Tomasz Polak - dawniej ks. Węcławski

    • Gość: hihho Tomasz Polak - dawniej ks. Węcławski IP: *.echostar.pl 07.05.08, 16:26
      Profesor z Żoną(gratuluję!) sa jednymi z bardziej otwartych
      intelektualnie ludzi jakich znam!Jego zajecia są fascynujace i
      mądre, Węclawski jak nikt na UAMie uczy wolnosci, pokory i
      odpowiedzialnosci za tu i teraz, podziwiam go i szanuje kazda
      decyzje!poziom wielu komentarzy jest urągający dla ineligencji i ch
      autorów, któzy mogliby sie z wykladow Profesora wiele nayczyc!
      pozdrawiam
      • Gość: joasiaasia Re: Tomasz Polak - dawniej ks. Węcławski IP: *.echostar.pl 08.05.08, 11:40
        z perspektywy tej podono zdeprawowanej mlodzierzy pierwszoletniej(3
        rok filologii polskiej, co zapewne swiadczy o impotencji
        intelektualnej i moralnej)-wyklady księdza Węclawskiego, kolejno
        Węclawskiego, a obecnie Polaka każdorazowo mobilizują mnie do
        przemyślenia kwestii odpowiedzialności, wolności, sumienia, uczą
        pokory i dodają apetytu do poszukiwania wiedzy!"rzekło oko, panowie
        piszcie swoje życiorysy"-niech każdy notuje swój własny, bo
        rubryki "ocena" zbyt szybko wam sie forumowicze zapęłniają!
    • Gość: kamus Re: Weclawski wcdieleniem zmarlewgo Kozyra - Kowa IP: *.echostar.pl 08.05.08, 11:47
      luka intelektualna na UAMie to gruba przesada, jeśli tak ową
      zauważasz to poprostu jeszcze nie odnalazłeś miejsc które ją
      zapęłniają, swje poszukiwania zakonczyłeś na zajeciach obowiązkowych
      (?)owszem, zgadzam się-większosc działan ma jakies takie zboczenie
      na lewo, ale nie irytujmy sie zbyt szybko! co do Węcławskiego-duża
      przesada i omyłka, pracownia skupia ludzi otwartych i mądrych i tu
      nie chodzi o to zeby stac się jej wyznawcą, oj, broń mnie Panie Boże!
      czasem wystarczy posłuchac i przemyslec, miejsca na polemike,etc
      jest sporo!Węcławski/Polak nie jest showmanem, powątpiewam mocno o
      medialnej motywacji zmiany nazwiska. uczucia, emocje-napewno,
      głębszy zamiar odcięcia sie od "tego" Węcławskiego-po częci pewnie
      też, a co dalej?ja nie wiem i nie zgaduje, a zdceydowanie uchylam
      sie od oceny-dane kórymi dyspnujemy sa zbyt szczątkowe!ale rzucajcie
      kamyczkami, plucinami marnej zlosliwoci, do dziela!!
      • doomsday Re: Weclawski wcdieleniem zmarlewgo Kozyra - Kowa 11.05.08, 16:05
        Redakcja usunela moj post o analogii miedzy prof. Kozyrem -
        Kowalskim a bylym ksiedzem prof. Weclawskim - Polakiem .
        Dalej twierdze , ze sa to osoby skrajnie sobie bliskie . Pochodza z
        podobnych srodowisk zydowskich powierzchownie zasymilowanych .
        Polska tradycja , katolicyzm i kultura sa im jednak gloeboko obce i
        wstretne .Wypowiadajacy sie tu internauci , ludzie prawdopodobnie
        wyksztalceni lub dalej studiujacy doskonale wiedza , ze przewaznie
        stajemy sie takimi , jakimi oczekuje nas swpoleczne srodowisko .
        Powtorze jeszcze raz , ze po smierci prof.Kozyra-Kowalskiego w
        srodowisku zasymilowanych polskich zydow , ktorzy stanowia 99
        procednt kadry naukowej UAM powstala luka , ktora zapelnil Weclawski
        przeobrazajac sie z ksiedza w "Polaka" .
        • Gość: toni25 Re: Weclawski wcdieleniem zmarlewgo Kozyra - Kowa IP: *.rad.vectranet.pl 11.05.08, 18:52
          Nie rób z Polaków samych ciemniaków. Prace prof. Węcławskiego-Polaka są cennym wkładem we współczesną kulturę polską.
          Mam nadzieję, że Prof. i jego Pracownia nadal nie będą zasypiać gruszek w popiele i pozostaną ciekawą ofertą dla młodych, twórczo myślących ludzi. Właśnie dzięki uczonym pokroju prof. Polaka może się jakoś uda zatrzymać ambitnych studentów w kraju. Obecnie wielkim zagrożeniem dla rozwoju Polski jest utrata wykształconych, myślących młodych ludzi, którzy nie widzą tu dla siebie perspektywy.
    • Gość: Grant Re: z cudzą żoną; dziadek wciągnąl ja w cudzołóst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.08, 20:42
      Cudzołóstwo to pojęcie religijne. Człowiek, który nie należy do
      wspólnoty religijnej nie podlega takiemu etykietowaniu.
      • Gość: mascarpone "nieuczeni" też maja prawo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.08, 21:23
        Wykłady z teologicznymi wywodami, wyjasniające jakoby całą sprawę przy dobrej
        woli moge sobie przeczytać i moze sie dowiem. A czy ktoś z was pomyslał, że
        ksiądza gdy głosi kazania słucha i profesor i człowiek który ostatnio miał
        długopis w ręku w podstawówce? On też ma prawo do wyjaśnień. Do wiedzy o tym, co
        sie stało. Wykładow sobie nie przeczyta bo nawet nie wie jak wypełnic sygnaturę.
        To taki afront wobec wielkiej części wiernych. Afront w stylu sztubaka,
        licealisty. Jeśli ktos mi napisze, że sprawa jest dla intelektualistów a reszta
        niech nie zawraca głowy, to nie będę juz czuć frustracji. Tylko wielki gniew.A
        napisze ktoś na pewno więc nie będę sprawdzać.
    • renepoznan Sedno sprawy 12.05.08, 19:11
      Wątek się tak rozbudował, że jego całkowite przejrzenie jest trudne. Ale wydaje mi się, że koleżeństwo pomija sedno sprawy Węcławskiego/Polaka.

