Grekokatolicy w Rzeszowie

    • arges Festiwal kultury huculskiej 30.03.06, 22:34
      www.harazd.net/imprezy/index.php?ACTION=IMP&ID=730
      • Gość: darino w Krakowie !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.06, 00:21
        Może uda mi się coś obejrzeć !
        • piotrzr o Mickiewiczu 01.04.06, 14:25
          W więc Mickiewicz…
          Z przyjemnością dam tu kilka słów na temat owych wykładów. Zawarte są one w
          kilku tomach / bodaj 5/ Ja mam je w ramach dzieł wszystkich Mickiewicza –
          wydania 1955 roku - tomy od 7 do 12. Co w tych wykładach – lozańskich i
          paryskich można znaleźć?? I opowieści na temat literatury starożytnej Grecji i
          Rzymu, i historię słowiańszczyzny od pradziejów /także tych bajkowo
          legendarnych/ odniesień do historii władców Polski , wiele odniesień do kronik
          staroruskich, historii Czech i Serbii, tradycji cyrylo-metodiańskich,
          powstawania języków słowiańskich / oczywiście na poziomie wiedzy I połowy XIX
          wieku/ bardzo ciekawa jest też opowiedziana przez Wieszcza historia Rosji – od
          czasów normandzko-mongolskich po współczesne Mu rządy carskie. SA też
          odniesienie do pamiętnikarzy staropolski /Np. Imć Pana Paska/ i twórczości ks.
          Skargi.
          A w ogóle to wykłady paryskie Mickiewicza są spisane na zasadzie stenogramu /z
          dopiskami typy „szydercze uśmiechy słuchaczy” przy aluzyjnych słowach
          Mickiewicza odnoszących się bodaj do władców Prus czy „gromkie oklaski” na
          zakończenie co ciekawszej wypowiedzi. Niewątpliwie wartością tych wykładów z
          lat 1840 – 1842 jest dokładne ich datowanie do dnia tygodnia włącznie . Bardzo
          żałuję że nie mogę tu zalinkować owych wykładów on line ale np. w polskiej
          bibliotece internetowej ich nie znalazłem.
          A warto do nich sięgnąć – bowiem odnoszą się i do naszej tematyki Radku – np.
          wspomnianego to kiedyś Piotra Wielkiego..Znalazłem natomiast bardzo ciekawą
          biografię-wspomnienia autorstwa Władysława Mickiewicza /syna wieszcza?
          Zawierające m.in. recenzję owych wykładów – fragmenty poniżej

          www.pbi.edu.pl/content.php?p=43671&s=28
          Courrier Francais, wypowiedziawszy, że nie będzie nawet próbował oddawać
          wrażenia niepospolitego zagajenia kursu, pisał dalej: "P. Mickiewicz nie czyta,
          nie recytuje z pamięci, ale improwizuje: improwizacya jego poważna i
          przejmująca; obrazy sypią się z ust jego nie mniéj obficie jak myśli, widać
          jednocześnie i poetę i mówcę. Mało we Francyi professorów polityków mogłoby iść
          w porównanie z tym mężem, który posługuje się obcym językiem, zmuszony według
          jego własnych i rozczulającej skromności wyrazów tłumaczyć sam siebie
          słuchaczom (2). Le Temps podnosi dobór słów, wytworność mowy, zarzuca tylko
          professorowi wydatny cudzoziemski akcent (3). Le Constitutionnel mówi, że
          publiczność przyjęła professora z szczególnem zadowoleniem, chociaż on sam
          niedowierzał sobie (4), zachwyca się głęboką nauką, trafnością porównań, prawdą
          i poezyą wyrażeń (5). L'Univers gorszył się małą liczbą, obecnych Francuzów,
          ponieważ "przedmiot niemniej nowy jak zajmujący powinien był, zdaje się,
          zgromadzić wszystkich, jacy są w Paryżu, literatów i uczonych." L'Univers
          dodawał, że nie ma prelekcyi ciekawszych, że jest to odkrycie całej literatury
          dotąd nieznanej, i zapowiada, że sposób wykładu podobać się będzie, ponieważ
          professor umie zająć słuchaczów nowością poglądów, trafnością porównań,
          blaskiem zarysów zdradzających pod togą professorską jednego z największych
          poetów naszego czasu (6). Le Siècle, potwierdziwszy, że pierwsza lekcya godnie
          odpo-
          wiedziała nadziejom, które obudzały talent i zaszczytna reputacya professora,
          wyrażał obawę, że streszczając improwizacyą Mickiewicza, nie zdoła oddać poezyi
          jego słów i wzniosłego religijnego tonu, nadającego im cechę
          wielkości. "Trzeba, pisał, słyszeć Adama Mickiewicza, aby pojąć zachwyty jego
          ziomków i podzielać sympatyą, z jaką słusznie przyjęty został w przybranej
          ojczyźnie (1). Pismo Le Semeur (2), którego redaktorem był Adolf Lebre
          (3), "złożyło według wyrażenia Dziennika Narodowego (4) dowód, jak nauczyciel
          słusznie zaufał, że w audytoryum francuzkiem znajdą się usposobienia zdolne go
          pojmować i należycie oceniać. " "Przed kilku miesiącami, pisał P. Lebre,
          ministeryum przedstawiając izbom zamiar utworzenia w Kolegium Francuzkiem
          katedry literatury słowiańskiéj, znalazło żywy opór, i dziwne z tego powodu
          dały się słyszeć głosy. Mogło się zdawać, że to była mowa o jakichś ludach
          zupełnie nieznanych, albo małéj wagi, a przecież chodziło tu o tych, co w
          naszych walkach okazali się najstraszniejszymi przeciwnikami i
          najszlachetniejszymi przyjaciółmi; o tych, których imię ciągle brzmi nam w
          uszach, jako groźba lub wymówka; o Rossyanów i Polaków, a z nimi o mnóstwo
          narodów, których przeszłość nie jest bez sławy, których przyszłość staje się
          najważniejszą zagadką, w naszych losach politycznych... Cywilizacya tych ludów
          młoda; niektóre z nich wróciły do barbarzyństwa, inne ledwo z niego wychodzą;
          ale wszystkich razem literatura rozmaita, orygi-nalna, tchnie świeżą prostotą i
          w swoim męzkim dźwięku, w swojej śmiałości ma coś bohaterskiego. Zaiste bogaty
          to, powabny i pouczający przedmiot dla sztuki. Wszakże nie w tem jego
          największa waga. Historya zdaje się w każdej nowej epoce wybierać sobie nowy
          teatr i nowe ludy.... Teraz, kiedy pewne narody okazują niejeden symptom
          zgrzybiałości, na wschodzie czerstwej Słowiańszczyzny wznosi się ogromna potęga
          z położenia swego przeznaczona odegrać wielką rolę w podbiciu Azyi przez
          Europę: a kto wie, czy innym ludom tegoż szczepu nie przypadnie także kolej
          zasłynąć i schwycić berło dziejów? Należy więc koniecznie poznać je z blizka.
          Trzeba uczyć się ich języka, żeby w samem źródle czerpać ich historyą; trzeba
          rozpatrzyć się w ich literaturze, żeby schwycić ich charakter. Nikt nie mógł
          być lepiej dobrany na tłumacza tej nowej dla nas literatury, jak P. Mickiewicz,
          znawca wszystkich języków słowiańskich i pierwszy wśród poetów polskich. Jakoż
          odpowiedział on godnie sympatycznemu oczekiwaniu, które jego imię obudziło. W
          wykładzie p. Mickiewicza góruje myśl oryginalna, poważna i surowa zarazem,
          imaginacya potężna i śmiała, a obrazowanie szybkie i silne, stylem wznoszące
          się nieraz do wysokości epopei. Z łatwością wznosi się on po nad powszednie
          porównania i jaskrawe zuchwalstwo; talent jego nie szuka tak błahych oklasków.
          Prawda jest wielkim celem jego ambicyi i widać to natychmiast w bezstronności,
          która zawsze jest trudną, a na ten raz okazuje szczególniej szlachetność
          charakteru i umysłu. Erudycya dokładna łączy się w nim z poetyckiem
          natchnieniem i z sądem filozoficznym, któremu pewność wzniosłych przekonań
          nadaje nieomylną cechę prawdy. Jasność w szczegółach, prostota w ich układzie,
          w końcu ów wysoce zdrowy rozum, który znamionuje prawdziwie wyższe umysły i
          jest tem w rzeczach myślenia, czem dobry smak jest w rzeczach sztuki, nadają
          tłumaczeniu się P. Mickiewicza powab, okraszony jeszcze wdziękiem świetnej
          wyobraźni. Tchnienie twórcze ożywia wszystko w jego słowie: zmartwychwstaje
          przeszłość, ciągną świetnie
          tłumy ludów wywołane z wypisanem na czole godłem okropnych albo błogich,
          cichych albo głośnych ale zawsze ważnych i dobroczynnych losów, ze wspólną ideą
          nieraz zapomnianą może, lecz wiadomą niebu." Le National w artykule podpisanym
          un Polonais rozwodzi się szeroko nad otwarciem kursu. Jednak w ciągu artykułu
          Polak ten przedzierżga się w Francuza, gdy mówi: "Winszuję sobie, że ta katedra
          zbogaca wyższą naukę "mojej ojczyzny" i że na lekcyi zebrała się licznie
          gorąca, czynna i pracowita młodzież "naszych szkół." Pisze on na wstępie, że
          Mickiewicz świetnie wykładał w Lozannie literaturę starożytną, w lekcyach które
          były więcej jak teoryą sztuki, bo systemem filozofii czerpanej we wszystkiem,
          co najjędrniejsze i najżywotniejsze; przebiega później dzieła autora, kończy
          wyrażeniem nadziei, że dzięki wykładom Mickiewicza, Francya stanie się wspólnem
          ogniskiem wszelkich dążności politycznych, literackich i artystycznych
          Słowian "wyzyskiwanych dotąd przez Rosyą"; podług niego bowiem, "połączenie
          odrod
          • wolf_wwa Na chwileczke... 02.04.06, 23:11
            Dzis nie wezme sie za rozczytywanie linkowanego przez Ciebie tekstu o
            Mickiewiczu. Pewnie uda sie jutro. Ostatnio mam duzo zajec i do komputera (dla
            przyjemnosci) zasiadam rzadko, stad mala aktywnosc forumowa.
            Przeczytalem dzis na Onecie informacje z Rosji, ktora ponizej wklejam.

            "W rocznicę śmierci papieża Jana Pawła II przedstawiciel rosyjskiej cerkwi
            powiedział, że był to człowiek, który zmienił obliczę świata. Aleksandr Wasiutin
            podkreślił, że papież był nie tylko głową Kościoła rzymskokatolickiego, ale
            również politykiem.
            Wiceprzewodniczący izby wyższej rosyjskiego parlamentu Aleksander Torszyn
            powiedział, że Jan Paweł II kochał Rosję i rozumiał jej problemy oraz trudności
            w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego."

            wiadomosci.onet.pl/1299831,12,item.html
            Zycze udanego tygodnia
            R.
    • darino ciekawa książka ! 04.04.06, 02:13
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23313&w=17405462&a=39707690
      "Raport ten opracowany został przez dr Rudnickiego na podstawie dostępnych w
      Ministerstwie Spraw Wewnętrznych (w Londynie - przyp. moje) źródeł wytworzonych
      przez Polskie Państwo Podziemne, władze niemieckie w GG, organizacje ukraińskie
      działające w GG, oraz różnorodne relacje zebrane od dyplomatów, urzędników i
      osób, które wyjechały z tego terenu po 1941 roku. Autor wykorzystał także
      niemieckie dane statystyczne ze spisu ludności w dystrykcie Galicja".
      • wolf_wwa Milo miec czas cos napisac:))) 05.04.06, 20:52
        Witam serdecznie
        Przy porzadkowaniu prasy znalazlem dodatek do Polityki z dnia 18 lutego 2006, a
        w nim ciekawy tekst mowiacy o Bialorusi. Mozna zarzucic to i owo p. Sokratowi
        Janowiczowi, ale nie mozna odmowic mu dobrego piora i wiedzy. Podobnie jak inne
        teksty tego autora ten czyta sie z przyjemnoscia. Dla tych, ktorzy jeszcze nie
        mieli okazji zapoznac sie z nim ponizej cytuje fragment.

        "Spośród dziesiątków narodów najmniej wyraziście postrzegali Polacy właśnie
        Białorusinów, terytorialnie utożsamianych z pradawną Polską Jagiellonów.
        Żywiołowo zaś pamiętano o tych narodowościach, w kontaktach z którymi została
        obficie przelana krew; Białorusini niczym szczególnym nie zaznaczyli się w
        zbiorowej pamięciPolaków, zwłaszcza czymś tragicznym. Po części uważano ich za
        „źle mówiących po polsku" współziomków, kresowiaków, przewidzianych wcześniej
        przez władze sanacyjne do masowej asymilacji-polonizacji. W latach trzydziestych
        bowiem nakazywano np. duchownym prawosławnym posługiwanie się w cerkwiach
        wyłącznie językiem polskim. Nauczycieli szkół podstawowych natomiast
        zobowiązywano do stosowania kar cielesnych względem uczniów posługujących się
        publicznie mową białoruską. Razy na dupę! Przejęto bez skrupułów arsenał
        restrykcji carskich rusyfikatorów."

        S. Janowicz, Białoruś: coż to takiego, Polityka 7/2006.

        Artykul jest wart przeczytania, wiec jesli macie Forumowicze mozliwosc to polecam:)
        Pozdrawiam
        R.
        • piotrzr Re: Milo miec czas cos napisac:))) 05.04.06, 22:31
          U mnie trochę gorzej - po pierwsze chciałem się trochę wyciszyć, po drugie
          wróciłem własnie z rekolekcji prowadzonych przez ks. Adama Bonieckego -
          rekolekcji z załozenia akademickich- więc obawiam się że trochę zawyżyłem tam
          średnią wiekową słuchaczy :(
          A po trzecie - wysyłam Ci Radku pocztą ciekawe materiały- wycinki artykułu
          opowiadającego o działalności zołnierzy akowskiego 14 pułku ułanów
          jazłowieckich na Podkarpaciu. Skan pochodzi z ostatniego numeru "Karty".
          Mam nadzieję że Cię zaciekawi - podobnie jak Darka- Darina któremu to już
          posłałem wcześniej.
          Pozdrawiam serdecznie
          Ps Czy pamiętacie o projekcji filmu o bł. księdzu Emilianie ?? Jesli nie to
          przypomnę to w nastepnym potcie :)
          • piotrzr Piątek 14.04 o godz 16 - tv1 05.04.06, 22:35
            Przesyłam wam fragment przesyłki jaką otrzymałem od ks. Piotra :

            Slawa Isusu Chrystu! Laudetur Iesus Christus!

            W załączeniu przesylam materialy dot. emisji filmu o bl. Emilianie Kowczu
            "Proboszcz Majdanka" - artykul napisany dzis dla "Naszego Slowa"
            (po ukrainsku) i zaproszenie po polsku (zawiera m.in. obszerne dane nt.
            tworcow filmu).
            Emisja nastapi w pierwszym programie Telewizji Polskiej 14 bm. o 16.00.
            Jest to Wielki Piatek wg. nowego stylu.
            W imieniu ks. mitrata dra Stefana Batrucha i wlasnym goraco zachecam do
            obejrzenia filmu, do jego rozpropagowania wsrod wiernych/znajomych,
            wreszcie do zapisania go na kasetach VHS lub w formie elektronicznej (nie
            bedzie niestety legalnych kopii w wolnej sprzedazy!) - bo naprawde warto
            miec "Proboszcza Majdanka" w domowej filmotece.

            w Chrystusie,
            diakon Piotr Siwicki"

            Koniec cytatu.

            Czy ktoś z was miałby mozliwość nagrać film na płytę CD??? - byłoby super :))
            Jak jak nie zapomnę w ferworze triduum paschalnego to może nagram na kasetę !!!
            • arges link 06.04.06, 11:34
              www.ichistory.org/ltaex/index.html
          • wolf_wwa Skany 07.04.06, 14:36
            Dziekuje za przesylke i przypomnienie o filmie.
            Zycze milego weekendu
            R.
            • piotrzr zalesiańskie powroty 08.04.06, 12:31
              Gość portalu: Mefo napisał(a):

              > Dr Iwan Nimczuk
              >
              > „Za Sianom” - „Z podróży po leżajskim dekanacie”
              >
              > Lwow 1932,
              >
              > "W powiecie Rzeszów:
              >
              > Zalesie. Murowaną cerkiew zbudowano w 1889 roku. Liczba grekokatolików (gr-
              kat)
              >
              > 262. Do parafii należą (z liczbą gr-kat): Biała – 885, miasto Rzeszów
              > 211; 150, Matysówka - 35, Drabinianka – 18, Tyczyn – 8, Łańcut – 30. W
              > innych miejscowościach wysuniętych dalej na zachód – 200. Razem gr-kat 1588.
              Liczba rzymokatolików w Zalesiu 600, w Białej 700. Żydów odpowiednio 3 i 8. W
              parafii
              > jest bracka biblioteka i wielki Dom Narodowy z salą w której odbywają się
              > koncerty i przedstawienia. Przedstawienia odbywają się przeważnie w języku
              > polskim ale w ostatnich latach było także kilka przedstawien po ukraińsku z
              > pomocą ludzi którzy nauczyli się po ukraińsku w czasie pobytu w wojsku lub w
              > obozie w Talerhofie. Prócz tego w parafii, ktora neleży do najbardziej
              > zagospodarowanycz w dekanacie, jest bardzo piękny zespół chóralny. W
              Rzeszowie
              > jest czytelnia „Proświty” (obecnie podupadła). Odbywają się tam nabożeństwa
              dla żołnierzy wyznania grekokatolickiego. Szkoły: 2 klasowa w Zalesiu – 37
              uczęszczających; 4 klasowa w Białej – 33 uczęszczających. W szkołach średnich
              Rzeszowa jest ukraińcow poniżej 20. Wierni grekokatolicy używają języka
              polskiego.
              Kazania w cerkwi są także po polsku. Warto zaznaczyć, że w Białej
              > była kiedyś cerkiew grekokatolicka i pole parocha. Parafia Zalesie-Biała jako
              > siedziba dziekana i najdalej na zachód wysunięta – pomijając Kraków ̵
              > 1; jest oddlalona tylko 5 km od Rzeszowa. Wytrzymała ona razem z parochem,
              obecnie
              > dziekanem Kamińskim, próbę ogniową w latach 1914-15 i pózniejszych. Przeciwne
              > czynniki sprzysięgły się wtedy wykorzystując wojenną niedolę aby zniszczyć tę
              > parafię raz na zawsze. Męki i prześladowania, łacznie z zsyłkami do obozu w
              > Talerhofie, które przeżyli bardziej swiadomi parafianie i duszpasterz są nie
              doopisania. Część wiernych wtedy – w niewelkiej co prawda liczbie – zmieniła
              > wyznanie."

              Jak widać po prawie 2000 tysiącach tematycznych postów - wciąż jest coś
              nowego :) - wielkie dzięki :)
              Ja dodam tylko że szematyzm wspomnina o 6 parochach zalesiańskich /z datami
              urzędowania/;
              Grzegorzu /Hrohoriju/ Haleckim /1828-1847
              Julianie Hanasiewiczu 1847-1881 /data śmierci/,
              Dmytro Biliański /1881-administrator/
              Iwan Nehrebecki 1881-1906,
              Mihajło Nakłowicz 1906-1907,
              Iwan Kamiński - 1907-zmarł bodaj w 1943 roku i jest pochowany pod okazałym
              nagrobkiem przy cerkwi obok dziedziców zalesiańskich

              O "parochańskiej drodze" każdego z nich postaram się coś napisań w następnych
              postach.
              Pozdrawiam czytaczy i pisaczy :)))
              • wolf_wwa Re: zalesiańskie powroty 10.04.06, 19:19
                Ze zdziwieniem przeczytalem ze
                "W szkołach średnich Rzeszowa jest ukraińcow poniżej 20. Wierni grekokatolicy
                używają języka polskiego.
                > Kazania w cerkwi są także po polsku"

                Podejrzewalem, ze uzywany byl raczej jezyk ukrainski, szczegolnie w kazaniach.
                Wskazywalo by to na spolonizowanie tamtejszych grekokatolikow.
                Faktycznie pomimo prawie 2000 postow, zawsze udaje sie przeczytac cos nowego.
                Czasem czesciej, czasem rzadziej, ale zawsze.
                W kwietniowym numerze PP zamieszczona jest kolejna czesc tekstu o sadzie nad Sw
                Maksymem, a w niej ciekawy opis pokazu filmowego bedacego czescia procesu.

                "Kino - Kołdra
                Przy ogromnym zainteresowaniu publiczności - relacjonował sprawozdawca sądowy
                "Słowa Polskiego" - odbyło się wczoraj wieczorem "Kino - Kołdra", jak
                popularnie nazwano zapowiadane wieczorne posiedzenie sądowe, celem
                zaprodukowania obrazów świetlnych, którymi oskarżony Kołdra ilustrował swoje
                prelekcje.
                Zainteresowanie odnosiło się mniej do treści tych obrazów, więcej do niezwykłego
                faktu kina w sali sądowej.
                Tematu do żartów dostarczyły już przygotowania do przedstawienia. Na początku
                okazało się, że pomimo zapuszczenia żaluzji przez górne okna sali przedostaje
                się światło i pada na płótno ekranu.
                Na polecenie prezydenta Kiliana kino przeniosło się do innej sali. Ale i ta
                okazała się niedostosowana do projekcji. W rezultacie kino ulokowano w
                największej sali gmachu, w dodatku dużo później.
                Kino - konstatuje sprawozdawca - przewróciło całkowicie porządek na rozprawie.
                I tak, płótno umieszczono nad stołem trybunału, a aparat w miejscu ław
                podsądnych. Podsądni zajęli miejsca obok przysięgłych, członkowie trybunału obok
                stenografów, obrońcy okupowali ławę dziennikarską.
                Mechanikiem kina był fotograf Münz. Obok niego zajął miejsce dr Dudykiewicz. On
                też objaśniał treść obrazów. Tłumacz sądowy objął rolę wywoływacza i stentorowym
                głosem wywoływał tytuły obrazów. A były to obrazy z "Tarasa Bulby", potem "Nocy
                majowej", "Nocy przed Bożym Narodzeniem", obrazy z bitwy pod Połtawą,
                "Przyłączenia Małorosji do Rosji" i obrazy Sewastopola, a także portrety Piotra
                Mohyły, księcia Konstantego Ostrogskiego, cara Mikołaja, który miał nocować w
                Grabiu, ilustracje do bajek Kryłowa.
                "Zwischenrufy" z audytorium - notuje sprawozdawca - wywołują wybuchy śmiechu,
                którym sala rozbrzmiewa niemal bez przerwy.
                - Kozak prosi carycę Katarzynę o pantofelki - mówi wywoływacz.
                - Bardzo skromny człowiek - odzywa się głos z audytorium.
                - Rezydencja Mazepy! - znowu wywoływacz.
                - Mówicie, że nie ma samoistnej kultury ukraińskiej, a Mazepa miał już tramwaj -
                zauważa ktoś wśród ogólnej wesołości. Na obrazie widać przewody tramwaju
                elektrycznego.
                - Za małe ma wąsy - oponuje ktoś, gdy na ekranie pokazuje się portret Bohdana
                Chamielnickiego.
                - A gdzie wojsko? - interpeluje głos z audytorium przy obrazie, przedstawiającym
                obronę Sewastopola.
                - To czego nie widać, to właśnie wojsko - objaśnia inny głos.
                - Wojsko francuskie wchodzi do Sewastopola! - wywołuje podniosłym głosem pan
                Filipowski.
                A tymczasem na ekranie pokazuje się scena z kabaretu.
                - Proszę spisać protokół w kierunku fałszywych zeznań - zwraca się ktoś do
                trybunału.
                W takiej atmosferze dopiero o godzinie ósmej wieczorem zakończył się seans
                filmowy. Był to jeden z ostatnich momentów postępowania dowodowego. Na następne
                dni przewidziano odczytywanie dokumentów, wnioski obrony, przemówienia
                prokuratora i obrony"

                www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=1171
                Pozdrawiam z nowym tygodniem
                R.
                • piotrzr reflesksje i ... 10.04.06, 21:27
                  Witam Radku
                  W tv - leci "na wspólnej" więc ja chyc.. do kompa.
                  Na początek przeprosiny - że ostatnio nie odnosiłem sie bezpośrednio do Twoich
                  postów . postaram się poprawić.
                  Ale ten dzisiejszy jest dla mnie sensacyjny - z ową relacją z procesu św.
                  Maksyma - toż to gotowy materiał na sztukę teatralną !!!

                  A ja w ten weekend sprawiłem sobie niezłą ucztę duchową -

                  Najpierw byłem na prezentacji w jednym z rzeszowskich kościołów kopii "całunu
                  turyńskiego" - kopii wykonanej w naturalnej wielkośći.
                  A prezentacja połączona była z ciekawą prelekcją.
                  Z której najciekawsze były dla mnie stwierdzenia o tzw "skrzywieniu
                  bizanyjskim" odnoszącym się do ikonowych wizerunków ukrzyżowanego Jezusa i
                  związanego ponoć z owym ukosnym ramieniem "wschodniego" krzyża oraz głoszoną
                  podobno przez prawosławie tezą że Jezus był chromym .
                  Czy mógłbyś Radku coś napisać lub zalinkować mi na ten temat???
                  I tu też moje pytanie - jak Prawosławie odnosi się do tej relikwi ???
                  - Kosciół Katolicki jej oficjalnie nie uznaje chociaż podpierając się
                  wypowiedziami JPII - po cichu "lansuje" jako świadectwo Mękki i Zmatwychwstania.
                  Z drugiej strony wizerunek ten jest przecież pierwowzorem Płaszczennicy -
                  najważniejszego wizerunku zmarłego Jezusa - prezentowanego w okresie Paschy !!
                  Podobnie zresztą jak ikonowa twarz Jezusa wzorowana na ikonach na owej twarzy z
                  całunu.
                  I drugi element mojej weekendowej "uczty duchowej" - odwiedziłem w niedzielę
                  przepiekny skansen "ukraińsko-ruśki" w słowackim Svidniku.
                  A w nim piekna,zabytkowa cerkiew łemkowska- z pelnym wyposażeniem /przywrócona
                  do kultu w latach 90 tych/ , masę pieknej zabudowy. Jak byłbyś Radku
                  zaiteresowany kilkoma moimi zdjęciami - to służę :)
                  On line - znalazłem tylko kilka zdjęć tej cerkwi. A ja oprócz zdjęć "chyż" -
                  zrobiłem kilka zdjęć wnętrza /oczywiście opłaciwszy skansenowemu cieciowi
                  równowartość 5 zł :)

                  Pozdrawiam również z nowym weekendem / dziekując równoczesnie za namiar na
                  ciekawy artykuł/.

                  Ps A kiedy Radku Pascha prawosławna w tym roku ???
                  • wolf_wwa Re: reflesksje i ... 11.04.06, 22:53
                    Witaj Piotrze
                    Pascha w tym roku jest 23 kwietnia.
                    O tym, ze Jezus byl chromy pierwsze slysze. Nie spotkalem sie z tym, chyba musze
                    poszukac, w dotychczasowych lekturach nie trafilem na zadna wzmianke na ten
                    temat. Na temat wizerunku krzyza w Kosciolach wschodnich na pewno mam cos, ale
                    musze poszperac. Jak odnajde to wkleje.
                    Na temat calunu mozna mowic wiele. Kosciol prawoslawny nie uznaje calunu za
                    relikwie. Z drugiej strony faktycznie rodowod Plaszczenicy mozna prosto wywiesc
                    z calunu. Dochodzi do tego obraz "nie ludzka reka czyniony" znany z Ikon. Jego
                    rodowod siega, z tego co pamietam, VI wieku.
                    Postaram sie poszukac jeszcze w tym co mam i cos skrobne.
                    Pozdrawiam
                    R.
                    • wolf_wwa Re: reflesksje i ... zdjecia 11.04.06, 23:00
                      W poprzednim poscie zapomnialem o tym wiec nadrabiam to teraz:)
                      Prosze o przeslanie zdjec.
                    • piotrzr O całunie i ukrzyżowaniu 12.04.06, 20:02
                      Witam

                      Wracam do poruszanego tu tematu.
                      Oto prelegent twierdził,że według odbicia na całunie jedna z nóg Chrystusa jest
                      dłuższa - wskutek wyłamania stopy przez oprawców, przy przybijaniu stóp.
                      I dalej twierdził, że Prawosławie z tego powodu wywiodło fałszywą tezę ,żę
                      Jezys był chromy czyli po prostu kulawy wskutek różnej długości nóg !!!!
                      A jako dowód na potwierdzenie swej tezy przedstawił reprodukcję-slajd tej
                      ikony :

                      www.orthodoxworld.ru/images/prazdicony/7/moskva.jpg
                      Dalej mówił,że także prawosławie utrzymuje,że Chrystus był "przytwierdzony" do
                      krzyża czterema a nie 3 gwoździami!!! A dwa nich kaleczyły stopy przybite do
                      ukośnej belki!!!!
                      Twierdził również że dlatego też Chrystus na ruskich ikonach przedstawiany jest
                      z charakterystycznym wygięciem, wypchnięciem biodra /charakterystycznym ponoć
                      dla ludzi cierpiących na nierówną długość nóg/ i ułożeniem kolan na różnej
                      wysokości jak na okazanej ikonie.

                      Coś w tych twierdzeniach "musi być" skoro czytam :

                      www.orthodoxworld.ru/polish/prazdicony/7/
                      "Na ruskich obrazach ukrzyżowania Jezus przygwożdżony jest do krzyża czterema
                      gwoździami (na katolickich trzema). Na staroruskich ikonach "Ukrzyżowanie"
                      Jezus Chrystus przedstawiany jest zawsze bardzo taktownie."


                      Przyznaję że owa teza jest dla mnie na równi ciekawa - jak rozgłaszane obecnie
                      tezy o Judaszu-ofierze boskich planów, a nie zdrajcy.
                      Myslę że to cieklawy temat do refleksji - no i jak często tu bywa ciekaw jestem
                      Twego /Waszego/ zdania na ten temat.

                      Dla świątecznej refleksji załączam również ciekawy artykuł o całunie

                      wiadomosci.onet.pl/1326895,1292,1,0,1,kioskart.html?drukuj=1
                      Pozdrawiam serdecznie :)czytających i piszących :)
                      • wolf_wwa Re: O całunie i ukrzyżowaniu 12.04.06, 21:31
                        Witam
                        W prawoslawiu przyjmuje sie, ze Chrystus byl przybity do krzyza czterema
                        gwozdziami.
                        Odnosze wrazenie, ze slowa prelegenta to chyba nadinterpretacja. Przedstawienie
                        Ukrzyzowania w prawoslawiu jest zupelnie inne niz na Zachodzie, ale wynika to z
                        innych przeslanek. Szczerze mowiac teoria prelegenta nie przemawia do mnie.
                        Ciekaw jestem natomiast jak przedstawiane jest Ukrzyzowanie u grekokatolikow?
                        Wizerunek krzyza w prawoslawiu tez tlumaczony jest w inny sposob. Zamiast
                        streszcac mysle, ze wygodniej bedzie posluzyc sie cytatem:)

                        "Można powiedzieć, że Bizancjum stworzyło typ obrazu Ukrzyżowania, który jest
                        klasyczny ze względu na jego poczucie proporcji. Dążąc do zrównoważenia
                        kompozycji, stopniowo zaniechano przedstawienia postaci u stóp Krzyża,
                        ograniczając się do tych najbardziej istotnych: Bogarodzicy i św. Jana, którym
                        towarzyszyły niekiedy święte niewiasty i setnik. Tę właśnie kompozycję widzimy
                        na przedstawionej obok ikonie, wykonanej przez rosyjskiego ikonografa w XVI wieku.
                        Przedstawiony tu Chrystus jest nagi, jedynie Jego biodra okrywa biała tkanina.
                        Pochylenie Jego ciała na prawo, opuszczona głowa i zamknięte oczy wskazują na
                        śmierć Ukrzyżowanego. Jego oblicze jednak, zwrócone ku Marii, zachowuje doniosły
                        wyraz majestatu w cierpieniu, wyraz, który zdaje się wskazywać raczej na sen:
                        ciało Boga-Człowieka nie uległo zepsuciu poprzez śmierć. "Życie usnęło i otchłań
                        drży z przerażenia" (werset hymnów tonu 2 Wielkiej Soboty)"

                        "Krzyż ma osiem krańców - formę korespondującą z najstarszą tradycją, uważaną za
                        najbardziej autentyczną zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie (w XIII w.
                        papież Innocenty III potwierdził to ponownie w homilii Sermo in communi de uno
                        martyre). Górna poprzeczka odpowiada filakterium z napisem wskazującym na motyw
                        oskarżenia (napis Piłata nie jest widoczny na ikonie). Dolna poprzeczka to
                        podnóżek (łac. suppedaneum), do którego dwoma gwoździami przybite zostały stopy
                        Chrystusa. Ukazane tutaj w pozycji horyzontalnej, suppedaneum na krzyżach i
                        rosyjskich ikonach Ukrzyżowania jest zwykle ukośnie nachylone. To nachylenie
                        dolnej poprzeczki krzyża w górę na prawą stronę Chrystusa i w dół na Jego lewą
                        stronę posiada symboliczne znaczenie: usprawiedliwienie i potępienie dobrego i
                        złego złoczyńcy (Oktoich, ton 8, Jutrznia środy: Krzyż porównywany jest do wagi
                        sprawiedliwości)"

                        www.cerkiew.pl/prawoslawie/text.php?id=120
                        Dziekuje za link do tekstu o calunie, znalazlem tam ciekawy fragment o Edessie.
                        Pasuje on do legendy o chuscie.
                        Pozdrawiam
                        R.
                      • surowiczny Re: O całunie i ukrzyżowaniu 13.04.06, 00:59
                        Witam

                        Teoria jest zdecydowanie naciągana. Pan który powoływał się na tę ikonę, chyba
                        dobrze się jej nie przyjrzał. Chrystus przedstawiony jest w kontrapoście - więc
                        domniemana dłuższa noga (lewa)w perspektywnie jest blizsza widzowi - dlatego
                        wydaje się dłuższa - a tak na prawde jest po prostu większa (bo jest bliżej :)

                        A z ikonami pasyjnymi w grekokatolicyźmie to jest tak:
                        Kanoniczny (prawosławny)wizerunek Ukrzyżowania przynajmniej na terenach dawnej
                        RP zanikł w XVIII w. i został wyparty przez Pietę, a Ukrzyżowanie
                        przedstawiane jest najczęściej w formie zlatynizowanej. Przedstawienia
                        Ukrzyżowania nawiązujące do tradycji bizantyńskiej zachowało się tylko w
                        zwieńczeniach ikonostasów i krzyżach procesyjnych.

                        pozdrawiam
                        • piotrzr Re: O całunie i ukrzyżowaniu 13.04.06, 16:52
                          Witam - dziś tylko króciuto.
                          Po pierwsze dziekuję za ciekawe wypowiedzi na temat ikonografii Ukrzyżowania.
                          Po drugie dorzucę Ci Radku jeszcze coś ciekawego.


                          Irina Językowa w swej cudownej książce Świat Ikony pisze m.in. „ W tradycji
                          zachowały się dwie wersje pochodzenia ikony nie uczynionej ludzką ręką : jedna
                          z nich była popularna na Zachodzie, druga na Zachodzie” .. dalej mówi „ o
                          sprawiedliwej kobiecie Weronice, która kierując się współczuciem otarła oblicze
                          Zbawiciela swoją chustą, kiedy niósł krzyż na Golgotę” oraz o obliczu Chrystusa
                          odbitym na tkaninie i ofiarowanym królowi Edessy – Abdagarowi.
                          Z kolei prelegent na „moim” odczycie nazywał obrazem „nie uczynionym ludzką
                          ręką” – cytując przy tym greckie określenie – własnie całun .
                          Wspomninał także o jeszcze jednej podobnej relikwi przechowywanej w jednej z
                          katedr zachodnioeuropejskich - tkaninie pokrewnej całunowi , z kórej ponoć
                          zbadano grupę krwi "modela obrazu" - ab - która miała być zgodna z grupą krwi z
                          całunu i "zachowanymi grudkami krwi cudu z Albi".
                          Prawdę powiedziawszy, według mnie - te historie należy traktować jako
                          piekne,bardzo piekne ale legendy, z przewagą basniową.


                          Na koniec jeszcze ciąg dalszy ciekawej lektury :

                          calun.org/strony/slad/mandylion.html
                          Mam nadzieję że przed Wielkanocą uda mi się jeszcze odezwać

                          Pozdrawiam




                          • piotrzr refleksje po filmie i... 14.04.06, 17:24
                            Oglądnąłem film o bł.ks. Omilianie Kowczu - piekny, refleksyjny....
                            Zdrowych i Radosnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego dla Jednych - miłego
                            weekendu dla Wszystkich.
                            Do zobaczenia po świętach
                            • wolf_wwa Re: refleksje po filmie i... 14.04.06, 22:37
                              Piotrze dolacze sie do zyczen skladanych przez Ciebie.

                              Dla wszystkich swietujacych teraz zycze Zdrowych, Pogodnych, Rodzinnych Swiat
                              Zmartwychwstania Panskiego.

                              Ponizszy cytat jest juz nieaktualny, jednak jego pozytywna wymowa jest chyba
                              warta zacytowania

                              "W dniu dzisiejszym chrześcijanie należący do trzech Kościołów - prawosławnego,
                              polskokatolickiego oraz katolickiego obrządków łacińskiego i
                              bizantyńsko-ukraińskiego przejdą razem ulicami Sanoka w drodze krzyżowej.

                              Nabożeństwo rozpocznie się o godz. 22.00 w rzymskokatolickim kościele
                              Przemienienia Pańskiego.
                              Idąc ulicami Sanoka, wierni odwiedzą prawosławną katedrę Świętej Trójcy,
                              zakończenie drogi krzyżowej odbędzie we franciszkańskim kościele Podwyższenia
                              Krzyża Świętego.

                              Organizatorzy drogi krzyżowej proszą o zabranie ze sobą krzyży i świec.


                              Droga krzyżowa należy do podejmowananych w Sanoku inicjatyw łączących
                              chrześcijan kilku wspólnot wyznaniowych. Aktywną rolę w tym dialogu odgrywa
                              Kościół prawosławny włączajac się we wszystkie ekumeniczne działania"

                              www.cerkiew.pl/wydarzenie.php?id=1227
                              R.
                              • arges Paschalna Liturgia w TVP 17.04.06, 20:05
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23313&w=40399285
                                • wolf_wwa "Ewangelia Judasza" 19.04.06, 19:46
                                  Witam
                                  Nie tak dawno wspomniales Piotrze o Ewangelii Judasza. Apokryf ten wzbudza duze
                                  emocje. Wczoraj na Cerkiew.pl pokazal sie zapis wywiadu z Ks. Paprockim. Ciekawe
                                  sa komentarze Internautow.

                                  "Wiemy, że Judasz po swojej zdradzie popełnił samobójstwo. Skąd zatem "Ewangelia
                                  Judasza"?

                                  Na ogół ludzie po swojej śmierci nie pisują żadnych tekstów. Tak samo było w
                                  wypadku Judasza. Apokryf (czyli tekst nieautentyczny) zwany „Ewangelią Judasza”
                                  powstał w środowisku gnostyckiej sekty kainitów około połowy II w. (niektórzy
                                  badacze uważają, że jeszcze później). Kainici byli wrogo nastawieni do idei Boga
                                  Starego Testamentu i czcili postacie biblijne, uznawane za wrogów Boga, w tym
                                  czcili też Judasza. Sekta ta odrzucała też prawo moralne. To w ich środowisku
                                  powstała „Ewangelia Judasza”. O ile Ewangelie synoptyczne (Mateusza, Marka,
                                  Łukasza – przyp. A.S.) powstały przed 70 r. (Ewangelia Jana około 20 lat
                                  później), to „Ewangelia Judasza” nie ma nic wspólnego z okresem tak zwanych
                                  „świadków wydarzeń” i powstała w Egipcie"

                                  www.cerkiew.pl/news.php?id=4383
                                  Pozdrawiam
                                  R.
                                  • piotrzr ewangeliczne pytania 19.04.06, 21:00
                                    Witam serdecznie Radku - jak tam minęła prawosławna Niedziela Palmowa ??
                                    Poruszylismy tu temat arcyciekawy !! No bo jak rozumieć czyn Judasza w dziele
                                    zbawienia rozumianego np w świetle przepowiedni Izajasza??
                                    To się musiało dokonać!! Ktoś MUSIAŁ WYDAĆ JEZUSA !! Ktoś MUSIAŁ go pobić i
                                    osiądzić i ZABIĆ!!
                                    A do tego wspominasz jeszcze ewangelie synoptyczne . A czy Judasz aby na pewno
                                    popełnił samobojstwo?? A może tylko uległ śmiertelnemu wypadkowi na zakupionym
                                    przez siebie polu jak opisują to Dzieje Apostolskie ??. A może nie musiał
                                    wydawać Jezusa skoro on sam wg św Jana przedstawił się swoim oprawcom po
                                    zadanym im trzykrotnie pytaniu "Kogo szukacie??"
                                    A wreszcie jakie były ostatnie słowa Jezusa na Krzyżu ?? czy jak twierdzi
                                    Jan : "Pragnę" i "Dokonało sie" czy też "Elloi, Elloi...." i okrzyk jak
                                    twierdzą pozostali Ewangeliści ???
                                    Czy wreszcie kobiety odchodząc od pustego grobu zataiły ten fakt z przestrachu
                                    czy też wygadały się apostołom??
                                    Pytania jak sądzę sprzyjają nie tylko Wielkim Tygodniom ale każdemu czytaniu
                                    Ewangelii??
                                    Pozdrawiam serdecznie
                                    • piotrzr Re: ewangeliczne pytania 19.04.06, 21:09
                                      No i strzelił nam drugi tysiąc postów !! To niemozliwe aby tyle przegadać!!
                                      Dziekuję serdecznie wszytkim wspólrozmówcom i czytaczom !!
                                      Ale gadamy dalej !!! :))))))
                                      Ps niedługo strzeli trzy lata dyskusji !!!
    • Gość: wert Re: Grekokatolicy w Rzeszowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.06, 05:25
      czestochowa.toplista.pl/?we=jaskier
    • Gość: darino Ho, ho ! 2000 ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.06, 08:47
      To wspaniały wynik, jak na pojedynczy wątek !
      Gratulacje dla wszystkich uczestników !
      • wolf_wwa Re: Ho, ho ! 2000 ! 21.04.06, 14:38
        Nie spodziewalem sie, az takiej "zywotnosci" watku. Pamietam jak przed 1000
        postem zastanawialismy sie czy na tym zakonczyc, a tu prosze juz ponad 2000 i
        mam nadzieje, ze na tym sie nie skonczy:)
        Pomyslec, ze niedlugo mina 3 lata prawie codziennego zagladania, co tam
        ciekawego Forumowicze napisali.
        W ostatniej wypowiedzi rozwinales Piotrze watek Judasza. Dzis czas nie pozwala
        na rozpisanie sie:( posluze sie wiec cytatem. W tekscie tym Metropolita Antoni
        (Bloom) pokazuje postac Judasza i jej znaczenie dla nas w inny sposob.

        "Zdrada Judasza... Z jakim strachem myślimy o Judaszu!
        Uczeń Chrystusa sprzedał Go na śmierć (Mt 26,21,46-50,50). A czy zastanawialiśmy
        się kiedykolwiek nad tym, jacy my jesteśmy, jak dzień po dniu sprzedajemy
        Chrystusa? Nie dosłownie rzecz jasna. Jeżeli poprzez chrzest tak zjednoczyliśmy
        się z Chrystusem, tak staliśmy się z Nim jednym, że - używając Jego słów - "On
        żyje w nas, i my w Nim" ( J 14,20), to każdego dnia, kiedy siebie na gorsze
        zmieniamy, znieważamy, stajemy się obcy Chrystusowi - sprzedajemy Go. I dlatego,
        kiedy będziemy słuchać słów o zdradzie Judasza, popatrzmy na tę zdradę tak, jak
        człowiek patrzy na siebie w lusterku. Tak, on to zrobił. A ja sam ile razy
        sprzedawałem Chrystusa? I jak często można to robić - w myślach i słowach, swoim
        zachowaniem, życiem, jakby wewnętrznym odrzuceniem. Zastanówmy się nad tym także
        dzisiaj, kiedy spróbujemy milczeć przed własnym sumieniem i kiedy w Wielką
        Środę będziemy wspominać to straszne wydarzenie: uczeń sprzedał swego
        Nauczyciela na śmierć. Ja, który w Niego wierzę, w pewnym stopniu kocham i
        jestem Mu oddany, nawet nie w obliczu niebezpieczeństwa, lecz małej pokusy,
        odwracam się od Niego, jakby myśląc: wyjdź z mojej świadomości, wyjdź choć na
        chwilę z mego życia; jak syn marnotrawny powiedział swemu ojcu: umrzyj, żebym
        bez ciebie mógł żyć swobodnie (Łk 15,12)"

        www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=1154
        A teraz koncze i szybciutko szykuje sie na Wieczernie i wyniesienie Plaszczenicy.
        Wszystkiego dobrego Forumowicze (Ci ktorzy bedziecie w niedziele swietowac
        Zmartwychstanie Chrystusowe i Ci dla ktorych bedzie to mily weekend)
        R.
        P.S. Dziekuje Piotrze za przeslane zdjecia. Dopiero wczoraj mialem okazje je
        obejrzec.
        • andrzej.sawa Re: Ho, ho ! 2000 ! 21.04.06, 19:19
          Przepraszam,ale przypomnę swój post na temat "kolonizacji"ziem wschodnich przez
          Polaków.Temat może drażliwy,ale ten wątek jest konstruktywny i na nim jest
          szansa uzyskania wyważonych opinii.Gdzie indziej byłaby pyskówka,albo jeszcze
          gorzej.
          • piotrzr Re: Ho, ho ! 2000 ! 21.04.06, 19:41
            Silne są nasze korzenie - to i dyskusja się kleci :))
            Pewno w niedzielę się odezwę :)
            Pozdrawiam serdecznie
            Zdrowych i Radosnych Świąt Radku i Wszystkim już wkrótce świętującym - aby
            pascha się udała i paska dorodna była - i aby prawdziwie radośnie
            zaspiewaliście w Wielką Niedzielę "Christos woskries iz martwych- wo istynno
            woskres"
            • arges Paschalna Litrugia 22.04.06, 11:21
              Retransmisja fragmnetów Paschalnej Liturgii w TVP1, 25 kwietnia (wtorek) o
              godzinie 14.00.

              Chrystos woskres!


              • diakon.piotr.ukgk Re: Paschalna Litrugia 24.04.06, 14:24
                arges napisał:

                > Retransmisja fragmnetów Paschalnej Liturgii w TVP1, 25 kwietnia (wtorek) o
                > godzinie 14.00.
                >
                > Chrystos woskres!

                Woistynu woskres!

                Polecam - powinny już dać się odczuć rezultaty pracy Jarka W., absolwenta
                Akademii Muzycznej w Gdańsku, na stanowisku dyrygenta chóru archikatedralnego w
                Przemyślu. Poza tym komentować będzie ks. mitrat dr Stefan Batruch, proboszcz
                lubelski. Właśnie pojechał w celu zmontowania audycji do OTV Rzeszów [to trzeci
                powód, dla którego trzeba obejrzeć - przygotował to Rzeszów ;-) ].
                • arges Chór 24.04.06, 22:36
                  Tak rzeczywiście chór został bardzo dobrze przygotowany. Bardzo podobało mi się
                  opracowanie "Jelycy wo Chresta" w języku ukraińskim - w oryginale wykonywane od
                  wielu lat przez chór Pana Włodzimierza Pajtasza. Efektowne też były zestawienia
                  dwóch głosoów męskich m.in. w "Anhel...". Trzeba także wspomnieć o pracy, jaką
                  włożyli bazylianie, którzy odśpiewali nabożeństwa poprzedzające Liturgię.
                  Niezastąpiony był o. diakon Makarij (Soljuk)!!! :)
                  • arges Re: Chór 24.04.06, 22:38
                    Zapomniałem dodać, że bazylianie rozpoczęli Liturgię Paschalną w swojej cerkwi
                    na Zasaniu już o godzinie 5.00, więc należy im się podwójne podziękowanie.
    • romanpidlaszuk >>> Chrystos Woskres ! <<< 23.04.06, 05:39
      XPИCTOC BOCKPEC !
      BOICTИHY BOCKPEC !

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=52&w=21261179&a=40689391
      • piotrzr O Metropolicie Szeptyckim 24.04.06, 12:35
        Wyborcza opublikowała kolejny / po wspomnieniach Pana Min. Rotfelda/ ciekawy
        material o relacjach ukraińsko żydowskich
        - podaję link i ciekawsze fragmenty :

        serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3298274.html
        Przeżyłem
        Kurt Lewin 23-04-2006, ostatnia aktualizacja 21-04-2006 19:34

        Fragment książki Kurta Lewina, uratowanego w 1942 roku przez arcybiskupa
        Szeptyckiego, greckokatolickiego metropolitę lwowskiego i halickiego
        Zacząłem się z matką naradzać nad ucieczką. Nie chciała słyszeć o tym. Nie
        dlatego, żeby miała nadzieję przeżyć wojnę w getcie. Po prostu nie wierzyła w
        jej powodzenie. Wtedy zrodził się we mnie plan pójścia do metropolity Andrzeja
        Szeptyckiego, by zasięgnąć jego rady. Krok ten był decydujący w życiu moim i
        brata. Zdawałem sobie sprawę, że od tego zależy nasz los.

        Nazajutrz rano poszedłem do pałacu arcybiskupa. Bez przeszkód wpuszczono mnie
        do poczekalni. Zastanawiałem się, jak przyjmie mnie metropolita. Przyznam, że
        oczekiwałem przyjęcia chłodnego. Razem ze mną czekali księża, zakonnicy i
        zakonnice. Zupełnie nie zwracali uwagi na moją opaskę. Wreszcie drzwi gabinetu
        metropolity otworzyły się i wezwano mnie do środka.

        Wszedłem do wielkiego pokoju, wypełnionego od podłogi po sufit książkami. W
        kącie przy biurku siedział półleżąc w fotelu na kółkach sędziwy starzec. Musiał
        być olbrzymiego wzrostu, co było widoczne mimo siedzącej pozycji. Sparaliżowane
        nogi przykrywał pled. Białe jak mleko włosy okalały uduchowioną twarz o
        wypukłym czole. Głęboko osadzone błękitne dobre oczy wwiercały się w duszę
        człowieka. Ubrany był w prosty wytarty mnisi habit, przepasany skórzanym pasem.
        Był to metropolita lwowski i halicki, arcybiskup Andrzej hrabia Szeptycki.

        Po przywitaniu stałem wyprostowany, wyczekując. Nie pocałowałem go w rękę, mimo
        że taki był zwyczaj, nie chcąc się poniżać. Byłem przekonany, że za chwilę
        wyrzucą mnie z gabinetu. Lecz starzec skinieniem zniekształconej paraliżem ręki
        przywołał mnie i kazał usiąść obok siebie.

        Spytał, jak się nazywam. Odpowiedziałem, że jestem synem błp. rabina dr.
        Jecheskiela Lewina. Metropolita objął mnie zdrową ręką, przytulił do potężnej
        piersi i zaczął głaskać po włosach. Powtarzał słowa "armes Kind" - biedne
        dziecko (rozmawialiśmy po niemiecku, ponieważ nie znałem dobrze ukraińskiego, a
        po polsku ze względu na panujący antagonizm między tymi narodami mówić nie
        chciałem). Tyle ciepła się nie spodziewałem.

        Mimo ogarniającego mnie wzruszenia skupiłem się i zacząłem przemawiać do
        metropolity. Powołując się na przyjaźń łączącą go z moim ojcem, prosiłem o
        radę. Opisałem całą tragedię żydowską. Metropolita mało o tym wiedział,
        ponieważ otoczenie nie opowiadało mu o tym, wiedząc, że tego typu wieści
        sprawiają mu cierpienie. Gdy mówiłem, dwie ciężkie łzy spłynęły po wyżłobionej
        zmarszczkami twarzy.

        Poprosiłem tylko o przechowanie rękopisów ojca. Metropolita znów przytulił mnie
        do siebie. Przez chwilę intensywnie myślał, wreszcie odpowiedział: "Synu!
        Ojciec twój był moim przyjacielem. Was uważam jakby za moje dzieci. Bądź pewny,
        że będę myślał nie tylko o radzie, ale przede wszystkim o ratunku. Przyjdź do
        mnie za dwa dni. W tym czasie namyślę się nad techniczną stroną tej sprawy.
        Rękopisy przynieś ze sobą, umieszczę je w bezpiecznym miejscu". Potem
        pobłogosławił mnie, ucałował i pożegnał.
        /…/
        Starzec spojrzał mi przenikliwie w oczy i powiedział: "Synu, przyczynę tego ja
        znam. Chodzi mianowicie matce o chrzest. Lecz musisz i mnie zrozumieć. Nie
        podejmuję się tego ani dla pieniędzy, ani dlatego, że oczekuję jakiegokolwiek
        innego wynagrodzenia. Robię to wyłącznie dla miłości Boga i bliźniego. Moim
        obowiązkiem jest, jeżeli mam możność, ratować zagrożone niebezpieczeństwem
        życie bliźniego. Wobec was mam podwójny obowiązek ze względu na świętą pamięć
        waszego ojca, a mego przyjaciela. A o chrzcie nie myślałem nawet, byłby on
        tylko inną formą zapłaty i byłby narzucony. Jeżeli uda mi się was uratować i
        przeżyjecie wojnę, a przekonacie się o prawdziwości mojej wiary, wtedy będzie
        można o tym pomówić
        /…/


        Ksiązka z pewnością jest bardzo ciekawa - zwłaszcza że rzuca kolejne światło
        na rolę duchownych greckokatolickich w ratowaniu Żydów.

        Pozdrawiam
    • arges Link do cerkwi bazyliańskiej w Przemyślu 25.04.06, 19:35
      www.osbmwsd.megahost.pl/
      • piotrzr Transmisja... 25.04.06, 19:42
        Oglądałem - było pieknie. Chociaż odniosłem wrażenie,że...ks.Batruch trochę za
        dużu się wypowiadał. Nie rozumiem też czasu transmisji. Jak to mozliwe że o
        wiele lepszych porach publiczn tv nadaje różne głupoty, opery mydlane - a tak
        ciekawa i ważna dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi w Polsce uroczystość jednego
        bodaj najważniejszego swiete religijnego nadawana jest w dzien powszedni o
        godz. 14 !! Dla mnie - to skandal.
        Chór spiewał przepieknie. Kazanie abp Martyniak ciekawe - nawiązujące nawet do
        wspólczesności - bo i ewangelii Judasz, i do Kodu Leonarda da VInci.
        Argecie - zaciekwił mnie jeden gest - Diakona w trakcie śpiewu unoszącego do
        góry rąbek stuły. Co oznacza ten gest??
        • wolf_wwa Re: Transmisja... 25.04.06, 22:10
          Witam
          Czas retransmisji był skandaliczny. Dobre programy w telewizji publicznej
          nadawane są bądź w czasie gdy większość ludzi jest w pracy, albo bardzo późno i
          nie można się wyspać:( Niestety nie byłem w stanie obejrzec retransmisji
          (dziekuje Ksiedzu Piotrowi za przypomnienie). Zaluje poniewaz ciekaw jestem
          roznic pomiedzy Kosciolami wschodnimi.
          W poprzednim poscie zalinkowales Piotrze tekst o Metropolicie Szeptyckim, kazde
          takie wspomnienia utwierdzaja w przekonaniu ze byl to Wielki Czlowiek.
          Link ten przypomnial mi tekst umieszczony nie tak dawno na sajcie PP. Dotyczy on
          wydarzen z roku 1946 i (niestety) nie jest zbyt przyjemny w odbiorze.
          Komentarz do tekstu pozostawiam Wam (mam mieszane uczucia).

          "Ze swej strony papież Benedykt XVI w posłaniu do kardynała Huzara nazwał
          lwowski sobór pseudosoborem, na którym grupa duchownych uzurpowała sobie prawo
          do reprezentowania Kościoła, popełniając w ten sposób ciężkie przestępstwo
          przeciwko kościelnej jedności. Dziwne, że sobór w Brześciu, na którym doszło do
          tego samego procesu, tyle że w przeciwnym kierunku - unii z Rzymem - nie
          wywołał u papieża analogicznych reakcji."

          www.pporthodoxia.com.pl/news.php?id=628
          Pozdrawiam
          R.
        • arges Orarion 26.04.06, 21:28
          Ta materia to orarion. Jest on częścią stroju liturgicznego bizantyjskich
          diakonów. Zazwyczaj przybiera formę długiego wąskiego pasa jedwabnego lub
          aksamitnego bądź tkaniny gorszej jakości skrzyżowanej na lewym ramieniu. Końce
          orarionu opadają na piersi i plecy. Ozdobiony jest przede wszystkim krzyżami,
          często haftowanymi. Znany od IV w. Początkowo był noszony także przez kapłanów.

          Jeśli chodzi o gest, to mam dwie teorie: z łac. "orare" oznacza m.in. "modlić
          się", ale też "przemawiać na zgromadzeniu". Chyba można ten gest wiązać z
          modlitwą, a także z przemawianiem do zgromadzonego ludu - widowni i chóru,
          biorąc pod uwagę, że Liturgia bizantyjska została skonstruowana na zasadzie
          dramatu antycznego / diakon - posłaniec, który informuje.../. Tak na
          marginesie, to diakon trzymając orarion, wykonuje gest nieco zbliżony do tych
          znanych nam z bizantyjskiej ikonografii - wzniesiona dłoń ze łączonym palcem
          wskazującym i środkowym, to powszechny gest oratorski, przemowy.
    • darino dzwon z Balnicy 26.04.06, 13:15
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23313&w=40792467
      • wolf_wwa Re: dzwon z Balnicy 26.04.06, 20:48
        Dzieki za link Darino.
        Dyskusja na Birczy ciekawa i fotorelacje przyjemnie bylo obejrzec. Dzwon jest
        piekny i dobrze zachowany.
        Ciekaw jestem czy Pogorzaninowi byloby tez mnie zal:) Skad on tak dobrze wie, ze
        w Cerkwiach na kazaniach sie jatrzy, bywam na Liturgii i nie zauwazylem tego,
        ale to pewnie ze wzgledu na ruskie pochodzenie tego nie widze;)
        Juz nie rozdrapuje i pozdrawiam
        R.
        • piotrzr refleksje soborowe 27.04.06, 17:05
          Trochę mnie Radku zdenerwowałeś tym tekstem o porownaniach pseudosoboru
          lwowskiego lat czterdziestych ub wieku i aktu uni brzeskiej.
          Dla sprostosowania - uczestnikami pseudosoboru - było sovieckie NKWD /częsciowo
          ubrane w szaty duchownych, kilkuszeregowych księzy unickich i żadnego biskupa,
          żadnego poważnego duchownego greckokatolickiego zlamanego przez totalitaryzm.
          Przy całym moim krytycyźmie wobec uni /pisaliźmy o tym około półtora tysięcy
          postów "tomu nazad" :) / - Unia to był akt politycznych wolnych stron -
          katolików królewskich, duchowieństwa katolickiego i prawosławnego /skuszonego
          obiecankami/ ruskiej szlachty i magnaterii.
          Tak więc sobór lwowski to według mnie był normalny gwał a unia brzeska - umową
          wielostronną /zreszta wielokrotne łamaną przez stronę polską/.
          Jesli sie mylę - proszę uprzejmie o polemikę :)
          Równanie tych dwóch wydarzeń to zwykła demagogia i swoiste awanturnictwo.
          Zwłaszcza że za kard. Huzarem "stoję murem" :)
          Pozdrawiam serdecznie :)
          • Gość: fernando Re: refleksje soborowe IP: *.dsl.sndg02.pacbell.net 27.04.06, 23:20
            co to ma wszystko wspolnego z naukami Jezusa?jakie to Jezusa drogi wy
            reprezentujecie?bo tak to wszystko czytajac,nie mozna za nic dopatrzyc sie
            nasladowcow tegoz Jezusa.wydaje sie chyba,ze Jezus swe slowa rozumial,
            rozumieniem bozym.wiec interpretacja wynika jasno,powinna i napewno jest tylko
            jedna.czy dazycie do jednosci w nim,czy nadal sie tak sobie bladzac poomacku
            bawicie.powiem innym tez o waszych wysilkach do Jezusa.niech sobie poczytaja.
          • wolf_wwa Re: refleksje soborowe 27.04.06, 23:47
            Witam
            Celowo nie napisalem co mysle o tym tekscie z PP zeby wywolac dyskusje.
            Masz racje Piotrze, ze tekst ten nie jest w porzadku, porownanie nie jest na
            miejscu. Na moja polemike mozesz nie liczyc:)
            Zauwazylem w postach na Birczy i watku o dzwonach na Rzeszowie, ze Twoj gazetowy
            nick jest znany wsrod osob o nastawieniu "patriotycznym":))
            Jutro po pracy wyjezdzam wiec odezwe sie dopiro 4 maja.
            Zycze udanego wypoczynku i pozdrawiam serdecznie
            R.
            • wolf_wwa Male uzupelnienie 27.04.06, 23:48
              Nie bylo moim zamiarem zdenerwowanie Ciebie, ten cytat z PP mial tylko wywolac
              wymiane zdan.
              • piotrzr Przed weekendem 28.04.06, 17:32
                To moje zdenerwowanie było oczywiście symboliczne-chociaż po Przeglądzie
                Prawosławnym oczekiwałem czegoś więcej od ślepego zacietrzenia przy okazji
                komentowania wypowiedzi Papieża i metropolity greckokatolickiego...
                A za sam temat Radku nie mam nijakiej do Cię pretensji.
                Ja ruszam na kresy...Zachodniej Ukrainy by zobaczyć miejsce triumfu
                literackiego Pana Michał i rzeczywistego Sahajdacznego Konaszewycza.
                Pozdrawiam czytaczy i dyskutantów - do poweekendzia :))
                • wolf_wwa Re: Przed weekendem 05.05.06, 22:24
                  Jak udala sie Piotrze wyprawa? Jak znajdziesz chwile to napisz slow pare, a moze
                  i jakies zdjecia na mail?
                  W najblizszym, czasie bede odzywal sie rzadziej niz zazwyczaj. Nie jest to
                  spowodowane brakiem checi, a duza iloscia zajec odleglych od komputera, a bardzo
                  czasochlonnych:)
                  Pozwolilem sobie Piotrze przeslac blizsze informacje na "gazetoego" maila.
                  Pozdrawiam
                  R.
                  • piotrzr weekend 06.05.06, 16:31
                    Witam - udała się udała - wiesz już zapewne z mego postu.
                    Jak i to że i ja zamilknę na dni kilka.
                    Kilka fotek wysyłam pocztą
                    Pozdrawiam czytaczy i pisaczy - pokornie prosząc o podtrzymywanie wątku :)
    • darino żołnierze UPA ukraińskimi kombatantami ? 08.05.06, 02:05
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3328465.html
      • arges Krakowskie spotkania z muzyką cerkiewną 08.05.06, 20:13
        9.05.2006. - Bracki Chór Ławry Kijowsko-Peczerskiej, godz. 20.30 w bazylice
        dominikańskiej.
        10.05.2006. - Męski Chór "Orfej" Politechniki Lwowskiej, godz. 20.00 w kościele
        bernardynów.
        13.05.2006. - Katedrlany Greckokatolicki Chór Św. Jana Chrzciciela z Presova,
        godz. 19.30 w cerkwi greckokatolickiej na Wiślnej.
        14.052006. Chór Męski "Oktoich" Cerkwi Prawosławnej Św.Św. Cyryla i Metodego z
        Wrocławia, godz. 20.15 w bazylice franciszkańskiej.
        16.052006. Galicyjski Chór Kamerlany ze Lwowa, godz. 19.30 kościół Św.Św Piotra
        i Pawła.

        O biletach: Wiem tyle, że na jutrzejszy koncert bilet ulgowy - 11 zł, a
        normalny 16 zł.
        • Gość: pi ratujmy cmentarze w Górach Słonnych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.06, 08:30
          dmk.witryna.org/index.php?wew=wstep
    • surowiczny Objazd naukowy po cerkwiach 10.05.06, 14:33
      Poszukiwane 2 osoby do objazdu naukowego organizowanego przez Instytut Historii
      Sztuki UJ po cerkwiach łemkowskich.
      termin: 12 - 14 maja
      koszt: ok 120 zł
      2 noclegi (Krynica, Nowica)
      Możliwość zwiedzenia większości cerkwi w Beskidzie Sądecki i zach części
      Niskiego (także możliwość fotografowania)
      opieka naukowa: dr hab. Małgorzata Smorąg - Różycka

      Konieczna szybkość decyzji
      (dziś, najpóźnij jutro do południa)

      tel. 667 218 791

      pozdr
      • wolf_wwa Pawlokoma 13.05.06, 17:16
        wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8307872&rfbawp=1147533064.737&ticaid=11991

        "Mocne i trwałe pojednanie można zbudować tylko w oparciu o prawdę. Nie możemy
        zmienić przeszłości, ale możemy sprawić, by nie determinowała przyszłości -
        powiedział podczas uroczystości w Pawłokomie prezydent Polski Lech Kaczyński.
        Pawłokoma stała się dla Ukraińców symbolem tragedii ich narodu. Myślimy dziś o
        tym z największym smutkiem. Przelana w tamtych latach krew jest wyrzutem
        sumienia dla naszych narodów. Nie można jej ważyć dla wspólnego dobra i
        przyjaznego rozwoju stosunków między naszymi narodami - powiedział. Nadszedł
        już czas, aby nie ukrywać prawdy i mówić o nienaprawionych krzywdach -
        podkreślił"

        • piotrzr Nie tylko Pawlokoma 14.05.06, 18:38
          Witam, witam !!
          Jestem juz :))
          Dzieki za ciekawe posty.

          Tu Radku muszę przypomnieć,że nie tylko Pawłokoma wymaga upamiętnienia.
          Ukraińcy - Ofiary Tarnawki koło Albigowej , Blizianki, Gwożdzianki,
          Białej .Ukraińcy mordowani na zamku rzeszowskim często w imię jeno tylko
          wstrętnej odpowiedzialności żbiorowej. Znam przypadki Ukraińców torturowanych
          na zamku rzeszowskim tylko dlatego,że dali jeść zaszczutemu chłopakomi z
          rozbitego oddziału UPA. A po donosie śąsiada-Polaka ów żywiciel kończył swoje
          życie w rzeszowskiej katowni.
          Niewinni Ukraińcy z Leżajska mordowani przez szalejącego rządzą
          odwetu "Wołyniaka", Wypędzeni ukraińscy mieszczanie Leżajska, Jarosławia,
          Radymna, Przemyśla, Sanoka, Leska - oni też wymagają upamiętnienia jako ofiary
          zbiorowego odwetu i nienawiści nie tylko komunistycznej.
          Ale dobrze że już coś się dzieje.
          Może kiedyś doczekamy się pomników w Brzusce, Zawadce Morochowskiej, zmarłych i
          pomordowanych przez polskich żołnierzy KBW na "punktach zbiorczych" i na
          drogach śmierci pędzonych mieszkańców beskidzkich i bieszczadzkich wiosek.
          Cieszę się z tych uroczystości i udziałow prezydentów Polski i Ukrainy oraz
          moim zdaniem majważnieszej Postaci UCGK - Kard. Huzara
          Pozdrawiam
          • arges Re: Nie tylko Pawlokoma 14.05.06, 21:10
            Byłem w Pawłokomie. Wszystko "fajnie", ale te napisy na pomnikach... Ech...
            • arges Napisy w Pawłokomie... 16.05.06, 22:42
              nation.org.ua/content/view/1329/77/
              To nieprzyzwoicie z polskiej strony, że na krzyżu upamiętniającym Polaków
              podaje się narodowość morderców, ponieważ nie wiadomo, kto polskich mieszkańców
              Pawłokomy zabił. Wiadomo, że w tym czasie UPA nie działała na tym terenie - co
              było nawet kiedyś w jednym z artykułów w GW. Na pomniku upamiętniającym
              zamordowanych Ukraińców nie określa się nawet tego, co się stało z ukraińskimi
              mieszkańcami Pawłokomy, a to nawet potwierdza IPN, że Ukraińców, w tym kobiety,
              starców i małe dzieci, zabili partyzanci AK i sąsiedzi z pobliskich
              wsi. "Zaginęli" - słowo wyryte na pomniku sugeruje, że Ukraińcy "poszli gdzieś
              i juz nie wrócili"!!! Te nieścisłości fałszują historię, obrażaja tych, którzy
              przeżyli oraz pomniejszą męczeńską śmierć!
          • Gość: Jędrek Re: Nie tylko Pawlokoma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.06, 12:37
            Każdy naród głośno mówi o poniesionych krzywdach, natomiast niechętnie wspomina
            o ranach zadanych innym - Polacy są w tym mistrzami świata.
    • arges Konwersja :/ 15.05.06, 12:35
      www.ekumenizm.pl/content/article/20060419001717108.htm
      • wolf_wwa Re: Konwersja :/ 15.05.06, 23:37
        Smutne to pytanie na "ekumenizmie". Ciekawe, czy chodzi o to, ze "ruska wiara"
        postrzegana jest jako cos gorszego? A moze chodzi o "ulatwienie zycia" dziecku?
        Tak czy inaczej szkoda, obawiam sie, ze dziecko nie bedzie mialo mozliwosci
        poznac swych korzeni, a moze sie myle?
        Arges, czy moglbys napisac cos wiecej o napisach w Pawlokomie.
        Pozdrawiam
        R.
        • piotrzr Konwersja i rocznica dyskusji!!!! 16.05.06, 14:49
          Kilkaset postów temu cytowałem tu umowę proboszczów - greckokatolickiego z
          Zalesia i katolickiego ze Słociny /bodaj z połowy XIX wieku/ w której
          regulowano między innymi sprawę małżeństw mieszanych, wyznania dzieci itd.
          Z linkowanego przez Argesa tekstu wynika dość prosty /może się mylę??/ tryb
          postepowania w przypadku małżeństw mieszanych.
          Chociaż z drugiej strony można spostrzec /z wypowiedzi księdza Piotra/ że i w
          tym przypadku trzeba przejść cały tryb machiny biurokratycznej /wyrażającej się
          m.in. potrzebą zgody Biskupów , spełnienia wymogów Kodeksu kanonów kościołów
          wschodnich etc/
          Z drugiej strony ciekaw byłbym intencji Argesa i jego zdania na temat
          linkowanego zagadnienia :? )
          Bo po wojnie taka konwersja /przeszli przez nią moi dziadkowie i m.in. moja
          Mama/ polegała ogólnie rzecz ujmując na przeniesieniu mteryk i zapisów z ksiąg
          unickich do rymokatolickich.
          W tym przypadku pomocnikiem /bezinteresownym!!!/był Świętej pamięci Ksiądz
          Jałowy - wieloletni proboszcz parafii pw Chrystusa Króla.
          Napisałem "bezinteresownym" - bo czytałem m.in. u Mikołaja Siwickiego o handlu
          metrykami przez księzy rzymokatolickich w okresie tuż powojennym.
          Pozdrawiam.
          A a propos rocznicy - tak jakość niepostrzeżenie "walneło" nam 3 lata od
          momentu rozpoczęcia tej rozmowy - nikt nie goni z kwiatami, nie strzelają korki
          szampaskoje .....
      • arges Konwersja... 16.05.06, 22:54
        "Jednakże, warto zauważyć, iż rodzice mogą sobie zgodnie życzyć, by dziecko
        przynależało do obrządku innego, niż łaciński, ale pod warunkiem, że jedno z
        rodziców przynależy do tego obrządku."

        Pięknie brzmi to "sobie".
        Nie wiem kim jest Dariusz Bruncz, ale to przykre, że na portalu z pozoru i
        chyba założenia ekumenicznym, propaguje się brak wyrozumiałości i zrozumienia
        dla UCGK, która stanowi mniejszość wobec przytłaczającej większości KRK w
        Polsce i na świecie. Bruncz, odpowiadając na zadane pytanie, nie potępia i nie
        odradza złamania kanonów prawa kościelnego, a wręcz do tego zachęca.
        Tak poza tym, to prawa UCGK w Polsce nie są do końca respektowane i jestem
        przekonany, że kler rzymskokatolicki dosć często wykracza poza swoje
        kompetencje i "nagina" prawo kanoniczne, "przywłaszczając wschodnie
        duszyczki", "bo Bóg jest wszędzie".
        • wolf_wwa Re: Konwersja... 17.05.06, 19:35
          Dziekuje Arges za streszczenie, tego co napisane jest w Pawlokomie. Nie
          wiedzialem jaka jest tresc napisu, teraz moge spojrzec na to i z tej strony.
          Problemy byly tez z tablica upamietniajaca furmanow zamordowanych na Podlasiu,
          pisalismy juz tutaj o tym. Zreszta dowodce oddzialu pacyfikujacego, skazanego
          przez sad PRL, uniewinniono w III RP.
          Faktycznie Piotrze jakos nie zauwazylem rocznicy, a szkoda, chociaz trunkow nie
          moglbym przeslac mailem;)
          Niestety dzis krotko i jeszcze przez jakis czas tak bedzie:(
          Pozdrawiam
          R.
          • piotrzr napisy, refleksje o Surowicy 19.05.06, 20:31
            Nie wiem czy pamiętacie kontrowersje wokół tablic i upamietnienia ofiar
            Jedwabnego.. Jest pewna analogia.
            Ale najważniejsze że uczczono ofiary, że kończą się niedomówienia, że
            informacja o tej /choć jednej z wielu tragedii/ nabrała szerokiego rozgłosu i
            jest kolejną / np po Porycku/ okazją mówienia o pojednaniu.
            A ja chciałbym was namówić na odwiedzenie pięknej doliny nieistniejącej wsi
            Surowica. Byłem tam ostatnio po raz pierwszy w życiu ale i pewno nie ostatni.
            Dojechać tam można jadąc drogą Jasliska-Komańcza. Przed wioską Moszczaniec
            skręca się w lewo przy tablicy reklamującej tartak i leśniczowkę w Darowie.Po
            jednej z najstarzych /z pierwszej połowy 14 wieku/ wsi wołosko-łemkowskiej nie
            ma dziś sladu, nie licząc ruin obór expgr-u.
            Ale i też nie na pewno. Po pierwsze jest piekny Wisłok - rzeka tam czyściutka i
            przypominająca górski potoczek .Poza tym wytropiłem dwa łemkowskie cmentarze -
            jeden przy głównej.dawnej wiejkiej drodze z pozostałosciami trzech bodaj
            nagrobków /w tym jeden z 1881 roku/ Ciekawe - bowiem nad kamiennym postumentem
            z żeliwnym krzyżem zachowal się stalowy "baldachim" Bliżej drózki wiodącej do
            strumyka zauważyłem ruinę kamiennej piwniczki i otwór studni. Znacznie
            ciekawszy jest drugi cmentarz zachowany na drugiej stronie strumienia na zboczu
            góry "patrzący" jak gdyby na dolinę wioski. Tam zachowało się kilka pieknych
            nagrobków - wtym jeden z płaskorzeżbioną ikoną św.Mikołaja /mam nadzieję Radku
            że przesłane zdjęcie tej ikony podobało Ci się/. Część kamiennych krzyży
            nagrobnych nosi slady klejenia - to pewno dowód działania w tamtym
            terenie "niezależnej grupy kamnieniarzy" - studentów amatorsko zajmujących się
            renowacją pozostałości cmentarzy łemkowskich.
            Znalazłem też cerkwisko - z wielkimi płatami pogniecionej blachy ze śladami
            nitów - jedyna pozostałość po niegdyś dużej,trójkopułówej cerkwi zniszczonej
            przez Polaków z końcem lata czterdziestych.
            A mnie zaniosło w tamte strony w poszukiwaniu grobu prababki Zenobii z
            Krynickich Wachnianinowej - żony ówczesnego parocha Surowicy. Jedna z mogił ma
            zachowane stalowe ogrodzenie i ślady po brutalnie wyrwanej tablicy
            inskrypcyjnej - może to był ten grób??
            Mam uprzejmą prosbę do czytaczy tej dyskusji - jeśli macie jakiekolwiek linki
            do historii wsi Surowica /za wyjątkiem strony www jaslisk - bo tam już
            zaglądałem:), może zdjęcia archiwalne - uprzejmie proszę o pomoc:)
            Pozdrawiam
            • wolf_wwa Re: napisy, refleksje o Surowicy 19.05.06, 23:47
              Dziekuje Piotrze za zdjecia.
              Faktycznie, nawet ze zdjec, pustka tego miejsca sprawia przygnebiajace
              wrazenie. Jesli chodzi o Sw. Mikolaja to zdjecie podobalo mi sie (nawet bardzo,
              a wiesz, ze to moj ulubiony Swiety).
              Materialy, ktore dzis mialem zamiescic, ze wzgledu na pozna pore, zamieszcze po
              niedzieli.
              Pozdrawiam i zycze udanego weekendu.
              R.
            • Gość: diakon Piotr UKGK Spotkanie z Żydem uratowanym przez grekokatolików IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.06, 23:56

              CYTUJĘ O. PIOTRA KUSZKĘ, BAZYLIANINA, PROBOSZCZA GR.KAT. W WARSZAWIE (WYPOWIEDŹ
              Z LISTY DYSKUSYJNEJ "RUSKA WIARA"):

              _______________________________________________________________________________


              Witam wszystkich serdecznie i zapraszam na otwarte spotkanie z Kurtem
              Lewinem. Poniżej tresc zaproszenia z GW i garsc moich uwag o wspomnianej tam
              ksiazce.

              „Gazeta Wyborcza” zaprasza na kolejne spotkanie z cyklu „Goście gazety”.
              Kurt I. Lewin, autor książki „Przeżyłem. Saga Świętego Jura spisana w roku
              1946 przez syna rabina Lwowa” (wydanej w kwietniu 2006 r. nakładem „Zeszytów
              Literackich”) opowie o przeżyciach z ogarniętego wojną Lwowa i o roli
              metropolity greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego w ocaleniu lwowskich
              Żydów.
              Rozmowę z Autorem poprowadzi Teresa Torańska, spotkanie odbędzie się w
              poniedziałek, 22 maja o godz. 18 w warszawskiej siedzibie „Gazety” przy ul.
              Czerskiej 8/10 (wejście od ul. Czerniakowskiej).

              Wspomniana książka liczy 188 stron wraz z indeksem. Napisana językiem żywym,
              niepozbawionym emocji. Opisuje przeżycia młodego wówczas Autora nie tylko we
              Lwowie, także w Rawie Ruskiej, z małym epizodem lubaczowskim i krótkim
              pobytem w szeregach wojska polskiego, aż do przedostania się do Włoch i
              wyjazdu do Palestyny. Początek książki traktuje o okresie pod okupacją
              sowiecką, potem pod okupacją niemiecką aż do ponownego przyjścia sowietów w
              1943 roku. Autor poprzez osobiste przeżycia (m.in. byl swiadkiem
              zamordowania swego ojca przez nazistow) w naświetla mało jeszcze znany
              problem stosunków żydowsko-ukraińskich w przedwojennej Polsce i w czasie
              okupacji. Niestety, podobnie jak stosunki żydowsko-polskie, nie były one
              najjaśniejszą kartą historii obydwu narodów, czemu Autor daje wyraz w swoich
              na gorąco spisanych wspomnieniach. Na tym tle w szczególny sposób jaśnieją
              postaci greckokatolickiego metropolity lwowskiego Sługi Bożego, Abpa
              Andrzeja Szeptyckiego, jego brata, błogosławionego męczennika Klemensa,
              podówczas przełożonego studytów i innych ojców i braci studytów, w
              klasztorach których znalazł schronienie. Autor pisze o nich bardzo ciepło,
              darząc ich wielkim uczuciem szacunku, przywiązania i wdzięczności.
              Sądzę, że spotkanie może być niepowtarzalną okazją wymiany myśli i
              doświadczeń. Zapraszam.
              I jeszcze sprawa adresu dla mniej znajacych Warszawe: ulica Czerska jest
              małą uliczką na tzw. Dolnym Mokotowie, łączącą ul. Chełmską i Gagarina,
              równoległą do Wisłostrady na odcinku ul. Czerniakowskiej (przed Trasą
              Siekierkowską). Budynek Agory mieści się na rogu ul. Chełmskiej, jakieś
              50-100 m od Wisłostrady.
              Pozdrawiam. o. Piotr

              • Gość: diakon Piotr UKGK 22 maja w Warszawie, a 23 - w Krakowie (Lewin) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.06, 23:09
                ZE STRONY WWW.JUDAICA.PL :

                Wtorek, 23 maja, godz. 18.00
                Przeżyłem. Saga Świętego Jura - spotkanie z Kurtem I. LEWINEM i promocja jego
                książki pod tym samym tytułem, wydanej przez Zeszyty Literackie . Prowadzenie:
                Katarzyna ZIMMERER.
                Zaprasza Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie, ul. Meiselsa 17

                PYTANIE DO PANA RADOSŁAWA "WOLFA": Będzie Pan może na spotkaniu warszawskim?
                • surowiczny Magurycz zaprasza 22.05.06, 14:59
                  32 i 33 OBÓZ Nieformalnej Grupy Kamieniarzy "Magurycz"

                  XXXII
                  Cmentarze grekokatolickie: Ożenna, Grab - 15 - 30 VII

                  XXXIII

                  Cmentarz grekokatolicki - Grab c. d. 20 VIII - 3 IX
                  • piotrzr Ciekawe książki 26.05.06, 07:57
                    Witam - najpierw pozdrawiam Cie Radku - mam nadzieję, że uporasz się z
                    kłopotami .
                    Ksiądz Piotr zareklamował pewną ksiązkę - mam ją już.
                    Kurt I.Lewin Przeżyłem saga Świętego Jura spisana w roku 1946.Zeszyty
                    Literackie
                    www.zeszytyliterackie.pl
                    email:zeszytyliterackie@agora.pl
                    Wbita na okładce cena 32 zł.
                    Lektura trudna, bardzo trudna.Opisane kolejne pogromy Żydów lwowskich, pogromy
                    organizowane zarówno przez Niemców jak i Polaków i Ukraińców. Z fotograficzną
                    dokładnością,dzień po dniu. I równie dokładnie opisane Ocalenie, Ojcowie
                    Szeptyccy, Aniołowie wśród piekła.
                    A autor wywodzi się z wielkiego rodu rabinackiego z którego wywodzili się i
                    Wielcy Rabini Rzeszowa, Lwowa a i Nowego Jorku.
                    Druga ksiązką którą teraz pochłaniam to "Precz z mnichami" -Jerzy giedrojć,
                    Mikołaj Kozakiewicz, Jacek Kuroń, Kazimierz Morawski i Jerzy Nowosielski mówią
                    O TOLERANCJI w Polsce. książka kilka lat temu wydana przez Orthdruk Białystok
                    1995.
                    Opisane śą tam m.in. pamiętne wydarzenia w Przemyślu, Ujkowicach i niechlubna
                    rola pewnego hierarchy w walce z prawosławnymi mnichami /z donosami na UB i do
                    tzw Urzędu ds wyznań włącznie.
                    I trzecia książka jakby uzupełniająca tamte poprzednie Stephena O'Shea "Herezja
                    doskonała światoburcze życie oraz zagłada średniowiecznych katarów" .
                    A poprzedni weekend miałem spędzić na keremeszu w Olchowców - ale wybrałem
                    ciszę doliny górnego Wisłoka i byłem m.in. w Wernejówce i Rudawce rymanowskiej
                    oglądająć wspaniały jar tej rzeki oraz fotografująć niezwykłe formacje skalne
                    na urwistych brzegach
                    Pozdrawiam czytaczy i pisaczy przepraszająć z chwilowe milczenie :)
                  • surowiczny Magurycz - sprawozdanie 2005 01.06.06, 14:16
                    www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/lemkowie/dzialalnosc/sprawozdanie20051
    • arges Nowe informacje na temat świecko-cerkiewnej 28.05.06, 12:09
      Nowe informacje na temat świecko-cerkiewnej architektury Rusi-Ukrainy...

      Можливо, розкрита одна із найзначніших таємниць української археології
      26.05.2006

      ІВАНО-ФРАНКІВСЬК — У селі Крилос Галицького району Івано-Франківської області
      прикарпатські археологи виявили архітектурні деталі Спаської церкви й
      резиденції галицьких правителів, які згадуються в Київському літописі,
      повідомив 26 травня сайт „Кореспондент”.

      Про це сказав на прес-конференції в Прикарпатському національному університеті
      імені Василя Стефаника з приводу археологічного відкриття ініціатор розкопок,
      викладач кафедри релігієзгавства й теології цього навчального закладу Ігор
      Коваль.

      За його словами „автор Київського літопису залишив досить детальний опис
      князівського палацу, що був з'єднаний переходами-галереями зі Спаською
      церквою”. На його думку, хоча дослідження древнього Галича – столиці Галицько-
      Волинської держави – тривають майже сто років, основною археологічною проблемою
      донині залишається пошук резиденції галицьких правителів. Коваль повідомив, що
      серед мешканців Крилосу ходили різні чутки й легенди про місцезнаходження цих
      унікальних історичних пам'яток.

      За перевірку загадкових історичних фактів узялися вчені Прикарпатського
      університету ім. В.Стефаника й Національно заповідника „Давній Галич”.

      22 травня 2006 року були розпочаті археологічні розкопки на території
      ймовір
      • arges Re: Nowe informacje na temat świecko-cerkiewnej 28.05.06, 12:14
        ймовірного відкриття. У перший день розкопок були знайдені архітектурні деталі
        з „характерного для давніх галицьких храмів каменю – піщанику”. Найбільшою
        несподіванкою для дослідників стало, коли на метровій глибині вони побачили
        потужний шар ламаного білого каменю упереміш із річковим каменем,які були
        зв'язані вапном. На думку Коваля, побудова давніх храмів проводилася саме в
        такому технічному виконанні.

        Це засвідчили у свій час розкопки у Звенигородці, Перемишлі та Галичі. Цікаво,
        що ці пам'ятки датуються правлінням засновника столиці Галицького князівства на
        Крилоському городищі князя Володимира Володаревича (1141-1153 р.). А літописна
        згадка про князівський палац Володимира із Придворною церквою датується 1153
        роком.

        „Сподіваюся, що прикарпатські археологи розкрили одну із найзначніших таємниць
        української археології”, – відзначив Коваль.
    • arges Re: Grekokatolicy w Rzeszowie 28.05.06, 12:19
      www.risu.org.ua/ukr/news/article;10366/
      • piotrzr archeologiczne nowinki 29.05.06, 11:13
        Witam. Ciekawa informacja. chociaż... ciekaw byłbym takich nowinek np z samago
        Halicza. ostatnio przeleżdżając przez tą miejscowości - najbardziej rzuca się w
        oczy nowoczesna stacja benzynowa i poaustriackie budynki kolejowe jako żywo
        przypominające np stację staroniwa w Rzeszowie.
        A co do sensacji - kilka lat temu było u nas głosno o wykopaliskach
        staroruskiego grodu w okolicach Trepczy i Mrzygłodu "podkarpackiego Indiana
        Johnsa" ;) - Pana archeologa J. Ginalskiego z Sanoka /nota bene dyrektora
        tamtejszego skansenu/.
        Bo to i teren nam bliższy a i odkrycia ciekawe - jak np odciski książęcych
        pieczęci i staroruskie krzyże -asklepiosy /w tym jeden z "wmontowaną" relikwią -
        fragmentem meteorytu !!!!.
        Pozdrawiam
        • Gość: mysz polna Re: archeologiczne nowinki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.06, 11:33
          o kurcze !!! to prawdziwa sensacja ze dworce kolejowy w Rzeszowie i Haliczu są
          podobne, och jaki to musiał być geniusz architektoniczny grekokatolikow,
          prawdziwy geniusz Karpat :)
          • Gość: obi-wan kenobi Oj, Kolas, nie bądź złośliwy ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.06, 14:14
            Jeżeli nie potrafisz rozmawiać na odpowiednim poziomie, ganiaj na "Werchowynę"
            albo do swojego "Odkrywcy" !
            • piotrzr zbrodnia w Terce - umorzenie 30.05.06, 08:06
              Przez 6 lat IPN prowadził śledztwo w sprawie spalenia żywcem ukraińskich kobiet
              i dzieci w bieszczadzkiej wiosce przez poolskich żołnierzy :
              S 7/00/Zk - śledztwo podjęte z zawieszenia w dniu 9 listopada 2000 roku w
              sprawie zamordowania w dniu 9 lipca 1946 roku we wsi Terka dawnego powiatu
              sanockiego 33 osób narodowości ukraińskiej przez żołnierzy Wojsk Ochrony
              Pogranicza – tj. o przestępstwo z art. 148 § 2 pkt 2,3 i 4 kk i art. 2 ust. 1
              ustawy z dnia 18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji
              Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. Nr 155 poz. 1016 z późn.
              zm.)
              Od podjęcia postępowania przesłuchano dotąd 128 świadków.
              W śledztwie przeprowadzono kwerendę i poszukiwano dokumentów w:
              - Wojskowym Instytucie Historycznym Akademii Obrony Narodowej w Warszawie,
              - Archiwum Straży Granicznej w Kętrzynie,
              - Archiwum Ukraińskim w Warszawie,
              - Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Warszawie,
              - Archiwum Państwowym w Rzeszowie,
              - Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie i Rzeszowie,
              a także korzystano z międzynarodowej pomocy prawnej poprzez przesłuchanie
              świadka mieszkającego w Kanadzie przez Konsulat RP w Toronto.
              W śledztwie ujawniono, że prawdopodobnie przestępstwa dokonali żołnierze 8
              Oddziału 36 Komendantury Wojsk Ochrony Pogranicza, który w tym czasie liczył
              282 osoby. Tylko w nielicznych przypadkach znane są pełne dane osobowe tych
              żołnierzy, co pozwoliło na ustalenie, czy wymienieni żyją, a następnie ich
              przesłuchanie. W zdecydowanej większości zachowały się tylko dane dotyczące
              imienia i nazwiska oraz imienia ojca żołnierza tej jednostki, co rozszerza krąg
              osób przesłuchiwanych. Czynności procesowe w śledztwie przeprowadzane są na
              terenie całego kraju, co skutkuje konieczności wykonywania ich w ramach pomocy
              prawnej. Zaplanowane czynności to, dalsze przesłuchiwanie osób, które służyły w
              8 Oddziale 36 Komendantury WOP.
              Termin zakończenia śledztwa trudny do przewidzenia.
              W śledztwie prowadzono korespondencję ze Związkiem Ukraińców w Polsce
              otrzymując odpowiedzi na kierowane do tego Związku pisma.

              Wczoraj w tv3 podano o umorzeniu sledztwa w tej jednej z kilkunastu spraw.
              Sprawę umorzono, sprawców nie wskazano - ale my podkarpaccy Rusini - pamiętamy
              i nie spoczniemy póki miejsca zbrodni nie zostaną stosownie upamietnione a
              sprawcy zbrodni - konkretnie wskazani.
              • Gość: myszka polna 136 metod tortur stosowanych przez UPA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.06, 10:39
                Wirtuozeria zbrodni

                1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki gtowy.

                2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).

                3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.

                4. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło.

                5. Wyrzynanie na czole „orła".

                6. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.

                7. Wyłupywanie jednego oka.

                8. Wybieranie dwoje oczu.

                9. Obcinanie nosa.

                10. Obcinanie jednego ucha.

                12.Obrzynanie obydwu uszu.

                13. Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha.

                14. Obrzynanie warg.

                15. Obcinanie języka.

                16. Podrzynanie gardła.

                17. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz.

                18. Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty.

                19. Wybijanie zębów.

                20. Łamanie szczęki.

                21. Rozrywanie ust od ucha do ucha.

                22. Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar.

                23. Podcinanie szyi nożem lub sierpem.

                24. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

                25. Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy.

                26. Skręcanie głowy do tyłu.

                27. Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą.

                28. Obcinanie głowy sierpem.

                29. Obcinanie głowy kosą.

                30. Odrąbywanie głowy siekierą.

                31. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

                32. Zadawanie ran kłutych w głowie.

                33. Cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców.

                34. Zadawanie innych ran ciętych na plecach.

                35. Zadawanie ciosów bagnetem w plecy.

                36. Łamanie kości żeber klatki piersiowej.

                37. Zadawanie ciosu nożem lub bagnetem w serce lub okolice serca.

                38. Zadawanie ran kłutych nożem lub bagnetem w pierś.

                39. Obcinanie kobietom piersi sierpem.

                40. Obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran solą.

                41. Obrzynanie sierpem genitalii ofiarom płci męskiej.

                42. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską.

                43. Zadawanie ran kłutych brzucha nożem lub bagnetem.

                44. Przebijanie brzucha ciężarnej kobiecie bagnetem.

                45. Rozcinanie brzucha i wyciąganie jelit na zewnątrz u dorosłych.

                46. Rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciąży i w miejsce wyjętego
                płodu, wkładanie np. żywego kota i zaszywanie brzucha.

                47. Rozcinanie brzucha i wlewanie do wnętrza wrząteku-kipiącej wody.

                48. Rozcinanie brzucha i wkładanie do jego wnętrza kamieni oraz wrzucanie do
                rzeki.

                49. Rozcinanie kobietom ciężarnym brzucha i wrzucanie do wnętrza potłuczonego
                szkła.

                50. Wyrywanie żył od pachwy, aż do stóp.

                51. Wkładanie do pochwy - vagina rozżarzonego żelaza.

                52. Wkładanie do vaginy szyszek sosny od strony wierzchołka.

                53. Wkładanie do vaginy zaostrzonego kołka i przepychanie aż do gardła, na
                wylot.

                54. Rozcinanie kobietom przodu tułowia ogrodniczym scyzorykiem, od vaginy, aż
                po szyję i pozostawienie wnętrzności na zewnątrz.

                55. Wieszanie ofiar za wnętrzności.

                56. Wkładanie do vaginy szklanej butelki i jej rozbicie.

                57. Wkładanie do analu szklanej butelki i jej stłuczenie.

                58. Rozcinanie brzucha i wsypywanie do wnętrza karmy dla zgłodniałych świń tzw.
                osypki, który to pokarm wyrywały razem z jelitami i innymi wnętrznościami.

                59. Odrąbywanie siekierą jednej ręki.

                60. Odrąbywanie siekierą obydwóch rąk.

                61. Przebijanie dłoni nożem.

                62. Obcinanie palców u ręki nożem.

                63. Obcinanie dłoni.

                64. Przypalanie wewnętrznej strony dłoni na gorącym blacie kuchni węglowej.

                65. Odrąbywanie pięty.

                66. Odrąbywanie stopy powyżej kości piętowej.

                67. Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem.

                68. Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem.

                69. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron
                deskami.

                70. Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą.

                71. Obcinanie piłą obie nogi.

                72. Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem.

                73. Przybijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi.

                74. Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami.

                75. Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio głową do
                podłogi.

                76. Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu.

                77. Rąbanie siekierą całego tułowia na części.

                78. Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie.

                79. Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało
                na nim.

                80. Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół.

                81. Rozpruwanie brzuszka dzieciom.

                82. Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu.

                83. Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi.

                84. Łamanie stawów nóg dziecka.

                85. Łamanie stawów rąk dziecka.

                86. Zaduszenie dziecka przez narzucenie na niego różnych szmat.

                87. Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem.

                88. Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku.

                89. Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o
                ścianę lub piec.

                90. Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele.

                91. Wbijanie dziecka na pal.

                92. Powieszenie na drzewie kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią przez
                odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybranie oczu oraz odcinanie
                nożami kawałków ciała.

                93. Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi.

                94. Wieszanie na drzewie głową do góry.

                95. Wieszanie na drzewie nogami do góry.

                96. Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem
                zapalonego pod głową ogniska.

                97. Zrzucanie w dół ze skały.

                98. Topienie w rzece.

                99. Topienie przez wrzucenie do głębinowej studni.

                100. Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni.

                101. Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku.

                102. Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego
                ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii.

                103. Wbijanie koła do brzucha na wylot i utwierdzanie go w ziemi.

                104. Przywiązanie do drzewa człowieka i strzelanie do niego jak do tarczy
                strzelniczej.

                105. Prowadzenie nago lub w bieliźnie na mrozie.

                106. Duszenie przez skręcanie namydlonym sznurem zawieszonym na szyi, zwanym
                arkanem.

                107. Wleczenie po ulicy tułowia przy pomocy sznura zaciśniętego na szyi.

                108. Przywiązanie nóg kobiety do dwóch drzew oraz rąk ponad głową i rozcinanie
                brzucha od krocza do piersi.

                109. Rozrywanie tułowia przy pomocy łańcuchów.

                110. Wleczenie po ziemi przywiązanego do pojazdu konnego.

                111. Wleczenie po ulicy matki z trojgiem dzieci, przywiązanych do wozu o
                zaprzęgu konnym w ten sposób, że jedną nogę matki przywiązano łańcuchem do
                wozu, a do drugiej nogi matki jedną nogę najstarszego dziecka, a do drugiej
                nogi najstarszego dziecka przywiązano nogę młodszego dziecka, a do drugiej nogi
                młodszego dziecka, przywiązano nogę dziecka najmłodszego.

                112. Przebicie tułowia na wylot lufą karabinu.

                113. Ściskanie ofiary drutem kolczastym.

                114. Ściskanie razem dwie ofiary drutem kolczastym.

                115. Ściskanie więcej ofiar razem drutem kolczastym.

                116. Periodyczne zaciskanie tułowia drutem kolczastym i co kilka godzin
                polewanie ofiary zimną wodą w celu odzyskania przytomności i odczuwania bólu i
                cierpienia.

                117. Zakopywanie ofiary do ziemi na stojąco po szyję i w takim stanie jej
                pozostawienie.

                118. Zakopywanie żywcem do ziemi po szyję i ścinanie później głowy kosą.

                119. Rozrywanie tułowia na wpół przez konie.

                120. Rozrywanie tułowia na wpół przez przywiązanie ofiary do dwóch przygiętych
                drzew i następnie ich uwolnienie.

                121. Wrzucanie dorosłych w płomienie ognia palącego się budynku.

                122. Podpalanie ofiary oblanej uprzednio naftą.

                123. Okładanie ofiary dookoła słomą-snopem i jej podpalenie, czyniąc w ten
                sposób pochodnię Nerona.

                124. Wbijanie noża w plecy i pozostawienie go w ciele ofiary.

                125. Wbijanie niemowlęcia na widły i wrzucanie go w płomienie ognia.

                126. Wyrzynanie żyletkami skóry z twarzy.

                127. Wbijanie dębowych kołków pomiędzy żebra.

                128. Wieszanie na kolczastym drucie.

                129. Zdzieranie z ciała skóry i zalewanie ran
              • Gość: mala myszka polna 136 metod tortur stosowane przez UPA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.06, 10:42
                136 metod tortur

                1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki gtowy.

                2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).

                3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.

                4. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło.

                5. Wyrzynanie na czole „orła".

                6. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.

                7. Wyłupywanie jednego oka.

                8. Wybieranie dwoje oczu.

                9. Obcinanie nosa.

                10. Obcinanie jednego ucha.

                12.Obrzynanie obydwu uszu.

                13. Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha.

                14. Obrzynanie warg.

                15. Obcinanie języka.

                16. Podrzynanie gardła.

                17. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz.

                18. Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty.

                19. Wybijanie zębów.

                20. Łamanie szczęki.

                21. Rozrywanie ust od ucha do ucha.

                22. Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar.

                23. Podcinanie szyi nożem lub sierpem.

                24. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

                25. Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy.

                26. Skręcanie głowy do tyłu.

                27. Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą.

                28. Obcinanie głowy sierpem.

                29. Obcinanie głowy kosą.

                30. Odrąbywanie głowy siekierą.

                31. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

                32. Zadawanie ran kłutych w głowie.

                33. Cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców.

                34. Zadawanie innych ran ciętych na plecach.

                35. Zadawanie ciosów bagnetem w plecy.

                36. Łamanie kości żeber klatki piersiowej.

                37. Zadawanie ciosu nożem lub bagnetem w serce lub okolice serca.

                38. Zadawanie ran kłutych nożem lub bagnetem w pierś.

                39. Obcinanie kobietom piersi sierpem.

                40. Obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran solą.

                41. Obrzynanie sierpem genitalii ofiarom płci męskiej.

                42. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską.

                43. Zadawanie ran kłutych brzucha nożem lub bagnetem.

                44. Przebijanie brzucha ciężarnej kobiecie bagnetem.

                45. Rozcinanie brzucha i wyciąganie jelit na zewnątrz u dorosłych.

                46. Rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciąży i w miejsce wyjętego
                płodu, wkładanie np. żywego kota i zaszywanie brzucha.

                47. Rozcinanie brzucha i wlewanie do wnętrza wrząteku-kipiącej wody.

                48. Rozcinanie brzucha i wkładanie do jego wnętrza kamieni oraz wrzucanie do
                rzeki.

                49. Rozcinanie kobietom ciężarnym brzucha i wrzucanie do wnętrza potłuczonego
                szkła.

                50. Wyrywanie żył od pachwy, aż do stóp.

                51. Wkładanie do pochwy - vagina rozżarzonego żelaza.

                52. Wkładanie do vaginy szyszek sosny od strony wierzchołka.

                53. Wkładanie do vaginy zaostrzonego kołka i przepychanie aż do gardła, na
                wylot.

                54. Rozcinanie kobietom przodu tułowia ogrodniczym scyzorykiem, od vaginy, aż
                po szyję i pozostawienie wnętrzności na zewnątrz.

                55. Wieszanie ofiar za wnętrzności.

                56. Wkładanie do vaginy szklanej butelki i jej rozbicie.

                57. Wkładanie do analu szklanej butelki i jej stłuczenie.

                58. Rozcinanie brzucha i wsypywanie do wnętrza karmy dla zgłodniałych świń tzw.
                osypki, który to pokarm wyrywały razem z jelitami i innymi wnętrznościami.

                59. Odrąbywanie siekierą jednej ręki.

                60. Odrąbywanie siekierą obydwóch rąk.

                61. Przebijanie dłoni nożem.

                62. Obcinanie palców u ręki nożem.

                63. Obcinanie dłoni.

                64. Przypalanie wewnętrznej strony dłoni na gorącym blacie kuchni węglowej.

                65. Odrąbywanie pięty.

                66. Odrąbywanie stopy powyżej kości piętowej.

                67. Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem.

                68. Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem.

                69. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron
                deskami.

                70. Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą.

                71. Obcinanie piłą obie nogi.

                72. Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem.

                73. Przybijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi.

                74. Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami.

                75. Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio głową do
                podłogi.

                76. Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu.

                77. Rąbanie siekierą całego tułowia na części.

                78. Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie.

                79. Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało
                na nim.

                80. Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół.

                81. Rozpruwanie brzuszka dzieciom.

                82. Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu.

                83. Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi.

                84. Łamanie stawów nóg dziecka.

                85. Łamanie stawów rąk dziecka.

                86. Zaduszenie dziecka przez narzucenie na niego różnych szmat.

                87. Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem.

                88. Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku.

                89. Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o
                ścianę lub piec.

                90. Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele.

                91. Wbijanie dziecka na pal.

                92. Powieszenie na drzewie kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią przez
                odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybranie oczu oraz odcinanie
                nożami kawałków ciała.

                93. Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi.

                94. Wieszanie na drzewie głową do góry.

                95. Wieszanie na drzewie nogami do góry.

                96. Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem
                zapalonego pod głową ogniska.

                97. Zrzucanie w dół ze skały.

                98. Topienie w rzece.

                99. Topienie przez wrzucenie do głębinowej studni.

                100. Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni.

                101. Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku.

                102. Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego
                ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii.

                103. Wbijanie koła do brzucha na wylot i utwierdzanie go w ziemi.

                104. Przywiązanie do drzewa człowieka i strzelanie do niego jak do tarczy
                strzelniczej.

                105. Prowadzenie nago lub w bieliźnie na mrozie.

                106. Duszenie przez skręcanie namydlonym sznurem zawieszonym na szyi, zwanym
                arkanem.

                107. Wleczenie po ulicy tułowia przy pomocy sznura zaciśniętego na szyi.

                108. Przywiązanie nóg kobiety do dwóch drzew oraz rąk ponad głową i rozcinanie
                brzucha od krocza do piersi.

                109. Rozrywanie tułowia przy pomocy łańcuchów.

                110. Wleczenie po ziemi przywiązanego do pojazdu konnego.

                111. Wleczenie po ulicy matki z trojgiem dzieci, przywiązanych do wozu o
                zaprzęgu konnym w ten sposób, że jedną nogę matki przywiązano łańcuchem do
                wozu, a do drugiej nogi matki jedną nogę najstarszego dziecka, a do drugiej
                nogi najstarszego dziecka przywiązano nogę młodszego dziecka, a do drugiej nogi
                młodszego dziecka, przywiązano nogę dziecka najmłodszego.

                112. Przebicie tułowia na wylot lufą karabinu.

                113. Ściskanie ofiary drutem kolczastym.

                114. Ściskanie razem dwie ofiary drutem kolczastym.

                115. Ściskanie więcej ofiar razem drutem kolczastym.

                116. Periodyczne zaciskanie tułowia drutem kolczastym i co kilka godzin
                polewanie ofiary zimną wodą w celu odzyskania przytomności i odczuwania bólu i
                cierpienia.

                117. Zakopywanie ofiary do ziemi na stojąco po szyję i w takim stanie jej
                pozostawienie.

                118. Zakopywanie żywcem do ziemi po szyję i ścinanie później głowy kosą.

                119. Rozrywanie tułowia na wpół przez konie.

                120. Rozrywanie tułowia na wpół przez przywiązanie ofiary do dwóch przygiętych
                drzew i następnie ich uwolnienie.

                121. Wrzucanie dorosłych w płomienie ognia palącego się budynku.

                122. Podpalanie ofiary oblanej uprzednio naftą.

                123. Okładanie ofiary dookoła słomą-snopem i jej podpalenie, czyniąc w ten
                sposób pochodnię Nerona.

                124. Wbijanie noża w plecy i pozostawienie go w ciele ofiary.

                125. Wbijanie niemowlęcia na widły i wrzucanie go w płomienie ognia.

                126. Wyrzynanie żyletkami skóry z twarzy.

                127. Wbijanie dębowych kołków pomiędzy żebra.

                128. Wieszanie na kolczastym drucie.

                129. Zdzieranie z ciała skóry i zalewanie rany
                • piotrzr ofiary zbrodni w Terce 30.05.06, 15:44

                  Przepisuję za Mikołajem Siwickim Dzieje konfliktów Polsko ukraińskich :

                  „W nocy z 4 na 5 lipca 146 roku nasza Bojówka Służby Bezpieczeństwa (UPA)
                  aresztowała 4 konfidentów we wsi Terka. Piątego który zaczął uciekać,
                  zastrzelono. Wśród aresztowanych był jeden Polak, dwa renegaci /ojciec i syn/ i
                  jeden Ukrainiec.(…)Aresztowanych konfidentów BSB przesłuchała. Trzech przyznało
                  się do winy i powiedziało wszystko o czym donosili do WOP, MO i WP. Jednego
                  zwolniono (Ukraińca) gdyż okazał się niewinny, dwóch (Łoszycia Mychajło – lat
                  49 i Hankiewicz Jan – lat 55) powieszono we wsi w nocy 7.07.1946. Powieszono
                  przy nich informację, że są ukarani za wspólpracę z WOP.MO i UBP jako agenci
                  bolszewizmu, wrogowie narodu polskiego i ukraińskiego.* lipca znów przybyli
                  żołnierze WOP z Wołkowyi i przyprowadzili aresztowanych. Było jeszcze 26 osób.
                  (…)Tymczasem banda polskiego czerwonego wojska zaprowadziła aresztowanych do
                  chaty na końcu wsi.Pozostało 21 osób : 14 kobiet i 7 dzieci. Wopiści zapędzili
                  wszystkich do chałupy, posadzili na ziemi, po czym strzelali do nich z automatu
                  i rzucali granatami. Potem podpalili chatę i spalili wszystkich, chociaż
                  niektórzy jeszcze żyli.
                  14 letniemu Wasylowi Soniakowi udało się wyrwać z płonącej chaty i pod osłoną
                  dymu ukryć w krzakach.(...) "

                  Wszytkie ofiary ofiary zbrodni w Terce /spaleni w chacie jak i zabici na
                  terenie wsi/ : Maria Gisejka-60 lat, wdowa, Kataryna Ustasz – 60 lat, żona
                  Michała,Maria Karnas 40 lat, matka, Kataryna karnas – 21 lat córka, Pazia
                  Roamncio – 42 lata matka, Maria Romancio 16 lat córka, ołena Poływka – 50 lat
                  wdowa, Tońka Bajda 35 lat, matka, Maria bajda – 6 lat, córka, Wołodymir Bajda 4
                  lata, syn, Anna Hnatyszyn 35 lat, matka, Rozalia Hnatyszyn – 9 lat córka, Ilja
                  Hnatyszyn 3 lata, syn, Kataryna Cokan 60 lat, wdowa, Rózia Diak 22 lata matka,
                  Anastazja Diak 7 miesięcy córka, Maria Diak – 37 lat matka, Natalia Diak 11 lat
                  córka, Maria Sanczak – 80 lat matka, Kataryna Libera – 32 lata, Mychajło
                  Lipkiewycz – 78 lat brat Bajdy, Maria bajda 70 lat jego siostra, Anna Diak 100
                  lat, wdowa, Wasyl bajda 90 lat wdowiec, M.Romancio 72 lata, a.Romancio 65 lat
                  żona, NN- głuchoniemy 27 lat, Matwyj Diak 60 lat, Mykoła Chomy -55 lat,
                  Mychajło Ustasz – 79 lat, Stefan Burmycz lat 20, Hryć Romancio – lat 23.
                  • Gość: wasia hrycio mordy UPA Baligród, Muczne, Ropienka, Odrzech .... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.06, 20:13
                    metody tortur stosowane przez UPA

                    1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki gtowy.

                    2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).

                    3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.

                    4. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło.

                    5. Wyrzynanie na czole „orła".

                    6. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.

                    7. Wyłupywanie jednego oka.

                    8. Wybieranie dwoje oczu.

                    9. Obcinanie nosa.

                    10. Obcinanie jednego ucha.

                    12.Obrzynanie obydwu uszu.

                    13. Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha.

                    14. Obrzynanie warg.

                    15. Obcinanie języka.

                    16. Podrzynanie gardła.

                    17. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz.

                    18. Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty.

                    19. Wybijanie zębów.

                    20. Łamanie szczęki.

                    21. Rozrywanie ust od ucha do ucha.

                    22. Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar.

                    23. Podcinanie szyi nożem lub sierpem.

                    24. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

                    25. Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy.

                    26. Skręcanie głowy do tyłu.

                    27. Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą.

                    28. Obcinanie głowy sierpem.

                    29. Obcinanie głowy kosą.

                    30. Odrąbywanie głowy siekierą.

                    31. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

                    32. Zadawanie ran kłutych w głowie.

                    33. Cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców.

                    34. Zadawanie innych ran ciętych na plecach.

                    35. Zadawanie ciosów bagnetem w plecy.

                    36. Łamanie kości żeber klatki piersiowej.

                    37. Zadawanie ciosu nożem lub bagnetem w serce lub okolice serca.

                    38. Zadawanie ran kłutych nożem lub bagnetem w pierś.

                    39. Obcinanie kobietom piersi sierpem.

                    40. Obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran solą.

                    41. Obrzynanie sierpem genitalii ofiarom płci męskiej.

                    42. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską.

                    43. Zadawanie ran kłutych brzucha nożem lub bagnetem.

                    44. Przebijanie brzucha ciężarnej kobiecie bagnetem.

                    45. Rozcinanie brzucha i wyciąganie jelit na zewnątrz u dorosłych.

                    46. Rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciąży i w miejsce wyjętego
                    płodu, wkładanie np. żywego kota i zaszywanie brzucha.

                    47. Rozcinanie brzucha i wlewanie do wnętrza wrząteku-kipiącej wody.

                    48. Rozcinanie brzucha i wkładanie do jego wnętrza kamieni oraz wrzucanie do
                    rzeki.

                    49. Rozcinanie kobietom ciężarnym brzucha i wrzucanie do wnętrza potłuczonego
                    szkła.

                    50. Wyrywanie żył od pachwy, aż do stóp.

                    51. Wkładanie do pochwy - vagina rozżarzonego żelaza.

                    52. Wkładanie do vaginy szyszek sosny od strony wierzchołka.

                    53. Wkładanie do vaginy zaostrzonego kołka i przepychanie aż do gardła, na
                    wylot.

                    54. Rozcinanie kobietom przodu tułowia ogrodniczym scyzorykiem, od vaginy, aż
                    po szyję i pozostawienie wnętrzności na zewnątrz.

                    55. Wieszanie ofiar za wnętrzności.

                    56. Wkładanie do vaginy szklanej butelki i jej rozbicie.

                    57. Wkładanie do analu szklanej butelki i jej stłuczenie.

                    58. Rozcinanie brzucha i wsypywanie do wnętrza karmy dla zgłodniałych świń tzw.
                    osypki, który to pokarm wyrywały razem z jelitami i innymi wnętrznościami.

                    59. Odrąbywanie siekierą jednej ręki.

                    60. Odrąbywanie siekierą obydwóch rąk.

                    61. Przebijanie dłoni nożem.

                    62. Obcinanie palców u ręki nożem.

                    63. Obcinanie dłoni.

                    64. Przypalanie wewnętrznej strony dłoni na gorącym blacie kuchni węglowej.

                    65. Odrąbywanie pięty.

                    66. Odrąbywanie stopy powyżej kości piętowej.

                    67. Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem.

                    68. Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem.

                    69. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron
                    deskami.

                    70. Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą.

                    71. Obcinanie piłą obie nogi.

                    72. Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem.

                    73. Przybijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi.

                    74. Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami.

                    75. Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio głową do
                    podłogi.

                    76. Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu.

                    77. Rąbanie siekierą całego tułowia na części.

                    78. Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie.

                    79. Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało
                    na nim.

                    80. Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół.

                    81. Rozpruwanie brzuszka dzieciom.

                    82. Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu.

                    83. Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi.

                    84. Łamanie stawów nóg dziecka.

                    85. Łamanie stawów rąk dziecka.

                    86. Zaduszenie dziecka przez narzucenie na niego różnych szmat.

                    87. Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem.

                    88. Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku.

                    89. Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o
                    ścianę lub piec.

                    90. Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele.

                    91. Wbijanie dziecka na pal.

                    92. Powieszenie na drzewie kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią przez
                    odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybranie oczu oraz odcinanie
                    nożami kawałków ciała.

                    93. Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi.

                    94. Wieszanie na drzewie głową do góry.

                    95. Wieszanie na drzewie nogami do góry.

                    96. Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem
                    zapalonego pod głową ogniska.

                    97. Zrzucanie w dół ze skały.

                    98. Topienie w rzece.

                    99. Topienie przez wrzucenie do głębinowej studni.

                    100. Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni.

                    101. Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku.

                    102. Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego
                    ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii.

                    103. Wbijanie koła do brzucha na wylot i utwierdzanie go w ziemi.

                    104. Przywiązanie do drzewa człowieka i strzelanie do niego jak do tarczy
                    strzelniczej.

                    105. Prowadzenie nago lub w bieliźnie na mrozie.

                    106. Duszenie przez skręcanie namydlonym sznurem zawieszonym na szyi, zwanym
                    arkanem.

                    107. Wleczenie po ulicy tułowia przy pomocy sznura zaciśniętego na szyi.

                    108. Przywiązanie nóg kobiety do dwóch drzew oraz rąk ponad głową i rozcinanie
                    brzucha od krocza do piersi.

                    109. Rozrywanie tułowia przy pomocy łańcuchów.

                    110. Wleczenie po ziemi przywiązanego do pojazdu konnego.

                    111. Wleczenie po ulicy matki z trojgiem dzieci, przywiązanych do wozu o
                    zaprzęgu konnym w ten sposób, że jedną nogę matki przywiązano łańcuchem do
                    wozu, a do drugiej nogi matki jedną nogę najstarszego dziecka, a do drugiej
                    nogi najstarszego dziecka przywiązano nogę młodszego dziecka, a do drugiej nogi
                    młodszego dziecka, przywiązano nogę dziecka najmłodszego.

                    112. Przebicie tułowia na wylot lufą karabinu.

                    113. Ściskanie ofiary drutem kolczastym.

                    114. Ściskanie razem dwie ofiary drutem kolczastym.

                    115. Ściskanie więcej ofiar razem drutem kolczastym.

                    116. Periodyczne zaciskanie tułowia drutem kolczastym i co kilka godzin
                    polewanie ofiary zimną wodą w celu odzyskania przytomności i odczuwania bólu i
                    cierpienia.

                    117. Zakopywanie ofiary do ziemi na stojąco po szyję i w takim stanie jej
                    pozostawienie.

                    118. Zakopywanie żywcem do ziemi po szyję i ścinanie później głowy kosą.

                    119. Rozrywanie tułowia na wpół przez konie.

                    120. Rozrywanie tułowia na wpół przez przywiązanie ofiary do dwóch przygiętych
                    drzew i następnie ich uwolnienie.

