berttone
26.02.07, 16:13
Niestety, wiele osób dało się wciągnąć w propagandowy ton GW. Propaganda ta
poparta została badaniami, które nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością.
Każdy w miarę inteligentny człowiek wie, że przebieg wszelkich badań
społecznych jest w pełni sterowalny – świadomie, bądź nie – często wychodzą z
tego bzdury, szczególnie kiedy się to komentuje. Centralny organ PO wylał na
nas kubeł pomyj, a Gazeta w Radomiu (jego wkładka) wszystko to powtórzyła. Po
co nam więc w Radomiu taka gazeta, która występuje przeciwko miastu, które
powinna reprezentować w sposób godny? Gdzie poruszają się dziennikarze
i „ankieterzy” tego pisma, że znajdują jedynie sfrustrowanych outside’rów
życia publicznego? Wiem – zaraz ktoś zarzuci mi maniery komunistyczne wedle
których, pisać należało dobrze, albo wcale. Nie, nie – ja myślę tylko o
zdrowym rozsądku i pewnych zobowiązaniach wobec miasta, w którym się żyje.
Jeśli ktoś tego nie pojmuje, a jestem pewien, że takich będzie wielu –
trudno. Krytykanctwo jest gorsze niż syfilis – znaczy zaraźliwe i niszczące
bardziej niż inne choróbska. Walczyć z tym trudno...
Żyję tu niemal czterdzieści lat, znam dziesiątki, a może setki radomian i
nikt tak nie marudzi, choć rzeczywiście - Radom, to nie Nowy York. Znam
ludzi, którzy mimo kłopotów dumni są ze swojego miasta, potrafią w wielu
istotnych sprawach się dogadywać i pokazywać nie lada aktywność. Wszystko to
na nic... Jak wygląda nasz prezydent i Rada Miejska, skoro wszystko wokół
zalewa beznadzieja i niemoc? Jak wyglądają nasi parlamentarzyści? Jak przy
obrazie prezentowanym przez GW prezentuje się stowarzyszenie o nazwie „Kocham
Radom”? To muszą być ludzie chorzy, skoro widzą co innego niż GW. Jak
wyglądają kibice Radomiaka i Jadaru? Jak wyglądają wszyscy ci, którzy dumni
są ze swojego miasta choć żyją podobno w czarnej dziurze?
Na koniec odrobina historii. W czasach, kiedy GW miała przypięty do winiety
znaczek „Solidarności”, owa organizacji oddała władzę nad „Walterem”
niejakiemu Waldemarowi Szajewskiemu. „Wybitny” działacz związkowy, nie mając
podstawowych umiejętności, wiedzy i pomysłów na funkcjonowanie największej
radomskiej firmy – postanowił ją rozparcelować. Podobnych aktywistów z tego
samego nadania, niszczących wszystko stające im na drodze było wielu, a co
gorsze – niektórzy do dziś zajmują dość ważne stolce. Tu zatem należy szukać
przyczyn upadku tego, co kiedyś stanowiło o sile Radomia. Okazało się bowiem,
że w Polsce po 1989 roku radomskie firmy były nie potrzebne, bo w
kapitalizmie nie produkuje się maszyn do szycia, pneumatyki, broni, butów i
wielu innych rzeczy, z których słynął Radom. Tak oto w Domu Kultury „Waltera”
mamy bank, w narzędziowni dyskotekę, w warsztatach szkolnych sprzedaje się
telewizory (chińskie i tajlandzie). Ostała się jeno przychodnia, choć i do
niej Szajewski-manager przymierzał się dość poważnie. Taki obraz Radomia
stworzyła siła, z której wyrosła GW. Ale Radom broni się i nikt nie myśli o
likwidacji miasta. Trzeba mieć nadzieję i nieco optymizmu. Nieustanne
zrzędzenie jest wspaniałą drogą do samounicestwienia. Cóż, tendencje są
jednak wciąż takie same – publikowanie niedorzecznych sondaży i opinii jest
piłowaniem gałęzi, na której się siedzi. I tak od lat... Czy z kolejnych
numerów GW dowiem się, że należy w Radomiu przerwać wszystkie inwestycje,
bo... i tak się nie opłaca? No i do tego oczywiście stosowny sondaż z
udziałem frustratów-samobójców.
Dobranoc Państwu