saint-denis
05.08.09, 22:30
Dwie rzeczy budzą grozę: z jednej strony kompletny brak odpowiedzialności właścicieli groźnych psów, a z drugiej wypowiedzi p. Kozłowskiej. "Schronisko jest jak obóz koncentracyjny - zaczyna prezes Kozłowska. - Tam psy dostają choroby sierocej". Dla tej pani ważniejszy jest los bydlęcia zagrażającego zdrowiu i życiu mieszkańców wieżowca niż codzienna udręka ludzi! Właśnie przez takich ludzi - nawiedzonych idiotów - nie można szybko i sprawnie rozwiązywać podobnych problemów. I jeszcze to porównanie schroniska do obozu koncentracyjnego - naprawdę trzeba mieć sieczkę w głowie aby sobie pozwolić na tak debilną wypowiedź. Idąc tym śladem proponuję "ostateczne rozwiązanie kwestii niebezpiecznych psów". Po pierwsze takie bydlęta znajdowane poza rejestrowanymi hodowlami należy obowiązkowo i bezwzględnie kastrować na koszt właściciela - a jak się nie zgodzi: usypiać! I bezwzględnie egzekwować obowiązek prowadzania tych bydląt na smyczy i w kagańcu. Chwała Straży Miejskiej, że wreszcie skutecznie interweniowała zanim wydarzyło się nieszczęście. Ile było już tragedii i komentarzy "mój pies nigdy wcześniej nie atakował...". Jak się trzyma takie zwierzę, to się ponosi pełną odpowiedzialność. Nie po to selekcjonowano agresywne rasy, aby nawiedzeni "miłośnicy" psów opowiadali że ich atak to wina człowieka, a nie biednego zwierzątka. Te zwierzęta zostały stworzone do walk i do zabijania, a nie jako kanapowe pieski do towarzystwa. I dlatego należy zakazać trzymania ich w domach wielorodzinnych i wyprowadzania w miejscach publicznych.