                    121. Wrzucanie dorosłych w płomienie ognia palącego się budynku.

                    122. Podpalanie ofiary oblanej uprzednio naftą.

                    123. Okładanie ofiary dookoła słomą-snopem i jej podpalenie, czyniąc w ten
                    sposób pochodnię Nerona.

                    124. Wbijanie noża w plecy i pozostawienie go w ciele ofiary.

                    125. Wbijanie niemowlęcia na widły i wrzucanie go w płomienie ognia.

                    126. Wyrzynanie żyletkami skóry z twarzy.

                    127. Wbijanie dębowych kołków pomiędzy żebra.

                    128. Wieszanie na kolczastym drucie.

                    129. Zdzieranie z ciała skóry
                    • piotrzr Zawadka Morochowska 30.05.06, 20:31
                      . S 55/01/Zk – śledztwo podjęte z zawieszenia w dniu 14 grudnia 2000 roku w
                      sprawie zamordowania w dniach 25 stycznia, 28 marca i 13 kwietnia 1946 roku
                      około 70-ciu mieszkańców wsi Zawadka Morochowska pow. Sanok, tj. o przestępstwo
                      z art. 148 § 2 pkt. 3 i 4, § 3 kk w zw. z art. 1 pkt. 1 lit. a ustawy z dnia 18
                      grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni
                      przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. Nr 155, poz. 1016 z późn. zm.).
                      W toku kontynuowanego śledztwa przesłuchano łącznie 121 świadków, w tym
                      pokrzywdzonych osób, które zajmowały się również zawodowo i prywatnie zbrodnią
                      w Zawadce Morochowskiej oraz byłych żołnierzy 34 pp i 36 komendantury WOP.
                      Ponadto dokonano kwerend w Centralnym Archiwum Wojskowym w Warszawie, Archiwum
                      Straży Granicznej w Szczecinie, Bibliotece Publicznej w Rzeszowie, w celu
                      ujawnienia dokumentów archiwalnych, publikacji dotyczących wydarzeń będących
                      przedmiotem sprawy. Porozumiano się z historykami publikującymi w przeszłości
                      prace dotyczące zbrodni w Zawadce Morochowskiej, zapoznano się z reportażem
                      autorstwa dziennikarza TVP Oddział w Rzeszowie, na temat zbrodni w Zawadce
                      Morochowskiej. Ponadto kilkakrotnie występowano do Prokuratur Republiki Ukrainy
                      oraz do Konsulatu RP w Kolonii o wykonanie czynności w drodze międzynarodowej
                      pomocy prawnej. Dotąd nie otrzymano odpowiedzi z wspomnianego Konsulatu oraz
                      Prokuratury Obwodowej w Tarnopolu (w/w wnioski skierowano w ostatnim czasie).
                      Przedmiotem sprawy jest zarówno pacyfikacja Zawadki Morochowskiej przez
                      funkcjonariuszy państwa niemieckiego prawdopodobnie w lipcu 1944 roku oraz trzy
                      zbrodnie w dniach 25 stycznia, 28 marca i 13 kwietnia 1946 roku dokonane
                      prawdopodobnie przez żołnierzy WP. Dotychczas zgromadzony materiał dowodowy w
                      największym zakresie dotyczy wydarzenia w dniu 25 stycznia 1946 roku. Nie
                      pozwala on jednak na ustalenie bezpośrednich sprawców zbrodni. Co do
                      pozostałych zdarzeń ustalenia są sprzeczne i nie pozwalają na ostateczną
                      interpretację tych wydarzeń. W ostatnim czasie jeden z pokrzywdzo-nych złożył
                      wnioski o przesłuchanie trzech dalszych świadków, a nadto odszukanie dalszych
                      osób, nie podanych z nazwiska, którzy zamieszkują obecnie na terenie Ukrainy.
                      Wnioski dowodowe pokrzywdzonego są obecnie realizowane.
                      Śledztwo znajduje się na końcowym etapie. Oprócz wskazanych wyżej czynności
                      należy przesłuchać około 20 świadków, prawdopodobnie żołnierzy 34 pułku
                      piechoty i 36 komendantury WOP. Żołnierze tych formacji są wskazywani jako
                      sprawcy zbrodni w dniu 25 stycznia 1946 roku.
                      Z uwagi na skierowanie wniosków o pomoc prawną za granicę, nie można obecnie
                      wskazać terminu ukończenia śledztwa.
                      • piotrzr przemyskie ofiary 30.05.06, 20:33
                        S 11/01/Zi – śledztwo wszczęte w dniu 9 lutego 2001 roku w sprawie zbrodni
                        popełnionych na szkodę obywateli polskich narodowości ukraińskiej zamieszkałych
                        na terenie powiatu przemyskiego w 1945 roku, w wyniku których w Małkowicach
                        śmierć poniosło ok. 150 mieszkańców tej miejscowości, a w miejscowościach
                        Skopów, Ruszelczyce, Korytniki, Bachów, Ujkowice, Trójczyce, Brzózka Berezka,
                        Wola Krzywiecka śmierć poniosło co najmniej kilkadziesiąt innych osób
                        narodowości ukraińskiej, tj. o przestępstwo z art. 148§2 pkt 3 i 4, §3 w zw. z
                        art. 3 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej –
                        Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. Nr 155, poz. 1016
                        z późn. zm.).
                        W jego toku przesłuchano łącznie 104 świadków, w tym wielu pokrzywdzonych.
                        Ponadto uzyskano kopię dokumentacji archiwalnej wytworzonej przez MO, UB i
                        Starostwo Powiatowe w Przemyślu w sprawie zbrodni na szkodę ludności
                        ukraińskiej na terenie powiatu przemyskiego w skazanym okresie. Nawiązano
                        kontakt z ukraińskim Towarzystwem „Nadsanie”, w wyniku czego uzyskano dane
                        osobowe i adresy kilku świadków zamieszkałych na terenie Ukrainy. Osoby te
                        zostały przesłuchane w drodze międzynarodowej pomocy prawnej. Ponadto zapoznano
                        się z repertorium byłej Prokuratury przy Sądzie Okręgowym w Przemyślu oraz
                        repertorium byłej Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Przemyślu, w celu
                        ujawnienia wpisów świadczących o prowadzeniu przez organy ścigania postępowań w
                        sprawie zbrodni na ludności ukraińskiej. W wyniku tego ujawniono wspomniane
                        wpisy, jednak wiele akt spraw umorzonych wobec niewykrycia sprawców zostało
                        zniszczonych, z uwagi na upływ okresu archiwizacji. W toku analizy licznych
                        spraw karnych z okresu lat 40-tych i 50-tych XX wieku ustalono co najmniej
                        kilkanaście nazwisk, prawdopodobnie sprawców tych zbrodni. Według
                        dotychczasowych ustaleń osoby te nie żyją. Zbrodni na szkodę ludności
                        ukraińskiej dokonywali prawdopodobnie członkowie Batalionów Chłopskich z terenu
                        powiatu przemyskiego wraz z bandytami prawdopodobnie
                        z pobudek rabunkowych. Prowadzenie postępowania w tej sprawie utrudnione jest
                        tym, iż obecnie niewielu jest bezpośrednich świadków tych wydarzeń.
                        Dotychczasowe czynności pozwoliły na zgromadzenie bogatego materiału
                        dowodowego, jedynie w sprawie zabójstwa ludności ukraińskiej w Małkowicach
                        w dniu 17/18 kwietnia 1945 roku oraz w Woli Krzywieckiej w dniu 15 kwietnia
                        1945 roku. Dalsze czynności w tym śledztwie koncentrować się będą na analizie
                        materiałów archiwalnych znajdujących się w Archiwum Państwowym w Rzeszowie,
                        Przemyślu oraz w zasobach Oddziałowego Biura Udostępniania i Archiwizacji
                        Dokumentów w Rzeszowie. Po rozpoznaniu poszczególnych wątków sprawy będą one
                        wyłączane do odrębnego prowadzenia i kończone wydaniem decyzji merytorycznych.
                        Do chwili obecnej zakończono w ten sposób postępowanie w sprawie zabójstwa Jana
                        Sałuka w dniu 3 czerwca 1945 roku w Stubnie powiat przemyski.
                        Z uwagi na skomplikowany i wielowątkowy przedmiot śledztwa oraz trudności w
                        pozyskiwaniu dowodów osobowych, obecnie nie można wskazać nawet przybliżonego
                        terminu ukończenia całości sprawy.
                        • piotrzr Wierzchowiny - 200 ofiar NSZ 30.05.06, 20:38
                          Zgodnie z ustalonym stanem faktycznym, w dniu 6 czerwca 1945 r., około godziny
                          12.00, do Wierzchowin przyjechali żołnierze ubrani w mundury Wojska Polskiego,
                          którzy powitani i ugoszczeni przez mieszkańców wsi nagle zaczęli ich zabijać
                          strzałami z broni palnej oraz rabować ich mienie.
                          przez mieszkańców wsi nagle zaczęli ich zabijać strzałami z broni palnej oraz
                          rabować ich mienie.
                          Jak wynika z raportu Komisji do Zbadania Zbrodni we wsi Wierzchowiny, która
                          prowadziła prace na miejscu zdarzenia w dniu 15 czerwca 1945 r. ( w jej skład
                          wchodzili m. in. wicewojewoda lubelski, delegat Ministerstwa Sprawiedliwości,
                          sędzia Sądu Apelacyjnego, poseł do KRN ), Ukraińców mordowano również przy
                          użyciu siekier, łopat, motyk; dopuszczano się gwałtów. Komisja precyzyjnie
                          ustaliła „…na podstawie przesłuchanych świadków”, iż zamordowano łącznie 194
                          osoby, w tym „45 mężczyzn, 65 dzieci w wieku od dwóch tygodni do 11 lat , a
                          pozostałe osoby to kobiety i dzieci powyżej lat 11-stu”.
                          W trakcie procesu żołnierzy NSZ, który toczył się przed Wojskowym Sądem Okręgu
                          Warszawskiego w 1946 r. 9 tzw. „proces 23” lub „proces wierzchowiński”, trzem
                          oskarżonym zarzucano udział w pozbawieniu życia 194 mieszkańców Wierzchowin.
                          Ostatecznie winnym tej zbrodni, w wyroku z dnia 19 marca 1946 r., uznany został
                          Roman J. Z zarzutu tego uniewinniono oskarżonych Zygmunta W. i Edmunda Sz.
                          W ostatnim okresie przeprowadzono szereg czynności procesowych: w tym dokonano
                          oględzin akt b. Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie, przeciwko Józefowi R.,
                          któremu jako członkowi NSZ zarzucono udział w masakrze wierzchowińskiej. Na
                          mocy wyroku tego sądu z dnia 3 stycznia 1953 r., zmienionym mocą postanowienia
                          Zgromadzenia Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego z dnia 22 września 1954 r.,
                          Józef R. został ostatecznie skazany na łączną karę 4 lat więzienia.
                          Dokonano także oględzin akt Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie przeciwko
                          oskarżonemu m. in. o udział w zbrodni w Wierzchowinach, Janowi J., członkowi
                          NSZ, któremu za to i za szereg innych przestępstw, wyrokiem z dnia 12 czerwca
                          1953 r. wymierzono łączną karę 15 lat więzienia.
                          Przesłuchano w charakterze świadków mieszkańców Wierzchowin: Helenę Bednaruk,
                          Janinę Sliwińską, i innych. Osoby te, jako dzieci w dniu masakry, zeznały, że
                          wówczas do wsi wkroczyli żołnierze w polskich mundurach. Z pomocą polskiego
                          nauczyciela wyselekcjonowali oni gospodarstwa należące do Ukraińców, których
                          następnie – w liczbie około dwustu osób – wymordowali.
                        • Gość: pastuszek z Rabego Re: przemyskie ofiary IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.06, 20:42
                          "Lachiw wyriżem, Żydiw wydusym, A Ukrainu stworyty musym". "Smert Lacham -
                          sława Ukraini".

                          Декалог Українського Націоналіста

                          7. Не завагаєшся виконати найнебезпечнішого чину, якщо цього вимагатиме добро
                          справи.
                          8. Ненавистю і безоглядною боротьбою прийматимеш ворогів Твоєї Нації.
                    • Gość: metal drut kolczasty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.06, 02:11
                      Mam pytanie do miłośników takich opisów. Zawsze w waszych opisach występuje
                      drut kolczasty. Skąd brano takie ilości tego drutu w biednych ukraińskich i
                      polskich wioskach ? Czy w tamtej okolicy działały jakieś fabryki drutu
                      kolczastego ?
                      Z tego co czytałem, przed wojną każdy kawałem metalu na wsi przydawał się na
                      gospodare ?
                      • Gość: bandera Re: drut kolczasty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.06, 07:39
                        widziś biedny banderowski metalu, a jadnak sie drut mogl znaleźć :(
                        • diakon.piotr.ukgk Greckokatolickie odznaczenie dla rzym.kat. kapłana 04.06.06, 14:46
                          5 czerwca 2006 r. (poniedziałek) w osadzie Horodło (znanej
                          szerszemu ogółowi z unii polsko-litewskiej z 1413 r.) w powiecie hrubieszowskim
                          odbędzie się niecodzienna uroczystość. Proboszcz miejscowej parafii
                          rzymskokatolickiej, ks. kan. Henryk Krukowski, otrzyma z rąk Metropolity
                          Przemysko-Warszawskiego Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, Ks.
                          Arcybiskupa Jana Martyniaka, wysokiej rangi odznaczenie – złoty krzyż z
                          ozdobami. Pontyfikalna Boska Liturgia św. Jana Chryzostoma, podczas której ks.
                          Krukowskiemu włożony zostanie ów krzyż, rozpocznie się o 11.30 w miejscowej
                          cerkiewce św. Mikołaja – zbudowanej w okresie międzywojennym dla neounitów,
                          obecnie pełniącej rolę świątyni filialnej parafii rzymskokatolickiej. Obok
                          głównego celebransa, Metropolity Jana, uczestnikami Liturgii będą sygnatariusze
                          wniosku odznaczeniowego, trzej duchowni greckokatoliccy z Lublina (ks.ks.
                          mitrat Stefan Batruch, protojerej Bogdan Pańczak i diakon Piotr Siwicki), a
                          śpiew i asystę zapewnią alumni greckokatoliccy z lubelskiego seminarium.
                          Po raz pierwszy Kościół greckokatolicki w Polsce odznacza złotym
                          krzyżem z ozdobami kapłana rzymskokatolickiego. Już zatem z tego powodu
                          uroczystości horodelskie zasługują na wzmiankę. Podstawowym jednak powodem, dla
                          którego warto o nich wiedzieć, jest osoba odznaczonego.
                          Ks. Henryk Krukowski urodził się w 1946 r. we wsi Majdan
                          Zahorodyński k. Siedliszcza. Po ukończeniu seminarium lubelskiego przyjął w
                          1971 r. święcenia prezbiteratu (potocznie: kapłańskie). Od roku 1986 jest
                          proboszczem jedynej w Horodle parafii rzymskokatolickiej. Pełni także funkcje
                          wicedziekana dekanatu Hrubieszów-Północ i referenta ds. ekumenicznych w
                          diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Jest kanonikiem honorowym kapituły
                          konkatedralnej w Lubaczowie.
                          Już swoją pracę magisterską poświęcił tematyce
                          wschodniochrześcijańskiej (Problemy liturgiczne w ustawodawstwie Synodu
                          Unickiego Zamojskiego w 1720 roku, Lublin 1971). W swej posłudze kapłańskiej
                          kładzie szczególny nacisk na właściwy stosunek zarówno do tradycji
                          chrześcijaństwa wschodniego (w szczególności grekokatolicyzmu i prawosławia),
                          jak też i do współczesnych tej tradycji spadkobierców. Postawę otwartości na
                          Wschód stara się zaszczepić zarówno młodym kapłanom przewijającym się przez
                          horodelską parafię w charakterze wikariuszy oraz swym parafianom, jak też i
                          szerszym kręgom wiernych Kościoła rzymskokatolickiego, zwłaszcza w diecezji
                          zamojsko-lubaczowskiej – publikując liczne (w chwili obecnej ponad 30) artykuły
                          popularne w prasie lokalnej, przede wszystkim w zamojskiej wkładce do
                          tygodnika „Niedziela”. Opublikował także dwie pozycje zwarte: „Horodło
                          chrześcijańskie” (Lublin 1999) i „Siedliszcze. Dzieje parafii katolickiej”
                          (Lublin 2000). Życzliwy stosunek do prawosławia, konsekwentne uznawanie
                          grekokatolicyzmu za równoprawny i równie wartościowy, jak katolicyzm łaciński,
                          człon Kościoła powszechnego, unikanie wątków polemicznych, potępienie wszelkich
                          nacjonalizmów – to warte podkreślenia cechy działalności publicystycznej i
                          popularyzatorskiej proboszcza z Horodła. Warto zaznajomić się z jego
                          twórczością choćby poprzez portal www.niedziela.pl
                          Taką właśnie postawę prezentuje on również w swym życiu i
                          działalności duszpasterskiej. Utrzymuje przyjazne kontakty z duchowieństwem
                          prawosławnym, bierze udział w prawosławnych nabożeństwach w pobliskich
                          cerkwiach. Uczestniczy bardzo chętnie we wszelkich możliwych uroczystościach
                          greckokatolickich od spotkań transgranicznych w pobliskim Korczminie do
                          uroczystości w neounickich, dalekich Kostomłotach. Tak, jak w swym pisarstwie
                          nigdy nie stara się zacierać śladów wschodniej tradycji na Chełmszczyźnie –
                          przeciwnie, podkreśla rolę grekokatolików i prawosławnych w kształtowaniu
                          chrześcijańskiego oblicza regionu czy konkretnej miejscowości – tak i w życiu
                          jest wielkim miłośnikiem i zbieraczem pamiątek cerkiewnych. W sposób absolutnie
                          wyjątkowy przeprowadził renowację przejętej w latach osiemdziesiątych od
                          państwa zrujnowanej przedwojennej cerkwi neounickiej. Przejąwszy ją (a trzeba
                          nadmienić, że katolicy łacińscy w Horodle mają własny, obszerny kościół
                          podominikański i zasadniczo nie potrzebowali przejmować cerkiewki i inwestować
                          w jej remont), nie tylko nie starał się przerobić cerkwi na kościół, ale wręcz
                          przeciwnie – z wielkim pietyzmem zadbał o odtworzenie wschodniego wystroju
                          świątyni, co stanowi absolutny precedens: nie jest mi znany żaden analogiczny
                          przypadek w Kościele łacińskim na tych terenach dzisiejszej Polski, które w XIX
                          w. były pod zaborem rosyjskim. W niezbyt zamożnej parafii, z dużym udziałem
                          ludności zatrudnionej w PGR-ach (wtedy), wysiłek taki zasługuje na szczególne
                          uznanie.
                          A tak prezentuje się efekt owych prac -
                          cerkiew z zewnątrz: organista.republika.pl/www/horodlocerk.jpg
                          wnętrze: organista.republika.pl/www/horodlocerkiko.jpg

                          Cerkiew św. Mikołaja służy miejscowym łacinnikom jako kościół
                          filialny, bywa też okazyjnie udostępniana prawosławnym – niestety, zwykle na
                          pogrzeby miejscowych „ostatnich Mohikanów” tego wyznania. Aby umożliwić swym
                          wiernym „oddychanie wschodnim płucem” Kościoła powszechnego, ks. Krukowski od
                          czasu do czasu zaprasza do celebrowania Boskiej Liturgii duchownych
                          greckokatolickich tradycji zarówno ukraińskiej, jak też i synodalnej (jak
                          proboszcz z Kostomłot o. archimandryta Roman Piętka MIC czy wizytator
                          apostolski dla grekokatolików na Białorusi o. archimandryta Sergiusz Gajek
                          MIC). Po raz pierwszy nastąpiło to w roku 1988 – dla uczczenia Tysiąclecia
                          Chrztu Rusi, gdy zaproszeni zostali greckokatoliccy seminarzyści z Lublina z
                          ówczesnym opiekunem, o. Teodozjuszem Jankowem, bazylianinem. Trzeba podkreślić,
                          że organizując takie uroczystości z udziałem ukraińskich duchownych i alumnów
                          ks. Krukowski miał i ma na celu również budowanie dobrych stosunków polsko-
                          ukraińskich. Biorąc pod uwagę, że ogromny odsetek jego parafian stanowią
                          uciekinierzy lub przesiedleńcy z Wołynia oraz ich potomkowie, należy tym
                          bardziej docenić wysiłki horodelskiego proboszcza – motywowane nie takimi czy
                          innymi rachubami czy poglądami politycznymi, a wiernością nauce ewangelicznej.
                          Ksiądz kanonik Henryk Krukowski, skromny proboszcz małej parafii
                          w Hrubieszowskiem, w pełni zasłużył na nadanie mu złotego krzyża z ozdobami,
                          czyli nagrody, którą nadaje biskup eparchialny lub patriarcha (arcybiskup
                          większy) kapłanowi za szczególne zasługi dla Kościoła.


                          • piotrzr Kurt Lewin w klubie GW - 1 04.06.06, 15:35
                            Witam. Okoliczności życiowe wyłaczyły /mam nadzieję chwilowo/ Radka-Wolfa z
                            naszej dyskusji - cutuję więc fragment artykułu o spotkaniu K. Lewina -
                            promocji wspominanaej tu książki :
                            Uratowal mnie arcybiskup
                            Kurt Lewin 28-05-2006, ostatnia aktualizacja 26-05-2006 22:18

                            Kiedy w 1941 roku Niemcy wkroczyli do Lwowa, metropolita Andrzej Szeptycki
                            apelował o poddanie się nowej władzy. Ale to on okazał współczucie i pomoc
                            Żydom - mówił w klubie "Goście Gazety" ocalony przez niego z Zagłady Kurt
                            Lewin, autor wspomnień "Przeżyłem"


                            Teresa Torańska: Książkę Pana Lewina "Przeżyłem" czyta się z bólem. Jest to
                            opowieść o kilkunastu dobrych ludziach i o tłumie ludzi złych, także Polaków.
                            My bardzo często patrzymy na Lwów przez pryzmat polskiej martyrologii. Dzięki
                            Panu dowiedziałam się, jak tam było naprawdę. Rękopis napisany został po
                            polsku, w 1946 r., we Włoszech, gdzie wraz z innymi ocalonymi uchodźcami
                            żydowskimi czekał Pan na wyjazd do Palestyny. Książka ukazała się w 1947 r. po
                            hebrajsku. Po polsku wyszła dopiero teraz, wydana przez "Zeszyty Literackie".
                            Dlaczego?

                            Kurt Lewin: Nie jestem żadnym bohaterem. Urodziłem się pod niewłaściwą
                            szerokością geograficzną, w złym czasie. To, że przeszedłem przez to wszystko,
                            zawdzięczam ludziom, którzy mi pomogli. Gdy znalazłem się we Włoszech, chciałem
                            opowiedzieć nie tyle o samej tragedii, mordach, ale o konkretnej sytuacji we
                            Lwowie i okolicach. Chciałem też opisać mych wybawców: metropolitę Andrzeja i
                            jego brata Klemensa Szeptyckich oraz wszystkich mnichów i zakonnice, którzy
                            narażając życie ratowali Żydów. Jednak w momencie ukazania się książki, w
                            Izraelu były już inne problemy. Wybuchła wojna [po proklamowaniu w 1948 r.
                            państwa Izrael] i nikt więcej się książką nie interesował.

                            Przez te wszystkie lata próbowałem opowiadać tę historię. Nie historię
                            Holocaustu, ale historię metropolity Andrzeja i całego jego otoczenia.

                            Proszę opowiedzieć historię swego ocalenia.

                            - Najpierw zetknąłem się z metropolitą Andrzejem i przez niego poznałem jego
                            brata, Klemensa, przełożonego zakonu studytów. To były dwie najważniejsze dla
                            mnie postacie. Ale było też wielu innych. W klasztorach studytów spędziłem,
                            ukrywając się, dwa lata. Poznałem większość zakonników - bardzo wykształconych,
                            ale też i niepiśmiennych. Także tych mnichów chciałem opisać. Żyłem z nimi
                            dzień w dzień. Wiele się od nich nauczyłem i do dzisiaj ich pamiętam. Niektórzy
                            nie bardzo lubili Żydów. Mieli takie pojęcie o żydostwie i o Żydach, jakie
                            spotykało się wśród prostych ludzi. Jednak dobrowolnie narażali życie, nie
                            dlatego, że metropolita im kazał, ale dlatego, że wraz ze swym bratem zwrócił
                            się do nich o pomoc - i oni mu ją dali. Wszyscy, podkreślam, wiedzieli
                            dokładnie, kim jestem.

                            A jacy byli Szeptyccy? To jest wielki ród. Andrzej i Klemens byli wnukami
                            Aleksandra Fredry. Jest z nami pani Elżbieta Weymanowa, z domu Szeptycka, która
                            jako dziecko znała osobiście Andrzeja Szeptyckiego. Prosimy o osobiste
                            wspomnienia.

                            Elżbieta Weymanowa: Doskonale znaliśmy obu stryjów. Odwiedzaliśmy ich często u
                            św. Jura, gdzie o. Klemens często przebywał, żeby pomagać metropolicie. Ja
                            mojego stryja metropolitę pchałam niejednokrotnie na wózku, do którego od 1929
                            r. był przykuty z powodu choroby. Obaj byli bardzo dobrzy dla nas, dzieci,
                            weseli i pogodni. Święta grecko-katolickie były kiedy indziej, więc
                            rzymskokatolickie spędzali razem z nami, w Przyłbicach, w swoim dawnym domu
                            rodzinnym. Uczestniczyliśmy w nabożeństwach, które odprawiane były w naszej
                            kaplicy domowej, w dwóch obrządkach. Oboje moi rodzice, Leon Szeptycki z żoną
                            Jadwigą, starali się szerzyć idee unii kościelnej i unii Polaków i Ukraińców.
                            Obok nas były przeważnie wsie ukraińskie, ale była też wieś polska. Ci ludzie
                            żenili się między sobą, księża zgodnie odprawiali wspólne procesje.

                            Jest z nami także pan Adam Daniel Rotfeld. Był pan jednym ze 150 dzieci
                            przechowywanych w zakonach grecko-katolickich. Znał pan Klemensa Szeptyckiego.
                            Metropolity Andrzeja chyba nie.

                            Adam Daniel Rotfeld: Andrzeja nigdy nie widziałem, natomiast pamiętam jego
                            pogrzeb, towarzyszące mu czuwania w Uniowie [klasztor greckokatolicki], w
                            listopadzie 1944 r., i całonocne modlitwy. To było ogromnym wydarzeniem dla
                            całej Ukrainy. W pogrzebie uczestniczył cały Lwów, już wyzwolony od Niemców,
                            ale opanowany przez Rosjan. Władze radzieckie przysłały na ten pogrzeb I
                            sekretarza Komunistycznej Partii Ukrainy - Nikitę Chruszczowa, który później
                            brał udział w kampanii antyreligijnej, również w likwidacji klasztorów, a
                            zwłaszcza Kościoła grekokatolickiego, i w oczernianiu Andrzeja Szeptyckiego.

                            Andrzej Szeptycki miał w pewnym sensie szczęście, że umarł 1 listopada 1944 r.

                            Adam Daniel Rotfeld: Tak, bo w 1947 r. jego brat Klemens został aresztowany.
                            Widziałem, jak w Uniowie odprowadzano go do samochodu, który odwiózł go do
                            więzienia w Przemyślanach. Panowały tam stosunki trudne do opisania z punktu
                            widzenia dzisiejszych doświadczeń. Np. główne wejście do budynku, w którym go
                            przetrzymywano, udekorowane było trupami dwóch Ukraińców. Mieli opuszczone
                            spodnie, a na piersiach zawieszone kartki informujące, że walczyli przeciw
                            władzy radzieckiej. Ludzie dorośli bali się wchodzić do tego więzienia i mnie,
                            siedmioletniego chłopca, posyłano, żebym nosił paczki dla ojca przełożonego.

                            W pewnym momencie poinformowano mnie, żebym więcej nie przynosił paczek, bo
                            Klemensa Szeptyckiego nie ma już w tym więzieniu. Wszyscy uważali, że został
                            zamordowany. Potem, po wielu latach, dowiedziałem się, że wywieziono go do
                            innego więzienia, gdzie przetrzymywano politycznych, na północ od Moskwy. Tam
                            zmarł 1 maja 1951 r.

                            Klemens Szeptycki ma swoje drzewko w Jerozolimie jako "sprawiedliwy wśród
                            narodów świata". W 2001 r., w czasie pielgrzymki na Ukrainę, Jan Paweł II
                            ogłosił go błogosławionym. Dlaczego Andrzej Szeptycki nie został świętym?

                            Kurt Lewin: Proces beatyfikacyjny Andrzeja Szeptyckiego został oficjalnie
                            otwarty w 1956 r. Ja również zeznawałam w nim jako świadek. Szybko
                            zorientowałem się, że ludzie, którzy zajmowali się prowadzeniem procesu, nie
                            rozumieli stosunków panujących w owych czasach we wschodniej Małopolsce. Nie
                            interesowało ich ratowanie Żydów, tylko problem politycznej aktywności
                            metropolity, jego stosunki z Niemcami.

                            Gdy 1 lipca 1941 r., po wkroczeniu Niemców do Lwowa, zaczęły się rozruchy, mój
                            ojciec, rabin lwowski, poszedł do metropolity prosić go o interwencję.
                            Metropolita wydał proklamację, po ukraińsku. Faktycznie jest tam powitanie
                            armii niemieckiej. Nikt wtedy nie wiedział, co się stanie. Uważano Niemców za
                            relatywnie kulturalny naród. Ponadto metropolita, podobnie jak inni Ukraińcy,
                            myślał, że Niemcy stworzą państwo ukraińskie. Szykowano się do proklamowania
                            rządu ukraińskiego. Szeptycki apelował o poddanie się nowej władzy, ale
                            przypominał też, że przede wszystkim należy postępować zgodnie z prawami
                            boskimi. Wzywał do poszanowania i ochrony praw wszystkich ludzi, bez względu na
                            wyznanie i narodowość. Metropolita był doświadczonym i bardzo mądrym
                            człowiekiem. Chciał zapobiec pogromowi, tak Żydów, jak i Polaków.

                            Ale dlaczego udało się beatyfikować Klemensa?

                            Maria Szeptycka: Po pierwsze Klemens był beatyfikowany jako męczennik, wraz z
                            dużą grupą męczenników. Procedura beatyfikacji męczenników jest inną procedurą
                            niż beatyfikacja ludzi, którzy nie umarli śmiercią męczeńską. Poza tym Klemens
                            był archimandrytą, mnichem. Bardzo dobrym, głęboko religijnym człowiekiem, ale
                            nie był postacią publiczną. Do tego metropolita nie miał przyjaciół w polskim
                            Kościele rzymskokatolickim.

                            Dlaczego Kościół rzymskokatolicki miał nieufny stosunek do niego?

                            Maria Szeptycka: Trzeba sięgnąć głęboko do historii. Kościół greckokatolicki od
                            początku swego istnienia w Polsce, tzn. od końca XVI w., od momentu podpisania
                            umów brzeskich, n
                            • piotrzr Re: Kurt Lewin w klubie GW - 2 04.06.06, 15:37
                              Lili Pohlmann, wraz z matką uratowana przez braci Szeptyckich: Chciałabym
                              wiedzieć, dlaczego Yad Vashem po dziś dzień nie uznaje człowieka, który wedle
                              nas uratował, ze mną włącznie, ponad 150 żyć ludzkich. Jeżeli motto Yad Vashem
                              brzmi: "Kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat", to ile światów uratował
                              metropolita?

                              Kurt Lewin: Panią Pohlmann spotkałem, gdy jako dziesięcioletnie dziecko
                              siedziała pod stołem w pałacu metropolity. Przyprowadziła ją tam pewna Niemka,
                              bo w mieście wiedziano, że "metropolita Szeptycki chowa Żydów". To było w 1944
                              r.

                              Nie wchodzę w dyskusję o metropolicie, ale wiem, że okazał współczucie
                              żydowskiej gminie we Lwowie, a to było bardzo rzadkie.

                              Głos z sali: Co według Pana było źródłem tych wszystkich okropności, które się
                              działy w czasie II wojny światowej i wcześniej. Mamy tendencje do zrzucania
                              wszystkiego na hitleryzm. Tymczasem, jak wynika z Pana książki, Pan jest
                              skłonny szukać przyczyn tych ogromnych rzezi i braterskich waśni znacznie
                              wcześniej. Jak uniknąć powtórki z historii? Niestety, i w Rosji, i w Niemczech,
                              i częściowo w Polsce mamy do czynienia z powrotem nastrojów nacjonalistycznych.

                              Kurt Lewin: Żyję w innym świecie. Wyjechałem z Polski w 1945 r. Wydaje mi się
                              jednak, że przyszłość Polski zależy od tego, czy uda się jej utrzymać dobre
                              stosunki z Niemcami, z Ukrainą, ale też z Rosjanami. Jesteście sąsiadami,
                              należy zapomnieć o tych wszystkich konfliktach, które są skutkiem historycznego
                              rozwoju. Ale to nie jest prosta sprawa.

                              Inny głos z sali: Jestem Ukraińcem, grekokatolikiem z Lwowszczyzny. Pokolenie
                              mych dziadków to rówieśnicy autora tej książki. Dorastałem w obwodzie lwowskim.
                              Książkę przeczytałem w ciągu jednego dnia. Chylę czapkę przed autorem za to, co
                              robi dla pamięci metropolity Szeptyckiego, który zasypywał przepaści między
                              naszymi narodami. Ale mam pytanie - nie do tego chłopca, który w 1946 r. spisał
                              swe wspomnienia, tylko do wydawców książki. Kiedy przeczytałem w niej
                              stwierdzenie autora, że Ukraińcy wysysają antysemityzm z mlekiem matki, to
                              mnie, Ukraińca, który od swych dziadków nigdy nie słyszał żadnych wypowiedzi w
                              antysemickim duchu, to zabolało. Dlaczego w książce brakuje komentarza do słów
                              sprzed 60 lat - żeby mogła służyć zasypywaniu przepaści między naszymi narodami?

                              Barbara Toruńczyk, wydawca: Kiedy przeczytałam książkę, miałam wrażenie, że mam
                              do czynienia z dokumentem historycznym, i chciałam, żeby dotarł on do rąk
                              dzisiejszego czytelnika bez żadnych ideowych czy politycznych ingerencji
                              redakcyjnych. Wartością tej książki jest oddanie nastroju tamtych lat, także
                              ówczesnego języka czy sposobu patrzenia na świat. Kurt Lewin był naocznym
                              świadkiem wszystkiego, o czym pisze. Poglądy przedstawione w książce to jego
                              poglądy z tamtego czasu. Nie chciałam cenzurować niczego, żeby czytelnik mógł
                              sam przedrzeć się przez te gorące, zupełnie zresztą zrozumiałe, emocje i
                              zobaczyć, jak bolesne to były sprawy. Trzeba znać nie tylko wydarzenia, ale też
                              uczucia wywołane przez te wydarzenia, bo inaczej nie znajdziemy drogi do
                              pojednania i do tego, żeby być razem w tej sali.

                              Kurt Lewin: Wydawca miał rację nie ingerując w dokument. A że on jest
                              subiektywny? Oczywiście. Miałem 21 lat, opisałem to, co wtedy czułem.

                              Chciałem się jednak skoncentrować na pozytywnych aspektach. Drogowskazem dla
                              dzisiejszej naprawy stosunków ukraińsko-polsko-żydowskich może być studiowanie
                              życia metropolity. Nauczanie zawarte w jego pracach pomoże zbudować most
                              pomiędzy tymi narodami.

                              *** Kurt Lewin (ur. 1925) był najstarszym synem rabina lwowskiej synagogi
                              postępowej. II wojnę spędził w okupowanym przez Sowietów i Niemców Lwowie.
                              Ocalił go wraz ze 150 innymi Żydami metropolita greckokatolicki Andrzej
                              Szeptycki i jego brat o. Klemens. W 1944 r. Lewin przedostał się do Lublina,
                              walczył w I Armii WP. Od 1948 r. mieszkał w Palestynie; po ogłoszeniu
                              niepodległości Izraela brał udział w obronie Jerozolimy i w walkach na pustyni
                              Negew. Do 1954 r. służył w armii izraelskiej. Od 1955 w USA. Skończył ekonomię
                              na Columbia University, pracował na Wall Street, potem otworzył własną firmę
                              doradztwa finansowego. Mieszka w Nowym Jorku"

                              Cieszę się że Ksiądz odwiedził nasz przyśpiony wątek - ostatnio odwiedzało go
                              tylko kilku "spamiakóW"
                              Pozdrawiam

                              • surowiczny zapraszamy na stronę i forum NGK Magurycz 06.06.06, 16:27

                                strona:
                                www.magurycz.org

                                forum:
                                www.magurycz.fora.pl

                                pozdrawiam



                                • Gość: orest subtelny metody tortur stosowane przez UPA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.06, 16:41
                                  136 metod tortur

                                  1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki gtowy.

                                  2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).

                                  3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.

                                  4. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło.

                                  5. Wyrzynanie na czole „orła".

                                  6. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.

                                  7. Wyłupywanie jednego oka.

                                  8. Wybieranie dwoje oczu.

                                  9. Obcinanie nosa.

                                  10. Obcinanie jednego ucha.

                                  12.Obrzynanie obydwu uszu.

                                  13. Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha.

                                  14. Obrzynanie warg.

                                  15. Obcinanie języka.

                                  16. Podrzynanie gardła.

                                  17. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz.

                                  18. Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty.

                                  19. Wybijanie zębów.

                                  20. Łamanie szczęki.

                                  21. Rozrywanie ust od ucha do ucha.

                                  22. Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar.

                                  23. Podcinanie szyi nożem lub sierpem.

                                  24. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

                                  25. Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy.

                                  26. Skręcanie głowy do tyłu.

                                  27. Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą.

                                  28. Obcinanie głowy sierpem.

                                  29. Obcinanie głowy kosą.

                                  30. Odrąbywanie głowy siekierą.

                                  31. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

                                  32. Zadawanie ran kłutych w głowie.

                                  33. Cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców.

                                  34. Zadawanie innych ran ciętych na plecach.

                                  35. Zadawanie ciosów bagnetem w plecy.

                                  36. Łamanie kości żeber klatki piersiowej.

                                  37. Zadawanie ciosu nożem lub bagnetem w serce lub okolice serca.

                                  38. Zadawanie ran kłutych nożem lub bagnetem w pierś.

                                  39. Obcinanie kobietom piersi sierpem.

                                  40. Obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran solą.

                                  41. Obrzynanie sierpem genitalii ofiarom płci męskiej.

                                  42. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską.

                                  43. Zadawanie ran kłutych brzucha nożem lub bagnetem.

                                  44. Przebijanie brzucha ciężarnej kobiecie bagnetem.

                                  45. Rozcinanie brzucha i wyciąganie jelit na zewnątrz u dorosłych.

                                  46. Rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciąży i w miejsce wyjętego
                                  płodu, wkładanie np. żywego kota i zaszywanie brzucha.

                                  47. Rozcinanie brzucha i wlewanie do wnętrza wrząteku-kipiącej wody.

                                  48. Rozcinanie brzucha i wkładanie do jego wnętrza kamieni oraz wrzucanie do
                                  rzeki.

                                  49. Rozcinanie kobietom ciężarnym brzucha i wrzucanie do wnętrza potłuczonego
                                  szkła.

                                  50. Wyrywanie żył od pachwy, aż do stóp.

                                  51. Wkładanie do pochwy - vagina rozżarzonego żelaza.

                                  52. Wkładanie do vaginy szyszek sosny od strony wierzchołka.

                                  53. Wkładanie do vaginy zaostrzonego kołka i przepychanie aż do gardła, na
                                  wylot.

                                  54. Rozcinanie kobietom przodu tułowia ogrodniczym scyzorykiem, od vaginy, aż
                                  po szyję i pozostawienie wnętrzności na zewnątrz.

                                  55. Wieszanie ofiar za wnętrzności.

                                  56. Wkładanie do vaginy szklanej butelki i jej rozbicie.

                                  57. Wkładanie do analu szklanej butelki i jej stłuczenie.

                                  58. Rozcinanie brzucha i wsypywanie do wnętrza karmy dla zgłodniałych świń tzw.
                                  osypki, który to pokarm wyrywały razem z jelitami i innymi wnętrznościami.

                                  59. Odrąbywanie siekierą jednej ręki.

                                  60. Odrąbywanie siekierą obydwóch rąk.

                                  61. Przebijanie dłoni nożem.

                                  62. Obcinanie palców u ręki nożem.

                                  63. Obcinanie dłoni.

                                  64. Przypalanie wewnętrznej strony dłoni na gorącym blacie kuchni węglowej.

                                  65. Odrąbywanie pięty.

                                  66. Odrąbywanie stopy powyżej kości piętowej.

                                  67. Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem.

                                  68. Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem.

                                  69. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron
                                  deskami.

                                  70. Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą.

                                  71. Obcinanie piłą obie nogi.

                                  72. Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem.

                                  73. Przybijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi.

                                  74. Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami.

                                  75. Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio głową do
                                  podłogi.

                                  76. Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu.

                                  77. Rąbanie siekierą całego tułowia na części.

                                  78. Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie.

                                  79. Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało
                                  na nim.

                                  80. Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół.

                                  81. Rozpruwanie brzuszka dzieciom.

                                  82. Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu.

                                  83. Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi.

                                  84. Łamanie stawów nóg dziecka.

                                  85. Łamanie stawów rąk dziecka.

                                  86. Zaduszenie dziecka przez narzucenie na niego różnych szmat.

                                  87. Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem.

                                  88. Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku.

                                  89. Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o
                                  ścianę lub piec.

                                  90. Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele.

                                  91. Wbijanie dziecka na pal.

                                  92. Powieszenie na drzewie kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią przez
                                  odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybranie oczu oraz odcinanie
                                  nożami kawałków ciała.

                                  93. Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi.

                                  94. Wieszanie na drzewie głową do góry.

                                  95. Wieszanie na drzewie nogami do góry.

                                  96. Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem
                                  zapalonego pod głową ogniska.

                                  97. Zrzucanie w dół ze skały.

                                  98. Topienie w rzece.

                                  99. Topienie przez wrzucenie do głębinowej studni.

                                  100. Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni.

                                  101. Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku.

                                  102. Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego
                                  ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii.

                                  103. Wbijanie koła do brzucha na wylot i utwierdzanie go w ziemi.

                                  104. Przywiązanie do drzewa człowieka i strzelanie do niego jak do tarczy
                                  strzelniczej.

                                  105. Prowadzenie nago lub w bieliźnie na mrozie.

                                  106. Duszenie przez skręcanie namydlonym sznurem zawieszonym na szyi, zwanym
                                  arkanem.

                                  107. Wleczenie po ulicy tułowia przy pomocy sznura zaciśniętego na szyi.

                                  108. Przywiązanie nóg kobiety do dwóch drzew oraz rąk ponad głową i rozcinanie
                                  brzucha od krocza do piersi.

                                  109. Rozrywanie tułowia przy pomocy łańcuchów.

                                  110. Wleczenie po ziemi przywiązanego do pojazdu konnego.

                                  111. Wleczenie po ulicy matki z trojgiem dzieci, przywiązanych do wozu o
                                  zaprzęgu konnym w ten sposób, że jedną nogę matki przywiązano łańcuchem do
                                  wozu, a do drugiej nogi matki jedną nogę najstarszego dziecka, a do drugiej
                                  nogi najstarszego dziecka przywiązano nogę młodszego dziecka, a do drugiej nogi
                                  młodszego dziecka, przywiązano nogę dziecka najmłodszego.

                                  112. Przebicie tułowia na wylot lufą karabinu.

                                  113. Ściskanie ofiary drutem kolczastym.

                                  114. Ściskanie razem dwie ofiary drutem kolczastym.

                                  115. Ściskanie więcej ofiar razem drutem kolczastym.

                                  116. Periodyczne zaciskanie tułowia drutem kolczastym i co kilka godzin
                                  polewanie ofiary zimną wodą w celu odzyskania przytomności i odczuwania bólu i
                                  cierpienia.

                                  117. Zakopywanie ofiary do ziemi na stojąco po szyję i w takim stanie jej
                                  pozostawienie.

                                  118. Zakopywanie żywcem do ziemi po szyję i ścinanie później głowy kosą.

                                  119. Rozrywanie tułowia na wpół przez konie.

                                  120. Rozrywanie tułowia na wpół przez przywiązanie ofiary do dwóch przygiętych
                                  drzew i następnie ich uwolnienie.

                                  121. Wrzucanie dorosłych w płomienie ognia palącego się budynku.

                                  122. Podpalanie ofiary oblanej uprzednio naftą.

                                  123. Okładanie ofiary dookoła słomą-snopem i jej podpalenie, czyniąc w ten
                                  sposób pochodnię Nerona.

                                  124. Wbijanie noża w plecy i pozostawienie go w ciele ofiary.

                                  125. Wbijanie niemowlęcia na widły i wrzucanie go w płomienie ognia.

                                  126. Wyrzynanie żyletkami skóry z twarzy.

                                  127. Wbijanie dębowych kołków pomiędzy żebra.

                                  128. Wieszanie na kolczastym drucie.

                                  129. Zdzieranie z ciała skóry i zalewanie rany
                              • Gość: orest subtelny metody tortur stosowane przez UPA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.06, 16:46
                                Wirtuozeria zbrodni

                                1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki gtowy.

                                2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).

                                3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.

                                4. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło.

                                5. Wyrzynanie na czole „orła".

                                6. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.

                                7. Wyłupywanie jednego oka.

                                8. Wybieranie dwoje oczu.

                                9. Obcinanie nosa.

                                10. Obcinanie jednego ucha.

                                12.Obrzynanie obydwu uszu.

                                13. Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha.

                                14. Obrzynanie warg.

                                15. Obcinanie języka.

                                16. Podrzynanie gardła.

                                17. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz.

                                18. Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty.

                                19. Wybijanie zębów.

                                20. Łamanie szczęki.

                                21. Rozrywanie ust od ucha do ucha.

                                22. Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar.

                                23. Podcinanie szyi nożem lub sierpem.

                                24. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

                                25. Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy.

                                26. Skręcanie głowy do tyłu.

                                27. Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą.

                                28. Obcinanie głowy sierpem.

                                29. Obcinanie głowy kosą.

                                30. Odrąbywanie głowy siekierą.

                                31. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

                                32. Zadawanie ran kłutych w głowie.

                                33. Cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców.

                                34. Zadawanie innych ran ciętych na plecach.

                                35. Zadawanie ciosów bagnetem w plecy.

                                36. Łamanie kości żeber klatki piersiowej.

                                37. Zadawanie ciosu nożem lub bagnetem w serce lub okolice serca.

                                38. Zadawanie ran kłutych nożem lub bagnetem w pierś.

                                39. Obcinanie kobietom piersi sierpem.

                                40. Obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran solą.

                                41. Obrzynanie sierpem genitalii ofiarom płci męskiej.

                                42. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską.

                                43. Zadawanie ran kłutych brzucha nożem lub bagnetem.

                                44. Przebijanie brzucha ciężarnej kobiecie bagnetem.

                                45. Rozcinanie brzucha i wyciąganie jelit na zewnątrz u dorosłych.

                                46. Rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciąży i w miejsce wyjętego
                                płodu, wkładanie np. żywego kota i zaszywanie brzucha.

                                47. Rozcinanie brzucha i wlewanie do wnętrza wrząteku-kipiącej wody.

                                48. Rozcinanie brzucha i wkładanie do jego wnętrza kamieni oraz wrzucanie do
                                rzeki.

                                49. Rozcinanie kobietom ciężarnym brzucha i wrzucanie do wnętrza potłuczonego
                                szkła.

                                50. Wyrywanie żył od pachwy, aż do stóp.

                                51. Wkładanie do pochwy - vagina rozżarzonego żelaza.

                                52. Wkładanie do vaginy szyszek sosny od strony wierzchołka.

                                53. Wkładanie do vaginy zaostrzonego kołka i przepychanie aż do gardła, na
                                wylot.

                                54. Rozcinanie kobietom przodu tułowia ogrodniczym scyzorykiem, od vaginy, aż
                                po szyję i pozostawienie wnętrzności na zewnątrz.

                                55. Wieszanie ofiar za wnętrzności.

                                56. Wkładanie do vaginy szklanej butelki i jej rozbicie.

                                57. Wkładanie do analu szklanej butelki i jej stłuczenie.

                                58. Rozcinanie brzucha i wsypywanie do wnętrza karmy dla zgłodniałych świń tzw.
                                osypki, który to pokarm wyrywały razem z jelitami i innymi wnętrznościami.

                                59. Odrąbywanie siekierą jednej ręki.

                                60. Odrąbywanie siekierą obydwóch rąk.

                                61. Przebijanie dłoni nożem.

                                62. Obcinanie palców u ręki nożem.

                                63. Obcinanie dłoni.

                                64. Przypalanie wewnętrznej strony dłoni na gorącym blacie kuchni węglowej.

                                65. Odrąbywanie pięty.

                                66. Odrąbywanie stopy powyżej kości piętowej.

                                67. Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem.

                                68. Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem.

                                69. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron
                                deskami.

                                70. Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą.

                                71. Obcinanie piłą obie nogi.

                                72. Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem.

                                73. Przybijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi.

                                74. Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami.

                                75. Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio głową do
                                podłogi.

                                76. Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu.

                                77. Rąbanie siekierą całego tułowia na części.

                                78. Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie.

                                79. Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało
                                na nim.

                                80. Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół.

                                81. Rozpruwanie brzuszka dzieciom.

                                82. Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu.

                                83. Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi.

                                84. Łamanie stawów nóg dziecka.

                                85. Łamanie stawów rąk dziecka.

                                86. Zaduszenie dziecka przez narzucenie na niego różnych szmat.

                                87. Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem.

                                88. Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku.

                                89. Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o
                                ścianę lub piec.

                                90. Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele.

                                91. Wbijanie dziecka na pal.

                                92. Powieszenie na drzewie kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią przez
                                odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybranie oczu oraz odcinanie
                                nożami kawałków ciała.

                                93. Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi.

                                94. Wieszanie na drzewie głową do góry.

                                95. Wieszanie na drzewie nogami do góry.

                                96. Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem
                                zapalonego pod głową ogniska.

                                97. Zrzucanie w dół ze skały.

                                98. Topienie w rzece.

                                99. Topienie przez wrzucenie do głębinowej studni.

                                100. Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni.

                                101. Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku.

                                102. Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego
                                ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii.

                                103. Wbijanie koła do brzucha na wylot i utwierdzanie go w ziemi.

                                104. Przywiązanie do drzewa człowieka i strzelanie do niego jak do tarczy
                                strzelniczej.

                                105. Prowadzenie nago lub w bieliźnie na mrozie.

                                106. Duszenie przez skręcanie namydlonym sznurem zawieszonym na szyi, zwanym
                                arkanem.

                                107. Wleczenie po ulicy tułowia przy pomocy sznura zaciśniętego na szyi.

                                108. Przywiązanie nóg kobiety do dwóch drzew oraz rąk ponad głową i rozcinanie
                                brzucha od krocza do piersi.

                                109. Rozrywanie tułowia przy pomocy łańcuchów.

                                110. Wleczenie po ziemi przywiązanego do pojazdu konnego.

                                111. Wleczenie po ulicy matki z trojgiem dzieci, przywiązanych do wozu o
                                zaprzęgu konnym w ten sposób, że jedną nogę matki przywiązano łańcuchem do
                                wozu, a do drugiej nogi matki jedną nogę najstarszego dziecka, a do drugiej
                                nogi najstarszego dziecka przywiązano nogę młodszego dziecka, a do drugiej nogi
                                młodszego dziecka, przywiązano nogę dziecka najmłodszego.

                                112. Przebicie tułowia na wylot lufą karabinu.

                                113. Ściskanie ofiary drutem kolczastym.

                                114. Ściskanie razem dwie ofiary drutem kolczastym.

                                115. Ściskanie więcej ofiar razem drutem kolczastym.

                                116. Periodyczne zaciskanie tułowia drutem kolczastym i co kilka godzin
                                polewanie ofiary zimną wodą w celu odzyskania przytomności i odczuwania bólu i
                                cierpienia.

                                117. Zakopywanie ofiary do ziemi na stojąco po szyję i w takim stanie jej
                                pozostawienie.

                                118. Zakopywanie żywcem do ziemi po szyję i ścinanie później głowy kosą.

                                119. Rozrywanie tułowia na wpół przez konie.

                                120. Rozrywanie tułowia na wpół przez przywiązanie ofiary do dwóch przygiętych
                                drzew i następnie ich uwolnienie.

                                121. Wrzucanie dorosłych w płomienie ognia palącego się budynku.

                                122. Podpalanie ofiary oblanej uprzednio naftą.

                                123. Okładanie ofiary dookoła słomą-snopem i jej podpalenie, czyniąc w ten
                                sposób pochodnię Nerona.

                                124. Wbijanie noża w plecy i pozostawienie go w ciele ofiary.

                                125. Wbijanie niemowlęcia na widły i wrzucanie go w płomienie ognia.

                                126. Wyrzynanie żyletkami skóry z twarzy.

                                127. Wbijanie dębowych kołków pomiędzy żebra.

                                128. Wieszanie na kolczastym drucie.

                                129. Zdzieranie z ciała skóry i zalewanie ran
                                • Gość: widzę cię do Hannibala Lectera ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.06, 18:07
                                  tym razem tylko 129 tortur, a nie 136 ?
                                  Wykreśliłeś z katalogu te, które ci się znudziły ?
                                  • Gość: orest subtelny metody zbrodni ukraińskich nazistów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.06, 18:23
                                    Wirtuozeria zbrodni

                                    1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki gtowy.

                                    2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).

                                    3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.

                                    4. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło.

                                    5. Wyrzynanie na czole „orła".

                                    6. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.

                                    7. Wyłupywanie jednego oka.

                                    8. Wybieranie dwoje oczu.

                                    9. Obcinanie nosa.

                                    10. Obcinanie jednego ucha.

                                    12.Obrzynanie obydwu uszu.

                                    13. Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha.

                                    14. Obrzynanie warg.

                                    15. Obcinanie języka.

                                    16. Podrzynanie gardła.

                                    17. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz.

                                    18. Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty.

                                    19. Wybijanie zębów.

                                    20. Łamanie szczęki.

                                    21. Rozrywanie ust od ucha do ucha.

                                    22. Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar.

                                    23. Podcinanie szyi nożem lub sierpem.

                                    24. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

                                    25. Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy.

                                    26. Skręcanie głowy do tyłu.

                                    27. Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą.

                                    28. Obcinanie głowy sierpem.

                                    29. Obcinanie głowy kosą.

                                    30. Odrąbywanie głowy siekierą.

                                    31. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

                                    32. Zadawanie ran kłutych w głowie.

                                    33. Cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców.

                                    34. Zadawanie innych ran ciętych na plecach.

                                    35. Zadawanie ciosów bagnetem w plecy.

                                    36. Łamanie kości żeber klatki piersiowej.

                                    37. Zadawanie ciosu nożem lub bagnetem w serce lub okolice serca.

                                    38. Zadawanie ran kłutych nożem lub bagnetem w pierś.

                                    39. Obcinanie kobietom piersi sierpem.

                                    40. Obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran solą.

                                    41. Obrzynanie sierpem genitalii ofiarom płci męskiej.

                                    42. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską.

                                    43. Zadawanie ran kłutych brzucha nożem lub bagnetem.

                                    44. Przebijanie brzucha ciężarnej kobiecie bagnetem.

                                    45. Rozcinanie brzucha i wyciąganie jelit na zewnątrz u dorosłych.

                                    46. Rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciąży i w miejsce wyjętego
                                    płodu, wkładanie np. żywego kota i zaszywanie brzucha.

                                    47. Rozcinanie brzucha i wlewanie do wnętrza wrząteku-kipiącej wody.

                                    48. Rozcinanie brzucha i wkładanie do jego wnętrza kamieni oraz wrzucanie do
                                    rzeki.

                                    49. Rozcinanie kobietom ciężarnym brzucha i wrzucanie do wnętrza potłuczonego
                                    szkła.

                                    50. Wyrywanie żył od pachwy, aż do stóp.

                                    51. Wkładanie do pochwy - vagina rozżarzonego żelaza.

                                    52. Wkładanie do vaginy szyszek sosny od strony wierzchołka.

                                    53. Wkładanie do vaginy zaostrzonego kołka i przepychanie aż do gardła, na
                                    wylot.

                                    54. Rozcinanie kobietom przodu tułowia ogrodniczym scyzorykiem, od vaginy, aż
                                    po szyję i pozostawienie wnętrzności na zewnątrz.

                                    55. Wieszanie ofiar za wnętrzności.

                                    56. Wkładanie do vaginy szklanej butelki i jej rozbicie.

                                    57. Wkładanie do analu szklanej butelki i jej stłuczenie.

                                    58. Rozcinanie brzucha i wsypywanie do wnętrza karmy dla zgłodniałych świń tzw.
                                    osypki, który to pokarm wyrywały razem z jelitami i innymi wnętrznościami.

                                    59. Odrąbywanie siekierą jednej ręki.

                                    60. Odrąbywanie siekierą obydwóch rąk.

                                    61. Przebijanie dłoni nożem.

                                    62. Obcinanie palców u ręki nożem.

                                    63. Obcinanie dłoni.

                                    64. Przypalanie wewnętrznej strony dłoni na gorącym blacie kuchni węglowej.

                                    65. Odrąbywanie pięty.

                                    66. Odrąbywanie stopy powyżej kości piętowej.

                                    67. Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem.

                                    68. Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem.

                                    69. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron
                                    deskami.

                                    70. Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą.

                                    71. Obcinanie piłą obie nogi.

                                    72. Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem.

                                    73. Przybijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi.

                                    74. Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami.

                                    75. Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio głową do
                                    podłogi.

                                    76. Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu.

                                    77. Rąbanie siekierą całego tułowia na części.

                                    78. Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie.

                                    79. Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało
                                    na nim.

                                    80. Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół.

                                    81. Rozpruwanie brzuszka dzieciom.

                                    82. Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu.

                                    83. Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi.

                                    84. Łamanie stawów nóg dziecka.

                                    85. Łamanie stawów rąk dziecka.

                                    86. Zaduszenie dziecka przez narzucenie na niego różnych szmat.

                                    87. Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem.

                                    88. Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku.

                                    89. Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o
                                    ścianę lub piec.

                                    90. Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele.

                                    91. Wbijanie dziecka na pal.

                                    92. Powieszenie na drzewie kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią przez
                                    odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybranie oczu oraz odcinanie
                                    nożami kawałków ciała.

                                    93. Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi.

                                    94. Wieszanie na drzewie głową do góry.

                                    95. Wieszanie na drzewie nogami do góry.

                                    96. Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem
                                    zapalonego pod głową ogniska.

                                    97. Zrzucanie w dół ze skały.

                                    98. Topienie w rzece.

                                    99. Topienie przez wrzucenie do głębinowej studni.

                                    100. Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni.

                                    101. Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku.

                                    102. Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego
                                    ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii.

                                    103. Wbijanie koła do brzucha na wylot i utwierdzanie go w ziemi.

                                    104. Przywiązanie do drzewa człowieka i strzelanie do niego jak do tarczy
                                    strzelniczej.

                                    105. Prowadzenie nago lub w bieliźnie na mrozie.

                                    106. Duszenie przez skręcanie namydlonym sznurem zawieszonym na szyi, zwanym
                                    arkanem.

