Ile kosztują studia dzienne?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.05, 13:02
Chodzi mi o to kogo stać na dzienne studia a nie stać na zaoczne płatne?
1) Na przeżycie w jakimś mieście akademickim wydać miesiecznie trzeba min
600zł. (nie mówię o tym ile samemu trzeba wyciągnąć z kieszeni tylko ile
trzeba wydać)

5x600 = 3000zł
do tego dochodzi brak możliwości pracy.

kogo maja wspierać dzienne bezpłatne studia? Ludzi których nie stać na
płacenie czesnego?? Ludzi biednych?

No więc tak:
Osoba biedna z jakiejś małej miejscowości.
Osoba ta musi zapłacić za wyżywienie i mieszkanie co miesiąc jakieś 600zł
Pewnie nie stać ja też było na korepetycje wiec zapewne nie dostała się na ten
wymarzony kierunek po którym łatwo zdobyć pracę.
Jesli chodzi o stypendium to też za wielkiego nie dostanie, bo mimo ze ledwo
wiąże koniec z końcem to i tak większość stypendiów dostaja ludzie, którzy
pracują na czarno i twierdzą że nia mają dochodów. Często po stypendium
podjeżdżaja samochodami o których taki student mógłby jedynie marzyć. Żeby
jakoś przeżyc dorabia czasem wieczorami. Ale nie jest łatwo znaleźć jakąś
pracę studiując dziennie, wiec za duzo nie zarobi.

A teraz drugi portret:
Średniozamożny mieszkaniec miasta np. Warszawy
Jego koszty utrzymania nie zmieniaja sie. Nie musi bowiem płacić za mieszkanie
a obiad je w domu.
Nie musi też płacić za studia. Zapewne jego rodziców stać było na korepetycje
i dostał się on np. na Informatykę na PW (o łapówkach nawet nie mówię).
Z racji, że jego tatuś dostaje rentę (bo jest człowiekiem zaradnym i kiedy
trzeba było zapłacił lekarzowi)(jak wiadomo renty nie są wysokie) i dorabia na
czarno a jego mamusia pracuje również na czarno dostaje on stypendium bo jest
biedny. Pracować więc nie musi bo i po co skoro jego rodzice zarabiaja a on
dostaje stypendiu...

Trzeci porteret. Człowiek zupełnie biedny pochodzacy z małej wsi.
Nie ma pieniędzy na korepetycje. Z jego wsi daleko było do szkoły. Zresztą gdy
miał iść do szkoły to i tak musiał pracować w domu bo wolał mieć cos do
jedzenia niż sie uczyć. Nie dosytał się więc na dzienne studia. O zaocznych
moze tylko pomażyć bo nie ma pieniędzy na czesne a jemu kredytu nikt nie da bo
nikt mu tego kredytu nie poręczy.

Komu jest najlepiej z bezpłatnymi dziennymi studiami?
Komu powinno byc najlepiej z bezpłatnymi dziennymi studiami?
    • Gość: Ja Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: 82.139.8.* 19.09.05, 16:19
      Wypraszam sobie. Na studiach dziennych (zapewne nie na wszystkich kierunkach,
      ale na wielu i owszem)można sobie dorabiać i to całkiem przyzwoicie. Od
      początku studiów dziennych pracuje(może nie tyle pracuje, co dorabiam) i daje
      sobie jakoś radę. W zależności od tego gdzie studiujesz, co i ile masz
      wolnego, zawsze coś da się znaleźć.
    • Gość: Ja Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: 82.139.8.* 19.09.05, 16:19
      Wypraszam sobie. Na studiach dziennych (zapewne nie na wszystkich kierunkach,
      ale na wielu i owszem)można sobie dorabiać i to całkiem przyzwoicie. Od
      początku studiów dziennych pracuje(może nie tyle pracuje, co dorabiam) i daje
      sobie jakoś radę. W zależności od tego gdzie studiujesz, co i ile masz
      wolnego, zawsze coś da się znaleźć.
      • Gość: też ja Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 00:09
        A co i gdzie studiujesz? I gdzie pracujesz?
        • Gość: Ja Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: *.udn.pl 20.09.05, 17:36
          w Radomiu. dorabiałam głównie korkami i wykładaniem towaru na półkach dla
          pewnej firmy w kilku supermarketach. bywało ciężko i kokosów z tego nie było
          wielkich, ale jak miałam ochote iść do kina to poprostu szłam i nie musiałam
          prosić rodziców o kase. zawsze jest jakieś wyjście, trzeba je tylko znaleźć:)
          Pozdrawiam
          • Gość: student Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 17:59
            Mieszkasz w Radomiu?
            I czy uważasz, że studiując zaocznie byłabys w stanie zarobić wiecej?

