dokad.idziesz.polsko
10.02.12, 07:25
www.fakt.pl/Donald-Tusk-ciezko-haruje-Na-korcie-gra-w-tenisa,artykuly,145326,1.html
Już nie piłka nożna, a tenis. Już nie po pracy, a wczesnym popołudniem, gdy nawet rządowi urzędnicy jeszcze siedzą za biurkami. Fakt spotkał premiera Donalda Tuska (55 l.) z grupą najbliższych współpracowników, gdy w środku dnia pracy na warszawskim korcie odbijali sobie piłki tenisowymi rakietami. Na zewnątrz hali z kortem służbowych limuzyn pilnowali zmarznięci agenci BOR
roda, tuż przed godziną 14. Kolumna limuzyn premiera zajeżdża pod budynek w pobliżu centrum stolicy. Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu obstawiają teren. Z jednego samochodu wysiada rzecznik rządu Paweł Graś (48 l.), z innego doradca premiera ds. wizerunku Igor Ostachowicz (44 l.), szef gabinetu premiera Łukasz Broniewski (32 l.). Jest i sam premier. Z pozoru wygląda jakby odwiedzali ważną instytucją, która się mieści w tajemniczych budynkach. Jest jedno „ale”. Premier i ministrowie są w dresach. I cała czwórka, obstawiona przez BOR, kieruje się na pobliski... kort tenisowy.
Jak dowiedział się Fakt, Donald Tusk grywa tutaj niemal co środę. Nie wieczorami, jak w piłkę na Bemowie, a zazwyczaj tuż po południu, między 13 a 15. Tenis przepada tylko, gdy musi wyjechać za granicę, zaszczycić swoją obecnością ważną konferencję albo opozycja, nie wiedzieć czemu, życzy sobie obecności premiera w Sejmie.
– Ostrzej traktuję współpracowników, więcej od nich wymagam – mówił premier w jednym z ostatnich wywiadów. Jak mówił, tak zrobił – każdy przyzna, że gra w tenisa jest znacznie trudniejsza niż amatorskie kopanie piłki na boisku. A że nie wieczorem tylko w godzinach pracy, to nie można się już wymówić niczym. Nawet obowiązkami, bo przecież premier wzywa.