Żołnierski zbieg okoliczności(niezręczny)

06.11.07, 18:03
Na witrybie radomskiej GW"
images23.fotosik.pl/108/980ed3f0630535aemed.jpg
    • www.styczynski.pl Irak, Afganistan 06.11.07, 18:12
      To nie nasze wojny! Dlaczego Polacy muszą tam umierać?
      • Gość: fh twój kwach tak chciał IP: *.tkdami.net 06.11.07, 19:24
        ale już się nie pamięta tego teraz pacyfista
        • bohdankaras Re: twój kwach tak chciał 06.11.07, 20:12
          To nieprawda, że sie nie pamięta! Dowód? Proszę bardzo:
          radom.blox.pl/html
      • Gość: rębisz Re: Irak, Afganistan IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.11.07, 23:51
        Styczyniu, weź się do jakiejś roboty,
        umyj chociaż żonie gary!
        • Gość: fd Re: Irak, Afganistan IP: *.tkdami.net 07.11.07, 07:07
          albo żone
    • Gość: baron Wszyscy najemnicy Polscy do domu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.11.07, 08:35
      wojna nie przynosi żadnych korzyści lepiej zarabia sie na budowaniu
      niz na zabijaniu.Ameryka nas cudnie wykreciła i wykręca a my
      ładujemy kasę w tą żydowsko-amerykanską wojnę o ropę.Co robią żydzi
      w Ameryce pięknie opisuje ten artykuł
      W szponach „idealistów”

      Komentarz · tygodnik „Najwyższy Czas!” · 2007-10-26 |
      www.michalkiewicz.pl



      Do Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie wchodzi się jak na lotnisko.
      Przy wejściu trzeba wyjąć wszystko z kieszeni, zdjąć pasek od spodni
      i marynarkę, a następnie, pod okiem barczystego, murzyńskiego
      policjanta, przejść przez bramkę wykrywającą metale i Bóg wie, co
      jeszcze.

      Ja przechodzę od razu, ale towarzyszący mi pan Jacek ma jakieś
      problemy i musi do bramki podchodzić kilkakrotnie. Czekając na niego
      mówię głośno po polsku, że „trzeba uważać”, na co Murzyn
      odpowiada „o, yes”, jakby zrozumiał. Diabli wiedzą, może i rozumie?
      W takim razie trzeba uważać tym bardziej.

      Ekspozycja rozpoczyna się od przedstawienia narodzin antysemityzmu w
      Niemczech. Niby prawda, ale jakaś taka nie cała. Bo wynika z niej,
      że niechęć do Żydów narodziła się tam bez żadnej widocznej
      przyczyny, jako swego rodzaju masowa psychoza, rodzaj schizofrenii
      nie tyle może bezobjawowej, co samoistnej. Mamy zatem do wyboru dwie
      możliwości; albo jest to wyjątek od zasady przyczynowości, albo
      ekspozycja przedstawia sprawę tendencyjnie.

      Przejście do następnej sali wyjaśnia tę wątpliwość. Fotografia na
      ścianie przedstawia scenę palenia książek na niemieckich
      uniwersytetach, a pod nią leży stosik książek, jakie były wtedy
      palone. Widać dzieła Karola Marksa, Włodzimierza Lenina i Lwa
      Trockiego – a więc jednego teoretyka i dwóch praktyków już
      realizowanego wtedy ludobójstwa, wobec którego to hitlerowskie,
      aczkolwiek też godne uwagi, nie wytrzymuje przecież konkurencji.

      Najwidoczniej jednak autorzy ekspozycji, zapatrzeni we własne pępki,
      tego słonia w menażerii nie zauważają. Czy to wytłumaczyć? Znowu
      mamy dwie możliwości; albo są mało spostrzegawczy, albo wspólnego
      mianownika między Trockim i Himmlerem nie pozwala im zauważyć
      narodowy lub rasowy szowinizm.

      I znowu wątpliwość ta wyjaśnia się w sali przedstawiającej początek
      drugiej wojny światowej. Ani słowa o 17 września, kiedy to na
      Polskę, zaatakowaną z jednej strony przez Rzeszę Niemiecką, z
      drugiej strony napadł miłujący pokój Związek Socjalistycznych
      Republik Radzieckich.

      Nietrudno domyślić się przyczyn tej powściągliwości; gdyby
      wyeksponowano również napaść sowiecką, trzeba by jakoś ustosunkować
      się do poczynań społeczności żydowskiej na terenach okupowanych
      przez Sowiety i roli, jaką odegrali jej liczni przedstawiciele
      zarówno w okupacyjnym aparacie terroru, jak i w deportacjach
      ludności polskiej w roku 1940 i 1941. Wprowadzałoby to do
      dominującej nad całą ekspozycją tezy, że niechęć do Żydów nie miała
      żadnej racjonalnej przyczyny, dysonans poznawczy. Że jakieś
      przyczyny jednak były.

      W takiej sytuacji trudniej byłoby też przekonać zwiedzających, że
      ratowanie Żydów z opresji należało do podstawowych obowiązków
      ludności tubylczej na terenach okupowanych przez Niemcy. Dlaczego?
      Tego dokładnie nie wiadomo, więc autorzy ekspozycji w waszyngtońskim
      Muzeum chyba uważają, że jest to zrozumiałe samo przez się.

      Nietrudno się domyślić, że ekspozycja w waszyngtońskim Muzeum nie
      tyle ma na celu ukazanie prawdy o masakrze Żydów europejskich
      podczas drugiej wojny światowej, co wywołanie, zwłaszcza u słabo
      poinformowanego widza amerykańskiego wrażenia, jakoby masakra ta
      była wydarzeniem bez precedensu w historii świata, a Żydzi –
      bezwinnymi ofiarami zbiorowego szaleństwa.

      Takie przesłanie przynosi kilka skutków całkiem praktycznych. Po
      pierwsze – utrwala przekonanie, że wszelka krytyka Żydów, a
      zwłaszcza niechęć, niebezpiecznie graniczy ze zbrodniczym
      szaleństwem. Sprzyja to postawieniu znaku równości miedzy
      antysyjonizmem, czyli krytyką polityki Izraela, a antysemityzmem, co
      w Stanach Zjednoczonych już się chyba dokonało. Po drugie – sprzyja
      uznaniu każdej krytyki Żydów za „antysemityzm”, z którym
      trzeba „walczyć” w imię zablokowania recydywy zbrodni. Po trzecie
      wreszcie – sprzyja wzmocnieniu fundamentów tzw. religii holokaustu.

      W XX wieku na narody pozostające w kręgu cywilizacji zachodniej
      zaczął coraz silniej oddziaływać sekularyzm, czyli zeświecczenie.
      Jego skutkiem jest wypieranie religii z terenu publicznego.
      Sekularyzm, chociaż niebezpieczny dla każdego narodu, wydaje się
      szczególnie groźny dla narodu żydowskiego, którego większość żyje
      rozproszona wśród innych narodów.

      Dotychczas fundamentem żydowskiej tożsamości była religia. Tymczasem
      sekularyzm uderza we wszystkie religie, również w religię żydowską,
      ufundowaną na traumatycznym wydarzeniu sprzed tysięcy lat, jakim
      było wyjście z Egiptu. Czy rzeczywiście Morze Czerwone rozstąpiło
      się, a świetlisty obłok prowadził cały pochód – coraz więcej ludzi
      waha się, czy powinni w to wierzyć, czy nie. Ale po cóż odwoływać
      się do tamtych opowieści, kiedy tuż pod ręka jest traumatyczne
      wydarzenie w postaci masakry Żydów europejskich?

      Ono może stać się nowym fundamentem żydowskiej tożsamości, w dodatku
      odpornym na nacisk sekularyzmu, wszelako pod warunkiem, że – po
      pierwsze – sami Żydzi uznają tzw. holokaust za wydarzenie bez
      precedensu, a po drugie – co jest jeszcze ważniejsze – że zostanie
      on uznany za wydarzenie bez precedensu w powszechnej historii
      również przez resztę świata.

      W tym celu trzeba jednak tę resztę odpowiednio wyedukować, a raczej,
      z uwagi na metody tej edukacji – wytresować. Używam tego określenia,
      bo ekspozycja waszyngtońskiego muzeum jest nastawiona na
      oddziaływanie na emocje. I temu, jak sądzę, służą przede wszystkim
      muzea holokaustu, zarówno to w Waszyngtonie, to w Nowym Jorku i
      innych miastach amerykańskich. No a warszawskie – chyba też?

      „Żydowscy komuniści (chodzi o Romkowskiego, Mietkowskiego, Alstera,
      Andrzejewskiego, Bermana, Minca, Spychalskiego, Zambrowskiego,
      Różańskiego, Brystygierową, Światłę, Rubinsteina i innych – SM) byli
      prawdziwymi idealistami i pragnęli zbudować niepodległą,
      socjalistyczną Polskę, która byłaby ojczyzną dla Polaków i Żydów” –
      czytamy w opracowaniu poświęconym historii lat 40–tych na stronie
      internetowej „Izrael – serwis poświęcony Izraelowi i narodowi
      żydowskiemu” (izrael.badacz.org).

      Jak wiadomo, ten eksperyment pod kierownictwem „prawdziwych
      idealistów”, tysiące Polaków przypłaciło życiem, często po ciężkich
      torturach, setki tysięcy – więzieniem, miliony – konfiskatą
      własności i wegetacją na marginesie życia.

      Wygląda jednak na to, że wszystko przed nami i że następna
      generacja „idealistów” już się szykuje do budowania nam kolejnej
      edycji „socjalistycznej Polski”. 13 grudnia, który chyba już na
      dobre utrwali się w naszej zbiorowej pamięci jako święto naszych
      okupantów, „Polska” podpisze Traktat Reformujący Unię Europejską.

      Czy w tej sytuacji warto ekscytować się wygraną Towarzystwa
      Przyjaźni Polsko–Niemieckiej, ewentualnie Towarzystwa Przyjaźni
      Polsko–Izraelskiej?


      Stanisław Michalkiewicz
      www.michalkiewicz.pl
    • Gość: ewcia Re: Żołnierski zbieg okoliczności(niezręczny) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.11.07, 09:14
      www.rp.pl/artykul/67417.html
Pełna wersja