Gość: Gerwazy Radomski
IP: *.internet.radom.pl
25.11.05, 01:29
Miałem sen, jak jaki Martin Luther King... Obym nie skończył jak on...
Śnił mi się Radom... Piękny był!!!
Przyleciałem na "Lotnisko im. Mądrego Wyborcy". Wygodny bus zawiózł mnie od
razu na prześliczną odrestaurowaną starówkę, jakiej nie mają inne miasta -
niską, fantazyjną, a przez to oryginalną i niepowtarzalną... Tłumy
uśmiechniętych i bezpiecznych ludzi przechadzały się do późnej nocy,
tańczyli, oglądali uliczne wystawy, przysiadali w kafejkach, czynnych do rana
(Kraków się nie umywa!). Ach - westchnąłem - jak tu pięknie! Przewieźli mnie
do nowiutkiego muzeum, gdzie za odźwiernego robił jakiś Wajda (dałem mu 2
złote, bo uprzejmy był), gdzie oglądałem dzieła wielkich współczesnych
mistrzów... Tak się zgrzałem z tych wrażeń, że zapragnąłem ochłody. Nic
trudnego - powiedzieli mi na ulicy szczęśliwi ludzie i skierowali do
fantastycznego aquaparku. Ale sie schłodziłem! A jak poszalałem w rurze i
bąblach! Jak dziecko! "Tylko w Radomiu tak można" - pomyśłałem smutno.
Wybrałem się do teatru, a tam na widowni byli ludzie!!! Nawet więcej niż
trzech! Bo ostatnio podobno jakiś konkurs tu był i mają fajnego dyrektora, co
dba o widzów, nie o siebie - znów zazdrościłem. W czarownym City przy
ulicy... nie pamiętam, ale jakiegoś starego króla, blisko teatru, było
centrum biznesowo - rozrywkowe. Poza nieczynnymi (bo późno), acz okazałymi
biurowcami, knajpy, multikina, pipszoły itd. - no żyć, nie umierać! Do lokalu
nocnego z panienkami przy rurkach wpuszczali mnie bramkarze, trochę jak Flip
i Flap. Byli to jacyś: Marcinkowski i Banasiewicz, których wyborcy skazali za
4 zmarnowane lata na naukę od podstaw. Na bramkarzy sie nadawali -
Marcinkowski zawodowo udawał fachowca, a Banasiewicz zawodowo drenował
kieszenie. Wlazłem i oniemiałem! Na rurze zasuwały Angelina Jolie i Sandra
Bullock, w drugiej sali, dla nastawionych patriotycznie, oplatały Anna Mucha
i Joanna Brodzik. Total!!!
Gdyby nie ten denny budzik bez wyobraźni, to właśnie miałem odbyć z Angeliną
cokolwiek... ech...
Prosze o łagodny wymiar kary.
Na swoje usprawiedliwienie podaję, że dziś wypiłem jedno piwo więcej niż
zwykle, ale nic nie wąchałem. Amen.