      Jego trzeba rozpatrywać w dwóch wymiarach. Jako naukowca, intelektualistę, człowieka o dużej inteligencji i wiedzy. Wydaje mi się, że w tym zakresie nikt specjalnie jego znaczenia nie kwestionuje. Ja także nie czuję się kompetentny do kwestionowania jego znaczenia i jego walorów w tym zakresie.

      Ale jest inny aspekt - może nawet ważniejszy. Węcławski jako autorytet moralny. Jako "drogowskaz" postępowania dla innych. Pamiętajmy jak pozytywnie przyjęta została przez znakomitą większość poznaniaków jego rola w aferze Paetza.

      Tymczasem tu zgrzyt, który jak widać wzbudza kontrowersje. Myślę, że uzasadniane.
      Każdy człowiek podejmuje zobowiązania. Są to czasem drobiazgi. Coś komuś obiecamy, zaciągniemy dług czy inne tego typu zobowiązania.
      Ale są zobowiązania które zaciągamy na całe życie. Poznajemy kobietę/mężczyznę i przysięgamy z nim/ nią spędzić resztę swojego życia. Adoptujemy dziecko, Czy składamy śluby zakonne czy przysięgi kapłańskie. To są zobowiązania na całe życie
      Wiem, że we współczesnym świecie panuje tendencja, że takie śluby czy zobowiązania można w każdej chwili zerwać. Człowiek jest wolny - także od zobowiązań. Jest na to przyzwolenie społeczne. Przysięgamy wieczną miłość a po roku poznajemy inna, zgrabniejszą, adoptowaliśmy dziecko - a tu urodziło się nasze własne i to adoptowane przeszkadza. Kapłanem/zakonnikiem chcę być - ale mam prawo zmienić zdanie - rzucam ten stan, poznaję dziewczynę - małżeństwo.
      Też tak można.
      Ale pozwólcie mi i pewno nie tylko mi traktować takie lekceważenie swoich zaciągniętych zobowiązań jako wyznacznik wartości człowieka. Zrozumcie. Ja nie chcę potępiać. Każdy ma prawo sie pomylić, zmienić zdanie. Wykopać żonę/męża, dziecko czy swoje kapłaństwo. Takie czasy.
      Ale mam prawo powiedzieć: Taki człowiek, który złamał przysięgę składaną w swej dorosłości i całkiem świadomie jest dla mnie niewiarygodny.
      Czym ma mnie przekonać do siebie w swej nauce Pan Polak jeśli wiem, że jest niewiarygodny. Tylko swoim intelektem? Może niektórym wystarczy.
      Jak mam traktować jego potępienie zapomnienia przez Paetza o ślubach czystości jeśli Pan Polak w tej chwili żyje z kobietą - wbrew swoim własnym ślubom czystości. Widzę różnicę. Pan Polak to zrobił otwarcie - nie oszukiwał. Ale niemniej swoje dozgonne śluby złamał.
      Ale ja wolę by człowiek, który ma być autorytetem moralnym, wypowiada się o teologii czy rozstrzyga "pytania graniczne" nie był tylko sprawnym mózgiem ale też człowiekiem o wyrazistym obliczu moralnym. Pan Polak dla mnie niestety takim przestał być. Bardzo tego żałuję.

      Może tłumaczę swoje poglądy na tą sprawę zbyt skrótowo i zbyt prymitywnie ale mam nadzieję, że mnie zrozumiecie.
      • doomsday Re: Sedno sprawy 13.05.08, 00:06
        Z calym szacunkiem rene do Twojej wykladni , z ktora sie niemal
        zgadzam w calosci . Mysle jednak , ze zalamanie sie ks. Weclawskiego
        i odejscie od zlozonej przysiegi moze wskazywac u niego na kryzys
        psychiczny , o ile nie poczatki powaznej choroby umyslowej .
        Natomiast zupelnie mi nie pasuje Twoja opinia w sprawie biskupa
        Paetza :
        "Jak mam traktować jego potępienie zapomnienia przez Paetza o
        ślubach czystości jeśli Pan Polak w tej chwili żyje z kobietą -
        wbrew swoim własnym ślubom czystości. Widzę różnicę. Pan Polak to
        zrobił otwarcie - nie oszukiwał. Ale niemniej swoje dozgonne śluby
        złamał."

        Uwazam , ze nigdy nie bylo dowodow na to , ze biskup jest
        homoseksualista , do tego wykorzystuje seksualnie klerykow .
        Bp. Paetz sam przyznawal , ze mial czasami zbyt czule podejscie do
        mlodych studentow , ale nigdy nie dopuscil sie do molestowania , czy
        aktow nieczystosci . Z perspektywy lat , widac , ze te jego
        oswiadczenia sa wiarygodne . Do dzisiaj nie ujawnila sie ani jedna
        poszkodowana osoba .Bylo pare osob , ktore oficjalnie , nawet w
        liscie do Watykanu ,oskarzyly biskupa . Przyjzymy sie , co sie z
        tymi osobami dzieje po latach . Jeden z ksiezy autorow listu juz po
        miesiacu wycofal go oficjalnie , argumentujac , ze zostal
        podpuszczony w ataku zmasowanej grupowej histerii . Ks. prof.
        Weclawski wogle wystapil z Kosciola , dodatkowo zwiazal sie z
        kobieta . Samo to absolutnie go dyskwalifikuje do bycia sedzia w
        sprawie bp.Paetza i jego opinie , ktora zawarl w liscie do Ojca
        Swietego uwazalbym za niebyla .
        Zostaje nam trzeci bohater tamtych wydarzen , mianowicie prof.Maciej
        Giertych . Z calyym szacunkiem do profesora , ktorego dosc blisko
        znam osobiscie , osmiele sie stwierdzic , ze profesor byc moze
        lepiej sie zna na drzewach , ale na ludziach wcale . Warto sobie
        przypomniec , kogo profesor zatrudnil w biurze poselskim i jak
        musial sie z tego tlumaczyc w Parlamencie Europejskim .
        Jestem przekonany , ze w atmosferze histerii jaka wtedy panowala w
        sprawie homoseksualizmu w Kosciele , rowniez prof. Maciej Giertych
        dal sie podpuscic.

