student.politechnikiradomskiej
11.07.11, 17:33
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,9927080,Wildstein_ubolewa__Brak_reakcji_na__Biala_ksiege_.html
Brak reakcji polskich środowisk opiniotwórczych, a zwłaszcza mediów, na publikację i treść "Białej księgi" Prawa i Sprawiedliwości jest symptomem choroby polskiej demokracji - uważa Bronisław Wildstein. W "Uważam Rze" publicysta wskazuje, że winnym za katastrofę pośrednio jest premier Donald Tusk.
- W "Białej księdze" na temat katastrofy smoleńskiej (...) znajdujemy pismo polskiego MSZ z 18 lutego 2010 r., w którym polscy reprezentanci pozostawiają władzom rosyjskim wybór, z kim i jak chcieliby oni obchodzić rocznicę katyńskiego mordu - pisze Wildstein. I reakcja na to pismo, a właściwie jej brak, jest zdaniem dziennikarza "symptomem choroby polskiej demokracji". - Działania, które powinny kompromitować, przechodzą "niezauważone" przez dominujący nurt polskiej opinii publicznej - ubolewa.
"Eliminacja polskiego prezydenta"
Posłowie Prawa i Sprawiedliwości przedstawili pod koniec czerwca "Białą Księgę" - raport zespołu parlamentarnego PiS do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Ich zdaniem odpowiedzialność za tragedię z 10 kwietnia spada na Rosjan. Zdaniem Bronisława Wildsteina jednak są inne elementy raportu, które powinny przykuć uwagę czytelników, mianowicie wspomniany już dokument.
- Opisany dokument jest dowodem działania rządu w celu wyeliminowania polskiego prezydenta z niezwykle ważnego politycznie wydarzenia - twierdzi publicysta. I rozpatruje swoją tezę w szerszym kontekście - "strategii wypychania prezydenta z polityki zagranicznej już od wyborów 2007 roku". - Jednak podjęcie gry z premierem Putinem ze strony premiera Tuska było zmianą jakościową. Stanowiło naruszenie racji stanu, gdyż czyniło arbitrem w naszych wewnętrznych sporach przywódcę ościennego mocarstwa - uważa Wildstein.
Przedsięwzięcie prywatne
Dziennikarz, skupiając się na fakcie rozdzielenia wizyty premiera i prezydenta, twierdzi, że strona rządowa zrobiła wszystko, aby nie traktowano wizyty Lecha Kaczyńskiego, jako oficjalnej wizyty głowy państwa. To z kolei spowodowało, że ówczesny prezydent miał nie dostać należytej ochrony, co było winą funkcjonariuszy.
- Należy więc uznać, że rząd premiera Tuska, zwłaszcza ministrowie spraw zagranicznych i wewnętrznych, pośrednio odpowiadają za katastrofę - snuje swoje spekulacje Wildstein. Dodaje, że "za takie działania odpowiada się nie tylko politycznie, ale i przed sądem".