Gość: Gość portalu: Piotr Z Calgary
IP: *.ab.hsia.telus.net
25.05.03, 10:49
Kapitalizm z "ludzką twarzą"
...szatanskim ogonem UE... o antypartnerskich zasadach
Jeden
Dżdżysty listopadowy wieczór. 40-letni mężczyzna z podkrążonymi oczami, z
twarzą o ziemistej cerze przejmuje zmianę od kolegi. Rzecz dzieje się w
jednej z łódzkich manufaktur, w murach byłej wielkiej fabryki włókienniczej.
Kolega pokazuje mu belę surowej przędzy oraz ciąg przędzarek z wyraźną ulgą,
że 12-godzinny dzień pracy dobiega końca. Po przebraniu się w robocze ciuchy
bierze na plecy 50-kilową belę i przenosi do uchwytu maszyny. Teraz tylko
trzeba wyregulować grzebienie i w ogłuszającym stukocie przejść na koniec
ciągu - po szpule z gotową przędzą. I tak w kółko od siódmej wieczorem do
siódmej rano. Pot zalewa oczy, łamiący sen jest odpędzany łykami kawy.
Czwarty tydzień na nocną zmianę, bo poprzednik nie wytrzymał. Wczorajsza
rozmowa z pryncypałem o rejestracji po czterech miesiącach skończyła się
obietnicą, że może w następnym. Wspomnienie o dodatku nocnym
doprowadza do wściekłości. "Wie pan, ilu ludzi czeka na pana miejsce".
Dwa
Na ogłoszenie o pracy na budowie w USA zgłosiło się ponad 100 osób różnych
specjalności budowlanych. Każdy miał przejść miesięczny test na budowie w
Polsce. W ciągu pięciu miesięcy wyrosła w Łodzi przy rogatkach miasta
wspaniała rezydencja z basenem. System był prosty - każdy, kto się zgłosił,
podpisywał umowę, że przepracuje próbnie miesiąc za najniższą stawkę, wpłaci
zaliczkę na wizę i po miesiącu komisja oceni jego praktyczne umiejętności.
Delikwentom mówiono, że jego umiejętności są niewystarczające do pracy w
Stanach i zwracano zaliczkę wizową. Oczywiście nikt nie wyjechał, a ci, co
zostali pozytywnie zweryfikowani, odgrywali na budowie w następnych
miesiącach role nadzorców. Po pewnym czasie willa podobno spłonęła.
Trzy
Jadwiga była dziś szczęśliwa, bo udało jej się kupić za ostatnie pieniądze
schabowe kości - będzie miała na trzy zupy i dzieciaki znajdą w nich trochę
mięsa. Sąsiadka powiedziała jej w sklepie, że wraca z szwalni z próby, uszyła
trzy bluzki i ma nadzieję na zatrudnienie. Poszła tam z nadzieją. Na
korytarzu czekały trzy młode kobiety. Oczekując w kolejce powtarzała sobie w
duchu "musi się udać", kiedyś szyła bardziej skomplikowane rzeczy. Właściciel
wydawał się nawet sympatyczny. "Jeżeli okaże się, że wszystko jest
prawidłowo, zaproszę panią telefonicznie na podpisanie umowy". Sprawdziła
maszynę, przyjrzała się krojom i do dzieła. Udało się, nawet ten elegancik ją
pochwalił. Minęły trzy dni, a telefon nie dzwonił. Poszła do zakładu, w
poczekalni obrazek sprzed kilku dni. Po wejściu usłyszała, że nikt jej nie
zapraszał. "Proszę mi w takim razie zapłacić za te uszyte bluzki". "Pani
chyba żartuje, mamy płacić za buble?". Szybko obliczyła (dziesięć kobiet po
trzy bluzki to 30 bluzek dziennie uszytych za darmo). Skoczyła mu z pazurami
do gardła. "Ty skurczybyku, jak mi nie zapłacisz, to ci rozszarpię ten
gardziołek...". Facet zgłupiał, dał jej 20 zł i zaczął grozić policją.
Cztery
"Przykro mi, gdy pani nie zapłaci czesnego w ciągu tygodnia, będziemy musieli
skreślić panią z listy studentów - czekaliśmy trzy miesiące". Wszystko
zawaliło się nagle. Przed trzema miesiącami moja podopieczna, u której
pracowałam jako opiekunka, przeniosła się nagle na tamten świat, a ja
zostałam bez środków do życia.
Na dodatek przed miesiącem pracę stracił ojciec, który mnie zawsze wspomagał.
Próby znalezienia jakiegokolwiek zatrudnienia kończyły się na obiecankach.
Kredytu nie dostanę, bo nie mam zabezpieczenia - koniec marzeń. W akcie
rozpaczy zadzwoniłam do Oli. W odpowiedzi usłyszałam, że pieniędzy mi nie
może pożyczyć, ale może mi pomóc w inny sposób. Zdecydowałam się - przystałam
na sponsora. Facet wyglądał obleśnie, dał mi 500 zł, w zamian miałam mu
dogadzać raz w tygodniu w motelu pod Łodzią. Zabrał mnie tam samochodem. Była
kolacja z szampanem, a później... Potem dupczył mnie przez godzinę. Gdy po
wszystkim weszłam do łazienki, nie mogłam na siebie spojrzeć w lustro i pół
godziny wymiotowałam. Trudno, przerywam studia - już nigdy mój tyłek nie
będzie środkiem płatniczym. Po tygodniu wpadła do mnie wściekła Ola. "Ty
idiotko, facet dostał szału, tak był na ciebie napalony. Co by ci ubyło, na
jakim ty świecie żyjesz?".
Pięć
Myślami byłem już w domu, gdy przerażający ryk klaksonu uzmysłowił mi grozę -
rozpaczliwy skręt kierownicą i zamknięcie oczu. Straszny huk mnie ogłuszył,
ale... żyję, żyję. Wylądowałem na dachu w rowie. Jestem tylko cały
potłuczony.
Ułamek sekundy - opadnięcie powieki i tylko Opatrzności mogę dziękować za cud
przeżycia. Spojrzałem na licznik godzin jazdy. Siedem, a w rzeczywistości
dwanaście, gdyż go podkręcałem.
Szef ciągle narzekał, że mam mało kursów, że jeżdżę jak panienka po
egzaminie: "Pan chyba nie chce pracować". Chciałem, bardzo chciałem...
Sześć
30-letni mężczyzna dźwiga dwie torby ulotek reklamowych. Nogi odmawiają mu
posłuszeństwa, chwilę odpoczywa, to już dwudziesta klatka. "Ile panu płacą za
te ulotki?". Trzy grosze od sztuki. Wiem, że to dobre dla małolatów, lecz nie
mam wyjścia, bo straciłem prawo do zasiłku. Żona od trzech lat nie ma pracy i
jak tu wychować pięcioletnie dziecko? Spójrz pan na te billboardy: "Nadchodzi
czas dla Łodzi" lub "Weź udział w wyborach - spełnij swój demokratyczny
obowiązek". Panie, demokracją nie nakarmisz dzieci? A czas dla Łodzi -
owszem, ale chyba taki jak w XIX wieku. Komentarza do tych słów nie będzie.
Napisze go życie.
PS Według najnowszych danych, w Łodzi jest 67 105 bezrobotnych. W kwietniu
było dla nich 138 ofert pracy.
Autor : W.
Tutul zmodyfikowal Piotr Z Calgary
www.rodzinywyborcow.net