mieszkaniec1978
18.12.13, 09:13
Radom stał się największym miastem w Polsce, w którym rządzi PiS. Ta partia od dawna ma tam mocne wpływy. Jak zmienia miasto, co zyskują mieszkańcy?
Przeciętny Polak, o ile w ogóle coś wie o Radomiu, postrzega je jako miasto wielkości Siedlec czy Ostrowca Świętokrzyskiego, w których mieszka po 75 tys. ludzi. – Tymczasem ośrodki najbardziej porównywalne do naszego miasta pod względem wielkości i położenia to Częstochowa, Kielce czy Toruń. Radom z ponad 220 tys. mieszkańców jest wyraźnie większy od miast wojewódzkich takich jak Olsztyn, Opole i Rzeszów – mówi Łukasz Zaborowski z podległego marszałkowi województwa Biura Planowania Regionalnego w Radomiu.
Mimo to miastu od lat wiedzie się marnie. Jako jedyny z dużych ośrodków nie ma publicznej szkoły wyższej o profilu humanistycznym. Takiej uczelni, a także filharmonii może pozazdrościć chociażby Słupskowi, w którym mieszka o połowę mniej ludzi. Brakuje nowoczesnego stadionu piłkarskiego i hali sportowej.
Brakuje też inwestycji, które stanowiłyby nową jakość, rozruszałyby miasto. Choć przed wyborami Radom przypominał wielki plac budowy, nowych ulic wybudowano niewiele, koncentrując się na remontach. Sporo mówi lista największych sukcesów PiS, który rządzi nieprzerwanie już drugą kadencję. To szkoła muzyczna z salą koncertową, basen, wyremontowany park w centrum miasta i osiedlowe place zabaw. Jak na ćwierćmilionowe miasto, trochę mało. Mimo to radomianie uwierzyli, że w mieście dokonał się niemal skok cywilizacyjny. Przykładając miarę poprzednich lat, tak może to wyglądać, bo miasto rzeczywiście wyładniało, szczególnie w centrum, gdzie wreszcie ruszyły remonty zabytkowych kamienic.
Ale wystarczy wyjechać gdzieś w Polskę i zachwyt nad Radomiem blednie. Przez lata kolejnym władzom miasta nie udało się ściągnąć żadnego znaczącego inwestora, jednym z największych pracodawców jest urząd miasta zatrudniający ponad 700 osób, co także jest ewenementem w porównaniu z miastami podobnej wielkości. Efekt to bezrobocie sięgające 22 proc. – najwyższe wśród 49 dawnych miast wojewódzkich. Według rankingów pozyskiwania funduszy unijnych w przeliczeniu na mieszkańca plasuje się dopiero na 56 miejscu na Mazowszu (na 314 gmin) i 557 w kraju. Jak na drugie największe po Warszawie miasto w województwie, nie ma się czym chwalić.
Socjologowie twierdzą, że podstawową barierą w rozwoju miasta jest słabość ośrodka akademickiego, bo absolwenci najlepszych radomskich szkół wyjeżdżają na studia do Warszawy, Lublina, Krakowa i tam już się urządzają. W mieście na ogół zostają ci, których nie stać na wyjazd, albo ci, którym się nie powiodło na egzaminach na Uniwersytecie Warszawskim czy Jagiellońskim.
Jedyną publiczną uczelnią w mieście jest Politechnika Radomska (PR), rankingowy średniak. Ale gdy w 2006 r. PiS przejął władzę w Radomiu, jej znaczenie w pewnym sensie wzrosło. Absolwentami tej uczelni są urzędujący prezydent miasta Andrzej Kosztowniak (jego matka i siostra są tam wykładowczyniami), jego pierwszy zastępca Igor Marszałkiewicz i szef klubu PiS w radzie miasta Jakub Kowalski. Znaczna część studentów politechniki to młodzież z południowo-wschodniej Polski, czyli dzieci rodziców, którzy są główną siłą elektoratu PiS. Pisowskie władze miasta nie dają im o sobie zapomnieć. W poprzedniej kadencji prezydent dofinansował studentom weekendowy, integracyjny wyjazd w Tatry. Ponieważ ognisko wypadło w dzień jego imienin, więc postawił alkohol i zakąski. – Jest bardzo otwarty, nie wynosi się ponad innych. Bardzo dużo ludzi z politechniki głosowało na niego w tych wyborach – opowiada Ewelina Ziółek, studentka ekonomii PR. Z kolei dużo młodzieży z Radomia wyjeżdża studiować do Warszawy i tam zostaje, stając się zapewne elektoratem Platformy.
Prezydent Andrzej Kosztowniak mówi, że jednym ze źródeł siły PiS w Radomiu, choć nie najważniejszym, jest słabość miejscowej PO. Twardą ręką rządzi nią minister zdrowia Ewa Kopacz, która słynie z tego, że nie znosi sprzeciwu i spycha na margines każdego, kto mógłby zagrozić jej pozycji. O posłance Marzenie Wróbel i Marku Suskim słyszeli wszyscy w Polsce, choć często nie wiedzą nawet, że to posłowie z Radomia. Nazwiska parlamentarnych reprezentantów Radomia w PO: Czechyra i Witkowski, mało komu coś mówią. Mogą pochwalić się Ewą Kopacz, ale liczba łóżek w szpitalach ogólnych jest w regionie radomskim dużo mniejsza niż w sąsiednim łódzkim, lubelskim czy kieleckim.
Więcej pod adresem www.polityka.pl/kraj/analizy/1512206,1,jak-pis-podbil-radom.read#ixzz2noPzN014