        Nasz biedny Ojciec Swiety powiedza inni, przeciez odsunal od
        wykonywania wielu czynnosci kaplana i na pewno nie zrobil to z
        powodu niewinnosci. Karol Wojtylla na pewno jest najwiekszym ze
        wszystkich Polakow , ale chlopina na kompromisy w zyciu musial isc
        nie jeden raz , nawet z esbekami w Krakowie sie dogadywal przeciez .
        W okresie tzw. afery bp.Paetza histeria antyhomoseksualna i
        antypedofilska panuje nie tylko w Poznaniu. KK w Ameryce grozi
        zupelne bankrutctwo . Osob powkrzywdzonych i ich roszczen nawet nie
        mozna policzyc , jest ich tak duzo . Kilku ksiezy juz siedzi w
        wiezieniach , za innymi ugania sie amerykanska policja . Nasz Papiez
        codziennie otwiera amerykanskie gazety , a czytal po angielsku
        biegle i codziennie na pierwszej stronie widzi to samo .
        W Europie , na przyklad w Austrii wtedy odkryto seminarium , gdzie
        klerykami w 100 procentach byli pederasci , dzieje sie niewiele
        lepiej .
        I tu nagle przychodzi list z Polski o podejzeniu o grzechu
        homoseksualnej nieczystosci w stosunku do biskupa .
        List podpisaly tzw. osoby zaufania spolecznego . Po latach widac
        jakiego zaufania spolecznego te osoby sa . Prof. Giertychowi w
        wiekszosci spraw bym zaufal , ale w sprawie bp.Paetza juz nie .
        Karol Wojtylla nagle po tym liscie znalazl sie jak w srodku
        goroacego kotla . Widzi , ze zadnych konkretnych dododow przeciwko
        biskupowi nie ma i , ze moze to jest histeria srodowiska , o ile nie
        zla wola takze srodowisk zydowskich niechetnych Paetzowi jako
        metropolicie .Jednak ogolnie w KK pod wzgledem wewnetrznych
        zboczencow dzieje sie rzeczywiscie zle . Watykan wybiera kompromis .
        Gdyby go nie wygbral , oskarzono by Wojtylle o to, o co dzisiaj sie
        oskarza Ratzingera , o tuszowanie afer homoseksualnych i
        pedofilskich .Do tego doszlyby oskarzania Papieza o chronienie
        seksualnych przestepcow na wlasnym podworku .
        Na wszelki wypadek Wojtylla poswieca biskupa Paetza , jednak nie w
        calosci majac swiadomosc niepewnosci oskarzen .
        Ratzinger na pewno byl informowany na biezaco o calej sprawie i
        dlatego dzisiaj nie raz mozemy zobaczyc w Watykanie serdecznie ze
        soba rozmawiajacych Benedykta XVI-go i bp.Paetza .
        Amen
        • renepoznan Re: Sedno sprawy 13.05.08, 19:30
          doomsday napisał:

          > Uwazam , ze nigdy nie bylo dowodow na to , ze biskup jest
          > homoseksualista , do tego wykorzystuje seksualnie klerykow .

          Dobrze, że napisałeś,,że tylko "uważasz" a nie że wiesz. Bo ja jeszcze pamiętam
          tę sprawę i Twoje "uważania z tą moja pamięcią dziwnie sie nie zgadzają.
          • doomsday Re: Sedno sprawy 13.05.08, 19:48
            renepoznan napisal :
            "Dobrze, że napisałeś,,że tylko "uważasz" a nie że wiesz. Bo ja
            jeszcze pamiętam
            tę sprawę i Twoje "uważania z tą moja pamięcią dziwnie sie nie
            zgadzają."

            Prosze panie Rene o konkrety , moze moja pamiec zawiodla , to sie
            odwiednie . Prosze podac nazwiska osob , ktore oficjalnie skarzyly
            Petza o bycie molestowanym . Prosze podac konkretny przyklady ,
            dowody na to , ze Petz jest homoseksualista .
            Czekam z niecierpliwoscia .
            doomsday

            • renepoznan Re: Sedno sprawy 13.05.08, 21:18
              doomsday napisał:

              > Prosze panie Rene o konkrety , Prosze podac nazwiska osob , ktore oficjalnie skarzyly
              > Petza o bycie molestowanym .
              Prosze podac konkretny przyklady ,
              > dowody na to , ze Petz jest homoseksualista .

              A możesz mi wyjaśnić dlaczego tylko te dwa rodzaje dowodów Cię interesują? Nie może być innych?

              Jeśli myślisz, że prowadzę archiwum sprawy Paetza to sie mylisz. Az tak mnie to nie pasjonowało. Ale jeśli mnie pamięć nie myli to o molestowanie oskarżał Partza rektor (????) Seminarium, który miedzy innymi zabronił Paetzowi nawiedzania kleryków w ich pokojach.
              Dla Twojej satysfakcji trochę poszperam i poszukam. Nie widzą wielkiego w tym sensu ale spróbuję. Tylko nie oczekuj rewelacji. najwiekszym błędem tamttej sprawy było wyciszenie afery - także poprzez usuniecie Paetza. Nikt tej sprawy potem nie drążył a tacy jak ty obecnie to wykorzystujecie. Choć z drugiej strony mozna powiedzieć - jeśli Paetz był niewinny to dlaczego nie dążył do wyjaśnienia sprawy i oczyszczenia się?
              W swoim długim wywodzie o niewinnosci Paetza rzucałeś insynuacjami i aluzjami - nie podałeś żadnych konkretów. Też tak mozna ale wiarygodne to nie jest.
              • doomsday Re: Sedno sprawy 14.05.08, 00:47
                Renepoznan napisal :
                "molestowanie oskarżał Partza rektor (????) Seminarium, który miedzy
                innymi zabronił Paetzowi nawiedzania kleryków w ich pokojach."

