W "SM" Południe mają "problem"

IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 19.10.05, 18:56
Poroznosili rozliczenia za ciepło i już larum, bo niektórzy bedą płacić za
to,że podczas zimy mieli odkręcone kaloryferki na full i pootwierane okna -
tak jak moi sąsiedzi przy 18 st. mrozu. Pujanek zapowiada, że od nowego
sezonu ma być z metra, A TO DLACZEGO?
1. miałem przykręcone i mam ndapłatę, która mi się należy;
2. dlaczego mam płacić za tych, którzy cały czas uważają, że jest jeszcze
socjalizm i ktoś za nich ma łożyć;
3. dlaczego w gazecie są wypowiedzi źle mówiące o tych, którzy mają nadpłatę -
traktuje się nas jak złodziei;
4. sąsiadka wczoraj pojechała zamówić okna plastiki, mówiąc że ma 900,- do
tyłu, "bo grzałam i wietrzyłam i rok temu mnie wyzerowano, a w tym roku nie i
widać że zmądrzeli";
5. a jeżeli chodzi o odczyty, to jeżeli kapilarki są do duszy, to
zainstalujmy mierniki elektroniczne - podobno na Gołębiowie takie są i nie
będzie żadnych podejrzeń.
CHCĘ WIEDZIEĆ CZY W TYM ROKU MAM OSZCĘDZAĆ, CZY GRZAĆ NA FULL I WIETRZYĆ, BO
NIE MYSLĘ ZA KOGOŚ PLACIĆ (po co mają pisać, że się od sąsiada grzeję przez
ścianę).
Pozdrawiam "Zarząd SM Południe" i życzę im zdrowego pomyślunku dla dobra tych
którzy potrafią być gospodarni, a nie liczących na obrywy z boku.


    • Gość: Edward Re: W "SM" Południe mają "problem" IP: 82.139.42.* 19.10.05, 21:08
      jak się dobrze ustali opłatę stała i zmienną to rozliczenie będzie bliższe
      rzeczywistemu. Należałoby sie przyjrzeć tym lokatorom, u których są "zerowe"
      wskazania. Takich nie powinno być nawet, gdy się zakręci zawory na całą zimę,
      • Gość: Lex Re: w Radomsk. Sp-ni Mieszk. mają problem IP: *.udn.pl 20.10.05, 08:37
        Czytaj Zycie Warszawy - wydanie radomskie dzisiejsze,art. o władzach w RSM.Z
        tej Sp-ni pochodzi Wł. Pujanek obecny v-ce Prezes "Południa",który ten bałagan
        we władzach w RSM zapoczątkował a kontynuje je W.Pierzchała - był
        przewodniczący Rady N. w RSM.Nieżle jest to poukładane,biorąc pod uwagę
        prawników i broniących Zarząd a nie bronią członków przed nadużyciami prawa
        przez rządzących.Przyszedł czas na rozliczenie.
        • Gość: Lex Re: w Radomsk. Sp-ni Mieszk. mają problem IP: *.udn.pl 23.11.05, 10:57
          Czy Sami Swoi też tu byli???,przeczytaj :
          (Nie)Dostępny Dom




          Joanna Wojciechowska 22-11-2005 , ostatnia aktualizacja 22-11-2005 20:21

          Pięćdziesiąt dwie rodziny zaufały spółdzielni Dostępny Dom i wpłaciły w sumie
          1,7 mln zł zaliczek na mieszkania. Nigdy się do nich nie wprowadzą, a pieniędzy
          też nie mogą odzyskać. - Nie oddam nikomu ani grosza, bo nic nie mam - rozkłada
          ręce prezes Dostępnego Domu

          "Nie stać cię na własne mieszkanie - nie kupuj! I tak możesz w nim
          zamieszkać!" - tak w 2000 roku reklamowała się w Olsztynie spółdzielnia
          mieszkaniowa Dostępny Dom, oferując spółdzielcze lokatorskie M.

          Jedną z osób, które uwierzyły reklamie, była Elwira T. - teraz jest za granicą.
          O pieniądze, które utopiła w spółdzielni, walczy jej matka Joanna.

          Joanna T. opowiada: - Umowę o przydział mieszkania lokatorskiego w bloku, który
          miał być budowany na ul. Bartąskiej, córka podpisała w kwietniu 2000 roku.
          Mieszkanie miało mieć widną kuchnię, jeden pokój, przedpokój - w sumie 32 metry
          kwadratowe.

          Spółdzielnia wyliczyła, że wkład mieszkaniowy za taki lokal wynosi 35,2 tys.
          zł. Elwira T. wpłaciła je pod koniec kwietnia 2000 roku. Na mieszkanie miała
          czekać do kwietnia 2001 roku. - Ale wtedy spółdzielnia zwołała zebranie i
          szefowie powiedzieli, że wynikły jakieś kłopoty finansowe. Prosili, by ratować
          sytuację kolejnymi wpłatami. Mieliśmy wpłacić po 2,5 tys. zł na konto firmy,
          która budowała bloki - opowiada Joanna T.

          Elwira T. wpłaciła po raz drugi. Niedługo później dowiedziała się, że kłopoty
          spółdzielni są jeszcze większe i ma dopłacić kolejne 35 tys. zł. Oznaczało to,
          że metr będzie kosztował ponad 2 tys. zł. (pierwotnie spółdzielnia mówiła, że
          cena metra lokatorskiego M wyniesie 1,3 tys. zł). Ale za to mieszkanie nie
          miało być już lokatorskie, tylko własnościowe. - Zmiana zasad zaskoczyła nas -
          przyznaje Joanna T. - Nie mieliśmy pieniędzy na dopłatę. Dlatego na początku
          2003 roku córka poprosiła Dostępny Dom o zwrot wpłaconego już wkładu
          mieszkaniowego.

          Mimo próśb i pism spółdzielnia nie oddała jej pieniędzy. Podawała różne powody,
          zwodziła ją, aż w końcu, w 2004 roku zniecierpliwiona Elwira T. pozwała
          Dostępny Dom do sądu cywilnego. Wygrała zwrot wpłaconych pieniędzy plus
          odsetki. Wszystko od roku próbuje ściągnąć komornik. Bez skutku.

          - O działaniach spółdzielni zawiadomiliśmy też prokuraturę rejonową i Okręgową
          w Olsztynie, ale odmówiły zajęcia się sprawą, bo nie dopatrzyły się
          przestępstwa - mówi Joanna T. - Nasze zażalenie na postanowienia prokuratury
          oddalił też sąd.

          Piotr Marek, szef Prokuratury Olsztyn-Południe, która nie podjęła śledztwa: -
          Nie ma przestępstwa, bo Elwiry T. nikt nie chciał oszukać. Spółdzielnia
          przeinwestowała, wiadomo, że metra mieszkania za 1,3 tys. zł się nie wybuduje,
          dlatego poprosiła członków o dopłatę. Nie było w tym nic nieuczciwego, nikt nie
          ukradł tych pieniędzy. A że Elwira T. nie dopłaciła pieniędzy, to jej wybór.
          To, że nie otrzymała zwrotu wkładu, to wyłącznie sprawa dla sądu cywilnego,
          prokuratura nie ma tu nic do roboty.

          Poszkodowanych jest dużo więcej

          Blok przy ul. Bartąskiej (teraz ul. Złota) powstał, a mieszkanie, na które
          wpłaciła Elwira T. w 2003 roku, Dostępny Dom sprzedał na rynku wtórnym. - Nowi
          nabywcy płacili tylko 1,8 tys. zł za metr - żali się Joanna T.

          Elwira T. jest jedną z 52 osób poszkodowanych przez Dostępny Dom. Ich historie
          do pewnego momentu są identyczne - spółdzielnia domagała się od nich kolejnych
          pieniędzy, gdy zrezygnowali z mieszkań, nie mogli odzyskać tego, co już
          wpłacili.

          Iwona Ch. Z Olsztyna na swoją kawalerkę wpłaciła 40 tys. zł, Anna F. - 48 tys.
          zł. Elżbieta S. z Kętrzyna płacze - w Dostępnym Domu chciała kupić mieszkanie
          dla córki, która dostała się na studia w Kortowie, wpłaciła 35 tys. zł. - Jak
          dzwonię do spółdzielni, to sekretarka pociesza, że na odebranie wkładu mam 10
          lat, a to, że ja mam już tego dość, że straciłam tyle pieniędzy, jej nie
          obchodzi - rozpacza kętrzynianka.

          W sumie Dostępny Dom jest winny niedoszłym lokatorom ponad 1,7 mln zł plus
          odsetki. Największym wierzycielem jest mieszkanka Olsztyna, która wpłaciła do
          spółdzielni ponad 100 tys. zł. Choć ludzie walczą o zwrot pieniędzy od dwóch
          lat, nikt nie odzyskał ani grosza.

          Stanisław Pietraszek, komornik który bezskutecznie usiłował odzyskać od
          Dostępnego Domu wierzytelności Elwiry T.: - Nie ma z czego ściągnąć tych
          pieniędzy. To samo powiedzą moi koledzy komornicy, którzy też maja sprawy
          związane z Dostępnym Domem. W tej spółdzielni nic nie ma! Wierzyciele
          przychodzą do mnie, robią sceny i rozpaczają. Ja się nawet nie odzywam, milczę,
          bo rozumiem ich zdenerwowanie.

          Prezes siedzi za inną spółdzielnię

          Spółdzielnia Dostępny Dom powstała jesienią 1999 roku. W ciągu dwóch lat
          zapisało się do niej 178 osób, które wpłaciły w sumie ponad 4,3 mln zł wkładów
          mieszkaniowych. Za te pieniądze miały stanąć trzy bloki przy ul. Bartąskiej
          (stanęły, ale jeden ma teraz innego właściciela). Budową miał kierować zarząd,
          na czele którego stał Tadeusz D. - wcześniej prezes spółdzielni Sami Swoi,
          która na Jarotach miała wybudować mieszkania dla 181 rodzin - większość z nich
          nie powstała i ludzie do dziś nie odzyskali wpłaconych tam pieniędzy.

          Kierując spółdzielnią Sami Swoi, Tadeusz D. wypłacał sobie i zatrudnionym tam
          krewniakom i znajomym wysokie nagrody i premie, zamontował wideodomofon w
          swojej klatce schodowej. - To, co działo się w spółdzielni w latach 1992-1999,
          najlepiej oddaje jej nazwa Sami Swoi. Rządzono tam z pogwałceniem nie tylko
          zasad przyzwoitości, ale też wszelkich reguł prawnych - mówiła w październiku
          2003 roku sędzia Dorota Lutostańska, ogłaszając wyrok na Tadeusza D. i ludzi,
          którzy z nim rządzili spółdzielnią. W listopadzie 2003 roku sąd rejonowy w
          Olsztynie skazał go za to na 4,5 roku więzienia. Teraz prezes siedzi za
          kratkami. Być może w grudniu zakończy się jego drugi proces, w którym odpowiada
          za to, że spółdzielnia nie płaciła podatków miastu i skarbówce.

          Józef Cybruch, obecny prezes Dostępnego Domu (urzęduje od stycznia 2004): -
          Moim zdaniem na początku działalności tej spółdzielni było dokładnie tak samo.
          Zarząd rozrzutnie gospodarował pieniędzmi. W Dostępnym Domu był przerost
          zatrudnienia i wysokie zarobki, pracownik działu kadr zarabiała ponad dwa
          tysiące złotych. Urządzono bogatą siedzibę, wypłacano sobie premie i nagrody.
          Koncepcje planu zagospodarowania przestrzennego czterech bloków i wykonanie
          dokumentacji zlecono członkowi rady nadzorczej, któremu zapłacono przeszło 600
          tys. zł! Długi wobec urzędu skarbowego też mamy...

          Dlaczego w takim razie Prokuratura Olsztyn-Południe nie podjęła śledztwa w
          sprawie Dostępnego Domu po zgłoszeniu Elwiry T. - Nie można spraw Samych Swoich
          i Dostępnego Domu porównywać. Pod względem prawnym są zupełnie odrębne. W
          Dostępnym Domu mamy do czynienia z przeinwestowaniem, a nie kradzieżą pieniędzy
          członków spółdzielni - uważa Piotr Marek, szef Prokuratury Olsztyn-Południe.


          1 | 2 | następna strona »

          • Gość: Lex cd. Re: w Radomsk. Sp-ni Mieszk. mają problem IP: *.udn.pl 23.11.05, 11:03
            A może Dostępny Dom też tu był ???,przeczytaj cd.
            Nie)Dostępny Dom (2) str.





            Zostawieni sami sobie

            W październiku 2002 roku walne zgromadzenie członków spółdzielni Dostępny Dom
            odwołało zarząd. Tadeusza D. zastąpiła Ewa S.

            Joanna T.: - Pani prezes ciągle nas zwodziła, obiecywała, że mieszkania będą i
            nic z tego nie wyszło. Mam do niej żal, że nie powiedziała, na czym stoimy,
            tylko nas mamiła.

            Nie udało nam się dotrzeć do Ewy S. Sama zwolniła się ze spółdzielni. Prezes
            Cybruch mówi, że znalazła "spokojniejsza pracę". Wiadomo, że nim odeszła,
            zawiadomiła Prokuraturę Olsztyn-Północ o tym, że zarząd, któremu przewodził
            Tadeusz D., "wyrządził szkodę majątkową członkom spółdzielni". "Gazeta"
            dysponuje postanowieniem o umorzeniu śledztwa. W marcu 2004 roku prokurator
            stwierdził "brak znamion czynu zabronionego". Decyzję prokuratury podtrzymał
            sąd.

            Joanna T.: - Prokuratury umarzają i indywidualne zgłoszenia i to, które złożyła
            spółdzielnia. Straciliśmy oszczędności całego życia i nikt nie chce nam pomóc.

            Nie widzę cienia nadziei dla naszych wierzycieli

            Józef Cybruch, szef Dostępnego Domu, urzęduje w skromnym gabinecie. Na jego
            biurku nie ma nawet komputera, który można by zlicytować. Przyznaje: - Nasza
            działalność ogranicza się teraz do administrowania dwoma blokami. Chodzimy też
            do sądu, bo niektórzy wierzyciele wytaczają nam procesy o zwrot należności. Nie
            wszyscy to robią, bo wiedzą, że nic nie mamy i nie jesteśmy w stanie nawet
            pokryć kosztów sądowych. W lipcu 2004 roku złożyliśmy wniosek o upadłość, ale
            okazało się, że nie mamy nawet tyle, by sfinansować koszty sądowe ogłoszenia
            upadłości [potwierdza to Magdalena Falkin, która była nadzorcą sądowym w
            Dostępnym Domu. Wyznaczył ją sąd, by sprawdziła, czy spółdzielnię stać na
            ogłoszenie upadłości - red.].

            Grunty budowlane jakie mieliśmy przy ul. Bartąskiej przekazaliśmy jako spłatę
            naszych zobowiązań wykonawcy robót budowlanych. Dlatego teraz własnym gruntem,
            na którym można by prowadzić inwestycje, czy sprzedać, nie napełnilibyśmy nawet
            doniczki. Płacimy tylko za bieżące utrzymanie spóldzielni. Dlatego nie widzę
            żadnej przyszłości dla wierzycieli Dostępnego Domu, ani cienia nadziei dla
            naszych wierzycieli. Przykro mi to mówić, ale tak jest.

            Jacek Urbański, prawnik Krajowej Rady Spółdzielczej: - Trudno mi się
            kategorycznie wypowiadać, nie znając wszystkich szczegółów sprawy, ale z tego,
            co słyszę, sytuacja poszkodowanych wydaje się być rzeczywiście beznadziejna.
            Wręcz tragiczna. Skoro nawet nie ma za co ogłosić upadłości, to znaczy, że w
            tej spółdzielni nie ma nic. A sprzedać mieszkań, którymi administruje ta
            spółdzielnia, też nie można, bo przecież ci, którzy w niech mieszkają, za nie
            zapłacili.






            Joanna Wojciechowska

    • Gość: Adaś Re: W "SM" Południe mają "problem" IP: *.rrserwis.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 20.10.05, 10:59
      wydaje mi się, że za 1400zł rocznie - bo tyle płacę za ogrzewanie to powinienem
      we wszystkich pomieszczeniach grzac na maxa i o żadnej dopłacie nie powinno byc
      mowy!
      Za taką kasę można ogrzać mały domek!
      A przecież ogrzewanie z elektrociepłowni, z której korzysta tysiące ludzi jest
      tańsze...
      Ale my musimy płacic za tych którzy nie płacą, za błędy w zarządzaniu
      spółdzielnia i za pzrekręty!

      To że ktos ma pootwierane okna to nie ma większego znaczenia. I tak na każdym
      bloku jest jeszzce regulator, który w zależności od temperatury na zewnątrz
      daje ciepło na kaloryfery w blokach.
      • Gość: Lex Re: W "SM" Południe mają "problem" IP: *.udn.pl 20.10.05, 12:16
        adasiu masz rację,a ponadto na Gołębiowie nie ma podzielników elektronicznych
        jak pisano na forum.Automatyczne sterowanie jest niemal wszędzie.Problem w
        tym,że po sezonie grzewczym zmienia się reguły gry tj. regulamin rozl. kosztów
        ciepła.Ponadto,chyba każdy zauważ że koszty stałe dot. 12 m-cy a kszty zmienne
        tylko 9 m-cy.Jak to możliwe i z jakiego przepisu to wynika.Zauważ,że Zarząd
        wyrównał wypłatę faktycznej oszczędności za ub. rok ale z pieniędzy
        gromadzonych na funduszu podziałów geodezyjnych.A przecież Prezesi w ub. roku
        wyjaśniali,że dobrze wyliczone są nadpłaty.Skąd nagłe inne zdanie
        Zarządu?.Dowiedz się czy Sp-nia dysponuje spisem z natury powierzchni
        grzewczych,ilosci i typu grzejników za zgodność z projektem
        architektonicznym,bilansem cieplnym na każdą wymiennikownię itp.W Sp-
        ni "Południe" winno być ciepło tanie,gdyż w zasięgu ręki jest ciepłownia a tym
        samym tani przesył.Sprawdż Umowę z Brunpolem kiedy jest podpisana i co z niej
        wynika,bo ponoć zerwali umowę w ub. roku,tak głosił StaszaŁEK I pUJANEK,JAKI
        rEGULAMIN zARZĄD DOSTArczył firmie,aby rozliczyć koszty ciepła w sezonie
        2004/2005 i 2003/2004.
      • Gość: Róża Re: W "SM" Południe mają "problem" IP: 82.139.32.* 01.11.05, 17:15
        I będą mieli, ponieważ całkowicie się z Adasiem zgadzam i nie zamiaru nic
        dopłacać. Za wodę płacę jakbym nie wychodziła z wanny. Za ogrzewanie mimo
        całkowitego zakręcenia kaloryferów w kuchni i jednym pokoju , a w drugim mimo
        otkręcania kaloryfera tylko w czasie obecności w domu i zkręcania na noc czyli
        około 8 godzin na dobę mam także dopłatę 400 zł. Gdybyśmy w ogóle nie ogrzewali
        to nawet zwrotu by nie było. Nie mam zamiaru płacić w przypadkach takich
        niejasności w tych rozliczeniach. Znajomy powiedział mi, że ma 1500 zł. zwrotu.
        To jest granda i woła o pomstę do nieba. Czuję się okradana jawnie i bezczelnie.
    • Gość: Lidka Re: W "SM" Po?udnie maja˛ "problem" IP: *.sympatico.ca 20.10.05, 13:19
      Czy to jest to osiedle zbudowane na dawnym wysypisku smieci?
      • Gość: Lex Re: W "SM" Po?udnie maja˛ "problem" IP: *.udn.pl 20.10.05, 13:56
        Tu chodzi o całą sp-nię "Południe" a nie osiedle.,a więc wszystkie
        powierzchnie mieszkalne i lokale użytkowe bo te rozlicza się nieco inaczej.
        • Gość: Lidka Re: W "SM" Po?udnie maja˛ "problem" IP: *.sympatico.ca 20.10.05, 22:41
          Czemu by nie spalac smieci z tego wysypiska i wtedy miec ogrzewanie za friko?
    • Gość: Ewa z Południa Re: W "SM" Południe mają "problem" IP: 193.111.144.* 20.10.05, 13:53
      Podpisuję się obiema rękami. Dokładnie tak uważam.
      • drrad Re: W "SM" Południe mają "problem" 20.10.05, 14:53
        O zamontowaniu prawdziwego, indywidualnego systemu pomiaru ciepła, możemy mówić
        gdy:
        - bloki będą ocieplone, nie tylko ściany boczne,
        - zamiast kapilar zastosujemy mierniki przepływowe,
        - spółdzielnia założy indywidualne liczniki na gaz w mieszkaniach.
        Jak to się odbywa dziś wszyscy wiemy, np. z ostatniego artykułu w "Echu dnia".

        • Gość: Drporad Re: W "SM" Południe mają "problem" IP: *.udn.pl 22.10.05, 10:30
          Wszystko się zgadza pod warunkiem,że Zarząd Sp-ni pracuje uczciwie ,rzetelnie i
          jawnie tj. jest szczery wobec sp-ców na rzecz których działają.Jeżeli Regulamin
          rozl. ciepła działa w sezonie grzewczym to nie można zmieniać reguł gry po jego
          zakończeniu i dokonwać korekt.To jest niedozwolone prawem.Sprawdż u siebie
          kiedy miałeś [miałaś] założone kapilary?.Jeżeli we wrześniu 2004r to
          brawo!!!,bo rezerwa wystarczyła Ci na oszcędność w czasie grzania!!!.Jest to
          niezgodne z Regul. rozlicz.,a ponadto Ty masz oszczędność dzięki nieudacznikom
          [Zarządu Sp-ni] a inni mają dopłaty-niezasadne!!!.Zapytaj Pujanka to On ći
          wszystko wyjaśni tak ,że wogóle nie zrozumiesz bo On też nie rozumie co sam
          mówi i o to włśnie chodzi a kasa Mu leci z kieszeni wszystkich sp-ców[i nie
          tylko].Poczekajmy co z tym KNOTEM zrobi Rada Nadzorcza z dr Puchalskim na
          czele.!!!
          • Gość: Marcin Do zwolennikow podzielnikow IP: *.dsl-static.scarlet.be 22.10.05, 12:25
            Zmienilem okna, nie wietrze w zimie. Dwa lata temu doplacalem 500 zl, w tym
            roku doplacam 300 zl. Szlag mnie trafia, kiedy czytam te madre wypowiedzi co
            nalezy robic zeby nie doplacac.
            • Gość: drosa Re: Do zwolennikow podzielnikow IP: *.udn.pl 25.10.05, 09:46
              Kapilary zgodnie z polskimi normami i aprobatami technicznymi COBRTI powinny
              wisieć na grzejnikach cały rok.To co uczynił Zarząd "Południa" a zwłaszcza
              Wl.Pujanek kwalifikuje się do odpowiedzialności karnej za niedopełnienie
              obowiązków i przekroczenie uprawnień,ponieważ naruszł postanowienia jw. a także
              zasady wynikające z Regulaminu rozliczania ciepła.
            • Gość: Ralf Re: Do zwolennikow podzielnikow IP: *.udn.pl 02.11.05, 18:06
              z procesem byłego zarządu SM Rubinkowo?




              kd 28-10-2005 , ostatnia aktualizacja 28-10-2005 21:26

              Kiedy rozpocznie się proces Andrzeja Jasińskiego, byłego prezesa Spółdzielni
              Mieszkaniowej Rubinkowo i jego współpracowników? Nadal nie wiadomo. W piątek
              sąd już po raz drugi musiał odroczyć sprawę. I to bez wskazania na jak długo



              Toruński sąd zamierzał rozpocząć proces już we wrześniu, ale wtedy plany
              pokrzyżowali mu obrońcy. Krótko przed wyznaczonym terminem złożyli
              pełnomocnictwa, na mocy których przystąpili do sprawy i poprosili o czas na
              zapoznanie się z aktami. Sędziowie zgodzili się i wyznaczyli rozprawę na
              piątek. Jednak i tym razem nie odczytano aktu oskarżenia.

              Zasadniczym powodem była nieobecność na ławie oskarżonych Marka P., byłego
              zastępcy Jasińskiego. Przysłał on do sądu zaświadczenie lekarskie, z którego
              wynika, że od czwartku leży w szpitalu. Dokument nie określił, jak długo potrwa
              leczenie, ale sugerował, że choroba jest poważna. Dlatego bez uzyskania pełnych
              informacji o stanie zdrowia Marka P. sąd nie zdecydował się na wyznaczenie
              nowego terminu - zrobi to "z urzędu" w najbliższym czasie. Nie wykluczył też
              możliwości wyłączenia sprawy P. do osobnego prowadzenia, ale śledczy są
              sceptyczni wobec takiego pomysłu. - Nie da się tego zrobić bez szkody dla
              postępowania - powiedział nam jeden z oskarżycieli, który zna akta.

              Jasiński, jego były zastępca i główna księgowa Elżbieta Z. mają odpowiadać za
              niegospodarność w SM Rubinkowo. Prokuratura zarzuca im, że przez cztery lata -
              od grudnia 1998 r. - wydali bez zgody rady nadzorczej ponad 650 tys. zł na
              ubezpieczenie prawie 100 pracowników spółdzielni w trzecim filarze, co w
              ówczesnej sytuacji ekonomicznej Rubinkowa było nadużyciem.

    • Gość: zdziwiona Re: do wszystkich IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 22.10.05, 14:40
      No i w czym problem??? Ludzie są różnie "ustawieni" biologicznie. Jeden
      potrzebuje w mieszkaniu 25 stopni, dla drugiego 20 stopni to już upał. Ja
      należę do tych drugich. Wystarczy jak się namordowałam w czasach gdy grzali jak
      głupi a ja nie mogłam zakręcać ciepła bo pokrętła nie działały. Nie wiem
      dlaczego teraz mam płacić za sąsiadkę, która nawet dziś ma włączone kaloryfery.
      Ona zimą włącza na "6" i jeszcze dogrzewa się słoneczkiem. Na szczęście mieszka
      w innej klatce i nie posądza mnie, że kradnę jej ciepło przez ścianę. W mojej
      klatce wszyscy mają zwrot i to spory, nikt nikogo nie dogrzewa, nikt nie ma
      wilgoci bo wszyscy wietrzą mieszkania i nie sądzę, żeby ktoś majstrował przy
      kapilarach bo nie ma takiej potrzeby. Zaoszczędzić jest bardzo łatwo, wystarczy
      że każdy utrzymuje w mieszkaniu rozsądną temperaturę. Mam jedną kreskę i może
      sobie Walczuk do mnie przyjść w dowolnej chwili i sprawdzić. Niech nikt mi nie
      mówi, że dostałam coś darmo. Ja mogę wogóle nie dostawać zwrotu ale w zamian
      powinnam płacić mniejszy czynsz przez cały rok bo zaliczka jest zbyt duża.
      Pieniądze za ciepło, które będzie rozliczane w przyszłym roku płacę już od
      września tego roku. Spółdzielnia nimi obraca przez cały rok. Gdzie są odsetki
      od tych wpłacanych zaliczek? Zrobili korektę tego co Staszałek z Pujankiem
      zagrabili w tamtym roku a gdzie są odsetki od bezprawnie zatrzymanych na cały
      rok pieniędzy? W skali osiedla to było około 430.000 złotych!!! Ile wyniosły
      ustawowe odsetki od takiej sumy policzcie sobie sami. Tyle pieniędzy są jeszcze
      winni ludziom!!! Mam nadzieję, że ludzie nie będą głupi i się o te pieniądze
      upomną. W ubiegłym roku "wyzerowali" tych co mieliby dopłatę. PODAROWALI IM
      SPÓŁDZIELCZE PIENIĄDZE!!! pytam się jakim prawem??? Resztę rozliczyli z metra.
      Ten, kto miał 1 zł. zwrotu i ten co miał nawet 1.000 zł. dostali po równo!
      Powiedzmy, że po 320 złotych przy 3 pokojach. Jakim prawem podarowali komuś 319
      złotych ot, tak sobie??? Osoby takie teraz zastanawiają się dlaczego nie
      dostają korekty tak samo jak okradzeni! Jeszcze by chcieli!!! Gdyby była jakaś
      sprawiedliwość to Staszałek z Pujankiem powinni zgnić w więzieniu za taki lużny
      stosunek do cudzych pieniędzy. Mam nadzieję, że tak się stanie!
      • Gość: Drporad Re: do wszystkich IP: *.udn.pl 22.10.05, 15:07
        Nie masz racji co do kumulacji Twoich zaliczek i rozliczenia w przyszłym
        roku.Ty płacisz miesięczne bieżące zaliczki bo i Radpec miesięcznie wystawia
        faktury za dany miesiąc,innym zagadnieniem jest czy sp-nia systematycznie je
        wpłaca.A tak na marginesie to dowiedz się na jakich zasadach będziesz
        rozliczana za sezon 2005/2006,bo we wrześniu br. zmieniły się zasady o czym
        większość sp-ców nie wie,bo sp-nia z dr Puchalskim nie zdążyła jeszcze tego
        zrobić.Wad w postępowaniu do samego rozliczenia nie przerzucaj na mieszkańców
        bo nie masz racji.Wystarczy rozliczać z m2 rzetelnie i wszyscy będą mieli
        oszczędności,a każdy może świadomie oszczędzać zakręcając zawory samoregulujące
        cz jak kto woli termostatyczne,po co płacić firmie za rozliczenie,niech wezmą
        to sp-cy.
        • Gość: zdziwiona Re: Drporad IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 22.10.05, 15:58
          Więc jakie to będą zasady? jeśli wiesz to powiedz chociaż Ty. Sezon grzewczy
          już się rozpoczął i w zasadzie powinno mi być obojętne co tym razem wymyślili,
          jeśli nie podali nowych zasad to obowiązują stare. Tak mówi prawo. Zresztą z
          tego co wiem jeszcze nie ma nowego regulaminu. Gdyby rozliczyć z metra
          kwadratowego to oczywiście KAŻDY będzie miał oszczędności (bo zaliczki
          przewyższają koszty). Ten, kto oszczędza i ten co nie. Ten co zaoszczędzi 1 zł.
          i ten co 1000. Po równo! Nie mam zamiaru dopłacać do fanaberii "zmarżlaków" bo
          wtedy moja oszczędność wyjdzie mniejsza. Nie przerzucam nic na mieszkańców,
          niech tylko niektórzy nie bredzą, że grzeją sąsiadów przez ścianę bo to bzdura
          albo, że ktoś kto ma "0" to wynosi kaloryfery z kapilarami na zimę do piwnicy a
          montuje sobie zapasowe. Za rozliczenie nie potrzeba nic płacić żadnej firmie.
          Sposób jest tak dziecinnie prosty, że potrafi to obliczyć najgłupsza pani ze
          Spółdzielni w ramach obowiązków służbowych. Inna sprawa, że wtedy nie daliby
          zarobić swoim przydupasom. Wreszcie Walczuk zauważył, że np. wywóz śmieci
          liczony z metra to bzdura? Nikt wcześniej na to nie wpadł? Przecież wszystkim
          wiadomo, że śmiecie są produkowane przez żywych ludzi a nie przez martwe metry.
          Tu akurat trochę tracę (w stosunku do starej zasady) bo jest nas w domu
          pięć "sztuk" a sąsiadka w takim samym mieszkaniu jest jedna. Tracę ale uważam,
          że to jest sprawiedliwe. Nie chcę, żeby ktoś płacił za moje śmiecie ale nie
          chcę również płacić za cudze ciepło.
          • Gość: miesz.Michałowa Re: co mnie to obchodzi ?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.05, 19:53
            to ich problem a nie mój ...
            • marteczka271 Re: do kogo iść ?? 22.10.05, 21:49
              Ja w tamtym roku miałam zwrot ok 350 zł..w tym roku grzałam tak samo...i mam
              dopłaty 960 zł !!! nie rozumiem dlaczego? do kogo w s-ni mam iść żeby się
              dopytać co i jak ?
              • Gość: zdziwiona Re: do kogo iść ?? IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 22.10.05, 23:17
                Marteczka, a miałaś w tym roku kapilary w podzielnikach? W tamtym roku wszyscy
                dostali zwroty z metra. Z wysokości Twojego zwrotu wynika, że masz trzy pokoje
                i dostałaś tyle co wszyscy mający taki sam metraż jak Ty. Nie musiałaś mieć
                dużej oszczędności, wystarczyło, że miałaś złotówkę do zwrotu i dostałaś tyle
                pieniędzy. Te pieniądze zabrali Twoim sąsiadom, którzy oszczędzali. Jeśli w tym
                roku nie dostałaś korekty to znaczy, że wtedy rzeczywiście dostałaś więcej
                pieniędzy niż się należało. Dopłata 960zł w tym roku mogła powstać w przypadku,
                kiedy nie pozwoliłaś założyć sobie kapilar. Jest sporo takich zbuntowanych
                ludzi. Wtedy rozliczyliby Cię z ryczałtu. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że w
                trzech pokojach można wykorzystać ciepła aż na taką sumę. W każdym razie masz o
                co walczyć. Idz na początku do Pujanka i nie staraj się być dobrze wychowana,
                ten cham nie zna się na grzeczności, nie poprosi żebyś usiadła więc nie żałuj
                sobie, powodzenia.
                • Gość: marteczka271 Re: do kogo iść ?? IP: 82.139.43.* 23.10.05, 13:53
                  mam 4 pokoje 75 m2.
                  za 2003/2004 miałam korektę 390 zł nadpłaty,za rok 2004/2005 też nadpłata 360
                  zł a w tym roku mam niedopłatę 960 zł.Tak samo grzeję jak co roku.kapilary mam
                  założone...nawet okna wymienione były więc nie wiem....pójdę..
                  • Gość: zdziwiona Re: Marteczka IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 23.10.05, 16:53
                    Coś tu nie gra, coś pomyliłaś. We wrześniu 2004 roku było rozliczenie za sezon
                    2003-2004. Wtedy wszyscy, którzy mieli jakąkolwiek oszczędność dostali zwrot w
                    wysokości 5,50 za metr. Przy Twoich 75 metrach powinnaś mieć 412 złotych.W tym
                    roku wszyscy którzy mieli za tamten sezon oszczędność większą niż dostali mają
                    wypłaconą różnicę. Teraz przysłali rozliczenie za sezon 2004-2005 (na osobnej
                    kartce ewentualną korektę za sezon 2003-2004). Jak wobec tego możesz mieć 360
                    zł. nadpłaty za sezon 2004-2005 i jednocześnie za ten sam sezon 960 zł
                    niedopłaty? Powyciągaj swoje papierki, szczególnie te duże arkusze z Brunpolu i
                    te małe wydruki, które dają przy odczytach. Porównaj liczbę kresek na jednych i
                    na drugich dla danego roku i będziesz wiedziała. Musi się zgadzać. Do Pujanka
                    musisz iść przygotowana bo inaczej wmówi Ci co będzie chciał.
                    • Gość: Fiona Re: Marteczka IP: *.udn.pl 23.10.05, 17:18
                      Jak na Południu oszczędzali na cieple?
                      Płyn nie wyparował
                      RADOM. Lokatorzy z Południa nie oszukiwali. Podzielniki wykazały zerowe zużycie
                      ciepła, bo kapilary zostały założone dopiero przed rozpoczęciem sezonu
                      grzewczego i rezerwowy płyn nie zdążył wyparować.


                      Takiego zdania jest Jadwiga Rzepka z Rady Nadzorczej SM Południe - Sugerowanie,
                      że to lokatorzy są nieuczciwy nie musi być prawdą – uważa i przypomina, jak
                      odbywało się rozliczenie ciepła w ubiegłym roku. – W maju lub czerwcu 2004 roku
                      robione były odczyty zużycia ciepła na podstawie wskazań podzielników.
                      Natomiast nowe kapilary zostały włożone do podzielników dopiero we wrześniu, a
                      nie jak do tej pory parę miesięcy wcześniej. W kapilarach zawsze była rezerwa
                      płynu po to, żeby lokatorzy nie tracili, gdy płyn latem wyparuje.

                      Ponieważ nowe kapilary założono tuż przed rozpoczęciem sezonu grzewczego,
                      rezerwa nie zdążyła wyparować. Dlatego w niektórych mieszkaniach było zerowe
                      zużycie ciepła. – Lokatorzy nie musieli oszukiwać. Oszczędzali na cieple i
                      dlatego mają teraz zwroty – uważa Jadwiga Rzepka.

                      Jej zdaniem, to poprzedni zarząd spółdzielni powinien ponieść odpowiedzialność
                      za to, co się stało w ubiegłym roku. Teraz 40 procent lokatorów ma zwroty za
                      ciepło sięgające nawet ponad tysiąc złotych.

                      - Najbardziej sprawiedliwy jest ryczałtowy system opłat za ciepło – uważa
                      Jadwiga Rzepka. W jej domu nie ma podzielników i płaci ryczałt, który jest
                      zależny od wielkości mieszkania. – Gdy pojawiły się podzielniki, ludzie zaczęli
                      oszczędzać, nie włączają w swoim mieszkaniu kaloryferów. Tracą na tym ich
                      sąsiedzi, bo ogrzewają nie tylko swoje pokoje, ale i pokoje za ścianą.

                      Sprawą rozliczeń za ciepło zajmowała się w piątek na nadzwyczajnym posiedzeniu
                      Rada Nadzorcza SM Południe. Sytuację analizował też zarząd spółdzielni. Prezes
                      Waldemar Walczuk zapowiedział, że wszyscy, u których użycie ciepła było zerowe,
                      mogą się spodziewać kontroli ze spółdzielni. Będzie sprawdzane, czy
                      podzielniki - mimo plomby zabezpieczającej - nie były na przykład zdejmowane z
                      kaloryferów.

                      BOŻENA SKOMOROWSKA

                      Słowo Ludu artykuł 22-23 październik 2005r.















































                      • marteczka271 Re:do zdziwiona 23.10.05, 19:32
                        a więc tak ( przepraszam za pomyłkę) w zeszłym roku miałam zwrot 398 ,90 zł
                        teraz mi przysłali korektę za sezon grzewczy w wysokości 399,10zł oraz
                        rozliczenie ciepła 2004/2005 do zapłaty 936,05 zł.Tak to wygląda.
                        w tamtym roku przychodzili w kwietniu spisywac i zabrali kapilary a we wrześniu
                        je wkładali natomiast teraz w czerwcu sprawdzali i zostawili te same czyli
                        przez całe lato też woda a nich wyparowała ? ( ?? )
                        Nic już nie rozumiem
                      • Gość: Fiona Re: Marteczka IP: *.udn.pl 24.10.05, 08:28

                        Poniedziałek, 24.10.2005 Rafała i Marcina

                        RADOMSKIE




                        Zmień region:


                        świętokrzyskie
                        radomskie
                        podkarpackie


                        Echo Dnia [najważniejsze, z Radomia] wiadomość z dnia 2005-10-24

                        Wypływają pieniądze

                        W radomskich blokach ginie nawet woda w rurach!

                        W sieciach wodociągowych radomskich spółdzielni mieszkaniowych... ginie woda.
                        Wielce prawdopodobne, że jest to skutek kradzieży, jakich dokonują zmyślni
                        lokatorzy. Problem w tym, że za ubytki najwięcej płacą ci, którzy są uczciwi i
                        nie chcą korzystać ze złodziejskich "sposobów" na oszukanie wodomierzy.

                        Waldemar Walczuk, prezes "Południa", nie wyklucza, że ubytki są skutkiem
                        kradzieży wody. Z kontroli, jaką przeprowadzono w mieszkaniach lokatorów,
                        wynikało, że aż 15 procent wodomierzy budziło podejrzenia. Na gorącym uczynku
                        przyłapano zaś lokatora, który miał założony na urządzeniu specjalny rodzaj
                        magnesu, który jest w stanie wstrzymać ruch strzałki w wodomierzu. W innych
                        znaleziono mikroskopijne otwory, pozwalające wstrzymać element mierzący
                        przepływ wody za pomocą szpilki.
                        Kto traci najbardziej na złodziejskim procederze? Okazuje się, że
                        nie "Wodociągi Miejskie", które otrzymują należne pieniądze od spółdzielni. Te
                        pokrywają bowiem straty z funduszu eksploatacyjnego spółdzielni. W efekcie za
                        wodę płacą drożej lokatorzy, którzy nie potrafią "podkręcić" wodomierzy. I
                        robią to dwa razy - za sąsiada-złodzieja i płacąc składkę na fundusz w czynszu.

                        Oszukują jak chcą
                        Lokatorzy mają wiele sposobów na "oszukanie" wodomierzy. Najpopularniejsze to:
                        specjalny magnes - zatrzymuje lub spowalnia element mierzący przepływ wody,
                        otworki w korpusie - pomiar zatrzymuje włożona w nie szpilka, mocny cios -
                        zaburza pracę urządzenia.


                        /jp/ echo dnia


                        [ wersja do druku ]


                        Dodaj swój komentarz do artykułu.
                        Uwaga! Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania wypowiedzi zawierające treści
                        powszechnie uznawane za obraźliwe.

                        Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
                        Tutaj wpisz swój komentarz.

                        Nadawca:



                        - Aż 15 procent skontrolowanych przez nas wodomierzy miało jakieś usterki -
                        mówi Waldemar Walczuk, prezes Spółdzielni "Południe".
                        fot. J. Petz




                        Działy: najważniejsze z kraju i ze świata z Radomia z regionu

                        Dodatki: Echo sportowe Mój Dom Nasz Styl Zdrowie Super Relaks Na
                        Luzie

                        Extra: Wielki Plebiscyt Auto Jesieni 2005



                        Sklep Echa Dnia wejdź do sklepu dzisiaj w promocji





                        Redakcja O gazecie Reklama Archiwum ED Forum ED Napisz do nas





                        © Copyright by Echo Media sp. z o.o. 2005. Wszelkie prawa do publikowanych w
                        niniejszym serwisie internetowym materiałów tekstowych jak i zdjęciowych
                        zastrzeżone, a wykorzystywanie ich bez zgody właściciela prawnie zabronione.
                        Stanisław Wróbel - redaktor naczelny, tel. (41) 349-53-53, e-mail.
                        Wdrożenie i obsługa: NET System Kielce. Kontakt Kielce, Kontakt Warszawa.
                        Zauważyłeś błąd, napisz do nas. Polityka prywatności. Co nowego w i-ED?



                      • Gość: golo Re: Marteczka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.05, 09:15
                        Fiona , Fiona . Ludzie kombinuja i kombinować będą. Najważniejsze żeby z tego
                        sobie zdawać sprawę i maksymalnie im rzecz utrudniać . Fakt założenia
                        podzielników we wrześniu, owszem zmieniłby podstawę rozliczeń gdyby nie
                        dokomano tego wszystkim odbiorcom ciepła na południu jednocześnie. Jeżeli
                        zrobiono to w jednym czasie to u wszystkich jednakowo wystąpiło tzw "zimne
                        parowanie", w związku z tym nie miało to wielkiego wpływu na rozliczenie.
                        Natomiast powrót do rozliczeń z epoki Gierka czyli z metra kwadratowego
                        przyniesie jedynie straty w całej Spółdzielni czyli w efekcie wszystkim
                        spółdzielcom. Być może biedę się klepie dobrze razem i być może pani ,którą
                        wymieniłaś z nazwizka, uważa że jest to sprawiedliwe jednak to zdanie tylko
                        tej pani. Swoją drogą , ciekawe jak zakończyła sie sprawa sądowa tej pani jaką
                        miała ze Spółdzielnią o niepłacenie opłat za ciepło.
                    • Gość: lex Re: Marteczka IP: *.udn.pl 24.10.05, 15:53
                      Echo Dnia [najważniejsze, z Radomia] wiadomość z dnia 2005-10-24

                      Płynie woda i pieniądze...

                      Lokator płaci za złodzieja

                      W sieciach wodociągowych radomskich spółdzielni mieszkaniowych... ginie woda.
                      Jest wielce prawdopodobne, że to głównie skutek kradzieży przez zmyślnych
                      lokatorów. Problem w tym, że za ubytki najwięcej płacą ci, którzy są uczciwi i
                      nie chcą korzystać ze złodziejskich "sposobów" na oszukanie wodomierzy.

                      Według danych, jakie posiada Jadwiga Rzepka, członek Rady Nadzorczej
                      Spółdzielni Mieszkaniowej "Południe" w Radomiu, przez rok ginął w tej
                      spółdzielni co trzeci metr sześcienny wody, czyli 138 tysięcy metrów
                      sześciennych wody. Taka jest bowiem różnica pomiędzy tym, co wskazały
                      wodomierze Wodociągów Miejskich zainstalowane na wejściach do spółdzielczej
                      sieci, a sumą odczytów z wodomierzy zainstalowanych w mieszkaniach lokatorów.
                      - Nie wiem gdzie ginie woda, ale może należałoby sprawdzić całą sieć w
                      spółdzielni i zastanowić się, czy nie ma rur, które prowadzą do prywatnych
                      domów w pobliżu osiedli albo na przykład prywatnych myjni samochodowych, jakie
                      są na terenie administrowanym przez spółdzielnię - mówi Jadwiga Rzepka.
                      Waldemar Walczuk, prezes "Południa", prezentuje trochę inne dane na temat
                      ubytków wody. Według niego za poprzedni rok różnica pomiędzy ilością wody
                      zakupioną w Wodociągach Miejskich a wykazaną przez wodomierze w lokalach wynosi
                      nieco ponad 18 procent. Zdaniem prezesa może to być w części skutek chociażby
                      podlewania trawników z nieopomiarowanych kranów znajdujących się w piwnicach
                      niektórych bloków. W grę może wchodzić też niedoskonała praca wodomierzy, które
                      zainstalowano przed 10-11 laty. Prezes Walczuk nie wyklucza jednak, że ubytek
                      jest skutkiem kradzieży wody. Z kontroli, jaką przeprowadzono w mieszkaniach
                      lokatorów wynikało, że aż 15 procent wodomierzy budziło podejrzenia.
                      - Bardzo trudno jest złapać takich "kombinatorów", bo cóż możemy zrobić, jeśli
                      dzwonimy do drzwi, a lokator mówi, że nie otworzy, bo wizyta nie była
                      zapowiadana? - rozkłada ręce prezes Walczuk.
                      W Radomskiej Spółdzielni Mieszkaniowej aż w kilkunastu blokach stwierdzono
                      straty sięgające 40 procent wody.
                      - Byłem na specjalnym szkoleniu i wiem, że skutecznych sposobów oszukiwania
                      wodomierzy jest co najmniej kilkanaście. Spróbowaliśmy ograniczyć zjawisko
                      dokonując odczytów wodomierzy nieregularnie, w różne dni miesiąca i
                      rzeczywiście pomogło - mówi Waldemar Pierzchała, prezes RSM.
                      Kto traci najbardziej na złodziejskim procederze? Okazuje się że nie Wodociągi
                      Miejskie, które otrzymują należne pieniądze od spółdzielni. Te pokrywają bowiem
                      straty z funduszu eksploatacyjnego spółdzielni. W efekcie za wodę płaci ten
                      lokator, który nie potrafi "podkręcić" wodomierza. I robi to dwa razy: za
                      sąsiada złodzieja i płacąc składkę na fundusz w czynszu.

                      /jp/


                      [ wersja do druku ]



                    • Gość: marta Re: Marteczka IP: *.udn.pl 29.10.05, 08:47
                      miasta.gazeta.pl/torun/1,35576,2991804.html
                  • Gość: Kasa Re: do kogo iść ?? IP: *.udn.pl 12.11.05, 14:49
                    Sama się oskarżyła, dostała wyrok




                    Fot. Rafał Mielnik / AG




                    Agnieszka Jukowska 10-11-2005 , ostatnia aktualizacja 09-11-2005 19:12

                    Skrzywdziłam tylu ludzi - powiedziała w środę 31-letnia Iza, gdy sąd skazał ją
                    za kradzież oraz fałszowanie czeków i dokumentów. Dwa lata podrabiała podpisy
                    prezesa i wiceprezesa Invest Cemy, by przywłaszczyć sobie prawie 350 tys. zł.
                    Kara: na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć





                    Izabela przyjęła wyrok bez emocji. Nie potrafiła się cieszyć, że nie pójdzie
                    siedzieć, może dlatego, że nie spała całą noc, a może dlatego, że dręczą ją
                    wyrzuty sumienia.



                    Brała bogatym, dawała biednym

                    By ukryć braki w kasie z wpłat za mieszkania i czynsze, fałszowała dokumenty
                    developera. Przez dwa lata nikt się nie zorientował. A ją sumienie gryzło coraz
                    bardziej. Coś, co miało być jednorazową pożyczką, wymknęło się spod kontroli.
                    Musiała przecież spłacić długi matki, która choć pracowała na pół etatu, to
                    zarobki wolała wylewać za kołnierz. Iza co rusz dowiadywała się, że matka
                    zaciągnęła kolejny dług w Providencie.

                    Ma trójkę rodzeństwa, czuła, że musi się zająć zaniedbanym przez matkę młodszym
                    bratem. No i jeszcze siostra samotnie wychowująca dwójkę dzieci. Ze swojej
                    pensji 500 zł Iza nie potrafiła utrzymać ich wszystkich. Uznała jednak, że to
                    ona musi o nich zadbać.

                    Może to efekt dawnych wydarzeń...



                    Nadodpowiedzialna

                    Gdy miała 19 lat, trafiła na tydzień do aresztu za zabójstwo swojego ojca -
                    nałogowego alkoholika, który od lat terroryzował rodzinę. Wyprowadzał się do
                    kolejnych konkubin, a do domu wracał bić i gwałcić matkę. Kiedyś podczas
                    kolejnej awantury Iza stanęła w obronie matki. Obie związały go kablem, żeby
                    się uspokoił. "Izuniu, wypuść mnie, nic wam nie zrobię" - prosił, a ona uległa.
                    Gdy tylko go rozwiązała, rzucił się na matkę. Iza chwyciła za kabel i udusiła
                    ojca. Sąd uznał, że działała w stanie silnego wzburzenia emocjonalnego,
                    usprawiedliwionego okolicznościami, i zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary -
                    została skazana na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy.

                    Była w tym czasie studentką pierwszego roku historii, starościną, wstawili się
                    za nią wszyscy profesorowie. W świetle prawa wyrok uległ już zatarciu i nie
                    jest karana.

                    Badający ją biegli psychiatrzy stwierdzili, że Iza cierpi na poczucie
                    nadodpowiedzialności, w tym przypadku za losy rodziny. Jest niedojrzała
                    emocjonalnie i nie potrafi kontrolować emocji. Szuka aprobaty otoczenia.



                    Przyznała się

                    Podczas dwóch lat, kiedy fałszowała dokumenty i kradła pieniądze, żyła w takim
                    stresie, że wpadła w depresję. Bezsenność, brak wyjścia z sytuacji sprawiły, że
                    chciała popełnić samobójstwo. Odwiódł ją od tego kolega. Iza poszła do
                    adwokatki, która broniła jej w poprzednim procesie. Opowiedziała wszystko jak
                    na spowiedzi. Za jej radą następnego ranka przyznała się do kradzieży przed
                    prokuratorem. Później poinformowała o wszystkim swoich przełożonych. Szef
                    akurat był na urlopie, z którego jednak szybko wrócił i również złożył
                    doniesienie do prokuratury. Podczas procesu starał się dowieść, że to on
                    pierwszy poinformował organa ścigania o kradzieżach Izy. Zdaniem prokuratury
                    fakt, że oskarżona mogła przez dwa lata dokonywać przestępstw świadczy o tym,
                    że w firmie nie działały jak trzeba organa kontrolne spółki. Zeznający przed
                    sądem pracownicy Ivest Cemy nie zauważyli, by Iza przez ten czas ubierała się
                    lepiej, kupowała coś droższego. Jej pokój był jak zwykle skromnie urządzony.



                    Do więzienia nie pójdzie

                    Na wczorajszej rozprawie Iza rozbiła wrażenie nieobecnej. Może myślała o
                    rodzinie, która nic nie wie o jej problemach z prawem. Ze spokojem wysłuchała
                    mowy prokuratora, który choć zauważył, że sama się oskarżyła, chciał jednak, by
                    trzy lata spędziła w więzieniu, a po wyjściu spłaciła 18 tys. zł.

                    Obrońca wniósł o zawieszenie kary i szansę dla młodej kobiety. Po naradzie sąd
                    postanowił, że Iza nie pójdzie do więzienia, jednak karę dwóch lat zawiesza jej
                    na pięć. Po uprawomocnieniu się wyroku ma trzy lata na spłatę 100 tys. złotych
                    na rzecz Invest Cemy. Przez pięć lat nie może zajmować stanowisk, które niosą
                    za sobą odpowiedzialność za finanse, przez taki sam okres będzie miała dozór
                    kuratora.

                    - Przestępstwo, jakiego się dopuściła, karane jest bardzo surowo, bo od pięciu
                    lat więzienia, jednak w tym wypadku byłaby to kara nieadekwatna - uzasadnił
                    przewodniczący składu sądzącego Jarosław Mazurek. - Sąd uwzględnił sytuację
                    osobistą oskarżonej, to, że przyczyniła się do ujawnienia przestępstwa -
                    wyjaśniał. - Jednak sąd uznał, że oskarżona nie może się powoływać na sytuację
                    rodzinną i uważa, że przestępstwo popełniła z premedytacją. Kara ma na celu nie
                    tylko odstraszyć od popełniania przestępstwa, ale także resocjalizować. Sąd
                    uznał, że nie ma potrzeby, by oskarżona odbywała ją w zakładzie karnym - mówił
                    sędzia Mazurek.

                    To na pewno nie była ostatnia wizyta Izy w sądzie; poszkodowana firma wytoczyła
                    jej procesy cywilne.

                    Izabela obecnie utrzymuje się z korepetycji, marzy o doktoracie. Jednak jeśli
                    złamie warunki zawieszenia kary, trafi do więźnia.

                    • Gość: Kasa Re: do kogo iść ?? IP: *.udn.pl 23.11.05, 10:19
                      Księgowa zostanie w areszcie




                      aw, PAP 22-11-2005 , ostatnia aktualizacja 22-11-2005 20:14

                      Elbląski Sąd Okręgowy utrzymał w mocy decyzję sądu niższej instancji o
                      tymczasowym resztowaniu Władysławy W., byłej głównej księgowej spółdzielni
                      mieszkaniowej Pojezierze.

                      Zażalenie na areszt składał do sądu obrońca Władysławy W. Sąd okręgowy zgodził
                      się z prokuraturą, że na wolności Władysława W. może mataczyć i nakłaniać
                      świadków do składania fałszywych zeznań. Byłej księgowej Pojezierza prokuratura
                      postawiła 14 zarzutów: składanie fałszywych zeznań, fałszowanie spółdzielczych
                      dokumentów, ustawianie spółdzielczych wyborów oraz podstępne wyłudzenie
                      mieszkania i wkładu mieszkaniowego od Barbary Sz. Po tym ostatnim zarzucie
                      Władysławę W. aresztowano.

                      Spóldzielnia mieszkaniowa "Pojezierze" w Olsztynie c.d
          • Gość: Klema Re: Pujanek ma problem IP: *.udn.pl 01.12.05, 12:10
            A gdzie nadzór i odpowiedzialność???.Przecież Pujanek pracuje już dwa lata.To
            co dzieje się z rozliczeniami ciepłza\ to skandal!!!.oIle razy będziecie
            zmieniali zasady rozliczeń.Dlaczego nie chcecie ludziom pokazać obowiązującego
            Regulaminu przed sporządzeniem rozliczeń,dlaczego nie chcecie dać
            indywidualnych rozliczeń za 2003/2004 i dlaczego do zaliczek na ciepło
            dodaliście pieniądze z podziałów geodezyjnych.Czy macie na to zgodę
            lokatorów???.To jest bezprawie,ludzie nic nie wiedzą o zmienionych i nadal
            zmienianych zasach rozliczeń.Najwyższy czas za to odpowiedzieć a nie chwalić
            się,że kilku lokatorów na czymś przyłapano.To ma się nijak do tego co dzieje
            xsię i działo w tej Sp-ni!!!.Gdzie jest Rada Nadzorcza??,niech Puchalski
            wyjaśni skąd ma takie pomysły i dlaczego ciągle zmienia {{wstecz] zasady
            rozliczeń,o czym ludzie nie wiedzą i czy takie zmiany są dla nich korzystne.
            Poprzednie rozliczenie ciepła będzie anulowane
            Lokatorzy oszukiwali

            Fot. M. Skorupa

            RADOM. Chcieli mieć ciepło w mieszkaniach, ale nie chcieli za ciepło płacić –
            kontrole przeprowadzone na Południe potwierdziły, że część lokatorów
            oszukiwała, by mieć niskie rachunki za ogrzewanie.


            Skończyła się właśnie kontrola przeprowadzona w mieszkaniach należących do
            Spółdzielni Mieszkaniowej Południe, w których podzielniki zamontowane na
            kaloryferach wskazywały zerowe zużycie ciepła. A tak było w 322 lokalach.

            - Sprawdziliśmy podzielniki w 282 mieszkaniach. W pozostałych czterdziestu
            nikogo nie zastaliśmy. Mieszkania są albo nie użytkowane, albo ich właściciele
            pracują poza Radomiem – mówi Włodzimierz Pujanek, wiceprezes SM Południe.

            Z kontroli wynika, że plomby przy podzielnikach zamontowanych przy kaloryferach
            aż w trzydziestu mieszkaniach były nieprawidłowo wciśnięte. Mogły więc być
            wcześniej zdejmowane. W trzech przypadkach okazało się, że pojemniki
            zawierające płyn, zostały uszkodzone przez lokatorów. Jeden podzielnik był
            przerobiony po to, by można było go zdejmować, a obudowana kolejnych pięciu
            popękana. Zdarzyło się i tak, że brakowało kapilara z ostatniego roku. Zamiast
            niego włożono pojemnik z płynem z poprzedniego sezonu grzewczego.

            - Oczywiście rozliczenie ciepła dla tych mieszkań zostanie anulowane. Na pewno
            lokatorzy nie będą mieć kilkusetzłotowej nadpłaty. Nowe rozliczenie zostanie
            przygotowane tak, jakby mieszkanie nie było opomiarowane – zapowiada wiceprezes
            Pujanek.

            Żeby oszustwa związane z opłatami za ciepło już się nie powtórzyły, władze
            Południa zdecydowały, że kontrole w mieszkaniach będą teraz częstsze. Zajmą się
            tym pracownicy spółdzielni, którzy systematycznie sprawdzają zużycie wody na
            podstawie wskazań wodomierzy.

            Kontrola potwierdziła również, że wielu lokatorów oszczędza i nie włącza
            kaloryferów, bo ogrzewa dom gazem z kuchenki. W takiej sytuacji podzielniki
            wskazywały minimalne zużycie ciepła.

            BOŻENA SKOMOROWSKA
    • Gość: KLEMENTYNA Re:skasowali wątek!!!!!!!!!! IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 01.11.05, 15:29
      Skasowali drugi wątek o cieple na Południu, to znaczy że ludzie mają rację. Tu
      widocznie można pisać tylko o tym jak to jedna pani i jeden pan umówili się na
      ksiuty. Głupia gazeta ma tyle dobrych tematów do "obrobienia" a przestraszy się
      jakiegoś upadłego krezusa i się kompromituje!
      • Gość: Lex Re:skasowali wątek!!!!!!!!!! IP: *.udn.pl 01.11.05, 21:31
        Masz rację Klementyno.Już chyba wiem czyja to jest robota.!!! Panie dr
        Puchalski - Przewodn. Rady Nadzorczej!!!!.Proszę wszystkim
        spółdzielcom "Południa" przekazać iz dzięki Pańskiej aprobacie Rada dokonała
        zmiany Regulaminu rozlicz. ciepła za miniony sezon z datą wsteczną.Każda zmiana
        Regulaminu w formie projektu winna być przedłożona na gr. członk.,aby
        użytkownicy podzielników wiedzieli na starcie jakie są reguły gry.Sp-nia to nie
        prywatna firma,czy uczelnia radomska.Tu o wszystkim decydują członkowie i
        mieszkańcy .Panie dr Puchalski!!!.Nie będziemy prowadzić korespondencji poprzez
        media!!!.Gdzie jest Stowarzyszenie z jego Prezesem Panią Rzepka!!!.
      • Gość: Fer Re:skasowali wątek!!!!!!!!!! IP: *.udn.pl 07.11.05, 23:44
        aw 07-11-2005 , ostatnia aktualizacja 07-11-2005 20:52

        Prokuratura w Elblągu postawiła czternasty już zarzut Władysławie W., byłej
        głównej księgowej Pojezierza. Tym razem zarzucono jej podstępne odebranie
        mieszkania i wkładu spółdzielczego mieszkance spółdzielni. Dziś sąd w Elblągu
        zadecyduje, czy najbliższe trzy miesiące Władysława W. spędzi w areszcie



        To już czternasty zarzut elbląskiej prokuratury - prowadzącej śledztwo w aferze
        Pojezierza - dla Władysławy W. Tym razem chodzi o głośną, opisywaną w "Gazecie"
        sprawę odebrania mieszkania Barbarze Sz. Spółdzielnia eksmitowała ją w 1998
        roku, gdy była w dziewiątym miesiącu ciąży z siódmym dzieckiem. - Wyrzucono ją,
        mimo że spłaciła całe zadłużenie, jakie miała - mówi Lidia Staroń, szefowa
        Stowarzyszenia Obrony Spółdzielców, które powiadomiło o tym prokuraturę. - Jej
        mieszkanie przejęła dla córki właśnie Władysława W.

        Maria Bąk, rzecznik prasowy elbląskiej prokuratury: - Władysławie W.
        zarzuciliśmy, że mimo uregulowania zaległości czynszowych nie odstąpiła od
        eksmisji, a wykorzystując niewiedzę pokrzywdzonych wyłudziła od nich jeszcze
        pokwitowanie odbioru wkładu budowlanego, choć poszkodowani tych pieniędzy w
        rzeczywistości nie otrzymali.

        Identyczny zarzut w ubiegłym tygodniu prokuratura postawiła aresztowanemu,
        byłemu prezesowi Pojezierza Zenonowi P. Jednak, by nie uprzedzać Władysławy W.,
        rzecznik odmawiała wtedy podania szczegółów zarzutu. - W tej sprawie podejrzani
        działali razem, dlatego musieliśmy milczeć - mówi Maria Bąk.

        Prowadząca sprawę prokurator wysłała wczoraj do elbląskiego sądu wniosek o
        tymczasowe aresztowanie Władysławy W. Motywuje to nie tylko wysoką karą, jaka
        grozi W. za podstępne odebranie rodzinie Sz. mieszkania (powyżej ośmiu lat
        więzienia), ale też tym, że w czasie śledztwa Władysława W. kontaktowała się ze
        świadkami i próbowała wpływać na ich zeznania.



        Wydrukuj Wyślij znajomym Podyskutuj na forum



      • Gość: Fer Re:skasowali wątek!!!!!!!!!! IP: *.udn.pl 08.11.05, 00:12
        miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3003370.html
        • Gość: Fiona Re:skasowali wątek!!!!!!!!!! IP: *.udn.pl 12.11.05, 11:32
          Przeczytaj :Czy zarząd spółdzielni działał na szkodę lokatorów?




          Marek Mamoń 11-11-2005 , ostatnia aktualizacja 11-11-2005 21:49

          Częstochowscy policjanci zwalczający przestępczość gospodarczą sprawdzają, czy
          zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej "Jura" nie "przekroczył uprawnień w zakresie
          gospodarki finansowej". A prokuratura szuka poszkodowanych za pomocą ogłoszenia
          prasowego.

          - Uznaliśmy, że ogłoszenie w "Gazecie", najpoczytniejszym dzienniku w mieście,
          będzie najszybszym sposobem dotarcia do jak najszerszej grupy spółdzielców. Nie
          chcemy bowiem w nieskończoność przedłużać postępowania. Dlatego wyznaczyliśmy
          termin zgłaszania się poszkodowanych do końca listopada - mówi Zbigniew
          Chromik, szef Prokuratury Rejonowej Częstochowa Południe.

          O co konkretnie chodzi w tej sprawie? W marcu 2005 roku dwie osoby złożyły do
          prokuratury tzw. zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
          Podejrzanym był zarząd spółdzielni. Oto Jura przestała płacić ciepłowni, mimo
          że lokatorzy regulowali rachunki za centralne ogrzewanie w spółdzielczej kasie.
          Skutkiem tego miały być zimne kaloryfery w mieszkaniach. Teraz policja - pod
          nadzorem prokuratury - bada, czy zarząd spółdzielni nie przekroczył swych
          uprawnień, podejmując decyzję o niepłaceniu dostawcy ciepła, mimo że miał na to
          pieniądze od lokatorów.

          - Zarząd spółdzielni przestał płacić dwa czy trzy lata temu. Właśnie wtedy
          prezes chciał sprzedać ciepłowni węzeł ciepłowniczy na Wyczerpach. Liczył, że
          wartość węzła będzie na tyle wysoka, iż pokryje zobowiązania spółdzielni za
          centralne ogrzewanie, zaś pieniądze lokatorów, już wpłacone za CO, będzie można
          wykorzystać dla innych celów. Tyle że spółka Fortum, która akurat stała się
          właścicielem ciepłowni miejskiej, nie miała zamiaru kupić spółdzielczego węzła.
          W rezultacie nasze długi wobec niej wraz z odsetkami urosły do prawie miliona
          złotych. Władze spółdzielni nie płaciły za dostawy ciepła, chociaż Fortum
          straszył, że nam je odetnie. Nie wykluczam, że ta groźba mogła być spełniona w
          blokach przy ulicy Palmowej - tłumaczy jeden z byłych członków rady nadzorczej
          Jury. - Ta sprawa stanowiła jedną z głównych przyczyn dymisji w czerwcu 2005 r.
          prezesa spółdzielni Edwarda K.

          Początkowo prokuratura nie stwierdziła, aby kierujący spółdzielnią popełnili
          przestępstwo na szkodę jej członków, dlatego w sierpniu 2005 r. postępowanie
          umorzono. Prokuratura wznowiła je po zażaleniu jednej z osób składających
          doniesienie. Zwłaszcza że do tej pory nie wiadomo, gdzie podziały się
          pieniądze, które lokatorzy zapłacili za centralne ogrzewanie, a które nie
          trafiły do spółki Fortum.

          Dopiero niedawno nowym władzom spółdzielni udało się zawrzeć ugodę z
          ciepłownikami. Długi będą spłacanie w ratach przez parę lat.

          Prokurator wzywa

          Prokuratura Rejonowa Częstochowa Południe wzywa wszystkie osoby, które
          wiedziały o tym, że Jura nie odprowadza do firmy Fortum pieniędzy lokatorów za
          CO, a także osoby, które z tego powodu miały kłopoty z dostawą ciepła do
          mieszkań, aby do 30 listopada zgłosiły się do sekcji ds. zwalczania
          przestępczości gospodarczej Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie, ul.
          Popiełuszki 5.

          Nie tylko kodeks karny

          W lipcu tego roku weszły w życie znowelizowane przepisy prawa spółdzielczego.
          Obecnie (mówi o tym art. 58) każdy członek zarządu lub rady odpowiada wobec
          spółdzielni za szkodę wyrządzoną działaniem lub zaniechaniem sprzecznym z
          prawem lub postanowieniem statutu, zaś za działanie na szkodę spółdzielni grozi
          kara do pięciu lat więzienia oraz grzywna.
          W Radomskiej Sp-ni Miszkaniowej i Sp-ni "Południe" będzie sprawdzana płatność
          do Radpec.Z tego co powszechnie wiadomo,to brane są kredyty na spłatę długów,to
          oznacza że dwa razy płacimy za ciepło.
          • Gość: Toruńczyk Re:skasowali wątek- i tak nie skasują wszystkiego IP: *.torun.mm.pl 12.11.05, 17:35
            Córka miga znakomicie Radosław Rzeszotek, Poniedziałek, 7 Listopada 2005
            Toruński radny Zbigniew Ernest twierdzi, że zarząd Spółdzielni
            Mieszkaniowej „Na Skarpie” chciał wyłudzić od spółdzielców ponad milion
            złotych.Miało do tego dojść podczas operacji wykupu gruntów, na których
            znajdują się nieruchomości spółdzielni. Prezes spółdzielni Wojciech Pronobis
            zapewnia, że radny kłamie i manipuluje faktami.- Władze spółdzielni chciały
            zmusić mieszkańców do wykupienia gruntów pod lokalami użytkowymi - mówi radny
            Zbigniew Ernest. - Nie wiem dlaczego zarząd chce zmusić nas do zapłacenia za
            coś, co nigdy nie będzie nasze. Mieszkańcy osiedla chcą płacić tylko za grunty
            pod swoimi mieszkaniami. Za lokale użytkowe niech zapłacą ich właściciele lub
            osoby, które je zajmują.Radny Zbigniew Ernest regularnie organizuje spotkania z
            członkami spółdzielni. Udało mu się zebrać 700 podpisów pod petycją do zarządu,
            w której mowa o „niezasadnym obciążaniu” mieszkańców spółdzielni i „żądaniach
            przedstawienia nowych wyliczeń” wartości gruntów.- Pan Ernest od dawna
            wprowadza mieszkańców spółdzielni w błąd- mówi Wojciech Pronobis, prezes SM „Na
            Skarpie”. - Nikt nikogo nie chce oszukać. Wykup gruntu pod lokalami użytkowymi
            jak i mieszkaniowymi powinien zostać przeprowadzony równocześnie, ponieważ nie
            ma możliwości wpisania w jednej księdze wieczystej dwóch różnych form
            własności. Rozumiemy jednak wolę mieszkańców i dlatego ostateczne decyzje
            jeszcze nie zapadły. Radny Ernest po raz kolejny oskarża nas o coś, czego nie
            zrobiliśmy.Spór pomiędzy zarządem a częścią spółdzielców dotyczy 1,4 miliona
            złotych. Z wyliczeń Zbigniewa Ernesta wynika, że z tytułu wykupu lokali
            użytkowych średnie obciążenie każdego mieszkania na osiedlu wyniosłoby
            dodatkowo ponad 150 złotych.- Ten przypadek to po prostu próba oszukania
            mieszkańców osiedla - uważa radny Zbigniew Ernest. - Nie wiem, jak sprawy by
            się potoczyły, gdybyśmy biernie się temu przyglądali. Może cena gruntu do
            wykupu zostałaby jeszcze bardziej podbita?W ubiegły czwartek zarząd spółdzielni
            spotkał się z radnym i jego współpracownikami. Padły oskarżenia o zatrudnianie
            przez prezesa i wiceprezesa członków ich rodzin. W administracji spółdzielni
            pracują bowiem córka i zięć wiceprezesa Zagórskiego oraz syn Wojciecha
            Pronobisa.- Tą spółdzielnią rządzi kilka rodzin i grupa kolesi - uważa radny
            Ernest. - Kiedy spytałam czy informacje dotyczące rodzin panów prezesów to
            prawda, usłyszałem, że nie muszę otrzymać odpowiedzi.Wojciech Pronobis te
            zarzuty radnego Ernesta nazywa „podłością”. Dziwi się, że robi się z tego
            sensację, ponieważ nikt tego nie ukrywał. - Zięć wiceprezesa Zagórskiego jest
            inwalidą, porusza się o kulach- mówi Wojciech Pronobis. - A my dla ludzi
            niepełnosprawnych robimy naprawdę wiele, więc dlaczego nie mielibyśmy dać jemu
            szansy? Z kolei córka zna znakomicie język migowy, co ułatwia nam współpracę z
            grupą niemych niepełnosprawnych. Jeśli zaś chodzi o mojego syna, to właśnie
            kończy on studia administracyjne i jest w swojej dziedzinie fachowcem.Wśród
            pracowników spółdzielni krąży pogłoska, że zarząd przystąpi wkrótce do
            kontrataku i skieruje sprawę do sądu bądź prokuratury. Liczby spółdzielni·
            SM „Na Skarpie” została powołana 11.11.1981r. przez 39 delegatów
            reprezentujących mieszkańców 17 budynków zbudowanych przez SM „Rubinkowo”. ·
            W skład spółdzielni wchodzą 132 budynki mieszkalne,w których znajdują
            się 9 043 lokale mieszkalne.
            • Gość: Fiona Re:skasowali wątek- i tak nie skasują wszystkiego IP: *.udn.pl 21.11.05, 08:50
              Przeczytaj :Ustronie chce odszkodowania od miasta za brak lokali socjalnych




              Małgorzata Rusek 20-11-2005 , ostatnia aktualizacja 20-11-2005 16:39

              200 tys. zł odszkodowania zażądała od gminy spółdzielnia mieszkaniowa Ustronie.
              Dlaczego? Spółdzielnia nie może wyeksmitować lokatorów, bo miasto nie ma dla
              nich lokali socjalnych

              To pierwszy taki krok ze strony radomskich spółdzielni mieszkaniowych.
              Wcześniej próbowały one obciążać miasto fakturami za utrzymywanie mieszkań
              lokatorów z wyrokami eksmisyjnymi, ale otrzymywały odpowiedź, że nie ma
              podstawy prawnej do wypłaty.

              Teraz możliwość domagania się odszkodowania od gminy za brak lokali socjalnych
              jest - pojawiła się w tym roku wraz z nowelizacją ustawy o ochronie praw
              lokatorów i mieszkaniowym zasobie gminy. W Polsce pierwsze wyroki korzystne dla
              spółdzielni mieszkaniowych już zapadły.

              - Wysłaliśmy przedsądowe wezwanie do zapłaty. Kwota, której się domagamy, to
              odszkodowanie za pół roku. Jeżeli miasto nie zaproponuje satysfakcjonującego
              nas rozwiązania problemu lokatorów z wyrokami eksmisyjnymi, którzy mają
              orzeczony przydział lokalu socjalnego, będziemy domagać się pieniędzy na drodze
              sądowej - mówi Magdalena Radomska, prezes zarządu Spółdzielni
              Mieszkaniowej "Ustronie", zarazem radna z rządzących Radomiem Radomian Razem.

              Utrzymują ich inni

              Na Ustroniu lokatorów z wyrokami eksmisyjnymi i orzeczonymi lokalami socjalnymi
              jest ponad 220.

              - Od lat zajmują nasze mieszkania, ale nie płacą za nie. W efekcie utrzymują
              ich ci, którzy uczciwie opłacają czynsz - mówi prezes Radomska.

              Nad wystąpieniem do sądu o odszkodowanie zastanawiają się także w spółdzielni
              Budowlani. Tu na przydział lokalu socjalnego czeka ponad 50 lokatorów z nakazem
              eksmisji.

              - Proponowaliśmy gminie, że skoro nie ma lokali socjalnych, to może zgodzi się
              najmować od nas mieszkania dla tych osób. Niestety, propozycja spotkała się z
              odmową. Dostaliśmy co prawda kilka lokali socjalnych, do których będziemy mogli
              wyeksmitować lokatorów, ale to kropla w morzu - mówi Zenon Krawczyk, zastępca
              prezesa zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej "Budowlani".

              Oj, magistrat

              będzie miał problem

              Co na to magistrat? - Będziemy dążyć do zawarcia ugody. Spróbujemy przekonać
              władze Ustronia, aby w zamian za przyznanie lokali odstąpiły od sprawy sądowej -
              mówi Marzena Kędra-Podlipniak, rzecznik prezydenta Radomia. Przyznaje, że
              ewentualne wystąpienia spółdzielni o odszkodowania będą poważnym problemem dla
              gminy.

              Na ile mieszkań socjalnych może liczyć Ustronie? Według rzeczniczki każdej
              spółdzielni, w której są orzeczone eksmisje z obowiązkiem przydzielenia lokalu,
              przypadnie ich po kilka, to znaczy od 3 do 5.

              - Nie jest tajemnicą, że mieszkań socjalnych wciąż w Radomiu jest za mało,
              chociaż w ciągu ostatnich trzech lat, łącznie z tymi, które zostaną oddane do
              użytku w grudniu tego roku, powstało ich w sumie 350. Ale gmina ma własną długą
              listę osób oczekujących na lokale socjalne. W pierwszej kolejności na przydział
              czekają te rodziny, których dotychczasowe mieszkania grożą zawaleniem -
              wyjaśnia.

              - Kilka lokali nas nie satysfakcjonuje i mimo że należę do tego samego
              ugrupowania co władze miasta, przede wszystkim jestem ekonomistką i muszę dbać
              o interes spółdzielni. Takiej ugody nie zawrzemy - odpowiada prezes Radomska.
    • Gość: Klementyna Re: Brawa dla Prokuratury w Częstochowie! IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 12.11.05, 20:06
      Jak widać Prokuratura w Częstochowie wie do czego jest powołana. Miejmy
      nadzieję, że i radomska przestanie się kompromitować i za którymś razem wyjaśni
      sprawę ciepła (i nie tylko) na radomskim Południu. To, że każda skarga
      mieszkańców "Południa" do prokuratury kończy się umorzeniem to pewnie tylko
      przypadek. Tylko, że te przypadki narażają nas na szkody!!! i pora, żeby się
      skończyły!!!
      • Gość: Fiona Re: Brawa dla Prokuratury w Częstochowie! IP: *.udn.pl 14.11.05, 10:16
        klementyno !!! czytaj i działaj.Umorzenia prokuratury w Radomiu nie są nowością
        jeśli chodzi o sp-nie mieszkaniowe w Radomiu.Złóż wniosek do Ministra
        Sprawiedliwości,Prokuratury Krajowej o wyłączenie prokuratury radomskiej z
        postepowan śledczych z Twojego wniosku [i nie tylko], uzasadnij to.Z całego
        kraju od pokrzywdzonych członków sp-ni takie zawiadomienia napływają i
        skutecznie są załatwiane.Wówczas poznasz faktyczną przyczynę działań w
        Radomiu.Z pewnością nie będzie to polemika z prokuratorem śledczym jak zwykle
        wisuje się w treść Postanowienia a Sąd to zaklepuje.Masz gwarancję na to,że
        umorzone postępowania będą wznowione,ale nie prowadzone w Radomiu.To co działo
        się w Radomiu to niczym Sp-nia "Pojezierze" w Olsztynie.Zadaj sobie pytanie?-
        jak można płacić za centralne ogrzew. i ciepło przy ccw raz w czynszu a drugi
        raz w spłacie kredytu zaciągniętego przez Zarząd Sp-ni na spłatę zadłużenia dla
        firmy ciepłowniczej.Gdzie podziały się pieniądze wpłacone tytułem ciepła?.

        Zenon P. posiedzi dłużej w areszcie






        aw 11-11-2005, ostatnia aktualizacja 11-11-2005 19:51

        Do połowy lutego sąd przedłużył areszt byłemu prezesowi Spółdzielni
        Mieszkaniowej "Pojezierze".



        Zenon P. siedzi od maja. Prokuratura w Elblągu, która prowadzi śledztwo w
        sprawie Pojezierza, już trzy razy występowała o przedłużenie mu aresztu.
        Decyzję zawsze motywowała obawą mataczenia i nowymi zarzutami. W ubiegłym
        tygodniu prokurator zarzuciła spółdzielczemu baronowi, że razem z główną
        księgową Pojezierza, Władysławą W., w 1998 r. bezprawnie eksmitował rodzinę
        Barbary Sz., matki sześciorga dzieci. Kobieta, która była w dziewiątym miesiącu
        ciąży z siódmym dzieckiem, została wyrzucona z rodziną na bruk, choć spłaciła
        całe zadłużenie wobec spółdzielni. Ten sam zarzut w minionym tygodniu
        zaprowadził za kratki także Władysławę W.

        Zenona P. nie przywieziono z Elbląga na czwartkowe posiedzenie w sprawie
        przedłużenia aresztu.

        Dotychczas prokuratura zarzuciła Zenonowi P. m.in. krzywoprzysięstwo,
        fałszowanie spółdzielczych dokumentów, zły wybór oferty przetargowej na zakup
        podzielników ciepła (spółdzielnia miała na tym stracić 950 tys. zł),
        sprzedawanie po zaniżonej cenie olsztyńskim notablom mieszkań w bloku przy ul.
        Dworcowej 48 a (na tym spółdzielnia miała stracić kolejne 950 tys. zł.). Na
        poczet przyszłej grzywny, jaka grozi Zenonowi P., prokuratura zabezpieczyła
        jego dom w Dajtkach.

        • Gość: Fiona Re: Brawa dla Prokuratury w Częstochowie! IP: *.udn.pl 14.11.05, 13:50
          RYNEK WARSZAWSKI
          SPÓŁDZIELNIE Pobierane opłaty nie wystarczają na utrzymanie

          Czy nastąpił zmierzch spółdzielni?


          Niektórzy eksperci wieszczą koniec spółdzielczego budownictwa mieszkaniowego.
          Bogatsze spółdzielnie zaczynają się zajmować działalnością czysto deweloperską‚
          widząc w tym ratunek przed całkowitym upadkiem.


          Drastycznie zmniejszyły się rozmiary budownictwa spółdzielczego: z 68 tys.
          mieszkań oddanych w 1989 r. do 10 tys. w 2004 r. Z 3‚6 tys. spółdzielni
          zarządzających budynkami działalność inwestycyjną prowadzi tylko co dziesiąta i
          są to zwykle realizacje pojedynczych budynków.

          Wymuszona własność
          Niektórzy eksperci uważają‚ że gwoździem do trumny spółdzielczości
          mieszkaniowej było masowe przekształcanie lokatorskiego prawa do lokalu w
          spółdzielcze prawo własnościowe i to za cenę niewspółmiernie niższą od
          rzeczywistej wartości mieszkań. Krytykują też ustawę z 20 stycznia 1990 r.‚
          która wprowadzała zmiany w organizacji działalności spółdzielni mieszkaniowych.
          Ich zdaniem pozbawiła ona spółdzielnie możliwości przedstawiania swojego
          stanowiska podczas podejmowania decyzji państwowych, dotyczących budowy
          mieszkań.

          Podczas ostatniej konferencji mieszkaniowej w Spale Ryszard Jajszczyk‚ dyrektor
          Związku Rewizyjnego Spółdzielczości Mieszkaniowej RP‚ stwierdził‚ że kolejne
          ustawy pogłębiają destabilizację tego sektora budownictwa mieszkaniowego. Jego
          zdaniem trwa wymuszanie przekształceń majątkowych poprzez dążenie do
          wyodrębniania własności lokali mimo znikomego zainteresowania członków
          spółdzielni. - Niepotrzebnie też dano możliwość wymuszania podziału spółdzielni
          nawet przez niewielką grupę członków. Nieporozumieniem jest także poddanie
          spółdzielni mieszkaniowych nadzorowi Ministerstwa Infrastruktury - twierdzi
          Jajszczyk.

          Za mało pieniędzy
          Poważnym źródłem kłopotów spółdzielni mieszkaniowych jest różnica pomiędzy
          prawdziwymi kosztami utrzymania mieszkań a rzeczywistym poziomem wnoszonych
          przez lokatorów opłat.

          Eksperci obliczają‚ że przy obecnych cenach usług mieszkaniowych koszt
          utrzymania lokalu wynosi ok. 200 zł/mkw. rocznie‚ a więc 16‚50 zł/mkw.
          miesięcznie. W mieszkaniu 60 mkw. opłata miesięczna powinna więc wynosić ok.
          tysiąca złotych.

          Tymczasem rzeczywisty poziom wnoszonych opłat jest co najmniej o 40 proc.
          niższy‚ co powoduje‚ że zarządcy budynków spółdzielczych mają wciąż za mało
          pieniędzy na ich utrzymanie. W efekcie zasoby mieszkaniowe ulegają postępującej
          dekapitalizacji. Jednocześnie wzrosły ceny energii i usług komunalnych. W 1989
          r. pochłaniały one 40 proc. opłaty mieszkaniowej‚ w ubiegłym roku już 70 proc.
          W świadomości lokatorów utrwala się więc przekonanie, że wzrostowi ich obciążeń
          wydatkami mieszkaniowymi nie towarzyszy poprawa jakości utrzymania budynków i
          mieszkań. Efektem jest często negatywne nastawienie mieszkańców do władz
          spółdzielni zarządzających ich budynkami.

          EWA ZYCHOWICZ

          --------------------------------------------------------------------------------
          • Gość: Fiona Re: Brawa dla Prokuratury w Częstochowie! IP: *.udn.pl 18.11.05, 09:22
            Przeczytaj :




            Kampania dozwolona

            Opozycja na osiedlu Ustronie odniosła sukces w sądzie

            Sukces stowarzyszenia Nasze Osiedle – sąd uznał wczoraj, że wygrane przez jego
            przedstawicieli wybory do władz spółdzielni Ustronie w jednostce B odbyły się
            zgodnie z prawem.


            Kiedy sędzia Danuta Bojarska skończyła uzasadniać swoją decyzję, na sali
            rozległy się oklaski. Na takie postanowienie czekali członkowie i sympatycy
            Naszego Osiedla, którzy konsekwentnie stawiali się na każdej rozprawie.
            Wierzyli, że sąd odrzuci skargi na nieprawidłowości w czasie majowych wyborów
            do rady nadzorczej, złożone przez lokatorów z trzech jednostek największej
            radomskiej spółdzielni mieszkaniowej.


            To był terror

            Skarżący protestowali przeciwko metodom stowarzyszenia, które obsadziło 12 z 17
            miejsc w nowej radzie nadzorczej. Jego działacze nie ukrywali, że dążą do
            zmiany władz spółdzielni. Wspomagał ich poseł PiS Marek Suski.

            – Zebrania przebiegały w atmosferze terroru psychicznego – twierdził wczoraj
            Andrzej Pawlikowski, skarżący się na przebieg głosowań w jednostce B.

            Nie potrafił jednak udowodnić, że agitacja członków Naszego Osiedla wpłynęła na
            przebieg wyborów. – Żaden przepis prawa spółdzielczego nie zabrania prowadzenia
            kampanii wyborczej. Trzeba też pozytywnie ocenić, że członkowie spółdzielni
            przejmują inicjatywę i tworzą stowarzyszenia, które mają bronić ich praw –
            przekonywała sędzia Danuta Bojarska.

            Dlatego powództwo dotyczące jednostki B zostało oddalone. Bardziej
            skomplikowana sytuacja jest w dwóch pozostałych jednostkach, gdzie także
            zakwestionowano sposób przeprowadzenia wyborów.


            Już nas nic nie zatrzyma

            W jednostce A skarżący poprosili o przesłuchanie kolejnych świadków, którzy
            mogliby potwierdzić, że zostali zmanipulowani przez członków stowarzyszenia.
            Natomiast w jednostce M na kartach do głosowania znalazło się nazwisko
            kandydata, który chwilę wcześniej zrezygnował. Mogło to wpłynąć na wynik
            wyborów.

            – To gra na czas, żeby przedłużyć postępowanie. Ale zmian w spółdzielni nic już
            nie zatrzyma – mówi Karol Sońta, pełnomocnik Naszego Osiedla. Sprawa głosowań
            na Ustroniu powinna zakończyć się w połowie grudnia. Wtedy odbędzie się kolejna
            rozprawa.

            Data: 2005-11-18

            RAFAŁ NATORSKI
            • Gość: lolo Re: Brawa dla Prokuratury w Częstochowie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.05, 11:12
              Już dość tej propagandy i szczucia ludzi , kto za tym wszystkim
              stoi czyżby następna ekipa na stołki.Wybory już były teraz do
              samorządu, kto się teraz wybije na biednej spółdzielni.
              • Gość: Lex Re: brak braw dla prokuratury w Radomiu IP: *.udn.pl 26.11.05, 14:25
                Śledztwo w sprawie Dostępnego Domu




                Joanna Wojciechowska 25-11-2005 , ostatnia aktualizacja 25-11-2005 20:31

                Po publikacji w "Gazecie" prokuratura dokładnie sprawdzi, co działo się w
                spółdzielni mieszkaniowej Dostępny Dom - dlaczego kilkadziesiąt osób nie
                dostało mieszkań, mimo że wpłaciło pieniądze

                W tekście "(Nie)Dostępny Dom" napisaliśmy, że w latach 2000-2001 aż 52 rodziny
                utopiły w tej spółdzielni w sumie ponad 1,7 mln zł. Wpłacały wkłady
                mieszkaniowe, a własnego M nigdy nie zobaczyły. Do dziś nikt z poszkodowanych
                nie odzyskał ani grosza, bo kasa spółdzielni jest pusta.

                Choć ludzie informowali prokuratorów, co dzieje się w spółdzielni, nic z tego
                nie wynikało. Np. po zgłoszeniu Joanny T., której córka straciła w Dostępnym
                Domu 35 tys. zł, Prokuratura Olsztyn-Południe nie podjęła śledztwa. Tłumaczyła,
                że do przestępstwa nie doszło, tylko spółdzielnia przeinwestowała.

                Także poprzednia prezes Dostępnego Domu zawiadomiła śledczych, że zarząd,
                któremu przewodził jej poprzednik Tadeusz D., "wyrządził szkodę majątkową
                członkom spółdzielni" - mimo to Prokuratura Olsztyn-Północ umorzyła śledztwo.

                - Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że pokrzywdzonych jest tak wielu -
                tłumaczył nam wczoraj prokurator Mieczysław Orzechowski, rzecznik olsztyńskiej
                prokuratury okręgowej. - Z perspektywy pojedynczych spraw to, co się stało w
                Dostępnym Domu, wyglądało zupełnie inaczej niż sprawa opisana przez "Gazetę"-
                przyznał prokurator.

                Wczoraj prokuratura okręgowa ściągała akta wszystkich spraw związanych z
                Dostępnym Domem. Prokurator Orzechowski zapowiedział, że po niedzieli na nowo
                zostaną zbadane. Śledczy będą starali się dotrzeć do wszystkich ludzi, którzy
                stracili pieniądze w spółdzielni. - Nie da się ukryć, że szykuje się w mieście
                kolejna spółdzielcza afera, w której jest wielu poszkodowanych - przyznaje
                prokurator Orzechowski.

                Joanna T., która od trzech lat walczy z Dostępnym Domem o pieniądze córki: -
                Cieszę się, że prokuratura wreszcie zajmie się wyrządzoną nam krzywdą. Mam też
                nadzieję, że uda się też odzyskać nasze wkłady mieszkaniowe.

                Przypomnijmy, że poszkodowani wpłacali pieniądze Dostępnemu Domowi na
                spółdzielcze mieszkania lokatorskie. Metr miał kosztować 1,2- 1,3 tys. zł. W
                trakcie budowy okazało się, że spółdzielnia ma kłopoty finansowe i zarząd kazał
                ludziom dopłacać kolejne sumy. Wtedy część z nich zażądała zwrotu wpłaconych
                już pieniędzy. Nikt do dziś nie dostał ani grosza.


                Ps. A przecież Staszałek chciał budować mieszkania socjalne,czy dobrze
                rozliczyłby koszty budowy i kto spłacałby kraedyt.Najlepiej zapytać Pujanka jak
                się rozlicza inwestycje,koszty ciepła.Prokuratury radomskiej nie pytajcie,bo
                ich to nie interesuje.Ale za to inna prokuratura tym się zajmie!!!
    • Gość: Lex Re: W "SM" Południe mają "problem" IP: *.udn.pl 29.11.05, 08:12
      Nie będziecie mieć problemu,no i zwrócone pieniądze z podziałów
      geodezyjnych.Przeczytaj:
      Opłaty za ciepło - dlaczego zamiast rozliczać się osobno, ludzie chcą to znowu
      robić razem




      Fot. Jacek Łagowski / AG




      Małgorzata Zubik 28-11-2005 , ostatnia aktualizacja 28-11-2005 22:33

      Choć mieszkańcy bloków na Przyczółku Grochowskim zainwestowali w urządzenia do
      pomiaru ciepła, nie będą już z nich korzystać. Uznali, że sprawiedliwiej jest,
      kiedy wszyscy płacą za ciepło po równo. I wrócili do starego sposobu rozliczeń

      Spółdzielnia Mieszkaniowa Przyczółek Grochowski to 22 bloki z wielkiej płyty.
      Połowa z zamontowanymi na kaloryferach podzielnikami ciepła. Dzięki nim
      fachowcy mogli ustalić, czy kaloryfery grzały mocno, czy słabo. Wtedy naliczali
      lokatorom odpowiednią opłatę. Wielu mieszkańców przywykło więc do oszczędzania.
      Tak jak pan Kazimierz, który zimą przykręca grzejniki, żeby w mieszkaniu mieć
      nie więcej niż 21 stopni Celsjusza. - Dzięki podzielnikom miałem ok. 500 zł
      oszczędności, a teraz to się skończy - martwi się.

      Wszyscy będą bowiem płacić jak za dawnych czasów, czyli po równo za każdy metr
      mieszkania. Niezależnie od tego, czy w mieszkaniach będą mieli 27, czy 20
      stopni Celsjusza. Dlaczego?

      - Taka jest decyzja walnego zgromadzenia mieszkańców, czyli najważniejszego
      ciała w spółdzielni - zastrzega jej prezes Grażyna Wiśniewska. A wiceprezes
      Marek Wilczyński, który odpowiada za sprawy techniczne, dodaje, że zamontowanie
      podzielników i tak było falstartem: - Budynki są ocieplone tylko w połowie.

      Sławomir Kowerski z międzynarodowej firmy ISTA, która zajmuje się m.in.
      obliczaniem zużycia ciepła, nie ma wątpliwości: - Takie tłumaczenie jest bez
      sensu. Tu działa czynnik psychologiczny. Jeśli lokatorzy są rozliczani
      indywidualnie, zaczynają oszczędzać.

      Wiceprezes Wilczyński zapewnia, że spółdzielnia wróci do tego za dwa-trzy lata,
      choć dzisiaj robi krok w tył. Wtedy wszystkie budynki będą porządnie ocieplone,
      a w mieszkaniach pojawią się nowe podzielniki, elektroniczne.

      Bo te, które są, łatwo oszukać. Ponieważ ich wskazania zależą od tego, jak dużo
      cieczy z nich wyparuje, mieszkańcy wkładali podzielniki do zamrażalnika,
      owijali je folią albo przykrywali wilgotną szmatką. - To jednak metody
      nieskuteczne, a nawet zwiększające odczyt - mówi Marek Wilczyński. - Największy
      problem polegał jednak na tym, że często więcej cieczy parowało z podzielników
      latem niż zimą, kiedy grzały kaloryfery. I ktoś, kto mało grzał, płacił dużo,
      bo latem w mieszkaniu panował upał.

      Dlatego część mieszkańców Przyczółka Grochowskiego wciąż pukała do drzwi
      zarządu spółdzielni. Zebrała się silna grupa, która uważała, że choć grzeje
      mało, słono za to płaci. Mieszkańcy wytykali przypadki skąpych lokatorów,
      którzy przez cienkie ściany w bloku korzystali z ciepła rozgrzanych mieszkań
      sąsiadów.

      Skończyło się przeforsowaniem uchwały wracającej do metody naliczania opłat po
      równo za każdy metr kwadratowy mieszkania.

      Stołeczne Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej nie ingeruje, w jaki sposób
      lokatorzy rozliczają się ze swoją administracją. Rachunek wystawia na podstawie
      odczytu z głównych liczników. - Ale szkolimy spółdzielnie i wspólnoty
      mieszkaniowe, namawiamy do ocieplania budynków, wymiany instalacji i oczywiście
      do tego, by mierzyć ciepło w mieszkaniach. Przypominamy, jak oszczędzać -
      zapewnia Sławomir Mazurek, rzecznik SPEC.

      Spółdzielnia, która zrezygnowała z podzielników, też namawia do oszczędzania.
      Na osiedlu wiszą apele, a w nich czytamy, by przykręcać zawory kaloryferów w
      trakcie wietrzenia mieszkań. Czy to podziała?

      Sławomir Kowerski: - Znam takie sytuacje: zbiera się grupa, która używa dużo
      ciepła, bo lubi. Namawia pozostałych, by podpisali się za powrotem do
      naliczania opłat po staremu. Zawsze kończą się tak, że zużycie ciepła w budynku
      wzrasta. A za to zapłacą przecież wszyscy mieszkańcy. Po równo.

      • Gość: Lex Re: W "SM" Południe mają "problem" IP: *.udn.pl 29.11.05, 08:23
        Kraków
        Spółdzielnia: Podaj nam PESEL, będziesz w rejestrze dłużników



        ZOBACZ TAKŻE


        • Opinia Małgorzaty Kałużyńskiej-Jasak, rzecznik Generalnego Inspektoratu
        Ochrony Danych Osobowych (28-11-05, 22:20)







        Małgorzata Skowrońska 28-11-2005 , ostatnia aktualizacja 28-11-2005 22:20

        Spółdzielnia Mieszkaniowa "Podgórze" zażądała od członków ujawnienia numerów
        PESEL, które zamierza wykorzystać przy wpisie właścicieli mieszkań do Krajowego
        Rejestru Dłużników. Spółdzielcy są oburzeni.

        Dostaliśmy pismo, w którym poinformowano nas, że musimy podać nasze PESEL-e, bo
        spółdzielnia uzupełnia dane osobowe. Czy to zgodne z prawem? - pytają
        mieszkańcy Woli Duchackiej, którzy przyszli do "Gazety". - Nikt nam nie
        zagwarantuje, że ze spółdzielni nie wyciekną, a ktoś, mając nasze nazwiska,
        adresy i PESEL-e, nie zaciągnie np. kredytu - mówią.

        Zbigniew Małek, prezes spółdzielni, twierdzi, że żądanie numerów PESEL nie
        narusza prawa, bo taki jest zapis w statucie. - Zmienialiśmy go w 2003 r. i
        wtedy dodaliśmy, że te numery będą wpisywane w deklaracji członkowskiej. Nowi
        członkowie wpisują je bez problemów. Nie rozumiem, czemu teraz obudzili się
        pozostali. Chodzi przecież o ujednolicenie bazy danych - zapewnia.

        Pytany jednak o to, jak spółdzielnia chce wykorzystać numery, przyznaje, że
        PESEL-e przydadzą się przy wpisie do rejestru dłużników. - PESEL jest konieczny
        przy wpisie do rejestru. To nasz bat na tych, którzy zalegają z opłatami -
        wyjaśnia. Dodaje też, że na 5,5 tys. członków długi ma ok. 4 proc. - Może
        strach przed rejestrem zmobilizuje ludzi do regularnego płacenia? - zastanawia
        się.

        Zdziwiony pomysłem jest Jerzy Jankowski z Krajowej Rady Spółdzielczej: -
        Pierwszy raz słyszę, że takie dane potrzebne są spółdzielni. To zastraszanie z
        elementami upokorzenia. Spółdzielnia może co prawda wpisywać dłużników do
        krajowego rejestru, ale nie sądzę, by ta metoda była dobrym remedium na
        zalegających z czynszem - mówi. Jego zdaniem, jeśli zapis o podawaniu numerów
        PESEL znajduje się w statucie, spółdzielnia jednak nie naruszyła prawa.

        A co w sytuacji, gdy członkowie spółdzielni odmówią podania numerów PESEL?
        Zbigniew Małek odpowiada, że zmusić nikogo nie mogą. - Nie możemy wyciągać
        żadnych sankcji wobec tych, którzy nie ujawnią numeru. Członkowie powinni sami
        wiedzieć, że podanie PESEL-u będzie dla nich korzystne, bo wtedy możemy podjąć
        działania wobec tych, którzy nie płacą - twierdzi. Dodaje jednak, że "błędem
        był brak podania podstawy prawnej, która zobowiązuje członków do ujawnienia
        numerów i informacji, dlaczego te dane są zbierane".

        Co zrobią mieszkańcy Woli Duchackiej? - Teraz przynajmniej wiemy, dlaczego
        spółdzielnia potrzebuje tych danych. To, że utajnili swoje zamiary, nie
        świadczy o zarządzie najlepiej - mówią.

        PS. A może podać pesele to zaciągną kredyty??.
        • Gość: Lex Re: Spółdzielnie mają problem IP: *.udn.pl 29.11.05, 08:44
          Zwiększona opłata normatywna położy wiele rodzin :
          Prawo co dnia
          KREDYT MIESZKANIOWY W 2006 roku

          Miesięczne spłaty


          Wysokość normatywu miesięcznych spłat kredytu mieszkaniowego w 2006 roku
          wyniesie 2,70 zł za metr kwadratowy powierzchni użytkowej lokalu.


          To treść obwieszczenia ministra transportu i budownictwa z 15 listopada tego
          roku opublikowanego w M. P. nr 75, pod poz. 1052.

          Jest ono wydane na podstawie art. 7 ust. 2a ustawy z 30 listopada 1995 r. o
          pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych, udzielaniu premii
          gwarancyjnych oraz refundacji bankom wypłaconych premii gwarancyjnych (Dz. U. z
          2003 r. nr 119, poz. 1115 ze zm.).

          k.c.
          • Gość: Lex Re: Spółdzielnie mają problem IP: *.udn.pl 01.12.05, 11:35
            Rozliczanie za aferę

            Zmiany w zwoleńskiej spółdzielni

            Od dzisiaj zwoleńską Spółdzielnią Mieszkaniową kieruje nowy zarząd. Poprzedni
            został odwołany pod zarzutem braku właściwego nadzoru nad finansami. Wiadomo
            już, że z kasy spółdzielni zginęło ponad 120 tysięcy złotych.

            Obecne decyzje personalne to pokłosie wykrytej we wrześniu tego roku afery
            finansowej w spółdzielni. Okazało się wtedy, że wielu lokatorów pomimo
            wpłacania czynszów ma w "papierach" zaległości finansowe. Sięgały one czasami
            nawet kilku tysięcy złotych. Policja zatrzymała księgową - kasjerkę, która
            przyjmowała wpłaty. Kobieta została aresztowana. Zarzuty mówią na razie o
            zaginięciu ponad 120 tysięcy złotych, ale prawdopodobnie kwota ta będzie
            jeszcze wyższa. Prokuratura nie wyklucza też stawiania zarzutów innym osobom
            odpowiedzialnym za nadzór nad finansami. Takie zarzuty pojawiły się już
            natomiast w uzasadnieniu decyzji rady nadzorczej, która przed kilkunastoma
            dniami postanowiła odwołać zarząd 30 listopada. Prezesowi, który od tego czasu
            przebywa na zwolnieniu lekarskim wysłano trzymiesięczne wypowiedzenie umowy o
            pracę. We wtorek rada nadzorcza wybrała nowy, trzyosobowy zarząd. W jego skład
            weszli Tomasz Zawadzak, jako prezes oraz dwaj społeczni członkowie - Danuta
            Macewicz oraz Bogdan Kaczyński.
            - Prezes sam dobierze sobie współpracowników i będzie podejmował decyzje
            personalne. Jego zadaniem jest teraz przede wszystkim uporządkowanie panującego
            w spółdzielni bałaganu - powiedział nam Aleksander Pieczyński, przewodniczący
            Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej w Zwoleniu.
            W spółdzielni trwa kontrola prowadzona przez biegłych ze Związku Rewizyjnego
            Spółdzielni Mieszkaniowych. - Mieszkańcy jeszcze będą wzywani celem
            konfrontowania dokonanych wpłat z zapisami księgowymi - dodał nasz rozmówca.
            Zwoleńska prokuratura nie jest w stanie podać terminu zakończenia śledztwa.
            Potrwa ono zapewne jeszcze kilka miesięcy, bo do przesłuchania jest kilkaset
            osób i trzeba przeanalizować tysiące stron dokumentów.


            PS. Co z nadzorem w Spni Południe za zabór kasy!!!.Dlaczego Prokuratura nie
            chciała badać odpowiedzialności za nadzór ?. Do tego,wrócimy!!!.
    • Gość: lin Re: W "SM" Południe mają "problem" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.05, 22:39
      O spółdzielni mieszkaniowej w Zwoleniu:
      www.echo-dnia.com.pl/?news=25582&mutacja=5&dzial=1;4
    • Gość: lin Re: W "SM" Południe mają "problem" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.05, 14:29
      www.slowo.com.pl/radom/?id=3611
      • Gość: Lex Re: W "SM" Południe mają "problem" IP: *.udn.pl 03.12.05, 21:08
        eczpospolita 03.XII.2005r
        Prawo co dnia
        MIESZKANIA Lokatorskie i własnościowe muszą być przygotowane do wykupu

        Niewykonalny obowiązek spółdzielni


        Jeszcze kilka miesięcy spółdzielnie mieszkaniowe mają na przygotowanie
        przenoszenia własności lokali na swoich członków. Większość o tym nie wie albo
        nie może tego zrobić


        Nieuregulowany stan prawny gruntów to bolączka spółdzielni mieszkaniowych w
        dużych miastach. Tam długo jeszcze spółdzielcy nie wykupią mieszkania na
        własność. Na zdjęciu domy spółdzielni „Energetyka”
        (c) PIOTR GĘSICKI
        Członkowie spółdzielni mający mieszkania lokatorskie lub własnościowe mogą
        wykupić je na własność (z wyjątkiem lokatorskich budowanych ze środków z
        Krajowego Funduszu Mieszkaniowego). W tym celu składa się do spółdzielni
        wniosek o wykup. Jeśli jest to pierwszy taki wniosek w danej nieruchomości, to
        od dnia złożenia biegnie dwuletni termin, w którym spółdzielnia musi
        przygotować się do przeniesienia własności lokali.

        Mówi o tym art. 42 ust. 1 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Za kilka
        miesięcy zmieni się jednak jego treść. Trybunał Konstytucyjny zakwestionował
        bowiem konstytucyjność części ustępu 1 tego artykułu. Określa ona początek
        biegu terminu (chodzi o datę złożenia pierwszego wniosku). Utratę ważności
        wspomnianej części przepisu TK odroczył o rok, czyli do 28 kwietnia 2006 r.

        Za kilka miesięcy
        W tym dniu pojawi się w prawie luka, która przysporzy spółdzielniom i jej
        członkom wielu problemów.

        - Przepis nie określi już początku biegu terminu, ale zobowiąże spółdzielnie
        mieszkaniowe do przygotowania przenoszenia lokali na własność spółdzielców -
        uważa Ryszard Jajszczyk, dyrektor biura Związku Rewizyjnego Spółdzielni
        Mieszkaniowych RP.

        Powstaje więc pytanie, od kiedy należy liczyć dwuletni termin. - Brak wyraźnego
        określenia oznacza jedno: liczy się go - mówi Jajszczyk - od wejścia w życie
        ustawy, czyli od 24 kwietnia 2001 r. Dwa lata dawno więc już minęły.

        W kwietniu 2006 r. wszystkie spółdzielnie mieszkaniowe muszą więc być gotowe do
        wykupu mieszkań na własność. Oznacza to konieczność uporządkowania stanu
        prawnego swoich nieruchomości, przygotowania podziałów geodezyjnych działek
        oraz podjęcia uchwały z wykazem lokali przeznaczonych do wykupu na własność.

        Podjęcie tych czynności - wyjaśnia Jajszczyk - wiąże się z olbrzymim wysiłkiem
        organizacyjnym oraz kosztami. Mają one sens, gdy w spółdzielni są chętni do
        wykupu mieszkań. Często jednak ich nie ma.

        Tak jest np. w Spółdzielni Mieszkaniowej "Energetyka" w Warszawie
        oraz "Zacisze" w Małkini. - Mieliśmy chętnych do wykupu mieszkań na własność w
        dwóch budynkach. Podjęliśmy więc stosowne kroki i mieszkania dawno już zostały
        wykupione - mówi Ewa Janik, prezes "Zacisza". W "Energetyce" zaś na 20 tys.
        lokali wykupiło mieszkania tylko 100 osób.

        O jakie chodzi porządki
        Wiele spółdzielni nie zdaje sobie sprawy, co je czeka. Większość nie zdąży
        uporządkować swojej sytuacji prawnej. - Osiedla Stegny Północne oraz
        Idzikowskiego zostaływybudowane na gruntach, do których spółdzielnia nie ma
        tytułu prawnego - mówi Sylwester Mirecki, zastępca prezesa ds. ekonomicznych
        w "Energetyce". - Do kwietnia przyszłego roku na pewno nie uda się nam ich
        wykupić.

        Te kłopoty spółdzielni to spadek po PRL. Budując swoje osiedla, nie
        przywiązywały wagi do porządkowania na bieżąco stanu prawnego gruntów.

        Nadrobienie tych zaległości to nie wszystko. Trzeba dokonać podziałów
        geodezyjnych działek. Spółdzielnie, które zdążą do końca roku, otrzymają
        refundację kosztów z budżetu państwa. Szans na nią nie mają więc te, które nie
        uregulowały spraw własności gruntów.

        - Wiele budynków spółdzielczych - twierdzi Ewa Janik - nie ma też dokumentacji
        technicznej, np. rzutów kondygnacji z zaznaczonymi lokalami.

        Ponadto dla każdego lokalu spółdzielnie muszą uzyskać ze starostwa
        zaświadczenie o jego samodzielności. W dużych, takich jak "Energetyka",
        potrzebnych będzie ich kilkadziesiąt tysięcy.

        Potrzebna nowelizacja
        Trybunał odroczył utratę ważności przepisu o rok, bo chciał dać czas
        ustawodawcy na zmianę przepisu. Jego wyrok zapadł, kiedy kończyła się IV
        kadencja Sejmu, a potem były wybory prezydenckie i parlamentarne.

        Z tego powodu prac legislacyjnych nad zmianą przepisu nie podjęto przez wiele
        miesięcy. Na razie Ministerstwo Transportu i Budownictwa pracuje nad
        założeniami nowelizacji ustawy. Ma ona objąć także art. 42.

        RENATA KRUPA-DĄBROWSKA

        --------------------------------------------------------------------------------

        Nie zawsze opóźnienia są celowe
        Wielu władzom spółdzielni mieszkaniowych członkowie zarzucają celowe
        utrudnianie wykupywania mieszkań na własność. Nie chcą bowiem tracić własności
        lokali. Zwlekają więc z przygotowaniami. Pogląd ten podziela m.in. Trybunał
        Konstytucyjny. Można to przeczytać w uzasadnieniu wyroku z 20 kwietnia. Czas
        najwyższy jego zdaniem zmobilizować spółdzielnie do podjęcia stosownych kroków.
        Nie wszystkie jednak są opieszałe celowo. Spółdzielnie mają często poważne
        kłopoty z uregulowaniem swojej sytuacji prawnej. Karanie ich byłoby
        niesprawiedliwe. Zwłaszcza że tak naprawdę ukarani zostaną spółdzielcy, dla
        których wydatki związane z przygotowaniami przekształceń mogą być nie do
        udźwignięcia.

        ret



        Drukuj artykuł
        Wyślij artykuł

Pełna wersja