3jw60
13.03.13, 18:48
Żona jest lekarzem, córka pracownikiem naukowym UM-edu. I sami nie wiemy jak mamy postępować. Kiedyś miałem poważne złamanie nogi. Pogotowie zawiozło mnie do szpitala, przeprowadzono operację - doskonale. Podczas odwiedzin ordynator poznał żonę - razem byli na roku. Nikt nic nie chciał, ale przy wypisywaniu daliśmy do gabinetu lekarzy i do pielęgniarek kosze ze słodyczami. W sumie napewno więciej kosztowały niż "jakaś łapówka". To było dla mnie - jako pacjent z ulicy spotkałem się z życzliwością i fachowością, "rewanżując się" odczuwałem potrzebę zrównoważenia długu powstałego w stresie powypadkowym. Żona miała kiedyś przypadek kiedy nie udało się uratować pacjentki - zmarła. Przywieziono ją na operację woreczka a zmarła na udar. Rodzina złożyła doniesienie, że słyszeli iż pacjentka wczaśniej dała jakieś pieniądze. Sprawa upadła - osobę przywiozło pogotowie i nikt jej wcześniej nie widział. Co by było gdyby do szpitala została przyjęta w zwykłym trybie? W sumie nie mam ogólnego zdania - każda sprawa jest indywidualna. Między pacjentami i lekarzami powstają jakieś emocjonalne sytuacje i z własnego przypadku wnioskuję, że znzczna część "łapówek" to rozładowanie własnych emocji.