Gość: jawo
IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl
10.06.02, 20:31
Właśnie trafiłem na Wasze forum i proponuję temat na czasie. Przed wyborami
samorządowymi i pierwszymi w historii bezpośrednimi wyborami prezydenta
Rzeszowa.
Temat nie jest nowy, był już poruszany w styczniu w wątku "Powiększyć Rzeszów"
http://www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?
dzial=0511&forum=RZESZOW&wid=946725&aid=946725&layout=2. Chciałbym, by to co tu
napiszę ,było kontynuacją tamtej dyskusji.
Miałem okazję jako pracownik służb rozwoju miasta złożyć propozycję zajęcia się
tematem i wstępne opracowanie, ale niestety nie znalazła ona zrozumienia :( u
wpływowych :( osobistości w mieście.
Na ten temat pisała Redaktor Bujara z Gazety w Rzeszowie 14. i 16.09.1999 roku.
Rzeczywiście mamy powierzchnię mniejszą nie tylko niż Tarnobrzeg, ale i Stalowa
Wola i Nisko (dla sprawiedliwości podajmy że w tych dwóch ostatnich jest sporo
lasów, ale jednak), a także porównywalną do.... Mielca i Ropczyc (he, he).
I rzeczywiście obecne granice administracyjne, pochodzące z 1976 roku (Rzeszów
miał wtedy ok 100 tys. m-k), a tak na dobrą sprawę z... 1950 roku (Rzeszów miał
wtedy ok. 45 tys. mieszkańców) są podtrzymywane sztucznie, tzn. są ciaśniejsze
niż faktyczny rozwój miasta, jaki nastąpił w ostatnich latach i je przekroczył,
szczególnie w zakresie zabudowy jednorodzinnej - nie tylko willowej, ale i np.
szeregowej. Kiedy inne miasta w latach 70, 80 i 90 powiększały swoje obszary
nieraz kilkukrotnie jeśli chodzi o ilość i wielkość, my nie przyłączyliśmy ani
ara. Zakres powiększenia, które z wielu powodów musi jak najszybciej nastąpić,
musi być jednak przedmiotem wnikliwej analizy. Powiększenie nie może odbywać
się "samo dla siebie", musi mieć jakiś cel i argumenty. Za taki trudno uznać
ten, który leżał u podstaw prób działań w tym zakresie z 1999 roku, a chodziło
wtedy o przyłączenie terenów zamieszkałych, tak by liczba mieszkańców Rzeszowa
przekroczyła 200 tys., co wiązać się miało z korzystniejszym systemem dotacji
centralnych dla miast ponad 200-tysięcznych. Argumentów za jest jednak sporo i
to ważkich. Jednym z nich niewątpliwie jest faktyczny rozwój miasta poza jego
obecnymi granicami. Kuriozum jest tu osiedle Miłocin-Kolonia obok technikum
rolniczego, funkcjonalnie należące do Rzeszowskiej Baranówki, a
administracyjnie... do odległego o 13 km Głogowa. To nie jest "rybka":
mieszkający tam ludzie korzystają w pełni z miejskiej infrastruktury: mają
miejskie autobusy w miejskiej strefie, rzeszowską wodę i kanalizację w tej
samej cenie co mieszkańcy Rzeszowa (a budowę ujęcia i oczyszczalni finansuje
Rzeszów - czyli my - wszyscy mieszkańcy Rzeszowa - bez udziału gmin
okolicznych. To Rzeszów brał kredyty na kosztowną modernizację technologii
uzdatniania wody i na zwiększenie przepustowości oczyszczalni i Rzeszów,
czytaj my wszyscy je płacimy.) MPWiK utrzymujący sieć także utrzymuje miasto
Rzeszów. A podatki od mieszkających tam osób wpływają do kasy gminy Głogów Młp.
