obserwator

IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 02.02.05, 20:02
to nie afera ... teraz juz nie... to wojna miedzy wykladowcami a
studentami...w imie tej wojny zaczyna sie "usadzanie" kogo popadnie...w
pieknym stylu.
    • Gość: drań Re: obserwator IP: 193.111.144.* 02.02.05, 20:07
      Obstawiam zwycięzców tej wojny - będą to wykładowcy!
      • Gość: science Re: obserwator IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.05, 20:09
        najlepiej op-stawiaj:))))
    • Gość: Pracuś Re: obserwator IP: *.pl 02.02.05, 21:08
      Nie ma wojny pomiędzy studentami a wykładowcami, nikt nikogo nie "usadza".
      Rozpoczynająca się sesja na pewno będzie przełomowa pod wieloma względami, ale
      nie sądzę, aby wykładowcy specjalnie znęcali się nad studentami. Raczej to
      nielubiani i wymagający wykładowcy mogą być stroną poszkodowaną. Już różnego
      rodzaju "pseudo-studenci" zadbają o to, aby atmosfera była gorąca. Inna sprawa,
      że atmosfera jest inna na każdym wydziale - techniczne jakoś się trzymają.
      ps. Zwróć uwagę, że doszło do ciekawego zjawiska - bliżej nieokreślona grupa
      studentów zaczęła bronić na tym forum zatrzymanego ostatnio wykładowcę. Uważają
      oni że należała mu się "rekompensata" za zadawanie się z "inteligentnymi
      inaczej". W sumie to ciekawe zjawisko, nie sądzisz?
      • Gość: obserwator afera? IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 02.02.05, 21:52
        byc moze masz racje ale przywitanie pierwszego roku "oo jak was tu duzo...po
        semestrze bedzie polowa.." nie nalezy do najbardziej zaczecajacych. to ze
        istnieje pewna grupa braniaca wykladowcow to fakt. zauwazylem jednak ze inni
        wykladowcy, szczegolnie matematycy, maja jakies dziene uprzedzenie do
        studentow... czemu usadza sie osobe ktora pomimo klopotow stara sie o
        zaliczenie, robi tony przykladow zadanych przez "wykladowce", na zajeciach
        uaktywnia sie w stopniu nieporownywalnym do reszty, a daje sie szanse osobie
        ktora wpadal od czasu do czasu na matme, pogadala, cos tam w kajeciku
        nabazgrala, prac nie odda zadnych na wejsciowke sie nie pofatyguje a z kolosa ma
        0...szczerze mowiac mnie to dziwi...
        • Gość: Pracuś Re: afera? IP: *.pl 03.02.05, 00:20
          Niestety, tak to zwykle bywa na pierwszym roku. Jak ja studiowałem, to po
          pierwszym semestrze zostało nas 80 (z 270). Po roku było nas 50, a skończyło
          studia (5 lat na Wydziale Mechanicznym) coś koło 45 (łącznie ze
          spadochroniarzami). Niestety, na pierwszym roku (semestrze)jest
          wielu "przypadkowych" studentów, takich, którzy uciekają przed wojskiem,
          podejmują studia aby pobierać rentę itp. O kierunku studiów nie decydują często
          zainteresowania, a możliwości - np. finansowe. Efektem tego jest to, że
          niektórzy męczą się studiując coś, co ich nie interesuje. Wpadają oni w "sito",
          przez które powinni przedostać się ci, co się nadają do dalszej "obróbki". Nie
          wszyscy nadają się na inżynierów/magistrów, więc niektórzy odpadają, co jest
          rzeczą powszechnie spotykaną na wszystkich uczelniach. Afera, której jesteśmy
          świadkami pokazała, że "sito" działa wadliwie. Przedostają się przez nie
          czasem "braki", a odpadają ci, którzy bez problemów mogliby kontynuować studia.
          Od dawna takim sitem na większości wydziałów jest matematyka. Ja miałem zajęcia
          z bardzo dobrymi matematykami (dr Wereński i dr Ruta). Wykłady to była
          przyjemność, potrafili wyłożyć a potem rozliczyć na egzaminie. Ale egzamin był
          dla tych co mieli zaliczone ćwiczenia - i tu pojawiał się problem o którym
          piszesz. Ja miałem zajęcia z p. A. Krok - i nieważne co o niej mówili/mówią -
          można było u niej uzyskać zaliczenie, po opanowaniu pewnego minimum - choć
          czasem to trochę długo trwało - ale egzamin zdawało się bezproblemowo. U innych
          bywało znacznie gorzej. Wracając do nierównego traktowania przy zaliczeniu: to
          nie powinno mieć miejsca, ale musisz wziąć pod uwagę, że o ocenie decyduje
          praca zaliczeniowa. I tu może być tak, że ten "gość" napisze lepiej od
          aktywnego i pracowitego studenta. Jeśli wykładowca (matematyk) ma kilka grup, w
          każdej jest po 30 osób, to często nazwisko studenta nic mu nie mówi. Ocenia
          pracę i jej zawartość. I MUSI (POWINIEN) stosować jednakowe kryteria oceny.
          Jeśli postępuje inaczej, postępuje niewłaściwie.
          Nie wiem, na jakim wydziale studiujesz (studiowałeś?), ale na każdym wydziale
          jest inaczej. Jeżeli studiujesz i podchodzisz właśnie do zaliczeń i egzaminów,
          życzę Ci, abyś nie padł ofiarą sita, zaś całe Twoje studia odbyły się w miłej i
          koleżeńskiej atmosferze, a nie "wojny". Nie wiem czy wiesz, ale są wykładowcy,
          którzy starają się wpływać na los studentów (w pozytywnym sensie, np.
          rekomendują pracodawcy) - życzę Ci, abyś takich spotkał, może wtedy przekonasz
          się, że nie wszyscy są źli. Popytaj wśród starszych roczników, na pomoc którego
          nauczyciela możesz liczyć - bo zapewniam Cię, że są tacy. Kończę, idę spać,
          jutro egzamin :)
Pełna wersja