asp420
10.11.08, 08:56
Jestem nieco zafrapowany tym fragmentem: "Kobiety znały się, bo policjantka
pracuje w "obyczajówce" i ma stały kontakt z prostytutkami, a "Lena" miała jej
numer.".
Od kiedy nasza droga policja zajmuje się ochroną prostytutek? Do cholery,
zwykli obywatele nie mają prywatnych numerów telefonów w razie rozbojów czy
napadów! Czy pan Borowiak mógłby podać numer swojej komórki, tak aby każdy
poznaniak - jak go beda bić - mógł błyskawicznie przyjechać niczym kapitan
Żbik? Czy taka "usługa" jest zarezerwowana jedynie dla prostytutek
(niektórych, bo chyba tirówek nie?). Jakie są kryteria dawania numerów
telefonów?