ar.co
13.08.10, 10:32
"Bo gdyby milicja protestujących robotników nie atakowała, nie
wznosiliby oni barykad i do tego wydarzenia skutkującego śmiercią by
nie doszło. Oni nie budowali tej barykady, bo im się nudziło, tylko
dlatego, że musieli się bronić przed atakami ZOMO. Panowie Ząbecki i
Łabędzki ponieśli śmierć podczas aktu samoobrony, a więc w związku z
działaniami aparatu represji. Inny jest przypadek Jana Brożyny [27-
letni Brożyna nie brał bezpośredniego udziału w proteście
robotniczym, zmarł w 1976 r., kilka dni po wydarzeniach czerwcowych,
w wyniku pobicia na ulicy przez milicjantów - przyp. red.]. Tu
znacznie trudniej będzie udowodnić, że jego śmierć była spowodowana
przez funkcjonariuszy ówczesnego aparatu represji w związku z jego
udziałem w wystąpieniu wolnościowym."
No nie, to jest chore. Jeśli kogoś przygniotła przyczepa, którą
usiłował przewrócić na milicjantów, to jest to wina tych milicjantów
(zapewne powinni grzecznie stać i czekać, aż to oni zostaną
przygnieceni). Jeśli ktoś zginął pobity na śmierć przez milicjantów,
to znacznie trudniej udowodnić.
Robotnicy musieli się bronić? A kto im kazał organizować protesty?
Jak słusznie stwierdziła działaczka opozycji - to była ich suwerenna
decyzja, wiedzieli, jakie konsekwencje mogą ponieść! Żądanie teraz
od państwa za to pieniędzy jest po prostu obrzydliwe. Zwłaszcza, że
to nie milicja ich zabiła, tylko przyczepa, którą SAMI usiłowali
przewrócić. Tak na marginesie - w przypadku Radomia to nie milicja
była stroną inicjującą zamieszki, tylko właśnie robotnicy, więc
gdyby iść tokiem rozumowania Urzędu ds. kombatantów - milicjanci
musieli się bronić przed agresywnym tłumem. W końcu Komitet Partii
podpalili nie milicjanci, tylko robotnicy. Pewnie jakby któryś z
nich zginął w pożarze, który sam wzniecił, to też byłaby wina
milicji.