Gość: kpiny
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
21.05.10, 21:43
Tracimy miliony, bo władza nie potrafi ich wydać
Małgorzata Bujara 2009-11-25, ostatnia aktualizacja 2009-11-25 19:36
Marszałek zwrócił państwu 10,5 mln, które miał na ochronę przed powodzią.
Wojewoda: to niegospodarność. Obaj panowie przerzucają się odpowiedzialnością
W tym roku z rezerwy budżetu państwa marszałek podkarpacki dostał na zadania z
"Programu ochrony przed powodzią w dorzeczu górnej Wisły" 30,5 mln zł.
To były pieniądze, które razem z funduszami z unijnego Regionalnego Programu
Operacyjnego, miały pójść na urządzenia chroniące Podkarpacie przed powodzią.
10,5 mln odpływa
- Zgłosiliśmy takie zapotrzebowanie. Bo tak wychodziło nam z kosztorysów -
kiwa głową Stanisław Bajda, odpowiedzialny za to wicemarszałek podkarpacki.
Ale już we wrześniu okazało się, że jedna trzecia z tej sumy musi odpłynąć z
Podkarpacia.
- W trakcie przetargów powstały oszczędności. Tak się w tym roku działo, że
firmy proponowały niższe kwoty, niż myśmy zakładali. Dlatego musieliśmy
zwrócić do budżetu państwa 10,5 mln zł - tłumaczy wicemarszałek Bajda.
A dlaczego nie ogłoszono przetargów na inne zadania z tego zakresu? - To było
niemożliwe. Procedury przetargowe trwają zbyt długo, pół roku, a my nie
mieliśmy przygotowanych innych zadań z tego zakresu - wyjaśnia wicemarszałek
Bajda.
Marszałek Zygmunt Cholewiński (PiS) w ostatnich dniach września poinformował
pisemnie o tej sytuacji wojewodę Mirosława Karapytę (PSL).
Co zrobił wojewoda? Skierował do odpowiednich ministerstw wnioski o
skorygowanie wcześniejszego planu o kwotę dokładnie ponad 10,5 mln zł.
Od września trwała jednak wokół tego tematu medialna cisza. Aż sprawa wybuchła
teraz po tym, jak posłowie PiS oskarżyli wojewodę o oddanie do budżetu państwa
1,6 mln zł.
Odbijanie piłeczki
Urząd wojewódzki natychmiast ujawnił, że PiS-owski marszałek zwrócił państwu o
wiele więcej.
- W opinii wojewody marszałek zmarnował te pieniądze - oświadcza Wiesław Bek,
jego rzecznik prasowy. I tłumaczy: - Od początku roku powstawały oszczędności
przetargowe. Po prostu firmy, chcąc wygrać, konkurują cenowo. Tak samo jest
przecież w przypadku tzw. schetynówek. Dlatego tworzy się listy rezerwowe
inwestycji, żeby jak najsprawniej wykorzystywać pieniądze budżetowe.
Urząd marszałkowski obstaje jednak przy swoim: możliwości sfinansowania innych
przedsięwzięć melioracyjnych nie było: - Ale dlatego odpowiednio wcześnie,
jeszcze we wrześniu, powiadomiliśmy wojewodę o sytuacji. Wojewoda mógł
wystąpić do ministra finansów o przesunięcie tej kwoty na inne pilne zadania,
których w naszym województwie nie brakuje - mówi wicemarszałek Bajda.
- Czy napisaliście o tym wojewodzie? - pytam.
- A nie, przecież my nie jesteśmy od pouczania wojewody - pada odpowiedź.
Wojewoda tymczasem uważa, że marszałek, gdyby tylko się postarał, mógł połowę
tej kwoty zatrzymać w województwie. - Wiązałoby się to jedynie z koniecznością
zmiany planu inwestycji melioracyjnych i zatwierdzenia tego przez wojewodę -
słyszymy w urzędzie wojewódzkim.
- Czy wojewoda podpowiedział takie rozwiązanie marszałkowi? - pytam.
- Przecież wojewoda nie będzie pouczał marszałka. Zresztą urząd marszałkowi na
pewno zna te wszystkie procedury - uważa rzecznik Bek.
A wicemarszałek próbuje żartować: - Myśmy się ucieszyli, że Tuskowi
pomogliśmy, a tu po łbie dostajemy.
Wojewoda karci - kolejne 3,7 mln do zwrotu
Wojewoda w październiku napisał do marszałka: "(...) rezygnacja z ponad 30
proc. środków finansowych przyznanych na priorytetowy dla województwa cel
jakim niewątpliwie jest ochrona przed powodzią, w mojej ocenie świadczy o
niewystarczającym nadzorze ze strony Pana Marszałka nad podległymi służbami
oraz słabej ich operatywności w procesie realizacji powierzonych zadań".
I dalej: "Tego rodzaju działania mogą być odczytane (...) jako swego rodzaju
brak gospodarności w efektywnym wykorzystaniu przydzielanych naszemu
województwu na ten cel środków".
Wojewoda w środę poinformował też media o kolejnych pieniądzach, które
marszałek miał wydać w tym roku na inwestycje melioracyjne. To 3,7 mln zł z
unijnego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Wykorzystane nie zostały.
Mariusz Bednarz, dyrektor departamentu w urzędzie marszałkowskim, tłumaczy
nam, że pieniądze nie przepadną, tylko zostaną przeniesione na rok przyszły.
- Przetargi na te zadania rozstrzygnięte zostaną pod koniec listopada, a umowy
podpisane będą w styczniu - tłumaczy dyrektor Bednarz.
Ale wojewoda nie odpuszcza. Z jego oświadczenia wynika, że marszałek mógł
przyspieszyć całą procedurę, skrócić termin składania wniosków. Możliwe było
ustalenie 14-dniowego terminu, a marszałek dał najdłuższy możliwy na to czas,
czyli 60 dni.
Wojewoda w tym samym oświadczeniu przypomina, że straty w wyniku powodzi na
Podkarpaciu w latach 2001-2006 wyniosły, uwaga, ponad miliard złotych! I
wytyka, że z pieniędzy, które zostały ostatecznie województwu na ten rok do
wykorzystania, marszałek wykorzystał zaledwie 55 proc., a do końca roku
zostało niewiele ponad miesiąc.
* Pieniądze dla wsi
Marszałek pochwalił się w środę, że z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich
właśnie rozdzielił 250 mln zł. Są to pieniądze, które pójdą głównie na budowę
kanalizacji na wsiach. Ale też wodociągów, oczyszczalni ścieków, stacji
uzdatniania wody i zakupy śmieciarek. Jest też kilka oryginalnych
przedsięwzięć z wykorzystaniem energii ze źródeł odnawialnych. M.in. basen w
Cmolasie wzbogaci się o urządzenia solarne, a gmina Trzebownisko o oświetlenie
hybrydowe.
Te wszystkie projekty będą realizowane do 2012 roku.
Małgorzata Bujara
Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA