Gość: 8*8
IP: 38.119.107.*
02.07.06, 23:37
Recenzja czolowego krytyka:
Terapia (i kicz)
Bezapelacyjny faworyt w plebiscycie na najlepszą scenografię sezonu. Kto ją
jednak stworzył – Joanna Pielat-Rusinkiewicz czy jego wysokość kapitalizm,
doprowadzając do bankructwa starą ciepłownię w sercu Radomia? Grube rury z
rozwartymi paszczami, zmurszałe drzwiczki i szafki, schody donikąd, resztki
starych urządzeń tworzących świetną malarską abstrakcję – wszystko to można
kontemplować godzinami. W czym teatr, przykro powiedzieć, trochę przeszkadza.
Proza Skrzyposzka, samobójcy outsidera, najlepiej broni się w
pierwszoosobowej narracji; namiętny autentyzm wypowiedzi przesłania jej
cokolwiek tandetne aspekty. I najlepsze są początkowe minuty przedstawienia,
kiedy z offu słuchamy wprowadzenia w rzecz o rozdwojonym facecie, co chcąc
leczyć chore ciało, trafia na terapeutkę od duszy. Gdy jednak z czytanej
prozy trzeba przejść do uscenicznienia dramatu, robi się gorzej. Szamańskie
gesty znachorki nad głową pacjenta, ekstatyczne przemowy do Pana ze wzrokiem
wbitym w sufit, duszne dialogi prowadzące w sumie do łóżka na milę jadą
kiczem. Adam Sroka i jego aktorzy, Ewa Trochim i Krzysztof Krupiński, próbują
się bronić powściągliwością, zbyt słaba to jednak zapora przed banałem. Może
adaptacja powinna być mniej dosłowna? Czy jednak wytrzymalibyśmy większą
porcję abstrakcji w abstrakcyjnym wnętrzu?
Jacek Sieradzki