jael53
31.05.12, 15:55
Szczęśliwie wygasła mi 3-letnia umowa z T-Mobile. Poczułam się wolnym człowiekiem... do chwili, gdy doładowawszy telefon, dowiedziałam się, że ważność twojego konta... bla, bla, bla.
W wolnej chwili poszłam do punktu operatora w "Europie". Pytam o umowę - i dowiaduję się, że... po wygaśnięciu umowy czasowej operator ją wznowił jako umowę bezterminową. Wznowił. Zwyczajnie. Bez pytania klienta o zdanie. Nawet bez głupiego powiadomienia klienta o tym swoim uczynku.
Klient, jeśli mu się takie potraktowanie nie podoba, może teraz wypowiedzieć umowę. Te samą, której nie zawierał; ba - o której (gdyby nie zapytał) nie zostałby w ogóle poinformowany.
I, oczywiście, operator na taką okoliczność zawinszował sobie jeszcze miesięcznej karencji. słowem - to klient ma dopłacić za to, że samowolnie został wrobiony w coś, o co nikt go nie raczył zapytać: życzy sobie czy nie.
Operator najwyraźniej ma w... poważaniu, i to głębokim, prawo cywilne, które dość jasno precyzuje, że do zawarcia umowy o świadczenie usług niezbędne są dwie strony: usługodawca i usługobiorca.
Nie wątpię, że taki proceder jest od dawna stosowany; może nie od rzeczy byłoby zainteresować nim co najmniej media?