radomianin79
23.10.11, 14:30
Często narzekamy na jakość otaczającej nas przestrzeni, skarżymy się na brzydotę architektury, chaos urbanistyczny. Ale czy zastanawiamy się nad tym, skąd ta brzydota się bierze? Może gdyby wyliczyć i nazwać główne problemy i wady polskiej przestrzeni architektonicznej, łatwiej będzie im zaradzić?
Oto 10 grzechów głównych, które praktykuje się także w Radomiu!
Styropianizm - nieudolna termomodernizacja. Najbardziej aktualny i szeroko ostatnio dyskutowany temat. Spierają się przy nim dwa obozy: z jednej strony to władze spółdzielni mieszkaniowych i wspólnoty, zarządzające budynkami, które chcąc poprawić jakość życia lokatorów oraz obniżyć koszty eksploatacji budynku, opakowują bloki i kamienice w styropian. To metoda tania i prosta, szybko przynosząca efekty, na dodatek łatwo zdobyć na nią dofinansowanie - nic więc dziwnego, że stała się tak popularna. Z drugiej strony sporu mamy tych, którym żal ginących pod styropianem tynków, detali architektonicznych, niuansów wykończenia elewacji. W kraju, który stracił tak wiele pięknych budynków w czasie II wojny światowej dziś, na własne życzenie, wszystkie budynki - od dekorowanej kamienicy po blok z wielkiej płyty - upodabnia się do siebie, zamieniając w jednakowe, kolorowe klocki.
Nadużywanie wszystkich kolorów i wzorów .Bardzo często z zagadnieniem termomodernizacji łączy się kwestia estetyki - czyli głównie kolorów, na jakie są malowane budynki po remoncie. Zatrważająco często takie obiekty pokrywa się farbami w żywych i kiczowatych kolorach, od różu po intensywną zieleń. Są dwie wady tej sytuacji. Po pierwsze żaden budynek nie istnieje bez otoczenia i malowanie bloku feerią intensywnych barw zazwyczaj nijak się ma do kontekstu, w jakim stoi. A nie tak powinno się kreować miasto, które jest przecież całością, użytkowaną przez wiele osób, a nie tylko mieszkańców właśnie malowanego budynku.
Po drugie, gdyby sobie przypomnieć ulice Londynu, Paryża, Berlina, nawet te osiedlowe, nie centralne, to bardzo trudno znaleźć podobny przykład wykończenia elewacji. Nie ma tam wściekłych kolorów na ścianach - efekt ożywienia i przełamania monotonii szarych budynków w cywilizowanym świecie przełamuje się raczej zielenią, małą architekturą, detalem. Efekt można osiągnąć podobny, bez popadnięcia w kicz. Jednak aby to robić, potrzeba pewnej finezji i wyobraźni, której najwidoczniej naszym inwestorom i zarządcom budynków brak.
Reklamy, reklamy, reklamy! Wielki problem naszej przestrzeni - to wszechobecne reklamy. To kolejny temat, który dyskutowany jest od dawna, co więcej, właściwie wszyscy się zgadzają z tym, że (szczególnie wielkopowierzchniowe) reklamy szpecą polskie miasta. Mimo to wciąż nic nie udało się z tym problemem zrobić! Działająca od kilku tygodni w Warszawie ustawa, regulująca pojawianie się reklam, np. zabraniająca wieszania ich na budynkach mieszkalnych, ma mnóstwo luk (łatwo w niej znaleźć tzw. kruczki prawne), ale przede wszystkim w ogóle nie odnosi się do kwestii estetyki. Zadbano w niej o dobro lokatorów, którym reklamy na domach zabierały światło, ale w żaden sposób nie dotknięto faktu, że Stare Miasto, warszawskie pałace, reprezentacyjne budowle w centrum, obwieszone reklamami (powieszonymi np. pod pretekstem remontu - to wolno) sami zamieniamy w stojaki na billboardy. Pod płachtami reklam tracimy nie tylko ładne budynki, ale też wprowadzamy chaos do centrum miasta, powodując, że miejsce to służy tylko 'przebiegnięciu' z pracy czy sklepu do domu, bez zatrzymywania się. Bo kto chce przebywać w przestrzeni, w której z każdej strony atakują każdego 20-metrowe samochody albo gigantyczne modelki?
To są 3 największe grzechy polskich miast!