Dokumenty sądowe w koszu na śmieci. Sąd: "Wyjaś...

IP: *.podkarpacki.net 30.08.11, 19:01
kierownictwo sądu samo powinno pójsc siedziec, albo przynajmniej poszukać sobie innej pracy
    • tkr1953 Re: Dokumenty sądowe w koszu na śmieci. Sąd: "Wyj 30.08.11, 19:18
      Tj. tzw państwo prawne.
      U nas nikt nic nie wie
      i nie ma możliwości.
      Za to wszyscy dbają o swoje interesy mając daleko tzw. Państwo
    • Gość: vitoo obiecuje sędzia Andrzej Borucki. IP: *.rzeszow.vectranet.pl 30.08.11, 22:18
      on nie ma obiecywac tylko przestrzegac prawa!!!!!dymisja albo odwołanie -jedyne wyjscie z tej sytuacji!!!czy to niemozliwe w "panstwie prawa"?
      • Gość: ? Re: obiecuje sędzia Andrzej Borucki. IP: *.ostnet.pl 31.08.11, 09:29
        Jaka dymisja kolego pogięło Cię już do końca ?
        Nie znasz całej sprawy a zabierasz głos jakbyś był ekspertem !


    • Gość: jeszcze Polak Re: Dokumenty sądowe w koszu na śmieci. Sąd: "Wyj IP: 82.177.68.* 31.08.11, 07:41
      CO SĄDZICIE NA TEMAT PRZEPROWADZANIA WYBORÓW W BRZOZOWIE ?
      NAPISZCIE SWOJE OPINIE ! CZY PAŃSTWOWA KOMISJA WYBORCZA MA NADZÓR NAD TAKIMI INCYDENTAMI ? CZY TAK MA BYĆ ?
      www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kraj/1167295-osiem-glosow-czyli-cud-nad-urna.html,0:pag:3,0:pag:2
      "Osiem głosów, czyli cud nad urną
      REPORTAŻ. W urnie znaleziono więcej kart niż wydano wyborcom. - I cisza, i nic! Komisja przeszła nad tym do porządku dziennego - oburza się Małgorzata Chmiel.
      Zdenerwowali się także inni mieszkańcy Brzozowa, którzy po ogłoszeniu wyników wyborów do Rady Miejskiej dzwonili do niej, by oznajmić: "Ale obora! Trzeba coś z tym zrobić!". I wtedy Małgorzata Chmiel pomyślała, że to "granda, Białoruś i koniec!".
      Sprawą wniesionego przez nią protestu wyborczego sądy zajmują się dziewiąty miesiąc. A wszystko przez 8 kart, które nie wiadomo skąd znalazły się w urnie stojącej 21 listopada 2010 r. w lokalu Obwodowej Komisji Wyborczej nr 2.
      ***
      Małgorzata Chmiel do niedawna prowadziła w Brzozowie galerię sztuki ludowej. Interes nie wypalił; przetrwał tylko jej sklep internetowy. Jesienią ubiegłego roku zdecydowała się wystartować, jako kandydat PSL-u, w wyborach na burmistrza i do Rady Miejskiej. Była spoza układu, bo w tym mieście jest tak, że na stołkach są ciągle ci sami ludzie - po wyborach ewentualnie zamieniają się tylko piętrami, bowiem Urząd Miejski jest na pierwszym piętrze budynku, a Starostwo Powiatowe na drugim.
      Wybory przegrała, choć nie z kretesem. Była ostatnia, po będącym burmistrzem w latach 1990-1998 i od 2006 r. Józefie Rzepce, i Henryku Koziku, ale miała prawie 13-proc. poparcie. Mówi, że spore - bo nie prowadziła kampanii. Nie została też radną, ale nie dlatego zdecydowała się wnieść protest przeciwko ważności wyborów do Rady Miejskiej. Zrobiła to dla zasady. Uważa, że jako ławniczka Sądu Okręgowego w Krośnie musiała zareagować na nieprawidłowości.
      A wszystko przez protokół Obwodowej Komisji Wyborczej nr 2, mieszczącej się w starym ratuszu, w którym wyraźnie zapisano, że w urnie znaleziono więcej kart niż wydano wyborcom. Wydano 1032, głosów naliczono... 1040. - I cisza, i nic! Komisja przeszła nad tym do porządku dziennego, a komisarz wyborczy usankcjonował - mówi rozżalona Małgorzata Chmiel.
      Protest wpłynął do Sadu Okręgowego w Krośnie 3 grudnia 2010 r. Napisała go, jak umiała - bez pomocy prawnika. Wiedziała już, że komisja wywiesiła protokół zamiast w nocy z niedzieli na poniedziałek dopiero drugiego dnia po południu. Wiedziała, że opuściła ona ratusz z kartami przed ogłoszeniem wyników, by udać się do Urzędu Miejskiego, gdzie miała siedzibę Miejska Komisja Wyborcza. Wiedziała, oczywiście, też, że Stanisławowi Szałajce, emerytowanemu nauczycielowi, do ponownego objęcia mandatu zabrakło dokładnie jednego głosu! To musiało wzbudzić zastanowienie.
      - Gdyby brakowało kart w urnie - to w porządku: ktoś przecież mógł wziąć sobie na pamiątkę. Ale żeby był nadmiar? Gdyby tak się zdarzało w każdej komisji, to jaki sens miałyby wybory? Albo żyjemy w państwie prawa, albo nie - mówi Chmiel. Co do tego ostatniego ma coraz większe wątpliwości.
      ***
      Przewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej Józef Baran, na co dzień dyrektor Zespołu Ekonomiczno-Administracyjnego Szkół w Brzozowie, pamięta, że podczas jesiennych wyborów komisja z ratusza poganiana była telefonami: bo opóźniała dostarczenie protokołu. I przyznaje, że przewodniczący komisji Marek Wójcik stawił się z kilkoma innymi członkami w UM, bo sami sobie nie radzili z problemem.
      , czyli cud nad urną

      - Od razu było widać, że coś nie gra im z cyferkami. Mówię: "Proszę uzasadnić przyczynę różnicy". Mógł ktoś wziąć kartę i nie wrzucić do urny - tak, ale nie w tym przypadku. Mógł nie potwierdzić, że pobrał - możliwe. Ale członkowie komisji nie wiedzieli, co się stało, bo się wymieniali - przypomina sobie Józef Baran.
      Komisarz wyborczy Arkadiusz Trojanowski, na co dzień sędzia Sądu Okręgowego w Krośnie, nie ukrywa, że takie błędy komisji się zdarzają. Dlatego w protokole jest miejsce na wyjaśnienie niezgodności (tzw. raport ostrzeżeń). W tym przypadku pisano, że różnica w ilości kart związana była z brakiem podpisów w spisie wyborców (choć członkowie komisji przed sądem mówili potem, że mogły trafić się też sklejone karty lub wyborcy zabrali karty bez wiedzy komisji).
      - Czym innym jest niekompetencja członków komisji, a czym innym wpływ tego na ważność wyborów - przyznaje jednak sędzia Arkadiusz Trojanowski.
      Józef Baran daleki jest od podejrzeń o sfałszowanie wyborów: - Nie wierzę, że dodatkowe karty celowo znalazły się w urnie. Członkowie komisji to ludzie z różnych opcji, nikt nie odważyłby się kombinować. Po prostu, komisje czasem mają w składzie nieporadnych ludzi.
      Zaraz po wyborach Stanisław Szałajko, ten, któremu zabrakło jednego głosu, też złożył protest wyborczy do Sądu Okręgowego. Ale został on odrzucony ze względów formalnych. Błaha sprawa - jako pełnomocnik komitetu wyborczego Szałajko powinien był dołączyć pełnomocnictwo. Ale nie dołączył. Gdyby protestował jako osoba prywatna, sprawa zapewne miałaby dalszy ciąg. A tak sąd zajął się tylko protestem Małgorzaty Chmiel.
      ***
      Przed sądem stawili się: ona jako autorka protestu; komisarz wyborczy Arkadiusz Trojanowski i przewodniczący komisji nr 2 Marek Wójcik - jako strony, i kilkoro członków komisji, czyli świadkowie. Każdy, tak zażądała, zeznawał pod przysięgą. Dla Małgorzaty Chmiel był to stres - szary obywatel kontra trzech sędziów zawodowych.
      28 grudnia sąd oddalił protest. Wcześniej ustalił, że były nieprawidłowości w pracy komisji nr 2, m.in. zdarzyło się omyłkowe wydanie dwóch kart, ale ta dodatkowa została zwrócona; było też tak, że jedna z kart wyjętych z urny nie miała pieczątki, ale przybito jej i głos uznano za ważny. Dostrzegł rozbieżności w zeznaniach członków komisji, ale wynikły one, zdaniem sądu, z faktu, że nie przez cały czas pracowała w pełnym składzie.
      Ale przy tym nie przesłuchał trzech członków komisji: uznał, że "stan faktyczny sprawy został dostatecznie wyjaśniony". Odrzucił też wnioski dowodowe przedstawione w trakcie sprawy przez Chmiel (m.in. przesłuchanie członków komisji miejskiej, powołanie biegłego, który stwierdzi, czy nadmiar głosów miał wpływ na ważność wyborów) - bo zgodnie z ordynacją wyborczą powinna była zawrzeć je w proteście.
      Sąd uznał, że "naruszenie przepisów ordynacji wyborczej nie wpłynęło na wynik wyborów (...)" - napisano w uzasadnieniu. Czyli zupełnie coś innego niż zdawało się Małgorzacie Chmiel.
      Na początku stycznia złożyła więc zażalenie na decyzję Sądu Okręgowego. Na posiedzeniu niejawnym 11 lutego Sąd Apelacyjny w Rzeszowie uchylił zaskarżone postanowienie i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia w Krośnie. Nakazał także przesłuchanie wszystkich członków komisji. I przewodniczącego komisji (nie jako świadka, lecz stronę), który w postępowaniu nie ustosunkował się do sprawy.
      Ta trwa nadal. I na jaw wychodzą nowe fakty. Okazało się np., że część wyborców składała podpisy na listach na drugą turę wyborów. I, że przedstawiciel jednej z partii przebywał w lokalu bez stosownych dokumentów. Ostatni członek komisji i jej przewodniczący Marek Wójcik mieli odpowiadać na pytania sądu dzisiaj. Ale kilkanaście dni temu Małgorzata Chmiel wniosła wniosek o wyłączenie ze sprawy sędziów Sądu Okręgowego w Krośnie - uznała, że decydują w sprawie, z którą związany jest ich kolega, Arkadiusz Trojanowski. Nie wiadomo, kiedy zapadnie decyzja, czy wybory trzeba powtórzyć, czy nie - bo sąd odroczył posiedzenie.
      - Będę walczyć o prawdę i sprawiedliwość, bo taką mam naturę - zapowiada Małgorzata Chmiel.
      ***
      Kiedy umawia się na spotkanie z dziennikarzem, podkreśla, że odbędzie się ono, jeśli... dożyje. Żartuje, ale kiedy ogłosiła start w wyborach - już następnej nocy miała pobazgrany dom. "J...ć Brzozovię" - tego
      • Gość: GURU Re: Dokumenty sądowe w koszu na śmieci. Sąd: "Wyj IP: *.star.net.pl 31.08.11, 10:27
        .... no bo są plusy dodatnie i ujemne, tu mamy do czynienia z plusami ujemnymi lokalnej demokracji.
    • Gość: podsądny Re: Dokumenty sądowe w koszu na śmieci. Sąd: "Wyj IP: *.star.net.pl 31.08.11, 10:06
      Małpa, którą teczkę miałeś wziąć i z której szafy?
      Nie pierwszą lepszą tumanie, tylko akta sprawy!
      Na robotę idzie się na trzeźwo, debilu.
      I co teraz, idę kiblować przeez ciebie?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja