prawdziwyradomianin
30.07.13, 15:21
Dworce kolejowe tracą miliony na zakazie sprzedaży alkoholu
– Jeśli w lokalu dostępny jest alkohol, sprzedaż jest średnio o 30 proc. wyższa. Dlatego w 90 proc. naszych restauracji są dostępne trunki. Dworcowy zakaz to kuriozum, praktycznie nigdzie w Europie nie obowiązuje – mówi Wojciech Goduński z sieci Pyramid Pizza.
Jak ustaliliśmy, podczas negocjacji z PKP przedstawiciele sieci Rossmann dziwili się, że nie mogą wprowadzić alkoholu, jak na dworcach w Niemczech. Bo w większości krajów starej UE takich zakazów nie ma. W Czechach piwiarnie przy kolei to tradycja sięgająca czasów Austro-Węgier.
W pierwszym półroczu tego roku PKP zawarły 1,6 tys. umów najmu powierzchni o wartości ponad 12 mln zł, z czego 2,5 mln zł to nowe kontrakty na powierzchnie komercyjne na dworcach. Łączna wynajęta powierzchnia na tych stacjach to 3,8 tys. mkw.
Zakaz sprzedaży i spożywania alkoholu w pociągach i na dworcach został wprowadzony w Polsce w 1982 r. Od września 2011 r. w wagonach Warsu można kupić piwo do 4,5 proc. alkoholu. Zakaz dworcowy wynika z ustawy o wychowaniu w trzeźwości i ustawy o transporcie kolejowym. Jak ustaliliśmy, na niektórych dworcach jest omijany w ten sposób, że do lokali gastronomicznych robi się oddzielne wejścia. Zapytaliśmy Ministerstwo Transportu, czy rozważa zmianę zasad.
– W tej chwili nie toczą się prace nad zmianą istniejących rozwiązań – informuje Mikołaj Karpiński, rzecznik resortu.
Kolejarze przekonują, że dzięki alkoholowi wpływy z najmu wystrzeliłyby w górę. Przedsiębiorcy twierdzą, że nie potrzebują palety alkoholi. Może być limit procentowy, który ogranicza sprzedaż do piwa.
Ale liberalizacja przepisów ma przeciwników. – Ograniczenie dostępności ma wpływ na spożycie, co dowodzą badania WHO – twierdzi Krzysztof Brzózka, szef Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.