Gość: expacjent
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
21.11.03, 10:54
Właśnie wróciłam w 3-miesiecznych "wakacji" na Polnej (podtrzymanie ciąży).
To chyba nic nowego dla was gdy napiszę że pacjent to nie czlowiek, prawda?
Wyniki badań - tajemnica, karta pacjenta - tajemnica, pytania o własny stan
zdrowia i dziecka - baaaardzo niemile widziane.
Jedyną tajemnicą nie było ferowanie wyrokow typu: "Ma pani wybrać jedno z
bliźniąt - drugie obumrze", "Plody nie maja szans" (to akurat teksty, które
były kierowane do koleżanki z sali - dziś mamy dwóch zdrowych wcześniaków.
Jeśli chodzi o np. tak podstawowe badania dla ciężarnej, jak morfologia i
mocz, prosilam sie przez bite dwa miesiace by zbadac co potrzeba; oczywiście
gdy chodzilam prywatnie do gabinetu co 3 tyg - mialam mieć ze sobą
świeżutkie wyniki, za które płaciłam ja - nie fundusz. Sprawdzona metoda na
Polną: "Panie doktorze, piecze mnie przy oddawaniu moczu" - wówczas badanie
ma się jak w banku. Tę metodę stosowałyśmy z koleżankami dość często...
Polak (Polka) potrafi...? Powyzsze fortele sa jednak raczej załosne. Ale
trzeba sobie pomóc - dla dobra wyczekiwanego dziecka. Oczywiście po dwóch
miesiącach próźb, starań i forteli wyniki (leukocyty, crp) były tak złe, że
z antybiotyków nie wyszłam już do porodu. Lepiej pewnie leczyć (w końcu od
czego słowo 'lekarz'?...) niż zapobiegać... Nie będę rozwodzić się nad
formami traktowania kobiet, które ze względu na groźną sytuację nie mogą
ruszyć się z łóżka (a więc podsuwacz, miseczka z wodą zamiast kąpieli)-
takim kobietom sie nie pomaga - takie kobiety się dręczy i tępi,; im
wcześniej taka urodzi tym szybciej przejdzie na inny oddział i nie trzeba
będzie wynosić brudnych podsuwaczy, naczyń itp, itd. Złośliwości personelu
typu: "Musi pani tyle pić?", "Proszę wciąż nie wołać o zmianę
podsuwacza", "Czy maż nie może pani umyć?" są naprawdę chlebem powszednim
jednego z oddziałów, który skądinąd szczyci się mianem przyjaznego pacjentce.
Co do lekarzy - decyje podejmuje właściwie tylko jednel lekarz, do którego
nie można zwracać się inaczej jak "panie profesorze" (inna forma, jak
choćby "panie doktorze" jest zaraz ganiona na tzw. 'wizycie' przez co
wierniejszych pracowników). Oczywiście ów decydent czesto bywa nieobecny -
wówczas najlepiej zapaść w zimowy sen i przeczekać; oby też nic złego nie
zaczęło się dziać, bo kto odważy się podąć decyzję o cesarce, aminoredukcji
itp, itd. Młodsi lekarze często za plecami i na ucho mówią, że mają
zawiązane ręce, doradzają jak "podejść" do guru - puenta jest zawsze ta
sama: "Proszę tylko się nie powoływać na mnie", ileż razy to słyszałam...
Po pierwszym postawionym przeze mnie pytaniu na wizycie (pytanie nie dotyczy
kosmitów z Marsa, a mojego dziecka, o które walczę) zostałam zapytana kim
jestem z zawodu ( kimkolwiek bym była OCZYWIŚCIE nie jestem lekarzem, co
wywołuje uśmieszek triumfatorów). Kto pyta - na Polnej błądzi. Masz leżeć i
zgadzać się bezrefleksyjnje na wszystko wierząc wiarą maluczkich, że
profesor wraz z swą świtą to nieomyly zespoł najlepszych w Wielkopolsce
fachowców.
Boże... ileż razy widziałam ich mniejsze lub większe pomyłki... Jedna
skończyła się porodem w 23 tyg. ciąży.
O ciążach zagrożonych wiem az nadto - więcej niz chciałabym wiedzieć, mimo
że nie czytałam jeszcze żadnej fachowej książki. Niestety: praktyka...
To, co pacjentka myśli; to, jakie zgłasza obawy i dolegliwości, jest
najmniej istotne w tym szpitalu - stwierdzam z ogromną przykrością, bo
jednocześnie ów szpital dysponuje bezsprzecznie najlepszym sprzętem
diagnostycznym dla ciężarnej i najlepiej wyposażoną neonatologią.