bijelodugme
02.01.13, 20:14
"Nie interweniowaliśmy tylko dlatego, że ja leżałam w gorączce, a mąż stracił głos. Ale na pewno tej sprawy tak nie pozostawimy - zapowiada pani Krystyna. "
Pewnie jutro się dowiem, że inna Pani Krystyna pozwie sklepikarzy, że mało na utratę życie przez zagłodzenie jej nie doprowadzili, bo w sylwestra sklepy pracowały krócej albo w ogóle. Już sama retoryka na początku tej opowiastki mówi z kim mamy do czynienia, najpierw odwołanie się do braku właściwej "troski" o pacjentach, linijkę później pacjent zmienia się w klienta... Epidemia jakaś wybuchła czy co? Pani Krystyna to tez cały rok bez przerwy pracuje? Czy przychodnia jest od przypadków zagrażających życiu? No ludzie to już się śmieszne robi... Cud normalny się stał dwa dni później, kiedy Pani Krystyna odzyskała na tyle siły by pójść do redakcji opowiedzieć jak to ją ogromnie skrzywdzono...