prawdziwyradomianin
05.07.13, 08:46
Następnie zajęła się relacjonowaniem przebiegu debaty: - W swoim wystąpieniu do pana Roberta Biedronia powiedziałam: "kolego", bo jak powiedziałam "chłopie", to poskarżył się marszałkowi, powiedział, że ja go obrażam. "To jak ja mam mówić do ciebie? Jesteś chłop czy nie jesteś chłop?". I on sam nie wiedział, czy on jest chłop, czy on jest baba.
- W każdym bądź razie, co to jest "ekspresja seksualna"? - ciągnęła Pawłowicz. - Oni jakoś próbują interpretować, że to jest osoba, która jakieś gadżety ubiera. Albo "tożsamość seksualna" - jeśli ktoś się czuje przez pięć minut kobietą, potem mężczyzną, potem znowu się przebiera. Więc ja powiedziałam panu Biedroniowi, że takie rzeczy się leczy. Że stany nienaturalne nie mają prawa zrównywać się z konstytucją.
Chodzi o art. 32 konstytucji, który mówi, że wszyscy są równi wobec prawa, mają prawo do równego traktowania przez władze i nikt nie może być dyskryminowany. Pawłowicz stwierdziła, że nie ma takiego prawa, które nakazuje równe traktowanie "bez względu na jakiekolwiek okoliczności".
- Równe, ale w logice prawa natury! - wołała. - Natomiast osoba, która jest chora, zaburzona? Nie mam nic do cukrzyków, ale jeśli ktoś jest chory na cukrzycę, nie może żądać takiego samego traktowania, np. przy diecie - taka osoba powinna się leczyć, ma osobną dietę. Albo prostytutki, nie mogą żądać takiego samego traktowania jak normalne kobiety zachowujące się w sposób obyczajny. Więc powiedziałam, że art. 32 chroni, nakazuje równość, ale równość tych podmiotów, które działają w logice prawa natury. Praw naturalnych, obiektywnie sprawdzalnych, biologicznie, psychologicznie itd. Natomiast osoby bluźniące, z zaburzoną psychiką, nie mogą tego żądać.