4sarna
20.11.12, 14:05
Pracy w Radomiu nie ma, to prawda znana nie od wczoraj. Nieliczni pracodawcy wykorzystują ten fakt i proponują warunki urągające ludzkiej godności. W akcie desperacji dzwonie ja dziś do pani, oferującej prace na targowisku, na Śląskiej. Praca na straganie - 9 godzin dziennie za... 30zł. Już mam babę opieprzyć za to, że szuka niewolnicy, a ta mi mówi, żebym na spotkanie przyszła jutro, bo dziś to ona jest już umówiona z 14 osobami i nie będzie miała dla mnie czasu. To prawdziwy casting na straganiarkę! Oczywiście nie pójdę, bo przy takiej konkurencji i tak nie mam żadnej szansy. Od dawna czytam wszystkie możliwe ogłoszenia, dzwonię do oferujących pracę, chodzę na rozmowy. Nikt, dosłownie nikt nie proponuje pracy na cywilizowanych warunkach, to znaczy z umową o pracę. Co najwyżej, to umowa na zlecenie, najlepiej nierejestrowana, po przepracowanym miesiącu (jak nie było kontroli) wyrzucana do śmietnika. Zresztą taka rozmowa wygląda "jak przez szablon":) Niby wszystko pasuje... wykształcenie, umiejętności, wygląd, nawet wiek. Na końcu jest dyżurne pytanie: "czy ma pani jakieś świadczenie, albo chociaż zaświadczenie o niepełnosprawności?" Nie mam, na szczęście albo niestety... już sama nie wiem, ale jestem zupełnie zdrowa, pełnosprawna. Na tym kończy się każda rozmowa, a ja już wiem, że pracodawca więcej się nie odezwie. Na szczęście, dzięki mężowi, mam co jeść, więc mogę jeszcze w miarę spokojnie szukać tej pracy, a co mają powiedzieć ci, którzy szukają jedynego źródła utrzymania dla rodziny? Czy ktoś się wreszcie w tym przeklętym mieście ocknie?