lechowski51
05.07.14, 11:19
dla Ateistycznych Dewotek.Nie podoba wam sie chrzescijanska moralnosc i kultura?.To bedziecie mieli szariat.
Terytoria w Syrii i Iraku podbite przez odłam Al-Kaidy zgodnie z deklaracją jego przywódców sprzed paru dni są jednym Islamskim Państwem - lecz w różnych stadiach rozwoju. Irackie miasta z Mosulem na czele zajęto w ciągu ostatniego miesiąca; trwa tam jeszcze rewolucyjny zamęt. W opanowanych w ub. roku syryjskich prowincjach Rakka i Aleppo władza dżihadystów okrzepła. Warto tam zajrzeć, by zobaczyć, jak wkrótce będzie wyglądał pod ich rządami Irak.
Państwowotwórczego zadania podjęła się wyrosła w Iraku na bazie Al-Kaidy grupa Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie (IPIL) przemianowana ostatnio na Islamskie Państwo. Na froncie militarnym IPIL próbuje powiększyć swoje zdobycze i obronić dotychczasowe przed kontrofensywą wojsk wiernych rządom w Bagdadzie i Damaszku. Na politycznym - chce pokazać, że potrafi rządzić. Że ludność sunnicka, w której imieniu walczy, nie powinna się bać.
Islamskie Państwo z Aleppo wydało w tym celu broszurę. Z jej kart wyziera kraina mlekiem i miodem płynąca. Zdjęcia pól z pszenicą o pełnych kłosach przeplatają się z przemalowanymi w czarno-białe barwy dżihadu gmachami sądów i policji. Pracownicy komunalni podlewają przydrożne drzewka, piekarze pieką chleb, mali chłopcy uczą się religii w meczecie. Raport zapewnia, że region osiągnął żywnościową i energetyczną samowystarczalność, zreorganizowano sądy (jedne wydają orzeczenia na bazie prawa islamskiego, inne rozpatrują skargi na żołnierzy IPIL), zapowiada też redystrybucję dochodu "według stopnia ubóstwa".
Obraz wyłaniający się z innych doniesień jest mniej różowy. W zeszłym tygodniu pokazano zdjęcia ośmiu ukrzyżowanych przez IPIL w Aleppo bojowników z konkurencyjnych grup. Rutynowe są baty, spadają ścięte głowy.
Egzekucje i modlitwy
48-letnia Salma z sąsiedniej Rakki powiedziała lokalnym reporterom, że po udanej ofensywie w Iraku IPIL nabrał pewności siebie: - Zaczęli wszystkich gorzej traktować i pilnować przestrzegania ich praw. W ramadanie [miesiąc postu] kobiecie nie wolno wyjść na ulicę bez towarzystwa mężczyzny.
W Rakce odbywa się do pięciu publicznych egzekucji tygodniowo, zwłaszcza dezerterów. Picie alkoholu i seks pozamałżeński są zakazane. Każdy pojazd przybywający z mniej pobożnych prowincji jest zatrzymywany na rogatkach. Przed punktem kontrolnym kierowca prosi kobiety, by założyły burkę odkrywającą tylko oczy. Gdyby tego nie zrobiły, kierowca zostałby ukarany.
Patrole IPIL złożone najczęściej z imigrantów, np. z Czeczenii, i ich żon, sprawdzają, czy kobiety noszą się zgodnie z zasadami. Mężczyźni przeskakują przez mur żeńskiej szkoły, a kobiety z karabinami wchodzą drzwiami. Dziewczynki, które przydybano niewłaściwie ubrane, są bite albo aresztowane na kilka godzin razem z nauczycielami i dyrekcją.
Za kobiety z rodziny odpowiadają mężczyźni. Za niedopilnowanie żony czy córki albo za palenie bądź sprzedaż papierosów obrywają po kilka batów na miejskim placu.
Wszyscy muszą się modlić pięć razy dziennie. Sklepy są obowiązkowo zamykane w godzinach modlitwy, mężczyźni idą do meczetów albo tworzą grupy modlitewne w miejscu pracy.
- Wielu tylko udaje, że się modli - mówi gazecie "Al-Hayat" 40-letni Chaled. - Nie obmywają się przed modlitwą. Sklepikarze zaciągają żaluzje i czekają na koniec modłów. Ale patrole IPIL mogą ich nakryć i zmusić do modlitwy. Oczywiście dla ich dobra.
