sympatyk.pic 06.12.07, 08:42 wiadomosci.onet.pl/1651437,11,prokuratura_ma_dowody_na_korupcj e_czlonka_wladz_po,item.html Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
sympatyk.pic Re: Prokuratura ma dowody na korupcję członka wła 06.12.07, 08:46 wiadomosci.onet.pl/1,15,11,37777608,102573159,4331918,0,forum. html by żyło się lepiej! Odpowiedz Link Zgłoś
sympatyk.pic Re: Prokuratura ma dowody na korupcję członka wła 06.12.07, 08:50 jeszcze raz link: wiadomosci.onet.pl/1,15,11,37777608,102573159,4331918,0,forum.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: arek a pisaki? IP: *.radom.pl 06.12.07, 10:09 fakty.interia.pl/ciekawostki/news/rmf-instrukcji-obslugi-tuska-ciag-dalszy,1021917 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: polikarp Prokuratura ma też inne dowody na korupcję IP: *.infoplus.com.pl 06.12.07, 10:38 Prokuratura: Wicemarszałek wziął pół miliona Marcin Pietraszewski, Judyta Watoła, Katowice2007-12-06, ostatnia aktualizacja 2007-12-05 19:40 Według prokuratury Grzegorz Sz.i ośmiu dyrektorów szpitali miało brać łapówki za ustawianie przetargów na dostawy aparatury medycznej Do specyfikacji zamówienia wpisywali takie warunki techniczne sprzętu, że spełniała je tylko jedna firma. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, chodzi o Philips Polska, który sprzedaje szpitalom mnóstwo urządzeń, od aparatów rentgenowskich po tomografy i wyposażenie pracowni kardiologicznych. Pracownik działu medycznego firmy Marian R. miał dostarczać szpitalom szczegółowe dane o sprzęcie. Za ustawianie przetargów dyrektorzy szpitali mieli dostawać około 5 proc. wartości zamówienia. - Mamy dowody, że Grzegorz Sz. jako dyrektor chorzowskiego Centrum Pediatrii i Onkologii w taki sposób rozstrzygnął trzy przetargi, za co wziął łapówkę w wysokości 535 tys. zł - mówi prokurator Andrzej Laskowski, rzecznik prasowy biura przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej w Poznaniu. Trzy zarzuty usłyszał też Wojciech O., dyrektor Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach. Zdaniem prokuratury za ustawienie przetargów wziął 70 tys. zł. - Pozostali dyrektorzy brali od kilkunastu do kilkudziesięciu tys. zł - mówi Laskowski. Pozostali to m.in. Włodzimierz M., dyrektor Szpitala im. Leszczyńskiego w Katowicach, Jaromir W., dyrektor Szpitala Wielospecjalistycznego w Gliwicach, Marek S., dyrektor dwóch szpitali miejskich w Sosnowcu, oraz Andrzej P., dyrektor Szpitala Klinicznego im. Mielęckiego w Katowicach. Podejrzani zostali już skonfrontowani z aresztowanymi w sierpniu Marianem R. i drugim pracownikiem Philipsa, którzy ujawnili komu, kiedy i ile płacili. Dyrektorzy ze Śląska nie przyznali się do winy, dlatego we wtorek późnym popołudniem prokuratura zdecydowała wystąpić o tymczasowe aresztowanie. Według "Gazety" nazwisko związanego z PiS wicemarszałka pojawiło się w korupcyjnym śledztwie jeszcze przed wyborami. Prokuratura celowo jednak zwlekała z rozwijaniu tego wątku. Sprawa nabrała tempa dopiero na przełomie października i listopada. - Nie działamy politycznie, wszystkie czynności przeprowadzaliśmy wtedy, kiedy to było możliwe - mówi prokurator Laskowski. Wewnętrzne śledztwo dotyczące przetargów trwa także w Philips Polska. Prowadzą je ludzie z centrali w Amsterdamie. - Postępowanie trwa i nie możemy podać żadnych ustaleń. Jedno jest pewne: nigdy nie istniał w naszej firmie żaden specjalny fundusz na łapówki dla dyrektorów szpitali - zapewnia Beata Ptaszyńska-Jedynak, rzeczniczka firmy. Niemal wszyscy zatrzymani dyrektorzy to cenieni menedżerowie szpitali. Żaden nie dopuścił do długów. Przeciwnie - ich szpitale uchodziły za prężnie rozwijające się placówki. W Śląskim Uniwersytecie Medycznym, właścicielu dwóch szpitali, w których zatrzymano dyrektorów, nie ukrywano zaskoczenia. - Ani prokuratura, ani ABW nie poinformowała nas o ich zatrzymaniu i toczącym się postępowaniu. O całej sprawie dowiedzieliśmy się nieoficjalnie od pracowników tych szpitali, kiedy na miejscu pojawiła się prokuratura z nakazem wydaniu dokumentów przetargowych - mówi Bernadeta Kuraszewska, kanclerz ŚUM. Oficjalnie dyrektorzy GCM i szpitala na Francuskiej wzięli urlopy na żądanie. Podobnie zresztą rzecz odbyła się w innych szpitalach: przychodzi ABW, dyrektor bierze urlop i w towarzystwie fukcjonariuszy wychodzi ze szpitala. Władze Gliwic czy Sosnowca na własną rękę ustalały, którego z dyrektorów ich szpitali zatrzymano. Wyjątek to dyrektor Szpitala Wojewódzkiego im. Leszczyńskiego w Katowicach, który sam zadzwonił do urzędu marszałkowskiego z informacją o swoim zatrzymaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: polikarp A tu na razie nie ma prokuratora IP: *.infoplus.com.pl 06.12.07, 10:40 Włoszczowa bis? EuroCity staje we wsi senatora Szymon Jadczak2007-12-04, ostatnia aktualizacja 2007-12-05 11:33 Stanisław Kogut Fot.Tomasz Wiech / Agencja Gazeta Międzynarodowy pociąg EuroCity "Józef Bem" z Warszawy do Budapesztu od 9 grudnia będzie zatrzymywał się we wsi Stróże w Małopolsce. Połączenie zyskało już przydomek "EC Kogut", bo w Stróżach mieszka kolejarz i senator PiS-u Stanisław Kogut. W liczących ok. 3 tys. mieszkańców Stróżach od lat zatrzymują się pociągi jadące w kierunku Nowego Sącza i granicy słowackiej. To ważny niegdyś węzeł kolejowy. W co drugim domu można znaleźć kogoś pracującego na kolei. Ale jeszcze nigdy w historii miejscowości nie zatrzymywały się tu pociągi najwyższej kategorii. EuroCity to najdroższe, najbardziej komfortowe pociągi, które mają stawać jedynie w największych miastach. Tego wymogu nie spełnia jednak EC "Józef Bem", który od 9 grudnia będzie kursował między Warszawą a Budapesztem z postojem m.in. w Stróżach. Dlaczego właśnie tam? Oficjalnie obsługujące "Bema" przedsiębiorstwo PKP Intercity twierdzi, że nowy pociąg ma zastąpić kursującą na tej samej trasie "Cracovię". - Pociągi te zatrzymują się nie tylko w Stróżach, ale też m.in. w Tarnowie i Muszynie. Nie jest to połączenie dedykowane tylko do obsługi rynku międzynarodowego, ale i krajowego - zapewnia Adrianna Chibowska, rzeczniczka Intercity, i dodaje, że po stronie Słowackiej "Bem" także zatrzymuje się w małych miejscowościach. Tyle że "Cracovia" do granicy Polski jedzie jako pociąg pospieszny i od stacji Kraków Główny zatrzymuje się 10 razy, m.in. w 30- tysięcznej Bochni oraz niemal 10-tysięcznym Starym Sączu. "Bem" tam nie staje, ale we wsi Stróże - owszem. Rzeczniczka PKP nie chce także zdradzić, ile osób będzie wsiadać i wysiadać we wsi Stróże. Tłumaczy, że przeprowadzono badania i jest to wewnętrzna tajemnica firmy. Adrian Furgalski z zespołu doradców gospodarczych TOR: - To kolejne zagranie pod publiczkę senatora Stanisława Koguta. W ten sposób utwierdza swój wizerunek człowieka, który na kolei może wszystko. Podobnego zdania są internauci z kolejowej listy dyskusyjnej, którzy ochrzcili nowe połączenie mianem "EC Kogut". Senator Prawa i Sprawiedliwości na kolei pracuje od 1972 r. Zanim dostał się do parlamentu, przez wiele lat stał na czele kolejowej "Solidarności". Założył też Fundację Pomocy Osobom Niepełnosprawnym, największego pracodawcę w Stróżach, sponsorowanego przez różne spółki kolejowe. O jego zdolnościach lobbingowych krążą legendy. Sam szczyci się tym, że udało mu się doprowadzić do zwiększenia dotacji na kolej oraz uratowania wielu połączeń lokalnych. Ale do zatrzymania "Józefa Bema" w Stróżach się nie przyznaje. - Pierwsze słyszę - zarzeka się senator. Tłumaczy, że Stróże to stacja węzłowa, stąd podróżni przesiadają się do pociągów w kierunku Gorlic, Zagórza czy Jasła. Sęk w tym, że w Stróżach można przesiąść się co najwyżej do oddalonego o 28 km Biecza. Kursują tam dwa pociągi dziennie, z których korzystają głównie dzieci dojeżdżające do szkół. - Jeśli jest taka potrzeba społeczna, to pociąg można zatrzymać w każdej miejscowości. A w Stróżach potrzeba społeczna nazywa się Stanisław Kogut - pół żartem, pół serio mówią kolejarze. Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków Wyślij Wydrukuj Podyskutuj na forum Reklama Odpowiedz Link Zgłoś