Gość: jah-szopena
IP: *.man.rsk.pl
03.01.06, 11:30
Ma rację pan Zieliński, nie ma już w Rzeszowie pięknego deptaka, nie ma
urokliwej kawarenki "Tatrzańska" z wysmienitymi pączkami, nie ma "reklamy",
gdzie wyświetlano zwiastuny filmów ( a teraz tam mamy pomnik "przypadkowego
bohatera" tworzonego na polityczne zamówienie, nie kina letnego , nie ma
górki "cwajga" nie ma pięknych olszynek i "małpiego gaju", nie ma
lodowiska "sokoła" i kręgielni znajdującej się obok.Małe wyjaśnienie co do
Klubu Łącznościowca, były tam świetne potańcówki, ale grał tam nie tylko
Nalepa, był taki pan Tadeusz Inglot, który stworzył świetny zespół muzyczny
(grali tam: Waldek Acedański,Janek Solak,Olek Kupiszewski,Jerzy Bąk,
Krzysztof Potocki, sporadycznie Jurek Sowa, Adam Adamski),ten zespół
praktycznie przygrywał do tańca w tym klubie do końca jego działalności.Na
te imprezy "waliły" tłumy, nie wszyscy , którzy chcieli tam się bawić mieli
szanse na dostanie się do środka. Pan Janusz Siwecki kierownik Klubu i jego
pracownica pani Krysia pilnowali ( z pozytywnym skutkiem ) porządku.Ale
wracając do tłumnych spacerów po "maja", był w tym jakiś rytuał, jakiś
porządek.Ludzie żyli skromniej, ale spokojniej, byli w stosunku do siebie
bardziej życzliwi,przyjacielscy.Moje pokolenie z nostalgią wspomina te nasze
młode lata spędzone w Rzeszowie.