czerwony_bandyta
01.02.07, 20:29
Podaję za Onetem:
"Nasz Dziennik": prokuratorzy badający w 2005 r. sprawę wyłudzania kredytów
bankowych przez firmy podejrzewane o udział w tzw. aferze paliwowej nigdy nie
zweryfikowali w wystarczającym stopniu informacji wskazujących na związek z
całym procederem Krzysztofa Janika (SLD). Gazeta powołuje się na zeznania
byłego prokuratora Andrzeja Czyżewskiego. Był on jednym z głównych świadków
zeznających przed sejmową komisją ds. PKN Orlen.
Informacje, do jakich dotarł "Nasz Dziennik", wskazują na to, że tak w roku
2000, jak i później, już po rozpoczęciu prac przez sejmową komisję śledczą,
wątek, w którym pojawiało się nazwisko barona SLD, był wyciszany i
przemilczany. Zdaniem osób zaangażowanych w wyjaśnienie "afery paliwowej",
śledztwo w tej sprawie powinno zostać przeprowadzone ponownie.
Zdaniem Czyżewskiego, nazwisko Janika pojawiło się w kontekście prób
przestępczego przejęcia przez ludzi związanych z mafią paliwową firmy Dansztof
i wyłudzenia kredytu bankowego przez tę firmę z oddziału Kredyt Banku SA w
Rybniku.
W tym celu sfałszowano dokumenty, z których miało wynikać, że firma ta jest
zadłużona w fikcyjnej spółce. Przedstawicielom spółki Dansztof polecono
wprowadzić własne udziały i podnieść kapitał spółki do 4 mln 300 tys. zł.
Był to warunek niezbędny do uzyskania kredytu. Tyle że nie w Katowicach, gdzie
firma pierwotnie wystąpiła o kredyt, ale w pobliskim Rybniku.
"Próbowałem się zorientować, kto tym całym interesem zarządza i kto to
organizuje" - mówi Andrzej Czyżewski. "Badałem sprawę, okazało się, że temu
przedsięwzięciu patronował Krzysztof Janik, który był częstym gościem w
katowickim Kredyt Banku. Kontaktowali się ze mną również pracownicy Kredyt
Banku i opowiedzieli, co wiedzieli, że całą operacją kierował właśnie Janik,
czołowa postać w strukturach SLD" - podkreśla.