jael53
11.10.10, 20:21
Zamieszkałam niespełna 30 km od Rzeszowa, czyli - normalnie - tyle, co nic. Na miejscu okazało się, że to miejsce, dzięki lokalnemu pomyślunkowi, w zasadzie odcięte od świata.
Ponad rok temu powiało odrobiną cywilizacji. Mianowicie świadczeniem usług komunikacyjnych, ściśle - łącznością kilku wsi w gminie z Rzeszowem - zajęła się prywatna firma przewozowa.
I dzięki Cossmie jeździło się bezproblemowo, choć wszystkiego jest 8 kursów dziennie - w dni powszednie, soboty, niedziele.
Byłoby pięknie, ale... Ale autokary i busy muszą gdzieś zawracać. W Wiercanach (tak się nazywa przystanek docelowy) dogodne miejsca są dwa: prywatna stacja benzynowa i parking Gminnego Ośrodka Kultury.
Właściciel stacji nie wyraża zgody. Jego zbójeckie prawo. Aliści w jego ślady poszła Reverendissima Signora Direttora Marta Ździebło (czyli pani absolutna na GOK-u). Te 8 kursów bardzo niewieście przeszkadza; więc ...
Więc nie śle (broń boże) pism do właściciela linii. Tylko telefonuje i zakazuje korzystania z obrzeża parkingu - przypominam: przed Ośrodkiem Gminnym, a więc gminnego - dla tak "prywatnego" celu, jak poprawa warunków komunikacji dla mieszkańców gminy.
Mówi się więc o zawieszeniu tej linii...
Dodam, choć to pewnie rzecz oczywista, że oficjele w tejże gminie przy lada okazji (albo i całkiem bez niej) wiele buziami mielą o "dobru wspólnym". Zwykle, gdy chcą jaki swój interes (choćby przedwyborczy) ubić. Jak to rozumieją sami? Ależ tak właśnie, jak Pierwsza Dama Kultury w Wiercanach: parking jest ICH - to znaczy GOK, to znaczy urzędników.
A mieszkańcy? Jak im się marzy coś więcej niż życie z zasiłku (docieranie do pracy) lub korzystanie z dóbr kultury innej niż gminna, to ich sprawa - samochód niech sobie sprawią.
Oczywiście, w krajach rozwiniętych usilnie się właśnie pracuje nad rozwijaniem i doskonaleniem komunikacji zbiorowej. Dba się o polepszanie usług komunikacyjnych, poprawiających dostęp mieszkańców małych miejscowości do ośrodków miejskich.
W okolicach Metropolii innowacjami słynącej niech będzie, jak było. Czyli tak, że ani w sobotę, ani w niedzielę nie ucieknie się od gminnej kultury, bo nie ma czym.
Swoją drogą, przyznaję, że nie rozumiem - jak może właściciel dowolnego biznesu pozwolić sobie tak bezpardonowo na głowę wchodzić. Przecież wystarczyłoby od Gminnej Łaskawczyni zażądać pisma... i zaskarżyć. No tak, atoli wieść (też gminna) niesie, że lokalna Władczyni Kultury na małżonka w policji - i to aż rzeszowskiej. Co jednak nadal nie do końca tę pokorę tłumaczy.
Bezinteresowne to tępienie prywatnego przewoźnika nie jest: zachęcone ułatwieniami komunikacyjnymi co ambitniejsze młode jednostki pomykają na studia; ba - nawet takie całkiem młode porywają się na naukę w liceach rzeszowskich, a nie w marniutkim sędziszowskim. Za parę lat mogą się zbiesić na dobre...