Gość: inter
IP: *.nowa-deba.sdi.tpnet.pl
25.05.04, 10:37
Chłopaki nie płacą!
PRZEWORSK. Kilku lokalnych polityków wszczęło awanturę w miejscowym lokalu.
Próbowali zastraszyć właściciela i jego żonę, a wychodząc nie uregulowali
rachunku za spożyte trunki. Był wśród nich wiceburmistrz i przewodniczący
sejmiku województwa podkarpackiego.
Sobotni wieczór. W lokalu 'Studzienka" przy ul. Krasickiego w Przeworsku
panuje kameralna atmosfera. Nagle drzwi się otwierają i wkraczają chwiejnym
krokiem przeworscy reprezentanci władzy. Wśród nich są: wiceburmistrz
Przeworska Leszek Kisiel, przewodniczący Sejmiku Województwa Podkarpackiego
Krzysztof Kłak, były dyrektor Małopolskiej Giełdy Rolno-Towarowej Marcin
Benbenek oraz tajemniczy pan Dzidek, podający się za profesora i osobę wysoko
postawioną w województwie.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyż człowiek "nie wielbłąd napić się musi", i
to jego sprawa jak spędza czas wolny, jednak zachowania niektórych osób z
przybyłego grona, wykroczyły poza przyjęte normy obyczajnego zachowania.
Władzę trzeba sponsorować
Na wstępie jeden z uczestników zasugerował właścicielowi lokalu, że ten
powinien zasponsorować imprezę miejscowym prominentom, gdyż zaszczycili lokal
swoją obecnością. Właściciel lokalu zareagował oburzeniem i jednoznacznie
stwierdził, że nie stać go na takie gesty, a poza tym nie uważa, żeby musiał
stawiać miejscowym urzędnikom, których pensje są wypłacane z jego podatków.
Od tego momentu klimat w lokalu uległ znacznemu pogorszeniu. Panowie zaczęli
prześcigiwać się w arogancji, traktując z góry barmankę, przywołując ją
pstrykaniem palców. Nie odpowiadały szklaneczki, nie odpowiadał gatunek
wódki, śmiali się z przestróg barmanki dotyczących palenia w sali dla
niepalących. Jednym słowem zażądali królewskiego traktowania.
W zdarzeniu tym brała udział dziennikarka Super Nowości (prywatnie żona
właściciela lokalu). "Dostojni" panowie czuli się na tyle bezkarni, że
pozwalali sobie na największe chamstwo, nie obawiając się w najmniejszym
stopniu ewentualnych konsekwencji. – W brukowcu pani pisze - oznajmił Marcin
Benbenek. - A wiesz, że już nie pracujesz, nie napiszesz już kur.. ani słowa,
oświadczam ci to kur... - krzyczał.
Interwencja szefa straży miejskiej
Chcąc udowodnić swe wpływy wiceburmistrz Kisiel telefonicznie wezwał do
lokalu Roberta Dybasia, szefa staży miejskiej w Przeworsku. Miał on
sprawdzić, czy w knajpie nie jest łamana ustawa o wychowaniu w trzeźwości.
Tylko dzięki jego interwencji żona właściciela nie została pobita.
Klienci kończąc imprezę postraszyli właściciela i jego żonę, że doprowadzą do
zamknięcia lokalu, i naślą wszelkie możliwe kontrole by do tego doprowadzić.
- Nie wiesz z kim tańczysz - zwrócił się do właściciela lokalu wiceburmistrz
Kisiel, - Polityka to największe skur... Masz przeje... – kontynuował. -
Jeszcze twoja żona po d... dostanie, już ma wilczy bilet, nikt jej do pracy
nie przyjmie. A tobie zamknę knajpę - spuentował.
Na koniec domagali się wydruku z kasy fiskalnej, której właściciel nie ma
obowiązku posiadać. Po przedstawieniu zwykłego rachunku pan Dzidek zawołał –
Halo halo, będziesz tego żałować, nie igraj z ogniem, to jest rachunek? W
d... sobie wsadź taki rachunek. Jeżeli w ciągu 3 minut nie przyniesie nam
pani faktury VAT, to w poniedziałek zamykam lokal - podsumował.