                Tez o tym czytalem . Jednak nawiedzanie klerykow w pokojach , nawet
                namolne , jeszcze nie przesadza o molestowaniu homoseksualnym .
                A moze bylo tak , ze zydzi , ktorzy stanowia ogromna sile , o ile
                nie wiekszosc w strukturach hierarchicznych wielkopolskiego KK nie
                mogli zniesc biskupa zwiazanego z Radiem Maryja i do tego
                pochodzacego ze spolszczonych chlopow niemieckich ? Ktorys z nich
                zauwazyl , ze Paetz jest taki troche zniewiescialy i postanowil
                wymyslec plotke o molestowaniu . Przakazl swoj pomysl dalej komus ,
                ten ktos powtorzyl pare razy i wybuchla histeria . Latwo jest
                zniszczyc czlowieka , zwlaszcza , jak sie zmowi kilku zmyslnych
                starozakonnych przebranych za katolickich ksiezy .
                • renepoznan Re: Sedno sprawy 14.05.08, 16:06
                  doomsday napisał:

                  > Tez o tym czytalem . Jednak nawiedzanie klerykow w pokojach , nawet
                  > namolne , jeszcze nie przesadza o molestowaniu homoseksualnym .

                  Jak rozumiem Ciebie przekonałby jedynie film i to ze szczegółami twarzy i samego
                  aktu bo inaczej nie uwierzysz.
                  Coś mi niejakiego apostoła Tomasza przypominasz. Ale on ostatecznie uwierzył.
                  Bezsensowna dyskusja.
        • Gość: toni25 Re: Sedno sprawy IP: *.rad.vectranet.pl 13.05.08, 20:09
          Jeśli wiara w niewinność abpa Paetza oskarżonego przez poznańskich kleryków o
          molestowanie seksualne ma być świadectwem zdrowia psychicznego, to faktycznie
          prof. Polaka należy niezwłocznie skierować na leczenie do psychuszki i wykazać,
          że zaatakowała go "вялотекущая шизофрения", czyli powoli pełzająca schizofrenia.
          Jest to typ radzieckiej schizofrenii, którą w 1969 roku zdefiniował Andriej
          Snieżniewski "jako postać, w której utajony proces chorobowy następuje bardzo
          powoli". To pasuje jak ulał do diagnozy postawionej przez ciebie: "poczatki
          powaznej choroby umyslowej".
          Na tę postać schizofrenii zapadają wyłącznie dysydenci różnych systemów
          opresyjnych, politycznych, społecznych czy religijnych. Ostatnio najczęściej
          atakuje Chińczyków. W najnowszej chińskiej psychiatrii występują jeszcze inne
          jednostki chorobowe nieznane w innych krajach np. monomania polityczna,
          reformatorskie urojenia, systematyczne złudzenia czy patologicznie wzmocniona
          wola. Być może niektóre z nich udałoby się rozpoznać także u Profesora. Bowiem
          niespełna rozumu musi być człowiek, który sprzeciwia się władzy kościelnej i
          systemowi religijnemu, i do tego wchodzi w związek małżeński z kobietą. To
          wymaga leczenia.
          Jak widać, powoli pełzająca schizofrenia przywędrowała z Chin do Poznania i
          zaatakowała umysł byłego księdza profesora. Leczy się ją elektrowstrząsami, a w
          przypadku dysydentów religijnych zbiorowymi modłami najlepiej połączonymi z
          egzorcyzmowaniem delikwenta.
          Tak więc robienie z dysydentów wariatów to metoda stara i dobrze wypróbowana na
          wielu ofiarach psychiatrii dla nieprawomyślnych.

          • doomsday Re: Sedno sprawy 14.05.08, 01:11
            Toni napisal :
            "Tak więc robienie z dysydentów wariatów to metoda stara i dobrze
            wypróbowana na
            wielu ofiarach psychiatrii dla nieprawomyślnych"

            Moze sie zagalppowalem i dajmy na to masz racje Toni. Piszac o
            chorobie psychicznej pewnie szukam jakiegos usprawiedliwienia dla
            tego czlowieka . Weclawski -Polak wszystko , co osiagnal w zyciu
            zawdziecza KK . Studiowal za darmo , jadl za darmo i w koncu
            profesorem zostal siedzac na grzbiecie KK .
            Po kilkudziesieciu latach pan Weclawski stwierdza , ze to wszytko
            jest niewazne , i ze on sie teraz nazywa "Polak ".
            Trudno mi znalezc ludzkie wytlumaczenie dla takiej niewdziecznosci .
            Moze Weclawski robil do tej pory za zydowskiego Konrada Wallenroda ?
            Gdyby mial odrobine przyzwoitosci , zwinal by ta swoja Pracownie
            Pytan Granicznych z Uniwersytetu , bo przeciez mogl ja tam otworzyc
            jako katolicki teolog , jako ksiadz , a nie jako gosc z ulicy .
            Ta praownia jest utrzymywana z podatkow polskich obywateli , w
            przewazajacej wiekszosci katolikow. W swietle ostatnich decyczji
            Weclawskiego-Polaka mozemy powiedziec, ze kilkadziesiat lat
            pasozytowal na KK i na koncu sie wypial , ale nie calkiem .
            A dlaczego nie ma pojsc pracowac do gimnazjum na przyklad i uczyc
            tam WOS , historii , lub geografii? Zobaczylby wtedy jak zyja i
            pracuja polacy . Tymczasem Weclawski-Polak wiedzie spokojne ,
            dostatnie zycie pasozyta z pensja 7 tys. zlotych za pieniadze
            zwyklego polskiego podatnika , ktory przecietnie dostaje poltora
            kola i czesto nie ma na jedzenie dla dzieci .
            • Gość: toni25 Re: Sedno sprawy IP: *.rad.vectranet.pl 14.05.08, 21:14
              Z jakichś niewiadomych powodów oczerniasz prof. Węcławskiego-Polaka. Kolejnymi
              wpisami deprecjonujesz Profesora jako człowieka ośmieszając go i bezpodstawnie
              oskarżając. Jak nie udaje ci się zrobić z niego wariata, to robisz pasożyta albo
              podstępnego wroga polskości. Chyba zdajesz sobie sprawę, że umieszczając na
              forum posty pełne nienawistnych bzdur krzywdzisz przyzwoitych ludzi? Co z tobą
              jest, że wybielasz zakłamanego arcybiskupa, a oczerniasz prawdomównego
              człowieka? Dalajlama w niedawno przeprowadzonym przez Lisa dla TVP wywiadzie
              powiedział takie zdanie: "Prawda ma swoją własną drogę, swoją własną siłę".
              Dlaczego prawda dla ciebie tak niewiele znaczy?
              Profesor Polak jest wybitnym polskim uczonym, a do swojej pozycji doszedł
              własną, ciężką pracą. Dopóki był w Kościele, wiele dla niego zrobił. To przede
              wszystkim dzięki jego staraniom powstał na UAM Wydział Teologiczny.
              "- Jest człowiekiem genialnym - mówi o nim obecny dziekan Wydziału Teologicznego
              UAM ks. prof. Paweł Bortkiewicz. - To jeden z najwybitniejszych i najbardziej
              oryginalnych polskich teologów - dodaje Jarosław Gowin, redaktor naczelny
              miesięcznika Znak. - Ani sekundy nie traci na rzeczy nieważne - mówi prof.
              Wojciech Cellary z Akademii Ekonomicznej, który wspólnie z ks. prof. Węcławskim
              i ks. prof. Bortkiewiczem napisał niedawno książkę "Rzeczywistość wirtualna". -
              Uparty. I ten upór buduje jego sukces - ocenia ks. Feliks Lenort." (2004)
              Fakt, że teraz Kościół go stracił. Ale to nie powód, żeby go zniesławiać i
              odbierać mu dobre imię. To jest człowiek, który w Kościele czy poza nim,
              zasługuje na szacunek. Nie z powodu przynależności do czegoś, ale za to kim sam
              jest, co robi, jak odnosi się do innych.
              PPG współtworzył i prowadzi, bo posiada po temu odpowiednią wiedzę i
              umiejętności. Jeśli pracę uczonego czy pracę profesora ze studentami nazywasz
              pasożytnictwem społecznym, to z pewnością przebiłeś samego towarzysza Wiesława w
              jego szczytowym okresie mowotwórczym.

              • renepoznan Re: Sedno sprawy 14.05.08, 22:05
                Gość portalu: toni25 napisał(a):

                > Ale to nie powód, żeby go zniesławiać i
                > odbierać mu dobre imię. To jest człowiek, który w Kościele czy poza nim,
                > zasługuje na szacunek.

                Z znaczną częścią Twojej wypowiedzi się zgodzę. Ale spróbuj też zrozumieć, że
                nie dotrzymanie przysięgi nie jest najlepszą rekomendacją dla człowieka. Stawia
                pod znakiem zapytania jego wiarygodność i rzetelność. A wątpliwości związane z
                tak radykalnym odstąpieniem od wcześniej wyznawanych zasad i przysiąg(odejście z
                kapłaństwa, kościoła i związanie się z kobietą) uprawnia ludzi do zadawania
                pytań. Pytań może krzywdzących ale czy nie uprawnionych? Wątpliwości są i będą.
                I są uprawnione.

                Oczywiście snucie spekulacji o spisku żydowskim w kościele czy o żerowaniu na
                społeczeństwie to gruba przesada niewarta dyskusji. Fakt pewnego bezkrytycyzmu
                niektórych duchownych w dialogu z judaizmem niekoniecznie musi świadczyć o
                spisku a raczej o znacznej naiwności tych osób.
                Wprawdzie o niektórych duchownych się mawia,że czczą Chrystusa bo był Żydem a
                nie dlatego,że był Bogiem ale to przesadna drwina.
                :):)
                • Gość: toni25 Re: Sedno sprawy IP: *.rad.vectranet.pl 15.05.08, 21:22
                  Nie jestem pewien, czy niedotrzymanie przysięgi jest dla Ciebie niepokojącym
                  znakiem zapytania, czy zdecydowanym naruszeniem zasad etyki. Przypuszczam, że
                  bliższa Ci jest ta druga opcja. Czyli "odejście z kapłaństwa, Kościoła i
                  związanie się z kobietą" jako złamanie przysięgi, to czyny niemoralne. A ten,
                  kto się ich dopuszcza, przestaje być moralnie wiarygodny. Właściwie wszystko się
                  zgadza, o ile będziemy poruszać się w obszarze etyki kodeksowej. Wg etyki
                  kodeksowej wszystko jest jasne i proste - łamiesz przepis, znaczy popełniasz
                  wykroczenie, niedotrzymanie przysięgi równa się grzech. Więc jeśli podstawisz do
                  takiego równania etycznego czyny prof. Polaka, otrzymasz z góry wiadomy,
                  negatywny wynik. Ale nawet wtedy nasuwa się pytanie, dlaczego człowiek, który do
                  tej pory potrafił odróżniać dobro od zła i prawdę od fałszu, teraz tak
                  zasadniczo zbłądził? Dlaczego tak zupełnie stracił orientację, skoro wcześniej w
                  wielu trudnych sytuacjach nie zawiódł i wykazał się nieprzeciętną wrażliwością
                  moralną? A takie są fakty i to one zmuszają do namysłu. Idąc dalej tym tropem
                  należy dopuścić, że być może to nie człowiek nagle stracił zmysł moralny i
                  wybrał zło, ale przeciwnie, to wzór etycznego równania jest nieprawidłowy.
                  Banalizując, to człowiek powinien decydować, kiedy ma przejść na drugą stronę
                  ulicy, a nie sygnalizacja świetlna ustawiona na skrzyżowaniu, choć konkretny
                  przepis głosi, że przechodzenie na czerwonym świetle jest wykroczeniem. Tylko
                  czy człowiek ma chodzić po to, by nie łamać szczegółowych przepisów kodeksu
                  drogowego, czy tenże kodeks ma ułatwiać człowiekowi jego wędrowanie? To jest też
                  pytanie o osobistą odpowiedzialność.
                  W tym przypadku podobne pytania trzeba postawić religijnemu prawu i religijnym
                  przepisom. Czy one mają służyć człowiekowi, czy może człowiek im? Szabat dla
                  człowieka, czy na odwrót? W końcu zupełnie zasadnicze pytanie, jak to całe prawo
                  ma się do źródła, na które się powołuje? Odpowiedź Profesora o związek całości
                  obecnych przepisów z ich pierwotnym impulsem jest negatywna. Za nią idą
                  radykalne decyzje życiowe. I chociaż podstawione do kodeksowego wzoru dają zły
                  wynik, to w świetle innego wezwania: "A Ja wam powiadam: Wcale nie
                  przysięgajcie... Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie." wyglądają dobrze.
                  • renepoznan Re: Sedno sprawy 21.05.08, 22:56
                    Gość portalu: toni25 napisał(a):

                    > Nie jestem pewien, czy niedotrzymanie przysięgi jest dla Ciebie niepokojącym
                    > znakiem zapytania, czy zdecydowanym naruszeniem zasad etyki. Przypuszczam, że
                    > bliższa Ci jest ta druga opcja. Czyli "odejście z kapłaństwa, Kościoła i
                    > związanie się z kobietą" jako złamanie przysięgi, to czyny niemoralne. A ten,
                    > kto się ich dopuszcza, przestaje być moralnie wiarygodny. Właściwie wszystko si
                    > ę
                    > zgadza, o ile będziemy poruszać się w obszarze etyki kodeksowej. Wg etyki
                    > kodeksowej wszystko jest jasne i proste - łamiesz przepis, znaczy popełniasz
                    > wykroczenie, niedotrzymanie przysięgi równa się grzech. Więc jeśli podstawisz d
                    > o
                    > takiego równania etycznego czyny prof. Polaka, otrzymasz z góry wiadomy,
                    > negatywny wynik.

                    Sensownie to wywiodłeś. Ale wg mnie to zapomniałeś, że w tym równaniu nie
                    występuje tylko człowiek składający przysięgę. Występuje także Bóg (pominę ten
                    element równania bo tę kwestię każdy musi sam z Stwórcą wyjaśnić) ale też inni
                    ludzie, będący tej przysięgi świadkami czy beneficjentami. Dla których człowiek
                    składający przysięgę jest z tego powodu "kimś". Nie uważasz, że to bardzo ważny
                    element tego Twojego równania? Niesłusznie przez Ciebie pominięty.
                    Wiesz - oderwijmy nasze rozważania od tego jednostkowego przykładu. Rozważmy
                    inną przysiegę, którą człowiek składa raz w życiu i podmiotowi niedookreślonemu
                    a inni są tej przysięgi świadkami czy beneficjentami. Przysięga wierności swemu
                    narodowi, zwana często "przysięga wojskową". Czy uważasz, że np żołnierz AK,
                    który składał tę przysięgę a potem nagle zmienił zdanie - oczywiście pod wpływem
                    głębokich przemyśleń co do realnych szans walki zbrojnej i jej moralnego
                    znaczenia dla ludzi - był człowiekiem wiarygodnym? Proszę - rozpatruj te kwestie
                    w oderwaniu od jednostek.
                    Człowiek składa przysięgę w której bierze na siebie określone zobowiązania czy
                    to wobec Boga czy "narodu". Ale ta przysięga ma znaczenie dla jego sąsiadów,
                    współobywateli. Niesie także zobowiązania wobec ludzi, którzy mu zaufali.
                    Ty zdaje sie eliminujesz ten czynnik "ludzki". Uważasz, że składana przysięga
                    jest tylko i wyłącznie kwestią sumienia tego jednego człowieka. Nie zgadzam się
                    z tym.
                    Ponownie chciałbym podkreślić - nie chcę potępiać. Ja tylko stawiam tezę, że mam
                    prawo powiedzieć, że ten człowiek stracił wiarygodność i na ewentualne zaufanie
                    musi ponownie zarobić - startując jednak nie od zera jak każdy młody człowiek
                    ale od wartości ujemnych.


                    Ale nawet wtedy nasuwa się pytanie, dlaczego człowiek, który d
                    > o
                    > tej pory potrafił odróżniać dobro od zła i prawdę od fałszu, teraz tak
                    > zasadniczo zbłądził? Dlaczego tak zupełnie stracił orientację, skoro wcześniej
                    > w
                    > wielu trudnych sytuacjach nie zawiódł i wykazał się nieprzeciętną wrażliwością
                    > moralną? A takie są fakty i to one zmuszają do namysłu. Idąc dalej tym tropem
                    > należy dopuścić, że być może to nie człowiek nagle stracił zmysł moralny i
                    > wybrał zło, ale przeciwnie, to wzór etycznego równania jest nieprawidłowy.

                    Jesteś pewien, że jest nieprawidłowy? Niezbyt rozumiem co chcesz przez to
                    powiedzieć. Że moralność, wartości, etyka jest pochodną poglądów czy przemyśleń
                    jednego człowieka (nawet wybitnego myśliciela) i podlegają zmianie w rytm zmiany
                    tych poglądów? Ryzykowna teza. Prowadząca do ... i tłomacząca to falowanie
                    moralne i etyczne jakie obecnie obserwujemy i jakie doprowadza do wzglednosci
                    moralności i etyki. Juz nie wzbudza potępienia porzucenie zony/ męża i dziecka,
                    danie łapówki, przerwanie ciąży, kradzież świętości itp. Wszystko jest względne
                    i jest pochodną poglądów aktualnych. Moż etroche przesadzam wyciagając z Twego
                    wpisu tak daleko idące wnioski ale chyba niewiele. Sam sobie zadaję pytanie czy
                    Ty zdajesz sobie z tego sprawę.



                    > Banalizując, to człowiek powinien decydować, kiedy ma przejść na drugą stronę
                    > ulicy, a nie sygnalizacja świetlna ustawiona na skrzyżowaniu, choć konkretny
                    > przepis głosi, że przechodzenie na czerwonym świetle jest wykroczeniem. Tylko
                    > czy człowiek ma chodzić po to, by nie łamać szczegółowych przepisów kodeksu
                    > drogowego, czy tenże kodeks ma ułatwiać człowiekowi jego wędrowanie? To jest te
                    > ż
                    > pytanie o osobistą odpowiedzialność.

                    Tak. To pytanie o osobistą odpowiedzialność. Pan Polak zrobił to co zrobił.
                    Uznajemy, że miał prawo. Tylko, że Ty idziesz dalej. Chcesz byśmy ten jego krok
                    przyjęli jako krok właściwy, nie mający żadnych negatywnych konotacji moralnych
                    czy etycznych. A dlaczego? Czyżby Pan Polak był z tej osobistej
                    odpowiedzialności zwolniony? Z jakiego powodu? Bo jego intelekt czy praca
                    naukowa jest chyba mierną przyczyną takiego zwolnienia.
                    Do tego w swojej argumentacji odrywasz przepisy normujące postępowanie ludzi od
                    ich racjonalnego uzasadnienia. Nie uważasz, że norma obowiązująca ludzi ma
                    jakieś uzasadnienie. Mamy normę "Nie zabijaj". Masz rację - Gdyby zakaz
                    zabijanie wywieść tylko i wyłącznie z tego, że ktoś powiedział "nie zabijaj" to
                    miałbyś rację. Ale przecież ta norma ma inne o wiele głębsze uzasadnienia niż
                    zapis w kodeksie. Podobnie większość norm (choć niestety nie wszystkie ale to
                    odrębny temat) jest głęboko uzasadniona - także ten przepis o przechodzeniu na
                    czerwonym świetle.

                    > W tym przypadku podobne pytania trzeba postawić religijnemu prawu i religijnym
                    > przepisom. Czy one mają służyć człowiekowi, czy może człowiek im? Szabat dla
                    > człowieka, czy na odwrót? W końcu zupełnie zasadnicze pytanie, jak to całe praw
                    > o
                    > ma się do źródła, na które się powołuje? Odpowiedź Profesora o związek całości
                    > obecnych przepisów z ich pierwotnym impulsem jest negatywna. Za nią idą
                    > radykalne decyzje życiowe. I chociaż podstawione do kodeksowego wzoru dają zły
                    > wynik, to w świetle innego wezwania: "A Ja wam powiadam: Wcale nie
                    > przysięgajcie... Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie." wyglądają dobrze
                    > .

                    Może uznasz mnie za niewiernego Tomasza ale jakoś nie przekonałeś mnie, że tak
                    radykalne kroki jakie podjął Pan Polak wynikają z chęci pokazania rozerwania
                    więzi pomiędzy przyczyną a skutkiem. Gdyby tak było to musiałbym przyjąć, że
                    Pani Polak posłużyła jedynie jako narzędzie jego manifestacji ideologicznej i
                    żadne inne przyczyny ich związku nie istnieją. Mimo wszystko aż tak źle pana
                    Polaka nie oceniam. Przypuszczam, że kierowały nim jednak szlachetniejsze
                    pobudki - uwzględniające także wrażliwość i uczucia tej kobiety.

                    Problem niezwykle trudny - trudno oceniać innego człowieka nie znając jego
                    przemyśleń i prawdziwych przyczyn jego postępków. Oceniamy tylko jego czyny nie
                    wiedząc na ile odzwierciedlają one jego myśli. I wybacz - te czyny każą się
                    zastanowić nad tą postacią. Ty sugerujesz by nie zastanawiać się -
                    bezrefleksyjnie ufając człowiekowi ze względu na jego dawne i obecne zasługi.
                    Nie mam ochoty - doświadczenie uczy, że takie zaufanie prawie zawsze jest
                    nadużyte. Dlatego będę twierdził, że ciąg czynów Pana Polaka usprawiedliwia
                    utratę zaufania do niego i nakazuje szczególnie ostrożne przyjmowanie jego nauk
                    i przemyśleń.

                    tak patrzę na to co napisałem - nie do końca tak jak chciałem ale mówi sie
                    trudno - niech idzie tak jak jest. :)
                  • renepoznan Re: Sedno sprawy 22.05.08, 11:07
                    Gość portalu: toni25 napisał(a):

                    Właściwie wszystko si
                    > ę
                    > zgadza, o ile będziemy poruszać się w obszarze etyki kodeksowej. Wg etyki
                    > kodeksowej wszystko jest jasne i proste - łamiesz przepis, znaczy popełniasz
                    > wykroczenie, niedotrzymanie przysięgi równa się grzech.
                    > nasuwa się pytanie, dlaczego człowiek, który d
                    > o
                    > tej pory potrafił odróżniać dobro od zła i prawdę od fałszu, teraz tak
                    > zasadniczo zbłądził? Dlaczego tak zupełnie stracił orientację, skoro wcześniej
                    > w
                    > wielu trudnych sytuacjach nie zawiódł i wykazał się nieprzeciętną wrażliwością
                    > moralną?

                    > Idąc dalej tym tropem
                    > należy dopuścić, że być może to nie człowiek nagle stracił zmysł moralny i
                    > wybrał zło, ale przeciwnie, to wzór etycznego równania jest nieprawidłowy.
                    >
                    > W tym przypadku podobne pytania trzeba postawić religijnemu prawu i religijnym
                    > przepisom. Czy one mają służyć człowiekowi, czy może człowiek im? Szabat dla
                    > człowieka, czy na odwrót? W końcu zupełnie zasadnicze pytanie, jak to całe praw
                    > o
                    > ma się do źródła, na które się powołuje?

                    Uzupełniając swoją wcześniejsza wypowiedź.

