkę i do tego na obszarze nisko stojącym w
hierarchi przestrzennej i lokalizacyjnej miasta – na Nadolniku, czyli pod
hasłem: nie masz pieniędzy, nie ma dla ciebie miejsca w polityce mieszkaniowej
miasta.
Bańka biznesu „szarańczy deweloperskiej” pęka, więc ci atakują w coraz
większym stopniu śródmiejskie tereny zielone, a miasto im w tym pomaga.
Studium otworzyło nowe obszary dla budownictwa na terenach „klinów zieleni”.
Równocześnie spekulacja i aktywności deweloperskie będą przenosić się do
śródmieścia. Stamtąd będą - i już są!!! - katapultowani ci z dotychczasowych
lokatorów, którzy nie będą w stanie ponieść – drogą czynszu za wynajem lub
zakupu – kosztów zamierzonych tam luksusowych remontów.
W tym nowym trendzie natychmiast znalazło się Miasto Poznań, które też chce
być deweloperem na rynku mieszkaniowym, ale nie po to, aby ten rynek
uspołecznić i uczynić dostępnym dla większości mieszkańców, ale po to, aby
ciągnąć profity, jak prawdziwy „biznesman”. W końcu pamiętamy jeszcze słowa
jednego z ważnych poznańskich polityków, o tym, że trzeba dawać grunt pod
zabudowę tym, którzy płacą wysoki PIT.
Tak więc, miasto Poznań weszło w rolę dewelopera i to nieuczciwego konkurenta
wobec właścicieli starych, zdegradowanych kamienic oraz nakręca spiralę
spekulacji, rozpoczętej właśnie w starych zasobach. O co w tym wszystkim
chodzi, o czym tak „niewinnie” informuje prasa, dumnie mówiąc o wykwintnych
produktach mieszkaniowych miasta, z których „kapie złotem” doprowadzona do
dawnego blasku historia, które miasto zamierza rzucić na wolny rynek
nieruchomości?
• Po pierwsze miasto wykwaterowuje z kamienic lokatorów bez zagwarantowania im
prawa powrotu do zamieszkiwanych przez nich dzielnic, czym rozrywa istniejące
sieci społeczne. Ciekawe na ile wykwaterowani lokatorzy, dzięki takiej
polityce poprawili swe warunki mieszkaniowe i swe lokalizacje. Takich rzeczy
nie wolno robić w żadnym cywilizowanym państwie europejskim. Rewitalizacja
oznacza rewitalizację dla mieszkańców, dla poprawy ICH warunków mieszkania,
życia i pracy, a nie zaspakajania zapotrzebowań nowych bogatych lokatorów.
• Po drugie miasto remontuje kamienice ze środków Europejskiego Banku
Inwestycyjnego, którego zadaniem jest, cytujemy:
"EIB finansuje wspieranie tworzenia spójnej Europy, szczególnie w zakresie
integracji ekonomicznej i tworzenia jej spójności gospodarczej i społecznej."
Czy używanie pieniędzy tego banku dla wyrzucania starych lokatorów, nie
zdolnych do uniesienia kosztownej miejskiej odnowy kamienic oraz wspierania
interesów bogatych nabywców drogich produktów mieszkaniowych, to są cele
"służące spójności socjalnej Europy"? Szczytem wszystkiego są przy tym zamiary
wpływania na EBI, aby -praktycznie - pozwolił gminie więcej zarobić na swoim
deweloperskim procederze. Przypuszczam, że EBI porządnie spierze miasto po
jego deweloperskim tyłku.
• Po trzecie. Kredyty z EBI są niedostępne dla zwykłych właścicieli
zdekapitalizowanych kamienic, a więc miasto staje się uprzywilejowanym
konkurentem dla tych, którzy naprawdę potrzebują pieniędzy na remonty swych
domów a wspólnoty - swych mieszkań. W ten sposób sektor publiczny nieuczciwie
konkuruje z sektorem prywatnym. Miasto staje się deweloperem bardziej
uprzywilejowanym od "normalnych" deweloperów. Będąc na miejscu właścicieli
starych kamienic, złożyłbym protest w jakiejś instytucji śledzącej naruszanie
zasad konkurencji na wolnym rynku przez sektor publiczny.
• Po czwarte. Miasto, rzucając na rynek nieruchomości luksusowo wyremontowane
kamienice, podnosi cenę nieruchomości, a tym samym podkręca spekulację, która
właśnie rozpętała się na poznańskim rynku starych zasobów budownictwa. Coraz
więcej kamienic stoi pustych i czeka na wzrost cen. Słyszy się, że za puste,
zdegradowane kamienice ceny "idą” od 4-12 Milionów złotych (jeszcze bez
remontu!). Łatwo sobie wyobrazić, jakie są przy tym oczekiwania na sprzedaż
albo wynajem po zainwestowaniu w remont!
A teraz pytanie: Jak Miasto Poznań chce realizować budownictwo szeroko
dostępne, konkurencyjne dla drogiego, rynkowego budownictwa, dzięki wspieraniu
go przez korzystne kredyty europejskie, jeżeli wydaje te europejskie pie
Obserwuj wątek
    • Gość: who knows Mój wpis do: "Czy urzędnicy oddadzą 7 mln." zdjęto IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.08, 11:33
      Napisał em komentarz do artykułu: "Czy urzędnicy będą musieli oddać
      7 mln.?" - chodzi o sprawę wyroku zanizonej sprzedaży Kulczykparku.
      Komentarz pojawił się i po niespełna pół godzinie został zdjęty.

      Jego taza była następująca: jakiś adwokat chce sprawić wrażenie na
      społeczeństwie, że urzędnicy będą musieli zapłacić zamiast
      właściciela nieruchomości za wzrost jej wartości wskutek zmiany
      funkcji w planie na komercyjną. Tymczasem prezydent miasta nie
      działa na podstawie Kodeksu Cywilnego bo nie reprezentuje spółki,
      tylko na podstawie Kodeksu Postepowania Administracyjnego i nie
      odpowiada majątkiem jak w umowie cywilniej tylko do wysokości trzech
      miesięcznych wynagrodzeń, bo jest zatrudniony na umowę o pracę.
      Przywołane przez papugę paragrafy z KC są o kant dupy potłuc i
      najwyraźniej czyni to w złej wierze, czym narusza etykę zawodu.

      Widocznie komentarz uderzył w najsłabszy punkt skoro został
      natychmiast zdjęty przez redakcję Gazety Wybarczej, do czego już
      zdążyła przyzwyczaić. Macie poznaniacy swego obrońcę - szmatławą
      gazetę, która nie pozwoli napisać prawdy, a tym bardziej o możnych.

      Cała akcja wspomnianego artykułu jest głęboko przemyslana i ma
      wywołać strach urzędników i mieszkańców wymieszany z nieuzasadnionym
      współczuciem. To już nie byle co - bardzo profesjonalna akcja
      przeciw wymiarowi sprawiedliwości, ręka w rękę z Gazetą - kupujcie!!!


    • Gość: Lis Podobnie było w Baranowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.03.08, 12:36
      Nie dziwota. W jedną z ostatnich sobót Głos informował o
      nieroztrzygniętym przetargu na budowę drogi w Baranowie.Tymczasem
      wykonawca kończył już budowę drogi. Urzędniczkę która zaczęła
      zadawać pytania jak to możliwe zwolnili następcy Dzikowskiego w UG
      Tarnowo Podgórne. Tak trzymać urzędnicy. TYLKO PO !

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka