Aborcyjny Coming Out - zaproszenie

21.11.06, 13:00
ABORCYJNY COMING OUT PO RAZ DRUGI!
ogłoszenia
ABORCYJNY COMING OUT - PO RAZ DRUGI!

W najbliższy wtorek, 21.11. 2006 roku, o g. 18:00 pod Sejmem ponownie zbiorą
się kobiety i mężczyźni, żeby przerwać milczenie. Tym razem będzie nas dużo
więcej. Dołączą do nas także znane osobistości świata kultury i nauki. W akcji
solidarnościowego trzymania tabliczek „Miałam aborcję” wezmą udział między
innymi: Profesor Maria Szyszkowska, pisarki: Maria Bojarska, Hanna Samson, dr
Bożena Umińska, wydawczyni Elżbieta Smoleńska. Solidarnościowo dołączą pod
Sejmem: Renata Dancewicz, Kazimiera Szczuka, Kamil Sipowicz, pisarki: Zyta
Rudzka, Marta Dzido, Agnieszka Drotkiewicz, piosenkarka Anna Dziewit.
Zdecydowane poparcie dla akcji i walki kobiet o prawo do legalnej aborcji
wyraziły także osoby, które nie mogą przybyć z przyczyn technicznych: Olga
Tokarczuk, Maglalena Łazarkiewicz, Teresa Pągowska, Kora Jackowska, Maria
Seweryn, Krystyna Kofta, Fiolka Najdenowicz, Anja Orthodox, Piotr Najsztub,
prof. Krystyna Kłosińska, prof. Jolanta Brach-Czaina, dr hab. Ewa Graczyk, dr
Agnieszka Graff

Ta akcja jest jednocześnie apelem do innych znanych osobistości, żeby
dołączyły do nas.
    • dkt1984 Re: Aborcyjny Coming Out - zaproszenie 21.11.06, 18:12
      Macie moje poparcie!
    • Gość: mexxx Re: Aborcyjny Coming Out - zaproszenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.06, 18:24
      ma byc tez marcinkowski, jedzcie
      • darek_liryk Re: Aborcyjny Coming Out - zaproszenie 21.11.06, 18:34
        Same autorytety moralnego niepokoju: Maria Szyszkowska, pisarki: Maria
        Bojarska, Hanna Samson,( czy od tego Samsona pedofila?), dr
        Bożena Umińska, wydawczyni Elżbieta Smoleńska, Renata Dancewicz, Kazimiera
        Szczuka, Kamil Sipowicz, pisarki: Zyta Rudzka, Marta Dzido, Agnieszka
        Drotkiewicz, piosenkarka Anna Dziewit. także osoby, które nie mogą przybyć z
        przyczyn technicznych: Olga Tokarczuk, Maglalena Łazarkiewicz, Teresa Pągowska,
        Kora Jackowska, Maria Seweryn, Krystyna Kofta, Fiolka Najdenowicz, Anja
        Orthodox, Piotr Najsztub( też miał skrobankę?),prof. Krystyna Kłosińska, prof.
        Jolanta Brach-Czaina, dr hab. Ewa Graczyk, dr Agnieszka Graff

        Wesołego skrobania życzę...
        • Gość: nonna Kobieta to nie rzecz.... IP: 82.139.60.* 21.11.06, 19:42
          Kobieta to nie rzecz.Zrobi wszystko aby urodzić, ale nie pod pręgieżem.
        • Gość: Jarek Re: Aborcyjny Coming Out - zaproszenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.06, 22:47
          Tobie to chyba mózg wyskrobali. Powinienes wiedzieć, że coraz więcej mężczyzn
          popiera walke kobiet o swoje prawa, o prawa człowieka. Kobiety nie są
          inkubatorami. Słyszałeś o sprawie Zakrzewskich, jak kobieta zmarła przy
          trzynastym porodzie? DOSYĆ PIEKŁA KOBIET! Chcemy dostepu do legalnej,
          bezpiecznej aborcji, likwidacji podziemia aborcyjnego i edukacji seksualnej. To
          nie tylko sprawy kobiet, to sprawy równiez mężczyzn, odpowiedzialnych partnerów.
          Pan Najsztub, p. Jacek Żakowski i inni znani panowie wspierają ideę rownego
          statusu płci i chwała im za to.
          • Gość: Jarek Re: Aborcyjny Coming Out - zaproszenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.06, 22:48
            Powyższy post był skierowany do liryka!
            • Gość: zenon Re: Aborcyjny Coming Out - zaproszenie IP: 82.139.48.* 21.11.06, 22:55
              A ja wolę zycie niż śmierć ( na dodatek niewinnych dzieci).
              • Gość: Justyna Re: Aborcyjny Coming Out - zaproszenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.06, 23:13
                Każdy woli życie nie tylko Ty. Decyzja o ew. aborcji jest zawsze bardzo trudna
                dla kobiet. To trauma do konca życia. Ale jeżeli dzieje się tak, że ciąża
                pochodzi z gwałtu, kazirodztwa, zagraża życiu kobiety albo jest wynikiem innej
                bardzo skomplikowanej sytuacji zdrowotnej i socjalnej, kobieta powinna mieć
                niekwestionowane prawo do aborcji. Starsze osoby pamietają, że kiedyś aborcja
                byla "środkiem antykoncepcyjnym". Innej antykoncepcji poprostu wtedy nie było.
                Aborcja była na życzenie, odbywala się w warunkach higienicznych, (najczęściej w
                szpitalu), legalnie, w ramach ubezpieczenia i nie miałyśmy zadnych syndromów
                poaborcyjnych. To kościoł wmówil nam ten nieszczęsny syndrom. To kościół stawia
                kobiety w opozycji do lekarzy ginekologów i w opozycji do kosciola. To w
                interesie kościola leży wmawianie kobietom, że żyją w grzechu śmiertelnym, maja
                się bać i maja byś osamotnione. Jak mozna tak nienawidzieć kobiet i tak żle im
                zyczyć?
                • Gość: Ninka Re: Aborcyjny Coming Out - zaproszenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.06, 23:27
                  Wolność! Równość! Siostrzeństwo!
                  Polki ruszyły do walki o swoje prawa! Dzisiaj, czyli we wtorek 21 listopada o
                  godz. 18. pod Sejmem znów zbiorą się kobiety i oświeceni mężczyźni, by
                  przeciwstawić się przedmiotowemu traktowaniu kobiet.

                  Kobiety przez wieki udowodniły, że stoją po stronie życia. To one rodzą dzieci,
                  kochają je i wychowują. To one opiekują się chorymi i ludźmi starymi. Ale
                  okazało się, że za mało dbają o życie poczęte, więc trzeba je do tego zmusić.

                  Zmiana konstytucji, którą postuluje LPR, zyskała poparcie arcybiskupa Michalika.
                  W swoim poparciu arcybiskup nie powiedział, co robić, gdy zagrożone jest życie i
                  zdrowie kobiety. Albo gdy kobieta zaszła w ciążę w wyniku gwałtu. Prawdę mówiąc,
                  arcybiskup ani razu nie użył słowa kobieta. Bo kobieta nie jest tu ważna. Liczy
                  się życie poczęte. Ona ma rodzić bez względu na okoliczności. Nie ma znaczenia,
                  czy tego chce, czy może sobie na to pozwolić, jaką cenę za to zapłaci. Rzecz nie
                  w tym, że odbiera się nam prawo do aborcji, która dla większości kobiet jest
                  ostatecznością. Odbiera się nam prawo do kierowania się własnym sumieniem.

                  Narodowy Program Wspierania Rodziny, nad którym pracują posłowie PiS i LPR, ma
                  regulować sprzedaż i stosowanie środków antykoncepcyjnych. Poseł Piłka uważa, że
                  środki antykoncepcyjne są tak samo groźne jak papierosy i narkotyki, więc chce
                  przed nimi ustrzec społeczeństwo. Posłanka Sobecka ostrzega przed stosowaniem
                  prezerwatyw, gdyż niszczą delikatne narządy płciowe - czytamy na łamach
                  "Przekroju". Na tychże łamach kilku posłów odmówiło odpowiedzi na pytanie, czy
                  stosują środki antykoncepcyjne, bo to wkracza w ich sferę intymną. Ale dają
                  sobie prawo, by ingerować w sferę intymną innych ludzi w imię fałszywie
                  pojmowanej moralności. Bo moralność nie polega na dbaniu o komfort własnego
                  sumienia cudzym kosztem.

                  Do czego prowadzi brak dostępu do środków antykoncepcyjnych widzieliśmy kilka
                  dni temu. Kobieta umarła z wycieńczenia, rodząc dwunaste dziecko. Cała rodzina
                  latami żyła w jednym pokoju w skrajnej nędzy. Gdzie przez te lata byli obrońcy
                  życia? Czy po narodzinach życie już ich nie obchodzi? Gdzie byli lekarze? Czy
                  nie potrafili przewidzieć, że wyniszczona kobieta nie wytrzyma porodu? Gdzie był
                  ksiądz? Gdzie była opieka społeczna? Gdzie byli nauczyciele tych dzieci? Gdzie
                  byli ludzie? Nie wiadomo. Najważniejsze, że kobieta urodziła. Możemy mieć czyste
                  sumienie.

                  Dopóki nie umiemy pomóc tym, którzy tej pomocy potrzebują, nie mamy prawa
                  oceniać kobiet, które decydują się na aborcję. Bo to kobiety dźwigają
                  odpowiedzialność za życie dzieci i bardzo rzadko się od niej uchylają. Czy
                  kobieta urodzi, czy nie - to i tak ona ponosi wszelkie konsekwencje swojej
                  decyzji. Ksiądz Tischner, pytany o stosunek do aborcji, odpowiedział pięknie:
                  "Mam takie zdanie, jak kobieta, która przychodzi do spowiedzi". Decyzje kobiet
                  zasługują na szacunek, bo kobiety mają sumienie, a dramatycznych sytuacji nie da
                  się rozwiązać zakazami.

                  Państwo powinno robić wszystko, by zminimalizować liczbę aborcji. Ma na to
                  sprawdzone sposoby. Oświata seksualna, powszechny dostęp do antykoncepcji, pomoc
                  finansowa dla samotnych matek i wszelkie regulacje prawne, które umożliwiają
                  łączenie pracy zawodowej z macierzyństwem. We Francji i Szwecji, gdzie aborcja
                  jest legalna, a środki antykoncepcyjne łatwo dostępne, poziom dzietności jest
                  najwyższy w Europie! Bo państwo realizuje rzeczywistą politykę prorodzinną:
                  bezpłatne przedszkola, ulgi podatkowe dla rodzin wielodzietnych, długie i płatne
                  urlopy rodzicielskie dla obojga rodziców, wspieranie samotnych matek. Państwo
                  powinno robić wszystko, by kobiety mogły mieć dzieci, ale nie może ich do tego
                  zmuszać.

                  Jesteśmy częścią narodu, a nie jego własnością, i nie wolno stanowić praw ponad
                  naszymi głowami. Mamy prawo żyć zgodnie z własnym sumieniem, a nie z sumieniem
                  posła Piłki i posłanki Sobeckiej. Życie kobiety nie jest mniej ważne niż życie
                  płodu. Politycy muszą to usłyszeć, nim obudzimy się w Nikaragui, gdzie kobiety
                  muszą rodzić dzieci z gwałtu, a jak trzeba, to umierać przy porodzie.

                  Manuela Gretkowska, w świetnym artykule opublikowanym w ostatnim "Przekroju",
                  nawołuje, żebyśmy stworzyły własną partię. Czy nie czas, żeby to zrobić? Czy nie
                  dość już lekceważenia kobiet? Kobietom trudniej zabrać głos w publicznym
                  dyskursie, nie mamy wprawy, nie wiemy, czy można, czy jesteśmy wystarczająco
                  mądre. Wciąż wiele z nas to grzeczne dziewczynki, łagodne i potulne, które nie
                  chcą się nikomu narazić, bo tak zostałyśmy wychowane. Ale czy w głębi serca nie
                  czujemy, że mamy coś ważnego do powiedzenia? Czy nie wiemy, że nie jesteśmy
                  głupsze od mężczyzn? Czy nie czujemy, że więcej w nas empatii i zrozumienia,
                  które potrzebne są światu bardziej niż męska agresja? Dopóki nic nie mówimy,
                  nikt się z nami nie liczy.

                  Niedawno oglądałam program "Polacy" pt. "Czy kobiety są obywatelami drugiej
                  kategorii?". Jeden z mężczyzn przyznał, że kobiety mają gorszą pozycję niż
                  mężczyźni, ale to oczywiste, bo są gorsze. Niczego nie dokonały. Jedyna kobieta,
                  która coś, jego zdaniem, osiągnęła, to Maria Skłodowska-Curie. Czy zna pani
                  jakieś inne kobiety, które coś osiągnęły? - zapytał. Katarzyna Grochola, do
                  której było skierowane to pytanie, umiała wskazać tylko samą siebie. I od razu
                  zrobiło się przyjemniej. Ale pan, którego jedynym osiągnięciem jest zapewne
                  przynależność do rasy panów, pozostał nieprzekonany.

                  Mam nadzieję, że nie muszę Państwa przekonywać, że jest nieco więcej kobiet,
                  które dokonały wspaniałych rzeczy. I że nie muszę przypominać, że kobiety przez
                  wieki nie mogły się kształcić, tworzyć, rozwijać swoich pasji i talentów.
                  Wspierały mężczyzn w ich dążeniach do wielkich celów. Zajmowały się domem i
                  dziećmi. Robiły wszystko, by świat trwał, gdy mężczyźni wywoływali wojny. Dbały,
                  by nie zapomniano o wartościach. O znaczeniu ludzkiego życia. Nie nas uczyć, ile
                  warte jest życie, tylko od nas.

                  W tym samym programie jedna pani, lekarka, powiedziała równie mądrze, że kobiety
                  maltretowane same są sobie winne, bo się nie szanują. Ona się szanuje i nie
                  pozwoliłaby się maltretować. Takim brakiem rozumienia mechanizmów społecznych,
                  ekonomicznych i psychologicznych, które czynią z kobiet ofiary, w pierwszej
                  chwili byłam zdruzgotana. Ale właściwie dobrze, że to powiedziała. Nie liczmy na
                  to, że będą się z nami liczyć, jeśli my same nie będziemy się liczyć ze sobą.
                  Jeśli nie będziemy walczyć o należne nam prawa do samostanowienia i realizacji
                  własnych dążeń.

                  Jesteśmy silne, musimy w to tylko uwierzyć. Poczuć siłę siostrzeństwa. Do
                  zobaczenia dzisiaj pod Sejmem!

                  Hanna Samson
            • Gość: nonna Re: Jarek IP: 82.139.60.* 22.11.06, 15:36
              A już miałam wyrazić ździwienie!;0)
              • Gość: Biedronka Więcej nas, ale ciagle za mało IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.11.06, 06:08
                Więcej nas, ale ciągle za mało
                Na drugi aborcyjny coming out przyszło pod sejm dwa razy więcej osób - kobiet i
                mężczyzn niz tydzień temu. Akcję popiera w różny sposób coraz więcej publicznych
                postaci. By wyrazic swoje poparcie dla akcji, pod Sejm przyszła m.in. Renata
                Dancewicz, aktorka i Izabela Jaruga-Nowacka, polityczka.

                Kolejny coming out odbędzie się 9.12.06 roku, w tym samym miejscu - pod Sejmem o
                godzinie 18.00. Im więccej nas będzie, tym bardziej słyszalny będzie nasz głos.
                Namów więc swoją koleżanke, kolegę, i przyjdźcie pod Sejm!

                Przypomnijmy:
                We wtorek 14 listopada pod Sejmem zebrało się kilkadziesiąt kobiet i mężczyzn.
                Kilkanaście kobiet w obliczu mediów i fotoreporterów stanęło z tabliczką z
                napisem „Miałam aborcję”. Ich odwaga przełamania polskiego tabu milczenia i
                zastraszenia zadziałała wyzwalająco. Tak jak we Francji i w Niemczech w 1971
                roku dołączają do nas znane osobistości świata kultury i nauki. Dzięki nim
                miliony Polek piętnowane propagandowo przez ostatnie kilkanaście lat, jako
                morderczynie – odzyskują publiczną godność i szacunek. Wspólnie przerywamy
                milczenie, które jest wynikiem zastraszenia, cenzury i moralnego szantażu. W
                najbliższy wtorek spotykamy się ponownie. Tym razem będzie nas dużo więcej.
                Dołączy do nas wiele nowych kobiet, dołączą także górnicy.

                Poza kobietami, które zgłosiły się po wtorku 14-ego, w akcji solidarnościowego
                trzymania tabliczek „Miałam aborcję” wezmą udział między innymi: Profesor Maria
                Szyszkowska, pisarki: Maria Bojarska, Hanna Samson, dr Bożena Umińska,
                wydawczyni Elżbieta Smoleńska.

                Solidarnościowo dołączą także pod Sejmem Renata Dancewicz, Kazimiera Szczuka,
                Kamil Sipowicz, pisarki: Zyta Rudzka, Marta Dzido, Agnieszka Drotkiewicz,
                piosenkarka Anna Dziewit. Na potwierdzenie obecności innych osób jeszcze czekamy.

                Zdecydowane poparcie dla akcji i walki kobiet o prawo do legalnej aborcji
                wyraziły także osoby, które nie mogą przybyć z przyczyn technicznych: Olga
                Tokarczuk, Maglalena Łazarkiewicz, Teresa Pągowska, Kora Jackowska, Maria
                Seweryn, Krystyna Kofta, Fiolka Najdenowicz, Anja Orthodox, Piotr Najsztub,
                prof. Krystyna Kłosińska, prof. Jolanta Brach-Czaina, dr hab. Ewa Graczyk, dr
                Agnieszka Graff

                Ta akcja jest jednocześnie apelem do innych znanych osobistości, żeby dołączyły
                do nas. Nie zmienimy dziś ani jutro prawa, ale możemy wspólnie zmieniać opinię
                publiczną i przeciwdziałać piętnowaniu i zastraszaniu kobiet. Możemy i musimy
                wywierać długofalową presję na polityków. Żeby obecny Rząd nie ośmielił się
                zmieniać Konstytucji. I żeby kolejny Rząd nie ośmielił się lekceważyć naszych
                żądań i determinacji, z jaką walczymy o swoje elementarne prawa.

                GRUPA PRO-CHOICE 2006

                Kontakt:
                Katarzyna Bratkowska + 48 696 053 595
                • Gość: roz Re: Więcej nas, ale ciagle za mało IP: 88.156.131.* 30.11.06, 18:31
                  chciałabym aby na takim coming out stał obok mnie lekarz z tabliczką
                  "wykonałem aborcję-i uratowałem życie matce",ale żaden mężczyzna nie przyzna
                  się do tego tak oficjalnie.
Pełna wersja