Wojewoda szuka żołnierza z Biedruska

03.05.09, 10:41
Skoro go tak wozili od Judasza do Kajfasza (od szpitala do szpitala) to już
może nie da znaku...
    • Gość: Goya Re: Wojewoda szuka żołnierza z Biedruska IP: 94.254.202.* 04.05.09, 21:55
      Jeśli jednak się mylisz - a nie podlega to żadnej dyskusji - jesteś przestępcą. Pomówienie jest bowiem w Polsce przestępstwem, ściganym w trybie oskarżenia prywatnego, podobnie jak znieważenie funkcjonariusza publicznego.

      Ustalenie adresu IP komputera, z którego wysłano taką wiadomość zajmuje specjaliście dwie minuty.

      Wolność słowa nie polega na tym, że każdy może sobie mówić i pisać co zechce. Tylko na tym, że każdy sam bierze za to odpowiedzialność.
      • czuma_z_bazin Re: Wojewoda szuka żołnierza z Biedruska 05.05.09, 21:16
        Gość portalu: Goya napisał(a):

        > Jeśli jednak się mylisz - a nie podlega to żadnej dyskusji - jesteś przestępcą.
        > Pomówienie jest bowiem w Polsce przestępstwem, ściganym w trybie oskarżenia pr
        > ywatnego, podobnie jak znieważenie funkcjonariusza publicznego.
        >
        > Ustalenie adresu IP komputera, z którego wysłano taką wiadomość zajmuje specjal
        > iście dwie minuty.
        >
        > Wolność słowa nie polega na tym, że każdy może sobie mówić i pisać co zechce. T
        > ylko na tym, że każdy sam bierze za to odpowiedzialność.

        upsss kolega chyba dziś nie zażył lekarstwa ;)
    • Gość: bernard Re: Wojewoda szuka żołnierza z Biedruska IP: *.aster.pl 04.05.09, 23:23
      Może ja pomogę?
      Otóż:
      czytam blog tego pana, który kiedyś pisał,
      że ma rodzinę - chyba córkę - w Biedrusku.
      Pan mieszka w Poznaniu, chyba pracuje na Malcie.
      Może po nitce do kłębka ...
      gabriel54.bloog.pl/kat,0,page,1,.
      /Może mi wybaczy, że tu zamieściłem link?/
    • emissarius Wojewoda szuka żołnierza z Biedruska 05.05.09, 12:24
      Bardzo ciekawa historia obnażająca prawdziwe oblicze kilku instytucji oraz zintegrowanego systemu ratownictwa, który nieoczekiwanie okazał się nad wyraz… szczelny. W odróżnieniu od rzeczonego nastolatka, który pokazał się jako bardzo dojrzały emocjonalnie, opanowany i zwyczajnie odważny. Może dlatego, że nie jest częścią „systemu”.

      Szpital rejonowy zaś zwyczajnie odmówił sobie przyjęcia pacjenta. Byłbym ciekaw, czy sporządzono notatkę z opisem sytuacji, stanu chorego i miejsca, gdzie został odesłany. Innymi słowy – czy został zarejestrowany. Wątpię. Tak więc mamy pierwsze nadużycie.

      Ciekawe podejście wykazał też drugi szpital, prawdopodobnie prowadzący tego dnia program kardiologiczny, przy ulicy Przybyszewskiego. Otóż szpital ten pozwolił sobie na odmowę przyjęcia chorego z powodu… braku miejsc. Pewnie i tu nie zadano sobie trudu odpowiedniego zarejestrowania tego zdarzenia, stąd określenie „ślad się urywa”.

      Co to w ogóle znaczy „brak miejsc”? Szpital ma takie prawo? Proszę mi wskazać takie określenie „brak miejsc” w Ustawie o ratownictwie. To już nie można przyjąć pacjenta, udzielić mu niezbędnej pomocy w warunkach oddziału SOR, a następnie odesłać do innej placówki po uprzednim uzgodnieniu? Dwukrotnie odmówiono przyjęcia chorego do szpitala odsyłając go do innej placówki bez wcześniejszego uzgadniania tego ze szpitalem docelowym?? Brawo.

      Najlepszym źródłem informacji dotyczących miejsca pobytu chorego byłaby instytucja, która udzieliła pomocy pacjentowi na miejscu zdarzenia i następnie woziła go między szpitalami szukając „wolnego miejsca”, czyli pogotowie ratunkowe. Niestety, z uwagi na brak elektronicznej bazy danych sprawdzenie tego wymagałoby przekopania się przez sporą stertę papierów, podobnie jak w latach ’70 ubiegłego wieku.

      W rezultacie dotarcie do prostej informacji na temat losów pacjenta wymagało aż interwencji wojewody i zastosowania jego „specjalnych kanałów”. Panowie – brawo, co tu dużo mówić – organizacja na miarę XXI wieku.

      Swoją drogą – bardzo symptomatycznym i wiele mówiącym jest fakt całkowitej bierności NFZ w obliczu sytuacji odmowy przyjęcia pacjenta do szpitala, motywowanej rzekomym „brakiem miejsc”. Ale może nie ma już o czym mówić, skoro kontrakty zostały już podpisane, a środki rozdzielone. Po co więc się starać. Może by tak szpital oddał część środków z powodu braku możliwości zrealizowania kontraktu za każdym razem, gdy wystąpi „brak miejsc”?
Pełna wersja