- Zaciągniemy was do raju nawet w łańcuchach - oznajmił wiernym tunezyjski imam z Rakki.
Potrzebne ręce do pracy
W Iraku Islamskie Państwo rządzi lżejszą ręką. Po pierwsze - bo chce zachęcić uchodźców do powrotu - w ciągu miesiąca walki wygnały z domów ok. 1 mln ludzi, w tym pół miliona z Mosulu. Wielu jego sunnickich mieszkańców, którzy uciekli do Kurdystanu, już wróciło.
Islamskiemu Państwu brakuje rąk do pracy, o czym świadczy wezwanie "kalifa" Abu Bakra al-Bagdadiego skierowane do wyznawców z innych krajów: "Zapraszamy sędziów, lekarzy, inżynierów i osoby z doświadczeniem wojskowym i administracyjnym. Spieszcie się, bo Syria nie jest już dla Syryjczyków, a Irak - dla Irakijczyków!".
Po drugie, w Iraku IPIL stworzył wielką sunnicką koalicję, do której weszli też zwolennicy państwa świeckiego, jak członkowie rozwiązanej po wojnie z 2003 r. partii Baas Saddama Husajna. Dżihadyści nie chcą ich do siebie zniechęcić, niemniej widać już oznaki kruszenia się tego sojuszu. Baasistów rozeźlił wydany przez IPIL zakaz posiadania zdjęć Saddama Husajna. W mieście Hawidża doszło do starć bojowników postsaddamowskiej Armii Nakszbandi z żołnierzami Islamskiego Państwa.
W Mosulu uzbrojeni rebelianci zniknęli z ulic, zapewne zdobywają kolejne miasta. Administracja jest w rękach dawnych ludzi Saddama. Przestrzegania prawa koranicznego na razie nie wymusza się siłą, rebelianci wydali w tej sprawie ulotki. Ale ręka swędzi. Tak jak niegdyś talibowie w Afganistanie arabscy dżihadyści zniszczyli zabytki Mosulu, w tym grobowiec islamskiego historyka Ibn Athira i kilka pomników twórców kultury. Sprzed kościoła zniknęła statua Dziewicy Maryi.
Zatrudnieni w budżetówce sunnici muszą się zgłosić do rebeliantów, wyrazić żal, po czym otrzymują glejt niewinności. Ich nazwiska się rejestruje, na wypadek gdyby kiedyś chcieli wrócić na służbę Bagdadu - wtedy zostaną zabici.
Mniejszości, jeśli jeszcze nie uciekły, żyją w strachu. Porwano dwie zakonnice. Kilkudziesięciu indyjskich budowlańców zostało robotnikami przymusowymi. - Szyitom [uznawanym przez IPIL za niewiernych], jeśli nie da się ich wymienić na jeńców, obcinają głowy - twierdzi Hassan, Kurd, który spędził 16 dni w niewoli, nim rodzina wysupłała 50 tys. dol. na okup.
Entuzjazm stygnie
Odczucia sunnickich mieszkańców Mosulu są mieszane. Cieszą się, że IPIL zburzył betonowe bariery, którymi siły rządowe podzieliły miasto. Cieszą się z przegnania chciwych szyickich urzędników i policjantów, którym musieli się opłacać. Ale ich entuzjazm słabnie. Najbardziej studzi go coraz gorsze zaopatrzenie. Do jedynej czynnej stacji benzynowej ludzie stoją wiele dni w kolejce. Są przerwy w dostawie prądu i wody, budżetówka nie dostaje pensji.
- Ludzie cierpią - mówi Abu Othman z Mosulu. - To są bojownicy, nie potrafią administrować państwem.
W Mosulu nie ma publicznych egzekucji, nie zakazano tytoniu. Ale miesiąc miodowy nie potrwa długo - IPIL już zbiera podatki i haracze za "ochronę". Podobnie było z początku w Falludży zajętej przez dżihadystów w styczniu; dziś słychać o ścinaniu głów i biczowaniu.
Cały tekst: wyborcza.pl/1,75477,16274518,Sceny_z_zycia_w_kalifacie.html#ixzz36a9cv89u