- Proszę żeby przyszedł właściciel lokalu bo może być ciężko – dodał
niewyraźnie Krzysztof Kłak.
Faktura została wypisana. Prominenci w rezultacie i tak nie zapłacili
rachunku i wyszli podpierając się wzajemnie i zakłócając ciszę nocną.
Wczoraj wiceburmistrz Kisiel był na urlopie. Nie chcąc zakłócać własnego
odpoczynku wyłączył telefon komórkowy. Inny przebieg wydarzeń przedstawił
natomiast Marcin Benbenek. Twierdzi on, że rachunek za wypity alkohol został
uregulowany. Zapis wydarzeń z sobotniej nocy na dyktafonie nie zrobił na nim
żadnego wrażenia. Był wręcz oburzony, że w lokalu ktoś śmiał nagrać jego
groźby pod adresem właściciela knajpy.
– Od kiedy można nagrywać rozmowy w lokalach – pyta ironicznie Benbenek. –
Przecież zapłaciliśmy rachunek. Cała ta historia jest wymyślona przez
właściciela. Tak samo mógłbym ja powiedzieć, że to on właśnie nas zastraszał.
Rozmawialiśmy także z przewodniczącym Kłakiem. Nie będziemy jednak
przytaczać jego wypowiedzi, która w głównej mierze składała się obelg pod
adresem lokalu. Przewodniczący twierdzi, że w jego obecności rachunek został
zapłacony, ale na pytanie kto go uregulował nie chciał odpowiedzieć.
Piotr Galiński, właściciel lokalu nie puści tego płazem prominentom. Dziś
złoży doniesienie do prokuratury o próbie zastraszenia. Istotnym dowodem w
tej sprawie będzie zapis nagrania rozmów na dyktafonie. Jak sam twierdzi
nieuregulowany rachunek mógłby puścić w niepamięć, ale nie chamstwo jakim
wykazali się jego sobotni goście.
To kolejny przykład, który pokazuje jacy ludzie reprezentują nasze
społeczeństwo, i jak czują się bezkarni gwałcąc nasze prawo. Jeszcze bardziej
bulwersujące jest to, że panowie politycy zdawali sobie sprawę, że całe
zajście obserwuje dziennikarz. To zamiast ich powstrzymać dodało im skrzydeł.
Mając stanowiska i znajomości wydaje się im, że stoją ponad prawem.
RENATA GALIŃSKA
ARTUR ZACHARZEWSKI
Piotr Galiński, właściciel lokalu "Studzienka":
- Cała historia rozpoczęła się od odmowy zasponsorowania alkoholu. W ich
mniemaniu to miał być mój obowiązek. Potem zaczęło się obrażanie żony i
obsługującej ich barmanki. Zaczęły się groźby i próby zastraszania. Jeśli nie
zostaną stosownie ukarani będą czuć się bezkarni.
Magdalena Kujawa, barmanka pracująca w "Studzience":
- Panowie bawiący się tego wieczoru zachowywali się skandalicznie. Nie
pasowały im szklanki i obsługa. Starali się za wszelką cenę pokazać, że oni
tu żądzą. Usiedli w sali dla niepalących, a i tak zażądali popielniczki. Nie
pomogły prośby, że w tym pomieszczeniu nie wolno palić.
Robert Dybaś, szef straży miejskiej w Przeworsku:
- Byłem wówczas w tym lokalu, bo prosił mnie o to wiceburmistrz. Miałem
sprawdzić, czy nie jest tam łamana ustawa o wychowaniu w trzeźwości. Przy
stoliku, na którym stał alkohol, siedział między innymi wiceburmistrz, pan
Kłak i pan Benbenek. Po 20 minutach stwierdziłem, że ustawa nie jest łamana i
wyszedłem z lokalu.
Super Nowości z dnia: 25_05_2004