po-pzpr
15.05.14, 22:19
Sponsorowaliśmy kampanie wyborcze, dawaliśmy pieniądze politykom. Wtedy takie były czasy, że dawało się pieniądze pod stołem, bez żadnych pokwitowań, a oni tych pieniędzy nigdzie nie wykazywali – z Jarosławem Sokołowskim ps. Masa, najsłynniejszym świadkiem koronnym w Polsce, rozmawia Dorota Kania
Był Pan udziałowcem spółki „Zielone Bingo”. Z informacji policji wynika, że jednym z inwestorów był biznesmen Wiktor Kubiak. Czy to prawda?
Oczywiście.
Czy był on cichym udziałowcem?
No, tam była większość cichych udziałowców. Być może dlatego, że nie chcieli się z nami identyfikować, bo w zarządzie byliśmy też ja i Kiełbiński (Wojciech Kiełbiński, słynny gangster z grupy pruszkowskiej, zastrzelony 19 lutego 1996 r. w Pruszkowie – red.). W „Zielonym Bingo” miała być m.in. Danuta Wałęsa, która miała związki ze Stanisławem M. („królem spirytusu”, właścicielem gdańskiego kasyna – red.), a Staszek był udziałowcem naszej spółki.
Znał Pan Lecha Wałęsę w czasie jego prezydentury?
Chodziliśmy z chłopakami z grupy grać w ping-ponga do Pałacu Prezydenckiego, mieliśmy zaprzyjaźnionych BOR-owików. Ani Wałęsa, ani Mietek Wachowski nie przeszkadzali nam w grze.
Gdzie spotykał się Pan i Pana koledzy z „Pruszkowa” z Wiktorem Kubiakiem?
W hotelu Marriott w Warszawie. Czasem w biurze, w którym urzędował, najczęściej jednak w amerykańskiej restauracji, która mieściła się na pierwszym piętrze hotelu.
O czym rozmawialiście?
O różnych sprawach. Proszę wziąć pod uwagę, że minęło 25 lat i wszystkich szczegółów nie pamiętam. Głównie rozmawialiśmy o pieniądzach. Wiktor mówił na przykład, że dawał pieniądze na kampanie wyborcze, że dawał politykom. Nie miał oporu, żeby ich sponsorować, zresztą, kręciło się obok niego sporo ludzi ze świata polityki.
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
www.gazetapolska.pl/30548-mafia-grala-w-ping-ponga-w-palacu-prezydenckim