Gość: Lilith IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.06, 09:19 To jest właśnie Polska... Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: polak Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.246.jawnet.pl 30.01.06, 10:24 Tak to jest wlasnie Polska w ktorej najwiekszym specjalista od ratowania jest weterynarz i to on wie najlepiej bo jego pies na zawodach byl lepszy niz inne 18 psow, za reczam ze na Ślasku nie brakuje psow, tym bardziej dobrze wyszkolonych, przeciez w akcji braly udzial oddzialy ratownicze z calej poludniowej polski, ale pewnie szanse pochodzic po ruinie hali powinni dostac wszyscy ktorzy chcieli, tak byloby sprawiedliwie i wogole fajnie... eh kazdy w tym kraju zna sie na wszystkim, weterynaz na ratowaniu ludzi, informatyk na ratowaniu psow a elektryk na rzadzeniu.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: autor Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 11:03 więc wbij sobie do głowy,że: 1. Marta jako jedyna w polsce jest kwalifikowanym sędzią psów ratowniczych 2. tylko ta ekipa miała psy "gruzowe", 3. są najlepiej szkoleni w kraju i mają największe doświadczenie w szukaniu pod gruzami (inaczej się szkoli psy do lawin, szukania w lesie, wodzie itd) 4. miejsce tragedii było tak duże, że mogły pracować różne ekipy 5. przestali szukać o 22, szukali na "czuja", .... nie wiesz, nie zabieraj głosu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: toma Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.stowplaneta.org / 82.160.77.* 30.01.06, 11:08 Przede wszystkim nie był to weterynarz lecz wtedy był nim ratownik - czy członków GOPRu też będziesz sie czepiał za to co robią na codzień? To że wolontariusz nie znaczy że się na tym nie zna - za wcześnie jest jeszcze na oceny ale mnie też dziwił brak chociażby namiotów gdzie można byłoby ogrzać i ratowników i lżej poszkodowanych czekających na transport do szpitali... I nie gadaj że Ci ludzie chcieli "...pochodzic po ruinie hali..." bo robią to bezinteresownie a często za swoje własne pieniądze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: autor Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 11:10 jeszcze jedno: - mieszkaniec pobliskiego bloku, ze swoim psem, znalazł ofiarę - ratownicy nie mieli planów ani map (brakło nawet ulotek targowych Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tomek Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.prokom.pl 30.01.06, 11:11 ehh ... poczytałbyś coś więcej na www.storat.pl, poszukał informacji o człowieku zanim zabierzesz się do pisania i oceniania ... "Marta Gutowska - jedyny w Polsce międzynarodowy sędzia kynologiczny do oceny psów ratowniczych, instruktor szkolenia psów Związku Kynologicznego w Polsce (ZKwP), wieloletni konsultant GOPR ds. szkolenia psów ratowniczych" Ratownictwem z psami zajmuje się ponad 30 lat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hjgd Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 11:42 Poza tym to nie było tak, że ratownicy ze STORATU "chcieli" wziąść udział w akcji ratowniczej - zostali na nią WEZWANI - a później nie wpuszczeni na teren gruzowiska. Dlaczego nie wykorzystano wszystkich możliwości ratowania ludzi? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asia Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 12:11 Mówisz o udziale oddziałów ratowniczych z całej południowej Polski - a przecież na ruiny zostały wpuszczone jedynie psy strażackie, obecne były również psy lawinowe GOPR-u (ale mnie mam pewności czy brały udział w akcji), odrzucono wykwalifikowaną pomoc psów gruzowych STORATU oraz psów z Niemiec i Izraela. Nie twierdzę, że psy strażackie nie mają odpowiedniego wyszkolenia, ale dlaczego zrezygnowano z pomocy innych? Poza tym podczas pracy psów strażackich zalecono bewzględną ciszę i wycofano ekipy ratownicze, pierwszy raz spotkałam się z sytuacją, że psy gruzowe muszą pracować w ciszy... Psy Storatu są wykwalifikowanymi psami gruzowymi po międzynarodowych szkoleniach tak samo jak ich przewodnicy, a pies gruzowy to nie to samo co pies ratowniczy, poszukiwawczy czy lawinowy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asia Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 12:13 cytat: Storat prowadzi szkoleniowo Marta Gutowska - pierwsze polskie psy ratownicze, zdajace egzamimy w Austrii w Czechoslowacji to byly jej psy - pierwsza legitymacja psa ratowniczego z 1974 roku, sprzed 32 lat to byla legitymacja jej suki. Marta Gutowska przez wiele lat byla konsultantem szkoleniowym GOPRu, szkolila i egzaminowala GOPR-owskie psy lawinowe. Od czasu utworzenia Storatu jest tam szefem szkolenia - psy przez nia szkolone uczestnicza od pieciu lat w akcjach ratowniczych zawsze w porozumieniu z Policja czy Straza. Tylko w ub. roku bylo takich akcji 20. O akcjach - kazda jest udokumentowana raportami policyjnymi - mozecie poczytac na stronie STORAT-u. Lekcewazenie kogos o takim doswiadczeniu - jest czyms, co mi sie nie miesci w glowie, co mozliwe jest chyba tylko w Polsce. Te psy byly przygotowane do pracy w nocy, w ciemnosci - oprocz egzaminu IRO regulamin wewnetrzny STORAT-u wymaga zaliczenia szalenie trudnej parogodzinnej nocnej akcji poszukiwawczej. Mimo porozumienia o przyjezdzie - odprawiono je. Bez wykorzystania ich pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marek Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.ariadna.pl 03.02.06, 15:05 cyt. "Tak to jest wlasnie Polska..." Ech ci amatorzy, chcą się pokazać... Proponuję zlikwidować WOPR bo to amatorzy (chcą popływać), a PSP kupiło sobie ponton z silnikiem... Olejmy GOPR, TOPR, JOPR i wszystkie inne grupy ratownictwa górskiego/wysokościowego, bo to też amatorzy (chcą się powspinać i połazić po lawiniskach), a przecież PSP ma liny, pasy asekuracyjne, drabiny i łopaty... Wywalmy strażaków z OSP bo to wszystko chłopki, czerwone karki od pługa oderwane... My mamy lepsze gaśnice... Wywalmy większość ratowników górniczych (zostawmy tylko etatowych z CSRG), bo większość z nich zna się tylko na napier... kilofem, a udział w akcji ratowniczej biorą dobrowolnie (znaczy też amatorzy)... Wywalmy fachowców z Niemiec bo to Szwaby co psy szkolili w Obozach Koncentracyjnych... Wywalmy fachowców z Izraela, bo to przeciesz Żydy przebrzydłe i nie będą swymi brudnymi łapami Polaka-Katolika tykać, nie wspominając o tym, że żydowski pies (na pewno kastrat!) będzie pchał swój pogański nos w nasze polskie gruzy... TAAAK... TO JEST WŁAŚNIE POLSKA... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: polak Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.246.jawnet.pl 30.01.06, 14:06 Oczywiscie, specjalisci ktorzy ratowali ludzi byli zli a Ci ktorzy nie ratowali byli najlepsi... bardzo ciekawa opinia i jaki obiektywizm. Na miejscu akcji juz od godziny 18 byli strazacy i to oni podjeli decyzje i zarzadzali akcja. Szkolenia dot. takich akcji na slasku odbywaja sie bardzo czesto np. ewakuacja spodka, kin i teatrow. Odpowiedzialne osoby nie umywaja sie od odpowiedzialnosci za przebieg akcji ratunkowej. Ale napisanie kilku zlosliwych zdan nic nie kosztuje i podaje sie opinii spolecznej informacje o tym ze moze tam jeszcze byli zywi ludzie. Moze nawet zyli, tylko ze bylo na nich 100-200 ton konstrukcji stalowej i co te psy mialy zrobic? Ludzie chcecie jatrzyc czy zabrac glos w dyskusji. Pani weterynarz dziekuje i z calego serca zycze powodzenia! Śląsk to wiele miest polaczonych w jedna aglomeracje, slozby ratownicze sa bardzo dobrze wyszkolone, zanim jakis dziennikarz przekaze opini spolecznej opinie ze cos bylo nie tak, niech lepiej dobrze sie zastanowi co chce osiagnac, bo chyba nic dobrego... na miejscu akcji bylo okolo 1500 osob i pewnie kazdy by chcial wejsc z lopata i szukac zywych ludzi. A niemcy niech sie zajma swoimi realami i kauflandami na ktorych jest po metr sniegu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: polak Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.246.jawnet.pl 30.01.06, 14:13 i jeszcze jedno, akcja ratunkowa na takiej powierzchni, przy takim zagrozeniu dla ratownikow i liczbie ratujacych to nie miejsce na popisy, ale WIELKA odpowiedzialnosc. Jednostki ratownicze tym sie roznia ze realizuja rozkazy, ktore byly jednoznaczne. To ze ktos jest najlepszy, naj i naj i cos tam wygral NIGDY nie zastapi obiektywnej oceny sytuacji miejsca i czasu. Ktos ta decyzje podj i naucz sie ze w sluzbach z rozkazami sie nie dyskutuje. Wole taki stan niz anarchie i rzady setek najlepszych amatorow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rz Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 20:35 Psy strazackie schodzily z gruzowiska co 10 min, storatowe nie musza, strazackie musza miec cisze, storatowe nie, strazackie nie moga pracowac przy innych ratownikach, storatowe tak, strazackie skonczyly zdyszane i z pocharatanymi nogami, storatowe nie zastapily ich, pojechaly do domu. Gratuluje wlasciwego pojecia o anarchii czy jej braku oraz o slusznosci hierarchii podczas akcji poszukiwawczych. Storat bral udzial ponad 100 akcjach i wlasnie dzieki temu, ze maja w tej kwestii niezmierne doswiadczenie "pani weterynarz" zacisnela zeby i poprostu wsiadla spowrotem do radiowozu, bo wie o tym doskonale, ze na akcji sie nie dyskutuje. Strazacy rzeczywiscie ponosza WIELKA odpowiedzialnosc, ale za to, ze WYGONILI pomocna dlon najlepszej w Polsce ratowniczej organizacji z psami ratowniczymi, oraz genialnej jednostki z niemiec. Obie te organizacje podobnie jak i od niedawna straz pozarna nalezy do miedzynarodowej organizacji psow ratowniczych IRO, w ktorej wlasnie PSP dopiero "raczkuje". Nie uwazasz polaczku, ze straz pogwalcila wspolprace z Policja (narazajac ja na koszty i lamiac jej wezwania do akcji), ze storatem i organizacja z niemiec. Proponuje dowiedziec sie czegos wiecej o temacie zamiast przedstawiac niczym nie wsparte pseudoargumenty, oraz pisac wywody o tym jak wyjatkowy byl to teren...Im bardziej wyjatkowy tym wiecej "nosow" do pracy wymagal. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: autor Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 22:28 czekamy na kontrargumenty polaka jakiż trzeba mieć tupet, żeby zabierać głos w dyskusji i nie mieć cienia bladego pojęcia. Później ktoś przeczyta i uwierzy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kepper Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.intertele.pl / *.intertele.pl 03.02.06, 23:54 niemcy przyjechali tez i ich nie puszczono. a ich wyposazenie widzialem, takiego wszystkie nasze jednostki razem wziete nie mialy. a namioty ktore ustawili sobie i podgrzewali to wygladaly ze mogliby tam siedziec z dwa tygodnie. ktos juz wspomnial o przypadku jak gosc z psem sam znalazl i wyciagnal ofiare. ale kludzi bardziej ruszyl przypadek jak uratowali goscia (nasi kochani strazacy) i laduja go na sile do karetki a on krzyczy zeby ratowali kolegow ktorzy lezeli pod nim tylko byli nieprzytomni, ale nikt go nie sluchal, wyskoczyl z karetki pobiegl na miejsce skad go wyciagnieto i przy pomocy kilku gapiow wyciagnal znajomych. a to nie jedyna historia, bo bylo ich tam troche Odpowiedz Link Zgłoś
jetpilot1 Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu 31.01.06, 10:06 bo to wszystko wina opozycji!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marek Re: Rozmowa z ratowniczką ze Storatu IP: *.ariadna.pl 09.02.06, 15:28 Pozwalam sobie zacytować post z grupy pl.misc.ratownictwo. Oddaje dokładnie to co sam czuję. --------------- Użytkownik "Regent" <mz.regent@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:drls0s$fii$1@inews.gazeta.pl... > >bo chyba tylko w niej nie widac niedociagniec i > > idiotycznych decyzji podjetych przez PSP. > > A napisz coś więcej, bo ja katastrofe to znam tylko z telewizji. Przyjechali ratownicy z psami z Rzeszowa, ktorzy wygrali ogolnopolskie zawody w ktorych udzial barly psy z PSP, wezwane na polecenie komendy glownej policji w Katowicach, oczywiscie radiowozem, oczywiscie na koszt policji. Te psy znalazly w ciagu 5 lat, podczas ponad 100 akcji 6 osob. Przyjechali na koszt wlasny ratownicy z psami z Niemiec. Obie w/w organizacje naleza do IRO (organizacji miedzynarodowej, zrzeszajacej poszukiwawcze psy ratownicze), podobnie jest z PSP, tyle ze ta ostatnia dopiero "raczkuje:" w IRO. Zarowno ratownicy z Rzeszowa jak i z Niemiec nie zostali wpuszczeni na teren gruzowiska, po wiadomo, ze PSP nie lubi konkurencji. Oczywiscie, pieski lecialy helikopterem, wygladalo ladnie, ale nie wspomniano o tym, ze nawet jak ratownicy z podkarpacia dojechali na miejsce to strazackie pieski jeszcze nie szukaly. Rzeszowskie psy nie przerywaja pracy co 10 minut, strazackie tak, te pierwsze nie musza tez w przeciwienstwie do strazackich pracowac w ciszy, nie wymagaja od innych sluzb opuszczenia gruzowiska (nie przeszkadza im praca innych ratownikow). Psy z Rzeszowa i Niemiec moglyby zastapic poranione psy strazackie, moglby przeszukac miejsca pominiete przez psp (bo kazdy moze cos przeoczyc), mogly szukac rownoczesnie a co najsmutniejsze w tym wszystkim moglyby znalezc kogos, kto potrzebowal pomocy. Nigdy nie odtraca sie pomocnych rąk, zwlaszcza kiedy chodzi o ratowanie zycia. Poprostu PSP to organizacja panstwowa, pieski "pozwalaja" na wiele cieplych posadek, jakby to wygladalo, ze wszystko to moga robic wolontariusze a panstwo placi ciezkie pieniadze... Zarowno niemiecka jak i polska grupa wykazala sie doswiadczeniem w podobnych akcjach (o mniejszej oczywiscie skali) i nie kwestionowali rozkazu PSP o opuszczeniu gruzowiska aby nie utrudniac akcji. To przykre, ze ktos, kto modlil sie tamtej nocy o czlonkow rodziny albo znajomych karmiony jest samymi superlatywami o akcji, widzimy to co pokazuje telewizja- strazakow pilujacych belki, wyciagajacy rannych i chwala im za to, bo wykonali KAWAL DOBREJ ROBOTY, ale nie mowi sie o tego typu "dziwnych" decyzjach jak opisana powyzej. -- Pozdrawiam serdecznie! Jacek W. creed@-------.pl Odpowiedz Link Zgłoś