Gość: xoxox|
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.12.03, 02:43
w srode rano dzwonie do firmy MTS Notebook przy Grochowych Łąkach z pytaniem
czy podejma sie naprawy pewnego modelu laptopa przeznaczonego na rynek
amerykanski a przywiezionego przeze mnie do Polski. Zaproszono mnie 'niech
pan przyjedzie, zobaczymy'. Przyszedlem, wlasciwie przyjechalem tramwajem - z
drugiego konca miasta, zwiedziony nadzieja, ze wreszcie ktos podejmie sie
naprawy mojego sprzetu, przemeblowawszy pod te sprawe caly moj dzien. Za
biureczkiem siedzial jakis zagubiony pan ('-pracuję tu drugi dzien') i kiedy
tylko wyluszczylem sprawe pobiegl za regalik zapytac Starszego Kolegi co ma
ze mna zrobic. Zza regalika dalo sie slyszec sykniecie Starszego
Kolegi 'powiedz mu, ze nie naprawiamy [i tu nazwa modelu]'. Zagubiony Pan
wrociwszy zza regaliku powtorzyl ukladnie co mial powtorzyc. Uznalem za
stosowne poinformowac go, ze czuje sie zrobiony w bambuko, bowiem [j.w. -
marnacja mojego czasu, zawiedzone nadzieje, straty moralne]. - Nie wiem kto
panu powiedzial, ze naprawiamy [i tu model]. Riposta ta, tylez krotka co
nonsensowna, wprowadzila mnie w stan lekkiego wzburzenia, 'ja tym bardziej
nie wiem kto, prosze pana, bo ten ktos nie raczyl sie przedstawic'. Zagubiony
Pan przestal byc nagle zagubiony, spojrzal mi w oczy pod haslem 'i co nam
teraz zrobisz?' i rzucil pod nosem kwestie z poczatku rozmowy 'nie naprawiamy
[model]'. Kurcze, pomyslalem, nie bede wciskal im sprzetu na sile, bo na
pewno go nie naprawia. Niesmak jednak pozostal, czego dowodem jest niniejszy
post-zemsta-ostrzezenie. Uwazajcie na MTS Notebook przy Grochowych Lakach.