rolls-royce
30.04.09, 08:56
Podpisuję się rękami i nogami pod tym wszystkim, o czym mówi p. Czapara.
Ubolewam tylko nad tym, że tą sferą w Poznaniu zajmuje się niejaki pan
Billert, człowiek, który chyba już nie raz udowodnił swój brak kompetencji i
zwyczajne uprzedzenia.
Poza tym chyba każdy z jeżdżących rowerem nie-tylko-w-niedzielę ma w swojej
historii incydent z wpadaniem lub prawie wpadaniem pod samochód (nie z własnej
winy). Mnie się to przytrafiło tydzień przed ślubem, skończyło się "tylko" na
potłuczeniu i opuchliźnie, bo ewakuowałam się, pozostawiając rower na pastwę
samochodu; mój mąż miał miesiąc zwolnienia z powodu złamanej ręki: jechał
wprawdzie w kanarkowej kamizelce w środku dnia, miał pierwszeństwo, ale pani
skręcająca w lewo rzuciła się z pretensjami: "bo ja pana nie widziałam!". Po
czym odjechała sobie. Policja, poinformowana o typie samochodu i pierwszych
cyfrach na tablicy rejestracyjnej po roku żmudnych dociekań powiadomiła nas,
że sprawczyni nie udało się odnaleźć.