                    Zastanawiam się czy tylko dla jasności wypowiedzi czy z głębokiego przekonania postawiłeś jako alternatywę etykę czy moralność jako zbiór norm oderwanych od źródła (przyczyny) lub jako wewnętrzny drogowskaz jednego człowieka.
                    Innymi słowy dałeś nam do wyboru faryzejską etykę i wewnętrzny zbiór zasad etycznych człowieka - przy czym jako przykład pozytywny przedstawiłeś nam Pana Polaka o którym w tej chwili wiemy, że przeżył z niewiadomych nam przyczyn wewnętrzna rewolucję poglądów na te sprawy.
                    Wybór całkowicie fałszywy bo obie te postawy muszą być odrzucone. Żaden sensowny i akceptowalny kodeks moralny nie opiera się tylko i wyłącznie na normie oderwanej od przyczyny jej ustanowienia. Nie ma możliwości zaakceptowania normy dla której jedynym uzasadnieniem jest pogląd jednego człowieka - cokolwiek byśmy o nim nie sadzili.
                    Etyka jest zbiorem norm wypracowanych przez społeczność (człowiek jest istotą społeczną - chyba nie zaprzeczysz)w wyniku doświadczeń tej społeczności . Normy te powstały z przyczyn ważnych dla danej społeczności. W konsekwencji normy te cechują się pewną stałością i to jest ich wartością. Wytyczają pewien sposób postępowania jednostki w taki sposób by nie kolidowało to z interesami społeczności. Jednostki łamiące tę etykę są w interesie tej społeczności eliminowane lub odrzucane.
                    Nie znaczy to, że en zbiór norm jest niezmienny. Zmienia się ale pod wpływem doświadczeń społeczności. Zmienia się powoli a nie pod wpływem impulsu jednostkowego. Wiem, że idealizuję ale to konieczne dla tych rozważań.
                    Nie wyobrażam sobie by etyka uzależniona była od przemyśleń i poglądów jednostki. Owszem - może to być etyka tej jednostki. Nawet może wpływać na etykę społeczności ale dopiero po zaakceptowaniu jej przez tę społeczność. Ale do czasu zaakceptowania jej przez społeczność jednostka musi się poddać ocenie swego postępowania wg zasad etycznych społeczności. I musi się z tą oceną pogodzić. Jest to dla dobra społeczności. Gdybyśmy odrzucili etykę społeczności a uznawali tylko prawo do etyki jednostki to nastąpiłaby dezintegracja społeczności i rozpad naszego świata. Świata ludzi a nie świata zbioru jednostek - jeśli wiesz o co mi chodzi.
                    Dlatego Pan Polak musi sie poddać ocenie wg zasad etycznych społeczności i mimo stawiania na indywidualizm - musi się poddać także krytycznej ocenie swego postępowania. A w naszej etyce dotrzymywanie przysiąg jest jedną z naczelnych zasad. człowiek musi mieć zaufanie do drugiego człowieka i jego słowności. Może nie jest to zasada bezwzględna, której złamanie oznacza bezdyskusyjne eliminowanie jednostki ale niewątpliwie pozwala ona na analizowanie faktu złamania przysięgi i oceny tego faktu.
                    Więc my mamy prawo do oceny postępowania Pana Polaka i wyciągnięcia wniosków zgodnych z naszymi obserwacjami i poglądami. Oczywiście - nikt z nas nie zna myśli drugiego człowieka i nasza ocena może zawierać błąd. Ale załóż, że ty bezkrytycznie aprobując postępowanie Pana Pollaka też możesz błądzić. Tak jak ja zakładam, że mogę błądzić - stąd nie potępiam.
              • doomsday Re: Sedno sprawy 14.05.08, 22:54
                Toni napisal :
                " Dalajlama w niedawno przeprowadzonym przez Lisa dla TVP wywiadzie
                powiedział takie zdanie: "Prawda ma swoją własną drogę, swoją własną
                siłę".
                Pardon , ale akurat Lisa uwazam za wyjatkowego drania i szkoda , ze
                Dalajlama musial sie ubrudzic obecnoscioa tego czlowieka .
    • Gość: urszula Tomasz Polak - dawniej ks. Węcławski IP: *.icpnet.pl 13.05.08, 14:49
      jak dotąd - pozostał w prawdzie. Nowe życie - nowe nazwisko i nic w tym
      zdrożnego. Jest to bolesne nie tylko dla Jego rodziny, więc zmienił nazwisko.
      Zostawmy komentarze i pozwólmy życ tak jak zapragnął. Niech już więcej prasa i
      dziennikarze nie robią z tego newsa. Szacunek należy się każdemu, bo Jemu nie
      jest łatwo. Gdyby w prawdzie potrafił znaleźc się Petz, nikt nie miałby do niego
      pretensji. Mógłby byc duszpasterzem homoseksualistów, bo oni także są dziecmi Boga
    • Gość: Ubogacony Idzi Jeden z niewielu uczciwych księży ! IP: *.chello.pl 20.05.08, 21:43
      Brawo Panie Węcławski-Polak !
      • Gość: kibic Re: Jeden z niewielu uczciwych księży ! IP: *.poz.zigzag.pl 26.05.08, 13:49
        Niewielu? Chyba jednak mało księży znasz jesli tak sadzisz.
    • pan.nikt Co było pierwsze??"jajko, czy kura" 30.05.08, 13:17
      prowadzicie tu dyskusje mądre, wydumanie mądre, albo i głupie


      a ja tylko z boku, "po prostacku" spytam:
      "CO BYŁO PIERWSZE??
      JAJKO, CZY KURA""

      tZN. CZY WPIERW BYŁY GŁEBOKIE PRZEMYŚLENIA O CHRYSTUSIE i w konsekwencji tego odejście od KK i małżeństwo,

      CZY WPIERW BYŁA "KOBIETA" (powiedziałbym znów prostacko "dupa"), a później gwałtowne szukanie uzasadnienia i dojście DO ZAPRZECZENIA BÓSTWA CHRYSTUSA????????


      tak, tak, wiem.
      Na to pytanie może odpowiedzieć tylko Pan Polak.
      Ale on tego nie zrobi, bo brnie w swoim KŁAMSTWIE I BĘDZIE W NIM BRNĄŁ DO UPADŁEGO.
      a, że facet INTELIGENTNY, to potrafi "mataczyć".
    • renata_s2 Tomasz Polak - dawniej ks. Węcławski 18.06.08, 08:55
      czytaliście Bridę Paolo Coehlo, jeśli tak - to już pewnie wiecie
      dlaczego pan Węcławski się ożenił. Życzę panu wszystkiego dobrego.
      Cenię pana książki i dziękuję za nie. Pozdrawiam serdecznie.renata z
      poznania
      • Gość: AntyWęcławski Re: Tomasz Polak - dawniej ks. Węcławski IP: *.sta.asta-net.com.pl 25.06.08, 14:20
        Renatka z Poznania ciekawe co ma wspólnego z Pane Tomaszkiem...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja