mea
10.02.06, 10:34
Moja siostra spieszyla sie dzis na autobus, chciala wiec kupic bilet u
kierowcy. Ten powiedzial jej, ze biletow nie posiada. Siostra myslala
blednie, ze w momencie nieposiadania biletu przez kierowce, moze kontynuowac
jazde. I przyszedl czas kontroli. Kierowca autobusu powiedzial teraz, ze
bilety a i owszem, sa, a siostra (jechala z kolezanka) wyszla na zwykla
oszustke i nalozona na nia zostala kara. Kontroler wyprowadzil dziewczynki z
autobusu ( zgodnie z prawem? ) na najblizszym przystanku autobusowym i zlozyl
propozycje, ze moze "w ramach wyjatku" podzielic kare miedzy dziewczyny (bez
pokwitowania, oczywiscie). Siostra poprosila jednak o pokwitaowanie i poszla
do domu po pieniadze. Wrocila jednak juz bez wczesniej wspomnianej kolezanki.
To najbardziej rozzloscilo pana kontrolujacego, bo zapomnial, ze powinien byl
spisac dane tej kolezanki. W tej sytuacji, bez podejrzen, ze legitymacja
mogla byc zmieniona lub porobiona, kontrolujacy zatrzymal dokument. Siostra i
moja mama (ktora do wspomnianego pana zadzwonila) staraly sie dokument
odzyskac. Bez rezultatu (kontroler sie rozlaczyl). Jak daleko siega wladza
kontrolera, ktory bez jakichkolwiek podstaw zabiera jedyny dokument
tozsamosci niepelnoletniej licealistce?