Gość: qwerty
IP: *.189.221.130.skyware.pl
19.11.12, 13:01
Wielu krzykaczy, tak żarliwie krytykujących ostatnią wypowiedź dotyczącą Łosia i łopatek nie odniosła się w merytoryczny sposób zarówno do samej wypowiedzi, jak i całego problemu. Zarzucano przynależność partyjną, kiepską reputację WSZ, itp. Mało kto potrafił zauważyć sedno sprawy.
Wszak chodziło tylko i wyłącznie o tzw polską myśl techniczną obecną na Podkarpaciu. Sam spojrzałbym jednak na problem znacznie szerzej- a jeśli nie szerzej to na pewno mniej patriotycznie: otóż nie idzie o to, czyja to myśl techniczna ( z reguły właścicielem owej "myśli technicznej" jest ten, kto wyłożył na nią pieniądze, a nie ten kto ją opracował) a o fakt, gdzie ta myśl jest opracowywana. Czy na Podkarpaciu mamy jakieś ośrodki R&D? Otóż w chwili obecnej na Podkarpaciu jedynie wdraża się w życie (przy pomocy naszej taniej siły roboczej) pomysły opracowywane gdzie indziej. Ot, choćby we Wrocławiu, o czym poniżej.
Osobiście uważam, że owszem- lepsze to (Dolina Lotnicza) niż pola buraczano ziemniaczane. Niemniej jednak moim zdaniem do euforii jeszcze bardzo daleko. Podstawowym problemem jest to, iż znakomita większość firm lokujących swoje zakłady na Podkarpaciu, tworzy słabo opłacane miejsca pracy dla pracowników fizycznych. Brakuje wspomnianych wyżej centrów badawczo rozwojowych, w których dobrze opłacaną pracę mogliby znaleźć absolwenci kierunków technicznych wyższych uczelni. W przeciętnym zakładzie DL na 100 etatów 90% to marnie opłacani operatorzy różnych maszyn CNC, natomiast młodzi inżynierowie pracujący za jako takie pieniądze stanowią może 5% załogi...
To, co przyciąga tu inwestorów to benefity związane z działalnością na terenie SSE i tania, podkreślam tania siła robocza (operator CNC na Dolnym Śląsku zarabia 30-50% więcej niż oferują nasi lokalni "giganci").
Powstawanie jedynie samych zakładów produkcyjnych niesie za sobą jeszcze jedno zagrożenie. W dzisiejszych czasach przeniesienie linii produkcyjnej z punktu A do punktu B zajmuje niespełna 3 miesiące. I jeśli za kilkanaście lat ( a może wcześniej, Azjaci szybko się uczą) ktoś dojdzie do wniosku, że tą samą pracę produkcyjną można wykonać np w Indiach, to przeniesienie produkcji z DL do Azji będzie jedynie kwestią czasu.
Takiego zagrożenia nie ma w przypadków centów badawczo-rozwojowych. Jak pokazuje obecna sytuacja, większość ośrodków R&D nieprzerwanie od wielu lat znajduje się w lokalizacjach, w których siła robocza należy do najdroższych na świecie.
Dzisiejsze Nowiny donoszą:
"Lotniczy gigant woli centrum badawcze we Wrocławiu niż na Podkarpaciu"
4000 mkw. przestrzeni biurowej oraz hala testowa, w której projektowane i ulepszane będą komponenty mechaniczne i systemy wykorzystywane w lotnictwie. Tak ma wyglądać nowoczesne Centrum Badawczo-Rozwojowe firmy UTC Aerospace Systems (dawny Goodrich) w stolicy Dolnego Śląska. Do 2015 roku pracę znajdzie tam ponad 300, sowicie opłacanych inżynierów.
Ciekawe dlaczego? Odpowiedź jest o tyle smutna co oczywista.
Firma UTC znana jest na Podkarpaciu chociażby ze swojej nowej fabryki w podrzeszowskim Tajęcinie. Od kilku tygodni produkuje w niej części do podwozi lotniczych. Dlaczego więc nie udało się przekonać przedstawicieli koncernu do zainwestowania również w kadrę i nowoczesne technologie napędzające przemysł? Zwłaszcza, że zarobki w takich biurach konstrukcyjnych, jakie ma powstać we Wrocławiu, są dużo większe niż w halach produkcyjnych.
Nie dalibyśmy rady...
Przedstawiciele Politechniki Rzeszowskiej tłumaczą, że kadrowo nasz region nie byłby w stanie obsłużyć nowoczesnego centrum. - Specyfika naszego przemysłu jest inna niż ta, w którą inwestuje amerykańska część koncernu UTC. Zakłady WSK, gdzie zatrudnienie znajdują nasi inżynierowie nigdy nie zajmowały się np. systemami sterowania silników. Od dawna zamawiają je właśnie z zakładów we Wrocławiu – tłumaczy Aleksander Taradajko, rzecznik uczelni.
Nasi lokalni włodarze mają jednak niesamowity dar- nawet bolesną porażkę potrafią przeinaczyć i zamienić w sukces:
O wrocławskim centrum w kategorii straconych szans nie mówi też Andrzej Rybka, dyrektor Stowarzyszenia Grupy Przedsiębiorców Przemysłu Lotniczego Dolina Lotnicza. - Dolina Lotnicza to twór, który ma dużo szerszy zasięg niż tylko Podkarpacie. To cały polski klaster lotniczy, który nie lubi barier administracyjnych – wyjaśnia.
- Pewnie, że patrząc na tę inwestycję przez pryzmat utraconych korzyści można powiedzieć, że straciliśmy szansę na większe wpływy do lokalnego budżetu. Bo tych trzystu inżynierów zarobi rocznie ok. 20 mln zł i część z tych pieniędzy trafi do Wrocławia a nie Rzeszowa. Nie wspomnę już o samej, budowie centrum, w którą na pewno zaangażowane byłyby lokalne firmy – tłumaczy Krzysztof Kaszuba, rektor Wyższej Szkoły Zarządzania w Rzeszowie.
- Ale pamiętajmy, że w ekonomii nie ma miejsca na patrzenie regionalne. W tym wypadku zadecydowała po pierwsze dostępność kadry, bo jednak UTC od lat współpracuje z Politechniką Wrocławską i Poznańską. A po drugie czynnik lokalizacyjny i dogodność transportu – dodaje ekonomista.