            Ja nie powiedziałem, że nie da sie. Wszystko sie da (zwłaszcza na czarno). Ale
            jedno jest łatwiej osiagnąć i mieć lepsze efekty a drugie trudniej. I z
            pewnością trudniej jest dostać prace studentowi dziennemu niż zaocznemu.

            Tak samo trudniej jest studiować dziennie jesli sie mieszka gdzie indziej i chce
            sie płacić za mieszkanie niż gdy mieszka sie w dużym mieście w którym są
            uczelnie. Radom jakby na to nie patrzeć na realia polskie nie jest miastem
            małym. No ale też nie jest dużym. A jakie miasto taka uczelnia dlatego twój
            dyplom uczelni radomskiej jest mniej warty niż dyplom np. UW.

            Ja chciałem tylko pokazać, że zyskuja nie ci, którzy powinni zyskać. Oni
            poprostu nie maja możliwości korzystać z bezpłatnych studiów, które niby są dla
            nich.

            Ty nie musisz prosić rodziców o kasę na wyjście do kina (do kina nie trzeba
            chodzić) ale gdzieś mieszkać trzeba i coś jeść też trzeba. Czy uważasz, że
            jesteś w stanie studiować dzienie i utrzymywać się? (zakładam, że byłas tak
            zdolna, że mając doczynienia z marnymi nauczycielami z pierdziszewa dolnego
            dostałaś sie na studia).
            • Gość: doktorek Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: *.183.udn.pl 20.09.05, 22:37
              Czyli jak wprowadzi się płatne studia, to temu najbiedniejszemu, z dalekiej wsi
              będzie łatwiej. Polecam lekturę
              www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050915/publicystyka/publicystyka_a_1.html
              • Gość: student Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 23:27
                no troche ten link nie na temat.
                jan ie powiedziałem, że gdy studia bedą płatne to wtedy będą mięli łatwiejszy
                dostęp ludzie którzy sie z "inteligencji" jak to napisała gazeta nie wywodzą.
                Chodzi mi jedynie o to, że to jest mit że najbiedniejsi dzięki bezpłatnej
                edukacji maja lepiej. Lepiej maja ci którzy są średniozamożni i mieli możliwość
                chodzenia do dobrych szkół. Bo oni nie muszą płacić czesnego. tylko że ich i tak
                zwykle na czesne stać. Zresztą jak płacą za utrzymanie np. w warszawie to nie są
                to małe pieniądze (zwykle większe niz wynosi czesne)
                • Gość: ew Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 13:57
                  Po co ludzie z odległych miejscowości pchają die na studia dzienne do dużych
                  miast jak Kraków czy Warszawa a potem narzekają,że ich nie stać na
                  utrzymanie.Jest możliwośc studiownia też w mniejszych miejscowościach a
                  chętnych mało.( tak było np w tym roku w Zakopanem, Oświęcimiu) Wielu sie
                  wydaje,że jak zamieszka w duzym mieście to podniesie to jego pozycje
                  społeczną.Co najgorsze po skończeniu studiów nie chcą też ci ludie wracać do
                  siebie i tam szukać pracy tylko blokują etaty osobom miejscowym.A jeszcze
                  chcieliby pokoje rodzinne w akadamikach i żłobki.
                  • Gość: asia Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: 157.158.191.* 30.12.05, 16:45
                    człowieku!!!!! jakie "blokują etaty miejscowym"????? Komuna skończyła się pare
                    lat temu, każdy ma prawo mieszkać i pracowac gdzie mu się podoba. Zamiast
                    narzekac że zły "przyjezdny" zabiera ci pracę, trochę pomyśl... Zajął "Twoje"
                    miejsce bo widocznie był lepszy. A skoro nie możesz znaleźć pracy w swoim
                    "dużym' mieście, jedź do jakiegoś Oświęcimia czy Zakopanego, skoro twierdzisz że
                    jest tak tyle wolnych posad.
                    • Gość: student2 Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: *.acn.waw.pl 31.12.05, 16:37
                      A ja powiem tak - mieszkam w wawie, wynajmuje (sam) mieszkanie - mimo, że
                      rodzice też tu mieszkają, studiuje na dziennych (4 rok) i wyciągam za
                      tłumaczenia 2200 miesięcznie (na czysto).

                      Wystarczy chcieć i coś umieć a można bardzo dobrze żyć nawet będąc na dziennych
                      studiach.

                      Po prostu - trzeba poświęcić czas, który "normalny" student przeznacza na picie
                      i imprezy - a za to zabrać się pożądnie do roboty.

                      I to tyle w tej kwestii.

                      P.S. - dostałem się na studia bez łapówek, bez koneksjii i bez korepetycji.
                      Stypendium nie biore, nie wyciągam też łap po żadne renty (a mógłbym, bo o dziwo
                      mi sie należy). Troche więcej odpowiedzialności za "dorosłe" życie.
                  • Gość: Yrch Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: *.netblok.pl 30.12.05, 18:19
                    Heh pewnie po to, geniuszu, iz w tamtych uczelniach jest wyzszy poziom? Sam w tym roku mam mature i sie bede "pchal" na AGH choc mieszkam w Tychach i duzo blizej mam na PS. Mi jednak zalezy na tym, ze na AGH naucza mnie pozyteczniejszych rzecz i jesli tylko sie tam dostane to tam pojde, chocbym mial oprocz studiow pracowac i spac tylko godzine dziennie... Nie boj sie nie bede Ci zabieral etatu po studiach, bo mam zamiar wyemigrowac z naszej wspanialej IV RP, gdzies gdzie docenia moje wyksztalcenie...
    • Gość: alibaba Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 21:08
      ile teraz to nie wiem ale kiedyś to były wszystkie uczelnie były darmo
    • Gość: tomek Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: *.gizycko.mm.pl 30.12.05, 13:15
      ja mam na miesiac 600zł. 70 idzie na komórkę, 230 na meszkanie. 30-40 na PKP i
      miejska komunikację. zostaje mi jakies 250-260zł. i za to muszę przeżyć
      miesiąc. co ty na to?
      • Gość: miszmasz Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 13:41
        faktycznie na dziennych nie jest lekko! o studiowaniu poza miastem moge tylko
        pomarzyc! :( studiuje wiec w radomiu. socjalnego nie dostaje bo minimalnie
        przekraczam dopuszczalny dochod na osobe :( wszystko kosztuje, podreczniki
        akademickie nie sa tanie (nie wszystko mozna znalezc w biblitece :() na imrezy
        nie chodze bo nie ma za co! raz na tydzien male piwo ze znajomymi. ot cala moja
        rozrywka!
        stypendia socjalne faktycznie sa jedna wielka fikcja! w zaden sposob nie sa
        weryfikowane zaswiadczenia o dochodach (wystarczy miec znajoma w Urzedzie
        Skarbowym, ktora wpisze nizszy dochod) o tym ze ludzie pracuja na czarno nawet
        sie nie rozpisuje. ludzie pracuja za granica, tez tego nie wykazuja, mnie na
        taki wyjazd do pracy za granice nie stac. ja niedostaje nic a ktos kto ma o
        10zl/os mniejszy dochod ode mnie dostaje 240zl, co miesiac, gdzie tu
        sprawiedliwosc pytam???
        stypendia socjalne powinny byc przyznawane proporcjonalnie do dochodu, nawet
        50zl co miesiac bardzo by mi sie przydalo, a tak przkroczylem dopuszczalny
        dochod o pare zl i nie mam nic :)
        • Gość: gop Narodowy sport Polaków: narzekanie, ja się odciąłe IP: *.pl / 80.48.247.* 30.12.05, 14:50
          Niby młodzi ludzie a tak narzekacie, aż przedstawię swoją historię, żebyście
          mogi zobaczyć, że można.
          Pochodzę z totalnej wsi, tata chory na rencie, mama nie pracuje, 2 braci
          młodszych i siostra. Do podstawówki i gimnazjum dojeżdżałem już godzinę, wtedy
          postanowiłem coś osiągnąć. W gimnazjum zaczęłem się dużo uczyć, mimo, że w domu
          miałem wiele obowiązków, w dni wolne zawsze jakoś dorabiałem, żebym miał na
          zeszyt i ubranie, nie miałem ferii i wakacji. Potem dostałem się do najlepszego
          liceum w większym mieście, mieszkałem w internacie, kase na wyżywienie i inne
          miałem z wakacji. Dostałem się na medycynę do Łodzi, dostaje stypendium 200zł.
          W wakacje wyjechałem do Anglii (jechałęm totalnie w ciemno,bilet zamówiłem pół
          roku wcześniej, żeby był w 2 strony poniżej 120zł) i udało mi się przywieźć
          3tys funtów, część dla rodziny, za resztę żyje. Książki z biblioteki etc. Kurde
          wiecie jaką czuję satysfakcję, że jestem jednym z najlepszych na roku, ale nie
          ucze się już tak dużo, po prostu mam dobre podejście, że chcę to wiedzieć,
          najważniejsze, że
    • poczciwiec Korepetycje? 30.12.05, 14:57
      Nie jestem w stanie zrozumieć jak dorośli ludzie mają honor chodzić na korepetycje :) Trzeba uważać na zajęciach, zajrzeć czasem do książek i będzie się znacznie mądrzejszym i z większą wiedzą od tych co wydają masę pieniędzy na korepetycje - a przede wszystkim nauczy się myślenia.
      Problem z tym, że kogoś nie stać na korepetycje i przez to nie ma szans dostać się na studia nie istnieje!

      Jako ciekawostkę dodam, że coraz więcej osób "studiujących" bierze korepetycje :) To juz jest żałosne.

      Mlody czlowiek (liceum) ma naprawde mase czasu na nauke i jak chce to sie nauczy bez pomocy innych. Trzeba tylko chciec a nie isc na łatwizne :)

    • redsock Do studenta 30.12.05, 15:08
      Człowieku, nie bredź. Skończyłem kilka lat temu bez jakichkolwiek korków jedno
      z lepszych (celowo nie piszę "najlepsze", bo to już nie te czasy) liceów w
      Radomiu i bez jakichkolwiek korków dostałem się na dość oblegany, dokładnie
      taki, jak chciałem kierunek studiów DZIENNYCH na UW, a zatem na dzienne studia
      nie wybierają się tylko tacy, których rodziców stać na korki. Tacy zazwyczaj
      się na nie i tak nie dostają, więc idą na WIECZOROWE, tudzież studiują w
      prywatnych wyższych szkołach niczego.
      Ołapówkach nawet nie mówisz i bardzo dobrze, bo też pewnie i nic na ten temat
      nie wiesz. Na żadnej szanującej się, renomowanej uczelni łapówkarski proceder
      nie będzie powszechnym zjawiskiem, jak np. na radomskiej politechnice, bo
      nauczyciele akademiccy z renomowanych uczelni zarabiają krocie w legalny sposób
      i nikt nie będzie ryzykować dla iluś tam marnych tysięcy, a nikt nie zapłaci
      tyle, by jakiegoś decydenta uczelnianego ustawić na całe życie, bo dyplom
      wyższej uczelni państwowej nie jest w tym kraju (niestety) wart więcej, niż
      dyplom wspomnianej wyższej szkoły niczego z wysrajewa.
      Pytasz ile kosztują studia i kogo na to stać? Dużo. Moje w Warszawie kosztowały
      około tysiąca co miesiąc i skończyłem je dzięki finansowemu wsparciu kochanych
      rodziców, którym do końca życia będę za to wdzięczny i których, jak tylko
      mogłem, starałem się wyręczać w finansowaniu mojej edukacji, czyli imałem się
      różnych zajęć, żeby dorobić parę groszy. Inna sprawa, że gdybym nie dostał się
      na studia dzienne, to dzięki temu, że rodziców było stać, poszedłbym na
      zaoczne. O wieczorowych nie miałbym co marzyć, bo gdyby trzeba było płacić za
      moją naukę, to czułbym się wręcz zmuszony do podjęcia jakiejkolwiek pracy.
      Poruszasz kilka różnych kwestii, może i ważnych, ale dyskusja będzie jałowa, bo
      propozycji rozwiązania problemów jakoś nie widać, a czytając co piszesz i jak
      piszesz, tylko wkurzyć się można.
      Weź natomiast pod rozwagę następujące kwestie, zanim znów zabierzesz głos:
      1. Nie jest żadną regułą to, że na dzienne studia idą wyłącznie ci, których na
      to stać. Znam wiele przypadków osób, które studiowały dziennie i umiały się
      utrzymać wyłącznie z własnej pracy wykonywanej legalnie i po godzinach.
      2. Nie ma żadnych sensownych podstaw do twierdzenia, że na informatykę na PW,
      lub jakikolwiek inny oblegany kierunek nie można się dostać bez korków i
      łapówek.
      3. Zanim znowu popadniesz w słowotok, zrób sobie notatki, potem wklej swoje
      wypracowanie do Worda, przynajmniej podkreśli ci błędy, a potem jeszcze sto
      razy przeczytaj, zanim wkleisz na forum. To żenujące, że niektórzy studenci nie
      umieją pisać i na dodatek pierniczą takie bzdury. Pewnie ich rodziców nie było
      stać na korepetycje z ortografii dla ich nie za bardzo rozgarniętych pociech.
      No cóż, bywa i tak. Niestety, oleju do łba łopatą nie nakładziesz. Za żadne
      pieniądze.
      • Gość: Ewa ze Szczecina redsock wyluzuj.. IP: 5.6.2R1D* / *.saix.net 30.12.05, 17:19
        bo nie masz racji.
        Zgadzam sie ze Studentem w 100%. Sama studiowalam zaocznie, bo nie stac mnie
        bylo na studia dzienne. Wiem, wiem, za chwile tos zapyta: palacilas za zaoczne a
        nie bylo Cie stac na dzienne? otoz tak. Juz wam opowiem dlaczego. Otoz: moje
        studia kosztowaly (srednio) ok 1500 zl za semestr. Pracowalam w wakacje i
        wykladalam od razu cala kase. 2 razy udalo mi sie dostac tzw. stypendium, co w
        praktyce oznaczalo 400 zl mniej czesnego za rok. Mieszkam 100 km od uczelni,
        zjazdy mialam 2 razy w miesiacu. Na zjazdach wydawalam skromnie, ok 50 zl z
        biletem autobusowym w dwie strony(czasmi, kiedy bylo krucho z pieniedzmi
        jezdzilam stopem). Spalam w weekendy u znajomych, lub kontem u rodziny, wiec nie
        placilam za noclegi.
        Czasami, kiedy zdazylo sie ze nie mialam nawet tych 50 zl, zeby przezyc weekend
        w miescie po prosotu nie jechalam na zajecia (zdarzala sie niestety raz lub dwa
        razy w roku taka sytuacja).
        Dlatego wlalsnie wybralam studia zaoczne, bo nie musialam byc caly czas w
        miescie. Nawet gdynym dostala stypendium (co nie zawsze jak wiecie jest
        gwarantowane), to musialabym sie martwic co pol roku o akademik (bo wiadomo jak
        dzisiaj przyznawane akademiki i w jakich sa cenach). Na pierwszym roku nie
        dostalabym akademiku napewno( taka jest "tradycja" na mojej uczelni) wiec
        musialabym miec dodatkowe 300 zlo na pokoj/mies. (taniej sie w miescie gdzie
        studiowalam nie dalo).Studiujac zaocznie nie musialam sie martwic o jedzenie i
        bilety do domu co jakis czas.
        Oczywiscie mialam znajomych tak biednych(co tu ukrywac) jak ja na studiach
        dziennych. Mieli pieniadze z wakacji, stypy, ale co nerow stracili, bojac sie o
        kazdy grosz i akademik, to juz oni sami wiedzieli. Jadali przy tym rosol
        gotowany na korzej nozce raz na tydzien, chleb ze smalcem i zwiedle banany
        kupowane na ryneczku kolo akademika za zlotowke.
        pNaprawde nie przesadzam, pisze jak bylo. Chodz u mnie w domu sie nie
        przelewalo, przynajmniej nieglodowalam i nie wykonczylam sie nerwowo- jak owi
        moi znajomi ze studiow dziennych.
        I niech mi ktos napisze, ze na studiach zaocznych studiuja same nowobogackie
        nieuki, a dzienne sa dla biednych.. !
        Ah- i jeszcze w kwestii lapowkarstwa..eh.. redsock -albo jestes gluchy i slepy,
        albo najzwyczjniej w swiecie nie wiesz co sie dzieje na obleganych wydzialach.
        • redsock Re: redsock wyluzuj.. 02.01.06, 14:08
          Racje mają to do siebie, ze występują w praktyce w liczbie mnogiej. A żeby
          komus zarzucać brak racji (pojedynczej zwłaszcza), to warto dokładnie
          przeczytać, co tenże, lub ów, bez racji twierdzi.
          Zgodziłem się przecież ze Studentem, że i owszem, studia dzienne kosztują, co
          jednak, moim skromnym, ale i nie tylko moim zdaniem, wcale nie oznacza, ze są
          wyłącznie dla bogatych - vide wpisy z 30-31.12. Jak widać, jeśli się bardzo
          chce, to można.
          Druga sprawa to następujący tekst - fragment Twojej wypowiedzi:
          > I niech mi ktos napisze, ze na studiach zaocznych studiuja same nowobogackie
          > nieuki, a dzienne sa dla biednych.. !
          Ja na pewno tak nie napiszę i przecież nie napisałem. Napisałem natomiast, że
          ci, których nie stać na studia dzienne, idą na zaoczne, a dla "nowobogackich
          nieuków" są raczej wieczorowe, czy jakie tylko komu się podobają na byle
          prywatnych wyższych szkolach niczego, gdzi eprzynajmniej nie istnieje kolejny
          problem, na jaki raczyłaś zwrócić uwagę, a mianowicie problem łapówkarstwa, bo
          tam (czyli w szkołach prywatnych) łapówki daje się oficjalnie, płacąć co pół
          roku, lub co miesiąc czesne, a na wejściu wpisowe. I wszyscy są bardzo
          zadowoleni - studenci zwłaszcza, w końcu przecież płacą, żeby zdać,
          niekoniecznie zaś czegokolwiek się nauczyć.
          A jeśli uważasz, że jestem ślepy i głuchy, to cóż, wolno Ci, tak jak mnie wolno
          nie zgodzić się z Tobą. Twierdzę bowiem, że łapówkarstwo jest domeną tych,
          którzy słusznie uważają, że bez tego rodzaju zabiegów własnymi siłami nie będą
          w stanie podołać trudom studiowania. Dlatego dają, choć częściej jednak tylko
          bezskutecznie próbują, po czym z wielkim hukiem wylatują. Wierz mi, lub nie,
          ale znam takich, co chcieli dać i jakoś im nie wyszło. Jak zatem widać, studia
          i wszystko, co się z nimi wiąże to nie zabawa dla nieudaczników, ale mam
          wrażenie, że pęd do "wiedzy" mamy w tym kraju taki, iż niebawem Twoje koszmarne
          przemyślenia mogą stać się faktem. Wielu bowiem uwierzy, czytająć takie rzeczy,
          że wszystko można kupić i tylko kupić właściwie. A jak każdy zechce kupić, to
          niestety, znajdzie się i taki, co zechce sprzedać. Problem tylko w tym (na
          szczęście), że za pieniądze wtykane pod stołem, póki co przynajmniej, nie
          kupuje się na skalę masową dyplomów renomowanych uczelni, o wiedzy w ogóle nie
          wspominająć.
          Wszystkiego dobrego w nowym roku.
    • Gość: ar Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 17:30
      Przyznam, ze potwornie mnie drazni ta polska sklonnosc do marudzenia. Zamiast
      zabrac sie do roboty, latwiej ponarzekac, jak jest ciezko. Rok temu skonczylam
      studia i wiem dobrze, ile potrzeba kasy na utrzymanie. Faktycznie ok. 600zl to
      minimum, zeby zaplacic za pokoj, najtansze jedzenie, ksero itd. Kilka uwag:

      - po pierwsze dzienne bezplatne studia nie maja nikogo 'wspierac' jak pisze
      Student. Sa jedna z drog do uzyskania wyksztalcenia
      - brak mozliwosci pracy: zalezy od kierunku i roku, na ktorym sie studiuje (na
      wiekszosci wydzialow na ostatnim roku mozna sobie spokojnie pozwolic na prace).
      Dorabiac mozna zawsze - ja dorabialam korepetycjami i to byla calkiem niezla
      kasa.
      - w postach jest mowa wylacznie o stypendiach socjalnych, szkoda, ze o
      naukowych sie zapomina. A wystarczy troche przysiasc nad ksiazkami zamiast
      stekac, jak jest zle.
      - kredyty na studia to swietna sprawa - w wiekszosci bardziej 'cywilizowanych'
      krajow studenci nie biora pieniedzy od rodzicow (to taka nasza polska
      bezradnosc), tylko zyja z kredytow i pracy (pisze o Europie, nie o Stanach).
      Nareszcie od kilku lat i u nas jest taka mozliwosc i ona naprawde wyrownuje
      szanse biednych i bogatych w drodze do zdobycia wyksztalcenia.
      - drobna rada: lepiej nie skupiac sie na tym, jak dobrze maja inni i jacy sa
      niby nieuczciwi, tylko skupic na wlasnej pracy. Bez niej niczego nie daje sie
      osiagnac.
      • Gość: Yrch Re: Ile kosztują studia dzienne? IP: *.netblok.pl 30.12.05, 18:41
        Gość portalu: ar napisał(a):

        > Dorabiac mozna zawsze - ja dorabialam korepetycjami i to byla calkiem niezla
        > kasa.

        Dokladnie ale latwiej powiedziec, ze nie ma sie czasu...

        > - w postach jest mowa wylacznie o stypendiach socjalnych, szkoda, ze o
        > naukowych sie zapomina. A wystarczy troche przysiasc nad ksiazkami zamiast
        > stekac, jak jest zle.

        Widocznie wedlug niektorych tutaj tez im Ci zli bogaci nie dadza szans....

        > - kredyty na studia to swietna sprawa - w wiekszosci bardziej 'cywilizowanych'
        > krajow studenci nie biora pieniedzy od rodzicow (to taka nasza polska
        > bezradnosc), tylko zyja z kredytow i pracy (pisze o Europie, nie o Stanach).
        > Nareszcie od kilku lat i u nas jest taka mozliwosc i ona naprawde wyrownuje
        > szanse biednych i bogatych w drodze do zdobycia wyksztalcenia.

        Ba jest juz w Polsce to od lat i co zaradniejsi (np zona mojego kuzyna - dziewczyna z malej wsi/miejscowosci) z tego korzystaja... No ale tu pewnie ktos wyskoczy z argumentem, ze to tez tylko dla tych zlych bogatych... Ach Ci niedobrzy co ustawili caly swiat pod siebie i nie daja innym szans... Btw w Stanach tez sie korzysta z tych kredytow (na niektore kierunki studiow sa nawet specjalne rodzaje...)
    • Gość: leszcz nie jest tak źle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 19:19
      Rodzice utrzymywali podczas moich studiów w Warszawie przez 3 lata. Od 4-tego
      roku pracuję i jestem jednocześnie na studiach dziennych. Teraz jestem na 5-tym
      roku i mam "tylko" 3k, na rękę. Moi koledzy z grupy zarabiają więcej. Na
      pierwszym roku kilku moich kolegów miało stypednia socjalne po około 300 zł. Do
      tego dochodzi stypednium naukowe 100-200 zł. Koszt utrzymania w Warszawie wynosi
      mniej więcej 800-1000. Jeżeli ktoś jest biedny, ale zaradny bez problemu sobie
      poradzi. Mogę podać przykładów bez liku wśród moich kolegów, którzy m.in.
      dorabiali sobie weekendami w supermarketach na promocjach. Było nawet kilku,
      którzy nie mieli w ogóle wsparcia ze strony rodziców!
      Co do korupcji na EiTI PW - odpuść sobie bajki. Jeszcze jedno, nikt z moich
      znajomych na informatyce nie brał nigdy korepetycji, żeby się dostać na
      uczelnię. Ukończyłem zaściankowe technikum w malutkim mieście i też nie brałem
      korepetycji.
      • Gość: mrowkojad Re: nie jest tak źle IP: *.crowley.pl 02.01.06, 16:20
        a ja bym bardzo prosila, zeby szkol prywatnych nie nazywac szkolami "niczego".
        bo tak moze jest w radomiu, ale juz gdzie indziej niekoniecznie.
        • redsock szkoły "niczego" 03.01.06, 13:14
          Ależ bardzo proszę. Pisząc "prywatna wyższa szkoła niczego w wysrajewie"
          absolutnie nie miałem na mysli WSZYSTKICH prywatnych szkół wyższych, bo już od
          dobrych paru lat poziom co poniektórych przerasta znacznie poziom nauczania na
          publicznych wyższych uczelniach diabli wiedzą czego - również w dużych
          miastach. Bardzo wiele zależy ponadto od wydziału, a nawet kierunku studiów -
          vide rankingi (oczywiście nie wszystkie są miarodajne, ale chyba np. ranking
          Polityki można traktować dość poważnie). Otóż są szkoły prywatne, które mają
          znakomitą kadrę i studiują tam ludzie, kórych z jednej strony na to stać, ale z
          drugiej po prostu oczekują kstałcenia na wysokim poziomie i dostępności
          wszelakich udogodnień (nowoczesne technologie, zagraniczne praktyki, doskonale
          wyposażone biblioteki itp.). Szkoły takie nader często fundują najlepszym
          studentom całkiem wysokie stypendia, co częstokroć oznacza nie tylko zwolnienie
          z opłat za studiowanie, ale wręcz możliwość podreperowania budżetu tylko dzięki
          dobrym wynikom w nauce. Stypendia socjalne to tam także wcale nierzadkie
          zjawisko i jakoś nie ma problemu z tym, że dostają je ci, którzy nie powinni.

          Problem tylko w tym, że takie szkoły można policzyć na palcach. Jest ich w
          skali kraju może kilkanaście, może kilka łapie się w pierwszej setce rankingów
          dotyczących poziomu kształcenia na ściśle określonych kierunkach. To wciąż
          jednak nie jest powód, aby twierdzić, że pomiędzy uczelniami państwowymi a
          prywatnymi nie ma już (generalnie rzecz ujmując) znaczącej różnicy. Wręcz
          przeciwnie, tu jest przepaść. I problem nie dotyczy wyłącznie Radomia. Takich
          prywatnych wyższych szkół niczego jest całe mnóstwo - nie tylko w Radomiu,
          wysrajewie, czy Pcimiu Dolnym, ale także w Warszawie, Krakowie i gdzie tam
          jeszcze. Produkują w najlepsze magistrów niczego i robią to bez żenady z jednej
          prostej przyczyny. Otóż popyt na dyplomy, choć niekoniecznie przewyższa podaż,
          jest nadal zbyt duży, by wymusić sensowną konkurencję i podwyższyć poziom. A
          jeśli tak, to długo jeszcze będziemy mieć w tej masie nieliczne perełki i ogrom
          badziewia. Problem jednak w tym, że na i uczelniach państwowych proporcje są
          obecnie całkiem podobne.
Pełna wersja