A to niemało: podatek od nieruchomości, gruntowy, i 26% kwoty podatku od
dochodów osobistych (popularny PIT). W ogóle większość podrzeszowskich
miejscowości, w sumie ok. 20 tys. osób poza Rzeszowem korzysta w rzeszowskiej
sieci wodno-kanalizacyjnej. Nie licząc składek komitetów społecznych ds. budowy
sieci wod-kan i kosztów ponoszonych przez gminę na sieć, gminy okoliczne nie
dały grosza na kosztowne rozbudowy ujęcia wody ani oczyszczalni ścieków. Ceny
jakie płacą mieszkańcy okolicznych miejscowości za wodę i ścieki są identyczne
jak dla mieszkańców Rzeszowa - ceny ustalane są uchwałą Rady Miasta Rzeszowa i
do niedawna (a założę się że i dziś też) dotowane z miejskiej kasy. Tak więc
teorie o potrzebie "ładowania pieniędzy w infrastrukturę" typu woda
kanalizacja, gaz itp. na przyłączonych terenach można spokojnie włożyć między
bajki. Przeciwnie - to co mamy teraz to jakiś rodzaj pasożytnictwa na tkance
miejskiej Rzeszowa i naiwności polityki miejskiej. Tym zresztą Rzeszów różni
się od innych miast w Polsce, które często właśnie przez zróżnicowanie cen za
wodę i ścieki dla mieszkańców miasta (dotowane) i spoza miasta (niedotowane)
stwarzają zachętę do przyłączenia się do miasta okolicznych terenów. Jeśli do
tego dodać znaczący odpływ najbogatszych mieszkańców Rzeszowa, którzy budują
się powszechnie "o rzut kamieniem": funkcjonalnie w mieście, a administracyjnie
poza nim, sytuacja dla władz Rzeszowa (i dla nas) powinna jawić się jako
niewesoła: spadek liczby mieszkańców i spadek wpływów do budżetu miasta (to już
mamy: tegoroczny budżet będzie nominalnie mniejszy od zeszłorocznego). Co
więcej w wykładanych do publicznej wiadomości planach rozwoju okolicznych wokół
Rzeszowa gmin w najbliższych latach zakłada się silne wykorzystanie bliskości
miasta i budowę de facto dzielnic Rzeszowa w granicach administracyjnych tych
gmin na terenach przygranicznych.
Dość powiedzieć, że roczny przyrost liczby mieszkańców terenów okolicznych
sięga nawet 3%, a samego Rzeszowa w ostatnich latach nie przekracza 3 promili.
Zresztą, kto zbierał np. atlas samochodowy Super Nowości albo ma z księgarni
nowy, niech popatrzy w nim na okolice Rzeszowa i innych miast, nawet już nie
tylko obecnych 18 miast wojewódzkich (18 bo w dwóch województwach są po 2
stolice), ale też i tych większych ze "starych" 49 województw: prosze popatrzeć
na zasięg terytorialny dzielnic, np. Konina, Włocławka, Krakowa w stronę
Wieliczki, Gdańska i wielu innych i stopień odsunięcia ich od centrum wokół
Rzeszowa i w innych miastach. Rzeszów jest 24 pod względem wielkości i 63 pod
względem powierzchni w Polsce. Spośród 65 miast na prawach powiatu (tzw.
powiatów grodzkich), których przeciętna powierzchnia w Polsce wynosi 100,63
km2, Rzeszów z 53,7 km2 zajmuje 49 miejsce, ostatnie spośród 18 miast -stolic
16 województw. Naturalną konsekwencją tego stanu rzeczy jest jedna z nawyższych
w Polsce lokata jeśli chodzi o gęstość zaludnienia czyli osób przypadających na
1km2: 8 wśród miast ponad 25 tysięcznych, 6 wśród miast na prawach powiatu i
trzecia - za Warszawą i Białymstokiem wśród miast wojewódzkich, z tym że te
ostatnie dane szybko mogą się zmienić i będziemy pierwsi: Warszawie szybko
ubywa mieszkańców, a Białystok rozpoczął właśnie proces włączania
podbiałostockich miejscowości od 1 stycznia tego roku. Oczywiście statystyka
nie może być głównym argumentem za powiększeniem obszaru Rzeszowa, ale jest
ważną informacją jak bardzo zostaliśmy w tyle i jak bardzo jesteśmy wyjątkowi w
prowadzonej w tym zakresie polityce. Poza tym jest kryterium działań
podejmowanych w urzędach centralnych dotyczących nie tylko wielkości dotacji
wynikających z liczby ludności, lokalizacji na podstawie tego samego kryterium
siedzib urzędów regionalnych (właśnie zaczyna się ich odpływ z Rzeszowa) ale w
ogóle przyznania praw do pełnienia funkcji administracyjnych. Można oczywiście
pisać zdania typu: " Polecam trochę lektury na
temat uwarunkowań polityki przestrzennej i zagospodarowania miast", tylko że
jak z powyższego wynika albo cała reszta Polski ma w nosie tego typu lektury,
albo czyta jakieś inne - dość że na tym wychodzi lepiej od nas - to Rzeszów
jest we wszystkich chlubnych rankingach związanych wprost ze skutkami
prowadzonej polityki przestrzennej w miastach jest na ostatnim miejscu, a w
niechlubnych na pierwszym.
Obecna polityka władz miasta, jak twierdzą niektórzy ma na celu "poczekanie" aż
okoliczne gminy wybudują Rzeszów na swoim terytorium, żeby potem "przenieść
tabliczkę z napisem Rzeszów" dalej od centrum. Temu ma służyć propagowanie tu
zupełnie nie realnej i śmiesznej idei Rzeszowa jako metropolii otoczonej
wianuszkiem miejscowości o wysokim stopniu zurbanizowania. Nierealnej, bo
jedynym skutkiem realizacji takiego pomysłu będzie chaos i bałagan
przestrzenny. Już jest Np. Uniwersytet Rzeszowski ma dziś na pewno jeden, a
chyba już 2 wydziały w... Krasnem. Dobre, prawda? Ni