                                    107. Wleczenie po ulicy tułowia przy pomocy sznura zaciśniętego na szyi.

                                    108. Przywiązanie nóg kobiety do dwóch drzew oraz rąk ponad głową i rozcinanie
                                    brzucha od krocza do piersi.

                                    109. Rozrywanie tułowia przy pomocy łańcuchów.

                                    110. Wleczenie po ziemi przywiązanego do pojazdu konnego.

                                    111. Wleczenie po ulicy matki z trojgiem dzieci, przywiązanych do wozu o
                                    zaprzęgu konnym w ten sposób, że jedną nogę matki przywiązano łańcuchem do
                                    wozu, a do drugiej nogi matki jedną nogę najstarszego dziecka, a do drugiej
                                    nogi najstarszego dziecka przywiązano nogę młodszego dziecka, a do drugiej nogi
                                    młodszego dziecka, przywiązano nogę dziecka najmłodszego.

                                    112. Przebicie tułowia na wylot lufą karabinu.

                                    113. Ściskanie ofiary drutem kolczastym.

                                    114. Ściskanie razem dwie ofiary drutem kolczastym.

                                    115. Ściskanie więcej ofiar razem drutem kolczastym.

                                    116. Periodyczne zaciskanie tułowia drutem kolczastym i co kilka godzin
                                    polewanie ofiary zimną wodą w celu odzyskania przytomności i odczuwania bólu i
                                    cierpienia.

                                    117. Zakopywanie ofiary do ziemi na stojąco po szyję i w takim stanie jej
                                    pozostawienie.

                                    118. Zakopywanie żywcem do ziemi po szyję i ścinanie później głowy kosą.

                                    119. Rozrywanie tułowia na wpół przez konie.

                                    120. Rozrywanie tułowia na wpół przez przywiązanie ofiary do dwóch przygiętych
                                    drzew i następnie ich uwolnienie.

                                    121. Wrzucanie dorosłych w płomienie ognia palącego się budynku.

                                    122. Podpalanie ofiary oblanej uprzednio naftą.

                                    123. Okładanie ofiary dookoła słomą-snopem i jej podpalenie, czyniąc w ten
                                    sposób pochodnię Nerona.

                                    124. Wbijanie noża w plecy i pozostawienie go w ciele ofiary.

                                    125. Wbijanie niemowlęcia na widły i wrzucanie go w płomienie ognia.

                                    126. Wyrzynanie żyletkami skóry z twarzy.

                                    127. Wbijanie dębowych kołków pomiędzy żebra.

                                    128. Wieszanie na kolczastym drucie.

                                    129. Zdzieranie z ciała skóry i zalewanie ran
    • romanpidlaszuk Ukr.Prawosl.i Gr-kat. Liturhia-live inTV-11.06/8am 07.06.06, 21:50
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=52&w=21261179&a=43228023
      • Gość: gumiś Re: Ukr.Prawosl.i Gr-kat. Liturhia-live inTV-11.0 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.06, 10:27
        ludzie co wy ciagle stąd jeba..ą ukrainą
    • Gość: Y nie troszcz się tak o ten wątek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.06, 12:54
      On się sam obroni.
    • arges Nowosielski w Krakowie 14.06.06, 23:58
      W krakowskiej greckokatolickiej cerkwi wozdwyżeńskiej można podziwiać od około
      2 tygodni ikonostas autorstwa profesora Jerzego Nowosielskiego. Ten niewielki
      zespół ikon zainstalowano w "kaplicy" przy przedsionku. Dzieło Nowosielskiego
      było przechowywane w nieodpowiednich warunkach i "w ostatniej chwili" wzięto
      się za jego konserwację, dzięki Ojcu Michałowi Feciuchowi oraz parafianom
      krakowskiej cerkwi.
      Krakowska wspólnota planuje zainstalować kratę w drzwiach między przedsionkiem
      a nawą, aby cerkiew mogła być podziwiana przez turystów poza czasem nabożeństw.
    • arges Masakra bazylianów w Połocku 1705 r. 15.06.06, 00:12
      Masakra bazylianów w Połocku 1705 - miała miejsce 12 lipca 1705 w czasie III
      wojny północnej w Połocku.

      Pijany car Piotr I wtargnął wówczas z wojskiem do katedry św. Zofii, gdzie
      przechowywane były relikwie patrona unii brzeskiej świętego Jozafata
      Kuncewicza. Car naigrawając się z obrazów świętego próbował sprofanować
      relikwie, a stojącego mu na drodze przełożonego bazylianów własnoręcznie zabił,
      czterech pozostałych zakonników skazał zaś na kaźń przez utopienie w nurtach
      Dźwiny. Wydarzenie to sterroryzowało ludność wschodnich ziem Rzeczypospolitej,
      a duchowieństwo unickie zmusiło do ucieczki do lasu przed nadciągającą armią
      rosyjską.

      Wiem, że Wikipedia nie jest najlepszym żródłem, ale...

      pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_bazylian%C3%B3w_w_Po%C5%82ocku_1705
    • arges Próba podpalenia Soboru Świętojurskiego... :/ 15.06.06, 00:14
      www.risu.org.ua/ukr/news/article;10554/
      www.ugcc.lviv.ua/index.php?option=com_content&task=view&id=323&Itemid=97
      • piotrzr Wracamy :)) 17.06.06, 22:07
        No i jestem :))
        Widzę że trochę nasza dyskusja przygasła :) - trochę została zaśmiecona :((
        Mam informację od Radka-Wolfa zę wróci do rozmowy - więc i ja wkrótce też :)
        Zmienimi troszkę formułę "Grekokatolików..." - być może że przekształcą się w
        forum prywatne na wzór "Birczy" i forum "Polska-Ukraina".
        A póki co pozdrawiam i ..ducha nie gaszę :)
        • Gość: L4 Re: Wracamy :)) oszolom ? IP: *.sanok.biz / *.internetdsl.tpnet.pl 18.06.06, 08:27
          proszę mi się tu tylko z benzyną i zapalkami nie pokazywać !
          • wolf_wwa Re: Wracamy :)) 19.06.06, 00:24
            Witaj Piotrze
            Na razie nadrabiam zaleglosci i czytam to, co pokazalo sie od mojej
            ostatniej "bytnosci". Pewnie zaczne od momentu w ktorym przerwalem swoja
            aktywnosc i powoli bede nadrabial zaleglosci:)
            Zasmiecenie watku, mam nadzieje, bylo tylko chwilowe i wszystko wroci do normy.
            A co do charakteru tego watku to mysle, ze i tak od jakiegos czasu rozmawiamy
            nie tylko na tematy dotyczace wiernych Cerkwi greckokatolickiej wiec mozemy i
            tu rozmawiac na inne "rusinskie" tematy.
            Pozdrawiam
            R.
            • Gość: śpr in Re: Wracamy :)) IP: *.range86-128.btcentralplus.com 19.06.06, 01:01
              Katolik pozdrawia !
              • piotrzr Re: Wracamy :)) 19.06.06, 07:45
                Obawiam się Radku,że od ostatnich naszych rozmów nie ma za bardzo co czytać :(
                Namawiam natomiast na zapoznanie sie z ciekawym wątkiem pt Akcja Wisała na
                przemyślu i kilku tematach na Birczy.
                A ja jeszcze dzisiaj tutaj też wejdę :)
                Pozdrawiam
                • piotrzr Pnaichyda dla armii hałyckiej i UPA 19.06.06, 07:51
                  Za Gazetą Wyborczą :

                  Ekumeniczna panichida w Przemyślu

                  Kilkaset osób, w tym liczna grupa pielgrzymów z Ukrainy, uczestniczyło we
                  wczorajszej panichidzie na cmentarzu wojennym w Przemyślu. Pochowanych tu jest
                  około dwóch tysięcy żołnierzy Ukraińskiej Narodowej Republiki, Strzelców
                  Siczowych z Galicji i Ukraińskiej Powstańczej Armii.

                  W latach 1920-1921 w obozie dla internowanych w podprzemyskich Pikulicach zmarło
                  kilka tysięcy żołnierzy. W 1921 r. na miejscu pochówku usypano kurhan,
                  postawiono kilkumetrowy krzyż. Od tego czasu każdego roku (z przerwą na okres
                  okupacji) w pierwszą niedzielę po greckokatolickich Zielonych Świątkach, wierni
                  spotykają się na mszy w intencji zmarłych. Przez kilkadziesiąt lat uroczystości
                  miały charakter nielegalny. W 1960 r. władze podjęły decyzję o ścięciu krzyża i
                  wywiezieniu na złom. Z upływem lat zaniedbana nekropolia zaczęła przypominać
                  wysypisko śmieci. Dopiero w roku 1990 przywrócono cmentarzowi pierwotny wygląd,
                  a panichida stała się legalna. W 2000 r. na cmentarzu spoczęły również szczątki
                  kilkudziesięciu poległych w Birczy żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii.

                  Wczorajszym uroczystościom ekumenicznym na cmentarzu wojennym przy ul.
                  Pikulickiej przewodniczył zwierzchnik grekokatolików w Polsce, metropolita
                  przemysko-warszawski abp Jan Martyniak.
                  • Gość: wasia hryniow Re: Pnaichyda dla armii hałyckiej i UPA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.06, 13:39
                    kolejne pomruki zbirów od bandery i melnyka !
                    • wolf_wwa Re: Pnaichyda dla armii hałyckiej i UPA 21.06.06, 00:15
                      Mialem powoli nadrabiac zaleglosci w postach i odpowiadac, tym bardziej, ze
                      sporo materialow czeka juz na umieszczenie na forum. Niestety po prowokujacym
                      poscie nie moglem sie powstrzymac:( Wasia, nie bylo tak, ze ofiary padaly tylko
                      po jednej stronie. Kosciol prawoslawny w pierwsza niedziele czerwca wspomina
                      Meczennikow Chelmskich i Podlaskich. Ci ludzie nie byli niczemu winni, a
                      zostali zamordowani przez polskie podziemie. Dzisiejszy cytat dedykuje
                      wszystkim, ktorzy zasmiecaja ten watek sianiem nienawisci. Przepraszam
                      Forumowiczow, ze odpowiadam na posty spamerow. Uwazam jednak, ze osoby
                      spamujace powinny sprobowac zrewidowac swoje spojrzenie na historie. Pawlokoma
                      i niewinni furmani to nie jedyne ofiary polskiego podziemia. Bylo ich o wiele
                      wiecej. Pisalismy tu juz wiele na ten temat, uwazny "czytacz" powinien sie z ta
                      problematyka zapoznac. Jesli jednak nie zapoznal sie to pozwole sobie
                      posilkowac sie slowami Metropolity Sawy:

                      "Dzisiaj Kościół nasz ogłasza świętymi z imienia tylko kilka osób, ale w
                      Soborze Świętych Chełmskich i Podlaskich znajdują się tysiące. O nich wie Bóg,
                      a Kościół odczuwa Ich swą modlitwą i duchem. Wszechmocny Bóg za ich
                      wstawiennictwem dawał znać o Sobie w trudnych momentach naszego Kościoła, daje
                      znać dzisiaj i wierzymy głęboko, że pełnię swej mocy odkryje w przyszłości.
                      Nasi męczennicy byli: "zewsząd uciskani... zakłopotani, ale nie zrozpaczeni,
                      prześladowani, ale nie opuszczeni, powaleni, ale nie pokonani" (2 Kor. 6,7-9).
                      Tymi niepokonanymi są męczennicy: (swiaszczennomuczeniki) protoprezbiter płk.
                      Bazyli Martysz, protojerej Paweł Szwajka. Pragnę dzisiaj tu oświadczyć
                      wszystkim obecnym, że ja jako pięcioletni chłopiec w przededniu jego
                      męczeńskiej śmierci otrzymałem od niego prosforę, po zakończonym pogrzebie
                      mojego kuzyna, który zginął także z rąk ówczesnych band w 1943 r. Zaliczenie go
                      do grona świętych Soboru Męczenników jest dla mnie osobiście wielkim
                      przeżyciem. Kapłan Mikołaj Hole, kapłan Lew Korobczuk, kapłan Piotr Ogryzko,
                      kapłan Sergiusz Zacharczuk, mnich Ignacy Jabłoczeński oraz Wszyscy nasi Bracia
                      i Siostry - imiona, których zna Pan - a którzy weszli w skład Św. Soboru
                      Męczenników Chełmskich i Podlaskich."

                      www.cerkiew.pl/news.php?id=4587
                      Pozdrawiam czytaczy i pisaczy. Nastepny post bedzie juz bardziej na temat
                      R.
                      • Gość: jancio wodnik UPA do wora i do jeziora !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.06, 10:58
                        a co powiesz upowski filozofie o tych popach, którzy już po wojnie namawiali
                        ukraincow (sąsiadów) do mordowania Polaków ? tak było np. w Baligrodzie !!!
                        • Gość: czujny Mat, nie nudź ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.06, 13:53
                          Tak było przyjemnie bez ciebie. Niech tak zostanie !
                          • piotrzr Ksiądz Antin Nowolski 21.06.06, 19:02
                            Witam Radku i czytaczy /nawet tych złosliwych :)

                            Chętnie poczytam coś więcej o owych biednych Prawosłanych Podlasianach
                            /bardzo prosze o linki do Ich historii/

                            A ja chciałbym przedstawić historię kolejnego bohaterskiego Księdza Unickiego :

                            tygodnik.onet.pl/0,1159520,druk.html
                            Requiem dla Antina Nawolskiego

                            Jeśli chcecie mieć własną niezależną Ukrainę, musicie ją wywalczyć własną krwią,
                            a nie krwią Żydów, jak uczą was Niemcy

                            Dla mieszkańców Tłustego ks. Antin Nawolski jest nadal kimś wyjątkowym. Jednak w
                            ukraińskich opowieściach o nim Żydzi i Polacy - dawni współmieszkańcy tego
                            miasteczka - są niemal nieobecni. Tak jak i cały prawdziwy przebieg
                            dramatycznych lipcowych dni 1941 r. w tej części obecnej Ukrainy.

                            Tłuste, podolskie miasteczko przy trasie Czortków-Zaleszczyki z pięcioma
                            tysiącami mieszkańców, robi dziś wrażenie smutnego i zapuszczonego. Tu nikt się
                            przez przypadek nie zatrzyma. Nie ma powabnych zabytków ani bazy noclegowej.

                            Trudno sobie wyobrazić, że kiedyś było inaczej.

                            Trzy narody

                            Pierwsze wzmianka o Tłustem (nazwa wywodzi się prawdopodobnie od ruskiego bojara
                            Wiaczesława Towstego) pochodzi z 1414 r.; w XV w. zbudowano tu zamek, po którym
                            nie ma śladu. Prawa miejskie Tłuste otrzymało w 1548 r. Pod koniec XVII w.
                            Podole na kilkanaście lat znalazło się pod panowaniem tureckim. Po wyparciu
                            Turków zaczęto odbudowę i z tego okresu pochodzi pierwsza wiadomość o miejscowej
                            cerkwi (1700 r.) i erygowaniu parafii rzymsko-katolickiej (1717 r.). W XVIII w.
                            w Tłustem i okolicy zjawili się osadnicy żydowscy; w 1734 r. zawitał tu twórca
                            chasydyzmu Izrael Ben Eliezer, znany jako Baal-Szem-Tow. Po I rozbiorze Polski
                            (1772 r.) Tłuste znalazło się we władaniu Austrii.

                            Na początku XX w. mieszkało tu 3778 osób, z czego 2 tys. stanowili wyznawcy
                            religii mojżeszowej. O połowę mniej było grekokatolików; a rzymskich katolików
                            niewiele ponad czterystu. Grekokatolicy mówili po ukraińsku, reszta posługiwała
                            się językiem polskim. Miasteczko było siedzibą sądu powiatowego, miało urząd
                            podatkowy, pocztę, stację kolejową, posterunek żandarmerii. Obok szkoły
                            państwowej funkcjonowała prywatna szkoła żydowska barona Hirsza. Polski Dom
                            Ludowy sąsiadował z ukraińskim Narodnyj Dimem. Krajobrazu dopełniały ukraińska
                            cerkiew, polski kościół i żydowska synagoga.

                            Kolejny etap w historii miasta otworzyło powstanie Zachodnioukraińskiej
                            Republiki Ludowej 1 listopada 1918 r. Państwowość ta przetrwała 9 miesięcy, po
                            czym padła pod ciosami nacierających Polaków; Tłuste znalazło się w II
                            Rzeczpospolitej. W 1932 r. w mieście mieszkało już 1400 Polaków. Polscy chłopi
                            mieli Kółko Rolnicze, a młodzież “Strzelca”. Miejscowi Żydzi dominowali w
                            rzemiośle i handlu.

                            Niewiele jest relacji o życiu w międzywojennym Tłustem, trudno więc powiedzieć,
                            jak układały się stosunki między grupami narodowymi. Z informacji pośrednich
                            wynika, że nadspodziewanie dobrze. Wiadomo, że w Dwudziestolecie międzywojenne
                            Ukraińcy - polscy obywatele - wkraczali z poczuciem klęski, ale jako już
                            przebudzony naród, którego domeną stała się praca organiczna. W Tłustem
                            szczególnie dynamicznie rozwijała się ukraińska spółdzielczość i towarzystwo
                            kredytowe, działały organizacje rolnicze, kobiece i młodzieżowe.

                            Na fotografii uczestników kursu rolniczego z 1938 r. na tle dużego, murowanego
                            budynku siedzą starsi, nobliwi mężczyźni, za nimi stoją młodsi.

                            Pośrodku siedzi greckokatolicki ks. Antin Nawolski.

                            Inna droga Antina

                            Przyszły proboszcz tłusteckiej parafii grecko-katolickiej urodził się we wsi
                            Zozulińce w powiecie zaleszczyckim w 1894 r. Rodzice należeli do zamożnych
                            gospodarzy: mieli 20 morgów, kilka par koni, motorową młockarnię. Antin miał
                            siedmioro rodzeństwa. Spośród nich w rodzinnej wsi został tylko jeden z braci,
                            który przejął gospodarstwo; czwórka rodzeństwa wyjechała do Kanady, kolejny brat
                            zamieszkał w Wiedniu, a ostatni przepadł w zawierusze I wojny światowej.

                            Po ukończeniu gimnazjum w Kicmaniu, Antin rozpoczął studia weterynarii na
                            Uniwersytecie Lwowskim. Wybuch wojny przekreślił jego plany: w 1914 r.
                            zmobilizowano go do armii austriackiej. Przeżył wojnę.

                            1 listopada 1918 r. stacjonował we Lwowie - i natychmiast wstąpił w szeregi
                            Ukraińskiej Armii Galicyjskiej; był podobno sotnykiem (dowódcą kompanii - red.).
                            W czasie walk ulicznych z Polakami został ranny. Rodzinna legenda głosi, że
                            przed śmiercią z rąk polskiego żołnierza uratowała go nieznajoma kobieta, która
                            zaczęła zaklinać Polaka, by nie dobijał rannego.

                            Według Darii Tuczapskiej, bratanicy Nawolskiego, wzięty do niewoli stryj po
                            szpitalnym leczeniu trafił do obozu jenieckiego w Tucholi - i do domu rodzinnego
                            w Zozulińcach wrócił dopiero w 1922 r. Przez jakiś czas musiał systematycznie
                            meldować się na posterunku policji, czasami policjanci przychodzili do rodziców.
                            Wizyty szczególnie boleśnie przeżywał ojciec: stateczny gospodarz wstydził się,
                            że jego dom nachodzi policja, jak gdyby Nawolscy byli przestępcami.
                            U progu lat 20. Antin Nawolski mógł związać się, jak wielu byłych ukraińskich
                            wojskowych, z radykalnymi grupami konspiracyjnymi. Wybrał inną drogę: wstąpił do
                            greckokatolickiego seminarium duchownego w Stanisławowie (obecnie Iwano-Frankiwsk).

                            Stanisławowska diecezja była wyjątkowa na mapie Kościoła greckokatolickiego w II
                            Rzeczypospolitej. Jej głową był biskup Hryhorij Chomyszyn (1867-1947), zwolennik
                            latynizacji Cerkwi greckokatolickiej i porozumienia z Polakami. Biskup
                            wprowadzał w diecezji “łacińskie” zwyczaje, np. celibat księży, obcy wschodniej
                            tradycji. W ten sposób Antin Nawolski został bezżennym księdzem. Święcenia
                            przyjął z rąk swego ordynariusza w 1930 r. i wkrótce objął parafię w Tłustem.

                            Pierwszym zadaniem nowego proboszcza było dokończenie murowanej cerkwi (budowę
                            rozpoczął ks. Teodozij Kurpiak w 1912 r., według projektu znanego architekta
                            lwowskiego, prof. Jana Sasa-Zubrzyckiego), ale starczało mu jeszcze czasu na
                            aktywność społeczną. Szybko nawiązał dobre stosunki z miejscowymi Żydami (mówił
                            swobodnie w jidysz) i Polakami.

                            Dobrą tradycją Tłustego stało się wspólne z katolikami obrządku łacińskiego
                            obchodzenie święta Jordanu 6 stycznia.

                            Jedyne takie miejsce

                            Już wkrótce ks. Nawolskiego, podobnie jak i księży rzymskokatolickich, czekała
                            próba: pierwsza okupacja sowiecka (wrzesień 1939 - czerwiec 1941). Początkowo
                            władze sowieckie wymierzyły ostrze represji w Polaków, ale z upływem czasu
                            zaczęły one zataczać coraz szersze kręgi. Najbardziej narażeni byli księża.
                            Ostatnie miesiące władzy sowieckiej ks. Nawolski podobno spędził w ukryciu
                            (informacji tych nie potwierdza jednak rodzina duchownego).

                            Wybuch wojny niemiecko-sowieckiej mieszkańcy okupowanych przez Sowiety
                            terytoriów przyjęli z ulgą, a duża część Ukraińców - z nadzieją na stworzenie
                            własnego państwa. W wielu miejscowościach Niemców witano chlebem i solą,
                            zdarzały się procesje z chorągwiami na wejście żołnierzy niemieckich. Wiadomo,
                            że i w Tłustem Ukraińcy zorganizowali powitanie Niemców. - Ojciec Nawolski z
                            chorągwiami na powitanie Niemców nie szedł - mówi zdecydowanie Daria Tuczapska.
                            - Stryjcio od razu mówił, że ta nowa okupacja nie będzie lepsza od poprzedniej.

                            - Stryj uważał, że nie ma powodu do świętowania i nie będzie witał okupantów -
                            opowiada Maria Sołtysiuk. - Ale byli tacy, którzy witali Niemców. Pamiętam
                            piękną dziewczynę: dali jej bukiet kwiatów, by wręczyła go Niemcom, zrobili
                            zdjęcie, a gdy znowu przyszli Sowieci, ją pierwszą aresztowano.

                            Wkrótce też w okolicach Tłustego doszło do pogromów. W ciągu paru dni zabito
                            Żydów w 22 wsiach (jedyną większą wsią, gdzie nie doszło do mordów, były
                            Werwolińce). Dla Tłustego najbardziej dramatyczna była noc z 6 na 7 lipca, kiedy
                            zaczęły dochodzić wieści, że Ukraińcy z okolicznych wiosek chcą urządzić pogrom
                            także w miasteczku. Jeden z tłusteckich Żydów, Berl Glik, wspomi
                            • piotrzr Ksiądz Antin Nowolski cz.2 21.06.06, 19:04
                              Wkrótce też w okolicach Tłustego doszło do pogromów. W ciągu paru dni zabito
                              Żydów w 22 wsiach (jedyną większą wsią, gdzie nie doszło do mordów, były
                              Werwolińce). Dla Tłustego najbardziej dramatyczna była noc z 6 na 7 lipca, kiedy
                              zaczęły dochodzić wieści, że Ukraińcy z okolicznych wiosek chcą urządzić pogrom
                              także w miasteczku. Jeden z tłusteckich Żydów, Berl Glik, wspominał, że ks.
                              Nawolski “rozstawił na drogach prowadzących do miasta miejscowych Ukraińców, na
                              których miał wpływ i nie wpuścili oni morderców do miasteczka”. Glik wspomina,
                              że przez cały dzień 7 lipca ks. Nawolski krążył po miasteczku i dodawał otuchy
                              żydowskim sąsiadom. Dzięki niemu Tłuste było jedyną w promieniu wielu kilometrów
                              (a może jedyną takiej wielkości) miejscowością w dawnym województwie
                              tarnopolskim, gdzie latem 1941 nie doszło do pogromów.

                              12 lipca, w święto Piotra i Pawła (według wschodniego kalendarza), ks. Nawolski
                              z ambony napominał parafian: “Jeśli chcecie rzeczywiście mieć własną niezależną
                              Ukrainę, musicie ją wywalczyć własną krwią, a nie krwią Żydów, jak uczą was
                              Niemcy”. Bratanice księdza - Daria Tuczapska i Maria Sołtysiuk - uzupełniają, że
                              stryj ostrzegał wiernych, że jeżeli splamią się krwią bezbronnych, to nie mają
                              po co przychodzić do cerkwi. Równie bezkompromisową postawę prezentował
                              rzymskokatolicki proboszcz Tłustego ks. Stanisław Szkodziński. Glik relacjonuje:
                              “Podobnie postępował polski ksiądz w Tłustem. Także on zawsze przestrzegał
                              Polaków, aby nie ważyli się plamić swoich rąk żydowską krwią i nie śmieli
                              naruszać żydowskiego dobytku. Dzięki niemu Polacy w Tłustem, tak jak Ukraińcy,
                              przez cały czas niemieckiej okupacji żadnego zła Żydom nie uczynili”.
                              Po wkroczeniu Niemców zaczęła się też w Galicji akcja sypania tzw. kurhanów
                              chwały, z inicjatywy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Kost’ Pankiwśkyj
                              notuje, że cieszyła się niezwykłą popularnością: “Zachwyt bezkrytyczny ludzi,
                              szczególnie młodzieży (...) sypaniem kurhanów, był nadzwyczajny. Zdaje się, że
                              nie było w Galicji wsi, w której nie usypano by takiego kurhanu”. “Także w
                              Tłustem - opowiada Glik - usypano taki kopiec, ale ksiądz Nawolski odmówił jego
                              poświęcenia. I tak w całej okolicy tylko jedyny kopiec w Tłustem nie został
                              poświęcony”.

                              Wkrótce miejsce Niemców w Tłustem zajęli Węgrzy (stacjonowali w mieście do końca
                              sierpnia 1941), którzy zachowywali się jak soldateska: swoje konie wprowadzili
                              do wielkiego bejt ha-midraszu i przedsionka synagogi. I znów pojawia się ks.
                              Nawolski. Interweniuje, by Węgrzy usunęli konie ze świątyni. Bez rezultatu.

                              Krew nie wsiąkała

                              Lato 1941 było początkiem końca czterowiekowej obecności Żydów na Podolu.

                              Nim jednak nieszczęście dotknęło tłusteckich Żydów, byli oni świadkami dramatu
                              Żydów węgierskich. 1 sierpnia 1941 r. ciężarówkami przywieziono do miasta 2 tys.
                              Żydów z Węgier i Karpat. Po tygodniu w mieście było już 6 tys. Żydów. Nie mieli
                              dachu nad głową (w 1931 r. w miasteczku były 562 domy) ani co jeść. Miejscowi
                              Żydzi starali się im pomóc: naprędce utworzono Komitet Opieki Nad Uchodźcami.
                              Jego członkowie zbierali pieniądze na mąkę, a piekarz bezpłatnie piekł chleb. Po
                              trzech tygodniach miejscowa komendantura zaczęła zmuszać uchodźców do
                              opuszczania Tłustego. Wkrótce przybysze udali się w stronę przedwojennej granicy
                              polsko-sowieckiej. Wszyscy zostali rozstrzelani w Kamieńcu Podolskim.

                              Kilka dni po święcie Jom Kipur w 1941 r. z Czortkowa do Tłustego przyjechali
                              gestapowcy i nakazali zorganizowanie Judenratu (rady żydowskiej). Pierwszym
                              poleceniem, które przyszło wykonać Judenratowi (prezesował mu Jakub Fel), było
                              zebranie wśród Żydów kosztowności i materiałów włókienniczych.

                              Po kilku miesiącach względnego spokoju jesienią 1942 do Tłustego zaczęły
                              nadchodzić wieści o mordach, dokonywanych przez Niemców i ukraińską policję.
                              Żydzi ginęli w Horodence, Kołomyi, Zaleszczykach, Borszczowie. W Tłustem
                              pierwsza duża akcja antyżydowska zaczęła się 5 października 1942 r.: zamordowano
                              ponad sto osób, 900 wysłano do obozu zagłady w Bełżcu. W tym pierwszym
                              transporcie pojechał rabin Tłustego reb Szmul (Aba Badorower) z żoną, synem i córką.

                              Wkrótce nadeszła wieść, że większość galicyjskich miasteczek ma być judenrein
                              (“wolna od Żydów”). Miano wyznaczyć tylko kilka miejscowości, gdzie Żydzi będą
                              mieli prawo mieszkać. Na listę trafiły Kopyczyńce, Borszczów i Buczacz. Niemcy
                              wahali się, czy dopisać Tłuste czy Jezierzany. Dzięki łapówkom (nikt nie chciał
                              iść na poniewierkę) dopisali Tłuste.

                              Do miasta, jak po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, zaczęli więc masowo
                              zjeżdżać Żydzi. Po tygodniu było ich 8 tys. Aby nie prowokować Niemców, w
                              sprawozdaniach zaniżono liczbę przybyszów o jedną trzecią. W efekcie aprowizacja
                              od początku była dramatycznie niewystarczająca: miasteczko nie było w stanie ani
                              ukryć, ani wyżywić takiej masy ludzkiej. Żydzi szukali pomocy w okolicznych
                              wsiach. Pomijając fakt, że nie wszyscy chłopi byli skłonni pomagać, to i u
                              niosących pomoc brakowało już miejsca. “W toku rozmowy dowiedzieliśmy się, że na
                              strychu w stajni [gospodarz] też ma jednego Żyda, który tylko przez dzień
                              zostaje, że u sąsiada też są Żydzi, w wiosce jest ich więcej, a w lesie
                              oddalonym o kilkaset metrów jest ich bardzo dużo i często w nocy przychodzą do
                              wsi coś sobie ugotować albo kupić. Jednym słowem, okolica zadżumiona tak, że
                              boją się obławy w tych stronach” - notował Baruch Milch, od 1940 r. lekarz w
                              Tłustem (który po zagładzie Żydów zgromadzonych w mieście ukryje się u polskiej
                              rodziny na wsi w okolicach Tłustego).

                              Wiosną 1943 Niemcy kazali oznaczyć domy zamieszkałe przez Żydów niebieską
                              gwiazdą Dawida. Nikt nie miał wątpliwości, że ma to ułatwić wyłapywanie ludności
                              żydowskiej. Nie wiadomo, co się stało z Jakubem Felem; wiosną 1943 prezesem
                              Judenratu był już dr Owreman, którego uprzedzono o mającej się odbyć największej
                              akcji antyżydowskiej. Ten z kolei uprzedził swoich bliskich, m.in. szwagra
                              Aharona Gertnera i niektórych sąsiadów (Milch, na gorąco spisując losy, był
                              przekonany, że o akcji nikt z Żydów nie wiedział).
                              Rankiem 27 maja 1943 r. rozpoczęła się największa akcja antyżydowska w Tłustem.
                              Rzezią kierował komendant czortkowskiego gestapo, brało w niej udział kilkuset
                              Niemców i Ukraińców (ukraińskich policjantów) na służbie niemieckiej. Mordowali
                              Żydów w domach i na ulicach. Największym miejscem kaźni było tzw. żydowskie
                              Okopisko, kilkaset metrów na wschód od centrum miasteczka, na wzgórzu. Pani K.:
                              - Strasznie wspominać o tym. Tylu ich zabili, że krew z Okopiska nie wsiąkała w
                              ziemię, ściekała do stawu i rzeki. W jednym dole pochowali 2,5 tys. ludzi.
                              • Gość: kwiaciarka Re: Ksiądz Antin Nowolski cz.2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.06, 09:42
                                a co wspólnego z tym Antonim ma Rzeszów ? tu ukraińcy kwiatami esesmanów nie
                                witali !?
                                • wolf_wwa Meczennicy Chelmscy i Podlascy 22.06.06, 23:51
                                  Witaj Piotrze
                                  Dziekuje za interesujacy tekst, ciekaw jestem czy dotarl on do forumowych
                                  spamerow. Obawiam sie, ze do nich nic nie dotrze. Pewnie maja monopol na wiedze
                                  absolutna:)
                                  Zgodnie z Twoja prosba zalinkuje teksty dotyczace Meczennikow Chelmskich i
                                  Podlaskich. Kosciol prawoslawny wspomina ich w pierwsza niedziele czerwca.
                                  Osoby, ktore zostaly swietymi zostaly zamordowane w latach 40-tych na
                                  Chelmszczyznie i Podlasiu tylko i wylacznie za to, ze byli prawoslawni. Jak
                                  przeczytasz w tych tekstach ludzie ci nie mieli zwiazku z walkami polsko-
                                  ukrainskimi.

                                  "Dla męczennika Bazylego Golgota nadeszła w czasie, gdy wielu cieszyło się już
                                  pokojem. Wielką musiała być nienawiść do sędziwego prawosławnego kapłana, gdy
                                  właśnie w Wielki Piątek 1945 roku - roku zakończenia wojny - na jego dom
                                  dokonano napadu. Tego szczególnego dla każdego chrześcijanina dnia, znosząc
                                  wielkie cierpienia, św. Bazyli przyjął wieniec męczeństwa, oddając swe życie za
                                  świętą Wiarę Prawosławną"

                                  www.cerkiew.pl/news.php?id=997
                                  www.lublin.cerkiew.pl/meczennicy_chelmscy_i_podlascy.html
                                  Pozdrawiam
                                  R.
                                  • Gość: dobry znaty Re: Meczennicy Chelmscy i Podlascy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.06, 07:59
                                    w niedziele i święta pogromów i rzezi dokonywała tradycyjnie upa i ukraińscy
                                    naziści !
                        • Gość: spr in Re: UPA do wora i do jeziora !!! IP: *.range86-128.btcentralplus.com 23.06.06, 01:19
                          Zrobielm sobie rundke kolo naszej granicy -szok- wypalone koscioly,to co
                          zostalo po walkach P-U .Jaki jeast
                          przelicznik zgladzonych? Koscioly chyba nie palili
                          polacy ?
                          Pozdrawiam Ukraincow.
                          • Gość: darino a jakieś konkrety ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.06, 05:53
                            Gdzie widziałeś te spalone kościoły ?
                            Bo ja pamietam takowe, ale z Wrocławia i okolic ?
                            • Gość: ford upowcy zaczynają znowu rezunować ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.06, 07:57
                              won za Don ! jak wam się tu nie podoba !
                              • Gość: darino Re: upowcy zaczynają znowu rezunować ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.06, 08:53
                                Mat, strasznie ci te upały zaszkodziły. Proponuję położyć się w cieniu z zimnym
                                okładem na głowie.
                                • piotrzr Ksiądz Antin cz3 23.06.06, 09:01
                                  "Normalni" Polacy

                                  Najgorsze nadeszło na początku 1944 r. Ukraiński terror przeciw ludności
                                  polskiej nabrał masowego charakteru. Pani S. (ojciec był Ukraińcem, matka
                                  Polką) mówi, że w jej rodzinie zabito 13 osób. Dlaczego? - Bo to byli normalni
                                  Polacy.

                                  “Normalni”, czyli wywodzący się z czysto polskich rodzin.

                                  Według Ryszarda Kotarby z IPN w 1943 r. w Tarnopolskiem doszło do 250 napadów
                                  na Polaków. Rok później było ich aż 843, a w 1945 r. - 215.

                                  Baruch Milch w grudniu 1943 pisał: “[Ukraińcy] napadają na polskich gospodarzy,
                                  rabując i często mordując (...) Nie ma tygodnia, ażeby gdzieś Ukraińcy nie
                                  zabrali kilkunastu Polaków, którzy giną bez śladu; albo na miejscu mordują całe
                                  rodziny polskie. (...) Polacy w naszych stronach żyją w ustawicznym strachu”.

                                  W tych dramatycznych dla Polaków dniach - jak świadczy relacja H. Sobkowiaka,
                                  złożona przed krakowską Komisją Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu -
                                  ks. Antin Nawolski stanął w ich obronie, nawołując do zaprzestania mordów na
                                  polskich sąsiadach.

                                  Na sepiowej fotografii przystojny mężczyzna z wąsikiem w dobrym garniturze,
                                  piękna kobieta w eleganckiej sukni, dwie schludnie ubrane dziewczynki. - To mój
                                  tata, mama i ja z siostrą - mówi pani K. - Tacy eleganccy, bo trochę się
                                  dorobili we Francji na robotach sezonowych. Po powrocie zbudowali nowy dom w
                                  Werwolińcach, mieli ładne gospodarstwo. Dobrze się nam żyło. Ale któregoś dnia
                                  przyszli ci z lasu i powiedzieli, że mam iść z nimi. Ja nie chciałam i uciekłam
                                  do Tłustego. Ci z lasu zagrozili, że całą rodzinę zabiją, jak nie wrócę. Nie
                                  chciałam wrócić, więc tato powiedział, że cała rodzina musi uciekać. Mama nie
                                  chciała wyjeżdżać. Tata jednak twardo, że trzeba się zabierać. Przed odejściem
                                  mama szlochając całowała futryny.

                                  W ten sposób rodzina K. zamieszkała w Tłustem. - Dlaczego nie wyjechaliśmy do
                                  Polski? - zastanawia się pani K. - Bo wtedy była taka propaganda, że w Polsce
                                  zabijają Ukraińców, a tatuś był Ukraińcem.

                                  Polacy wyjechali z Tłustego jeszcze w 1945 r.

                                  - Przyjechałem do miasta na konferencję nauczycielską - wspomina starszy
                                  mężczyzna. - Zauważyłem, że dzieje się coś dziwnego: drzwi do kościoła otwarte
                                  na oścież, na całe miasto grzmi muzyka organowa. Pytam miejscowych, co się
                                  dzieje? A oni, że to Polacy żegnają się z kościołem i z Tłustem.

                                  Zostały cmentarze

                                  Choć front się przetoczył, w okolicy nadal nie było spokoju. I trwał exodus
                                  Polaków: do jesieni 1945 z tarnopolszczyzny wywieziono na Zachód 227 tys. osób.
                                  Władze sowieckie przeprowadziły też brankę: ponad pół tysiąca chłopców z
                                  Tłustego i okolic wcielono do Armii Czerwonej. Ukraińskie podziemie walczyło z
                                  oddziałami sowieckimi (z Tłustego w szeregach UPA w 1944 r. zginęło 16 osób).
                                  Trwały represje: w mieście za pomoc UPA represjonowano kilkadziesiąt osób,
                                  kilka rodzin wywieziono. I zlikwidowano Kościół greckokatolicki.

                                  Do ks. Nawolskiego podobno przyjechał sam Hawryił Kostelnyk - przewodniczący
                                  tzw. grupy inicjatywnej ds. zjednoczenia Kościoła greckokatolickiego z Cerkwią
                                  prawosławną. Namawiał go do przejścia na prawosławie. Od decyzji duchownego
                                  zależał los pięciorga dzieci po bracie, będących na jego utrzymaniu. Wzgląd na
                                  los ich i parafian - bo raczej nie lęk o własne bezpieczeństwo - sprawił, że
                                  Nawolski “podpisał” przejście na prawosławie.

                                  Nie uchroniło go to przed szykanami: był wielokrotnie wzywany przez NKWD, bity,
                                  nakłaniany do donoszenia na parafian.
                                  Dalej służył parafianom - tym rdzennym i przesiedlonym z Polski Ukraińcom (do
                                  Tłustego trafiło 90 ukraińskich rodzin z PRL), a także nielicznym Łacinnikom,
                                  wywodzącym się z rodzin mieszanych (np. w 1947 r. udzielał ślubu pani K.).
                                  Zesłańcom wysyłał paczki, przesiedlonym Ukraińcom w miarę skromnych możliwości
                                  udzielał pomocy materialnej.

                                  Przejęcie władzy w ZSRR przez Nikitę Chruszczowa w 1953 r. paradoksalnie
                                  tłusteckiej cerkwi i księdzu przyniosło same kłopoty. Dr Ołeh Turij, dyrektor
                                  Instytutu Historii Cerkwi Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie
                                  mówi, że stalinizm “tylko” zabierał księży greckokatolickich, a za Chruszczowa
                                  zamykano cerkwie.

                                  Pod koniec lat 50. cerkiew w Tłustem została zamknięta. Pod pretekstem, że
                                  grozi jej zawalenie. Ks. Nawolski, którego wcześniej pozbawiono plebanii, teraz
                                  został bez świątyni.

                                  Ostatnie kilkanaście lat życia ksiądz mieszkał w domu rodziny Tokarów w Tłustem-
                                  wsi. Odprawiał Mszę, pomagał w gospodarstwie. Podobno - miał to rodzinie
                                  księdza powiedzieć “podziemny” bazylianin ks. Maksym Szepit’ka - przed śmiercią
                                  wrócił do macierzystego Kościoła greckokatolickiego. Wszystkich bratanków
                                  wyprowadził “na ludzi”.

                                  Umarł w 1965 r. Na pogrzeb przyszło całe Tłuste: grekokatolicy, prawosławni,
                                  Łacinnicy. Nawolski spoczął na miejskim cmentarzu. Jego kwatera jest dziś stale
                                  doglądana. Na grób przychodzą nie tylko grekokatolicy, ale i katolicy obrządku
                                  łacińskiego.

                                  Dziś o wielowiekowej obecności w Tłustem Polaków i Żydów świadczą cmentarze.

                                  Choć Niemcy dewastowali kirkut, spora jego część przetrwała.

                                  W miejscu, gdzie pogrzebano tysiące ofiar masakry, stoi upamiętniający je
                                  pomnik.

                                  Nie ma kogo spytać, kto wpadł na pomysł, by na cmentarzu żydowskim postawić
                                  pomnik upowcom.

                                  Polska część nieczynnego cmentarza komunalnego tonie w chaszczach.

                                  Z trzech świątyń w niezmienionej formie przetrwała tylko cerkiew
                                  greckokatolicka. Okaleczony rzymskokatolicki kościół doczekał się dnia, gdy po
                                  półwiecznej przerwie znów stał się świątynią. Tylko po synagodze nie ma śladu:
                                  na jej miejscu jest przystanek autobusowy.

                                  Podobno tuż po przejściu frontu do ks. Nawolskiego przyszli ocaleni Żydzi, by
                                  mu podziękować. Później szybko odeszli do większych miast, bo w mniejszych było
                                  niebezpiecznie. Wśród Żydów z Tłustego, którzy przeżyli zagładę, była Ulka
                                  Sommer. Dzięki jej staraniom, w 1993 r. ks. Nawolski otrzymał tytuł
                                  Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata.

                                  Meandry pamięci

                                  Rekonstruowanie ze skorup pamięci losu miejsc i ludzi nie jest proste. Pamięć
                                  zawodzi, kronikarze mogą się mylić, a nieuważni historycy błądzić.

                                  Losy Tłustego i jego mieszkańców są tego dowodem. Berl Glik, autor szczegółowej
                                  relacji z dni zagłady, podał błędnie nazwisko ks. Nawolskiego. W jego opowieści
                                  ksiądz nazywa się Izwolski; pod takim nazwiskiem figuruje też w archiwum Yad
                                  Vashem. Rodzina księdza nigdy nie została poinformowana o nadaniu stryjowi
                                  tytułu Sprawiedliwego. Również Sobkowiak w zeznaniach o występowaniu ks.
                                  Nawolskiego w obronie Polaków mylnie podał jego nazwisko (Nawojski).
                                  Opracowujący relację Glika redaktorzy tomu “Życie i zagłada Żydów polskich”
                                  podkreślili, że duchowni w Tłustem, “zarówno ksiądz prawosławny, jak i
                                  katolicki nawoływali wiernych do unikania udziału w akcjach przeciwko ludności
                                  żydowskiej” (podkreślenie - BB), choć ks. Nawolski był grekokatolikiem. Wbrew
                                  temu, o czym była przekonana Maria Sołtysiuk, lekarz Baruch Milch przeżył
                                  zagładę, w masakrze zginął jego syn, a nie córka, zaś żonę lekarza
                                  prawdopodobnie wydał kilka tygodni później ukrywający ją chłop ukraiński. Milch
                                  przeżył i przetrwała jego wstrząsająca relacja, w której przewija się ks.
                                  Nawolski: “Tu i ówdzie zjawiały się pewne jednostki z inteligencji ukraińskiej,
                                  więcej oświecone, które trochę wstrzymywały tę dziką tłuszczę od zbrodniczych
                                  wystąpień, jak na przykład pop i dyrektor banku u nas w mieście”.

                                  A dzisiejsi ukraińscy mieszkańcy Tłustego? Dla nich ks. Antin Nawolski jest
                                  kimś wyjątkowym. Jednak w ich opowieściach o nim Żydzi i Polacy są niemal
                                  nieobecni. Z ich relacji nie sposób dowiedzieć się o dramatycznych lipcowych
                                  dniach 1941 r. Choć może w tym milczeniu nie ma nic zagadkowego: wszak
                                  większość uczestników wydarzeń nie żyje, a większość współczesnych mieszkańców
                                  osiadła tu po wojnie...

                                  Gdyby ni
                                  • piotrzr Re: Ksiądz Antin cz4 23.06.06, 09:05
                                    A dzisiejsi ukraińscy mieszkańcy Tłustego? Dla nich ks. Antin Nawolski jest
                                    kimś wyjątkowym. Jednak w ich opowieściach o nim Żydzi i Polacy są niemal
                                    nieobecni. Z ich relacji nie sposób dowiedzieć się o dramatycznych lipcowych
                                    dniach 1941 r. Choć może w tym milczeniu nie ma nic zagadkowego: wszak
                                    większość uczestników wydarzeń nie żyje, a większość współczesnych mieszkańców
                                    osiadła tu po wojnie...

                                    Gdyby nie relacja sprzed półwiecza Berla Glika; gdyby nie pamięć Ulki Sommer i
                                    zeznania Sobkowiaka, po historii ks. Nawolskiego nie zostałby żaden ślad.

                                    Kiedy jednemu z lwowskich historyków opowiadam losy księdza, słyszę ni to
                                    pytanie ni to komentarz: “Dlaczego my nic nie wiemy o takich ludziach?”.

                                    Autorka dziękuje za pomoc Ołehowi Pawłyszynowi, Piotrowi Olijnykowi i Darii
                                    Tuczapskiej z mężem. W tekście wykorzystano m.in. prace: ks. Józef
                                    Anczarski, “Kronikarskie zapisy z lat cierpień i grozy w Małopolsce Wschodniej
                                    1939-1946” (Kraków 1996); Baruch Milch “Testament” (Warszawa 2001); “Istoryczno-
                                    memuarnyj zbirnyk czortkiwśkoji okruhy” (Nowy Jork, Paryż, Sydney, Toronto
                                    1974); Kost’ Pankiwśkyj “Wid derżawy do komitetu. Lito 1941 roku u Lwowi” (Nowy
                                    Jork-Toronto 1957); Jarosław Pawłyk “Istorija Towstoho” (Czortkiw
                                    2000); “Polska-Ukraina: trudne pytania”, t. 6 (Warszawa 2000); “Życie i zagłada
                                    Żydów polskich 1939-1945” (Warszawa 2003).

                                    Bogumiła Berdychowska

                                    Pozdrawiam serdecznie - odezwę się za kilka dni.Za rzadkość postów przepraszam
                                    ale...
                                    Dziekuję Radku za linki.
                                    Postaram się je porzełózyć na serial :) - a w oparciu o inne wydawnictwa -
                                    rozszyfrujemy sprawców męczeństwa :(
    • surowiczny Myców & Szczebrzeszyn 26.06.06, 00:03
      Kościół w Tworyczowie i cerkwie w Szczebrzeszynie i w Mycowie - te obiekty
      sakralne wciąż można kupić

      Na liście zabytków wystawionych na sprzedaż przez Wojewódzki Urząd Ochrony
      Zabytków w Lublinie była także synagoga w Łaszczowie. W ubiegłym roku upomniał
      się o nią Związek Gmin Żydowskich w Polsce.
      - Obecnie przed komisją regulacyjną ds. gmin żydowskich Rzeczpospolitej
      Polskiej toczy się postępowanie dotyczące praw własności do synagogi. Na razie
      obiektem opiekuje się starostwo. W tym roku wystąpiliśmy do wojewody
      lubelskiego z wnioskiem o przyznanie 100 tys. zł na zabezpieczenie synagogi -
      informuje Krzysztof Chyżyński, rzecznik prasowy tomaszowskiego starostwa.
      Wszystkie przeznaczone do sprzedaży obiekty sakralne od lat są
      niezagospodarowane i popadają w ruinę.

      W Tworyczowie, w latach osiemdziesiątych wybudowano nowy kościół. Stary,
      drewniany pozostał i niszczeje.
      - Mamy za mało funduszy, żeby coś z nim zrobić. Opłacam tylko konieczne
      ubezpieczenie. Na więcej parafii nie stać. Dawaliśmy ogłoszenia do gazet.
      Przyjeżdżali księża zainteresowani adaptacją naszego kościoła na tymczasową
      kaplicę, oglądali i stwierdzali, że niestety jest za duży – tłumaczy ks.
      Krzysztof Jankowski, proboszcz parafii w Tworyczowie.
      Konserwator zabytków zdecydował, że nie wszystkie wystawione na sprzedaż
      obiekty sakralne mogą zostać przeniesione. Cerkwie na przykład muszą pozostać w
      tym miejscu, w którym się znajdują.

      Nikt nie chciał kupić cerkwi w Mycowie i w Szczebrzeszynie. Pierwszą świątynią
      praktycznie nikt się nie interesuje. Opiekę prawną nad nią sprawuje Starostwo
      Powiatowe w Hrubieszowie. W obiekcie nie prowadzono żadnych prac remontowych.
      Na utrzymanie szczebrzeszyńskiej cerkwi nie ma pieniędzy również Starostwo
      Powiatowe w Zamościu.
      - Nie możemy uzyskać żadnego dofinansowania z Ministerstwa Kultury, a obiekt
      trzeba remontować. Dwa lata temu wymieniliśmy rynny, w tym roku wstawiliśmy
      nowe drzwi. Cerkiew wymaga renowacji, ale nikt nie jest zainteresowany taką
      inwestycją. Kiedyś próbowaliśmy namówić księży ze Szczebrzeszyna na adaptację
      cerkwi na potrzeby parafii, ale i oni nie byli zainteresowani. Myślę, że w
      obecnej sytuacji parafia albo diecezja mogłaby użytkować cerkiew nawet
      nieodpłatnie, gdyby tylko chciała się nią zaopiekować – mówi Kazimierz Tchórz,
      zastępca kierownika wydziału geodezji Starostwa Powiatowego w Zamościu.
      • Gość: Mefo Re: Myców & Szczebrzeszyn IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.06.06, 20:36
        Czy tu wszystko gra?

        www.lublin.cerkiew.pl/aktualnosci/news.php?id=4121
        • wolf_wwa Re: Myców & Szczebrzeszyn 27.06.06, 09:58
          Gość portalu: Mefo napisał(a):

          > Czy tu wszystko gra?
          >
          > www.lublin.cerkiew.pl/aktualnosci/news.php?id=4121

          Witam
          Przyznam, ze nie bardzo zrozumialem o co chodzi w pytaniu. Czy o fakt
          przekazania PAKP cerkwi, czy moze o tresc linkowanej notatki? A moze o cos
          jeszcze innego. Jesli autor zdecydowalby sie przyblizyc swoje watpliwowsci to
          wtedy mozna by odpowiedziec na pytanie:)
          Pozdrawiam
          R.
          • piotrzr męczennicy podlascy 27.06.06, 15:19
            Witam serdecznie. Też czasami czytając niektóre posty i niedopowiedzenia
            zastanawiam się co autor miał na mysli ??
            A tymaczasem nim wrócę do prawosławnych męczenników podlasko-chełmskich
            przypomnę historię sto lat wcześniejszych unitów z tamtych terenów -

            www.kostomloty-parafia-unicka.siedlce.opoka.org.pl/blogoslawieni.htm
            W Kostomłotach doznają szczególnej czci Uniccy Męczennicy, bo oni są nie tylko
            męczennikami za jedność Kościoła Chrystusowego, ale i za swój obrządek. Gdyby
            zmienili obrządek grecki na łaciński, nie spotkałoby ich prześladowanie ze
            strony władz carskich.
            12 lipca 1998 r. miało miejsce uroczyste sprowadzenie do Kostomłot pokaźnej
            części czcigodnych relikwii męczenników. Ceremoniom przewodniczył ks. kard.
            Józef Glemp, ordynariusz Unitów Podlaskich.
            BŁOGOSŁAWIENI WINCENTY LEWONIUK I 12 TOWARZYSZY byli katolikami Kościoła
            unickiego, któremu dała początek Unia Brzeska w 1596 roku. Unia ta doprowadziła
            do zjednoczenia Kościoła prawosławnego na terenach Rzeczypospolitej z Kościołem
            rzymsko-katolickim i widzialną Głową Kościoła – Papieżem. Wyznawcy tego Kościoła
            katolickiego nazywani są powszechnie unitami lub greko-katolikami. Wincenty
            Lewoniuk i 12 Towarzyszy byli unitami, prostymi wieśniakami z Podlasia.
            Zasłynęli niezwykłym męstwem wiary podczas prześladowania Kościoła katolickiego
            przez Rosję carską w okresie rozbiorów Polski. Prześladowanie rosyjskie było
            wyjątkowo krwawe i dobrze zorganizowane. Carowie rosyjscy zaczynali likwidację
            Kościoła katolickiego od zniszczenia Kościoła unickiego i czynili to stopniowo.
            W roku 1794 Katarzyna II zlikwidowała Kościół unicki na Ukrainie. W roku 1839
            car Mikołaj I dokonał urzędowej likwidacji Kościoła unickiego na Białorusi i
            Litwie. Była to wprowadzona w życie stara zasada „cuius regio eius religio” -
            czyja władza tego religia. Rosja słusznie obawiała się, że Kościół katolicki
            stoi na przeszkodzie rusyfikacji i zniewolenia człowieka, tak znamiennych dla
            jej rządów. W drugiej połowie XIX wieku na terenach zajętych przez Rosję Kościół
            unicki istniał już tylko w diecezji chełmskiej, w Królestwie Polskim.
            Administracja carska zaplanowała likwidację tego Kościoła i car Aleksander II
            program ów podpisał. W styczniu 1874 roku miały wejść w życie obrzędy
            prawosławne do liturgii w świątyniach unickich i przyjęcie ich przez wiernych
            rząd rosyjski uznawał za przystąpienie parafii do prawosławia. Wcześniej już
            rząd usunął biskupa i kapłanów, którzy nie zgadzali się na reformy prowadzące do
            zerwania jedności z Kościołem. Za swoją wierność zapłacili oni zsyłkami na
            Sybir, więzieniem lub usunięciem z parafii. Wierni świeccy, pozbawieni pasterzy,
            sami ofiarnie bronili swojego Kościoła, jego liturgii i jedności z Ojcem
            Świętym, często nawet za cenę życia.
            24 stycznia 1874 roku do Pratulina przybyło wojsko. Unici wiedzieli, że obrona
            świątyni może ich kosztować ofiarę z życia. Szli do Kościoła, aby bronić wiary i
            byli gotowi na wszystko. Żegnali się z bliskimi w rodzinach, ubierali się
            odświętnie, ponieważ, jak mówili, szło o najświętsze sprawy. Nie mogąc nakłonić
            unitów do rozejścia się ani groźbami, ani obietnicami łask carskich, dowódca dał
            rozkaz strzelania do zebranych. Widząc, że wojsko ma carski nakaz zabijania
            stawiających opór, unici poklękali na cmentarzu świątynnym i śpiewem
            przygotowywali się do złożenia życia w ofierze za wiarę. Umierali pełni pokoju,
            z modlitwą na ustach, nie złorzeczyli prześladowcom, gdyż jak mówili „słodko
            jest umierać za wiarę”.
            Przy świątyni w Pratulinie 24 stycznia 1874 roku poniosło śmierć za wiarę i
            jedność Kościoła 13 unitów: Wincenty Lewoniuk, lat 25, żonaty, z Woroblina. Był
            człowiekiem pobożnym i cieszył się uznaniem u ludzi. Jako pierwszy oddał życie w
            obronie świątyni. Daniel Karmasz, lat 48, żonaty, z Łęgów. Syn jego mówił, że
            ojciec był człowiekiem religijnym. Jako przewodniczący bractwa podczas obrony
            kościoła stanął na czele z krzyżem, który do dzisiaj jest przechowywany w
            Pratulinie. Łukasz Bojko, lat 22, kawaler, z Łęgów. Brat zaświadczył, że Łukasz
            był człowiekiem szlachetnym, religijnym i cieszył się dobrą opinią wśród ludzi.
            W czasie obrony świątyni bił w dzwony. Konstanty Bojko, lat 49, żonaty, z
            Zaczopek. Był ubogim rolnikiem i sprawiedliwym człowiekiem. Konstanty Łukaszuk,
            lat 45, żonaty, z Zaczopek. Był sprawiedliwym i uczciwym człowiekiem, szanowanym
            przez ludzi. W wyniku otrzymanych ran zmarł dnia następnego zostawiając żonę i
            siedmioro dzieci. Bartłomiej Osypiuk, lat 30, z Bohukał. Był żonaty z Natalią i
            miał dwoje dzieci. Cieszył się szacunkiem, ponieważ był uczciwy, roztropny i
            pobożny. Śmiertelnie ranionego przewieziono go do domu, gdzie zmarł modląc się
            za prześladowców. Anicet Hryciuk, lat 19, kawaler, z Zaczopek. Był młodzieńcem
            dobrym, pobożnym i kochającym Kościół. Idąc do Pratulina z żywnością dla
            obrońców powiedział do matki: „Może i ja będę godny, że mnie zabiją za wiarę”.
            Zginął przy świątyni 24 stycznia w godzinach popołudniowych. Filip Kiryluk, lat
            44, żonaty, z Zaczopek. Wnuk zaświadczył, że miał opinię troskliwego ojca,
            dobrego i pobożnego człowieka. Zachęcał innych do wytrwania przy świątyni i sam
            oddał życie za wiarę. Ignacy Frańczuk, lat 50, z Derła. Był żonaty z Heleną i
            miał siedmioro dzieci. Syn mówił, że ojciec starał się wychowywać dzieci w
            bojaźni Bożej. Wierność Bogu przedkładał nad wszystko. Idąc do Pratulina założył
            odświętne ubranie i ze wszystkimi się pożegnał, przeczuwając, że już nie wróci.
            Po śmierci Daniela podniósł krzyż i stanął na czele broniących świątyni. Jan
            Andrzejuk, lat 26, z Derła. Ożeniony z Mariną, wychowywał dwóch synów. Uważany
            był za człowieka bardzo dobrego i roztropnego. Pełnił funkcję kantora w parafii.
            Odchodząc do Pratulina żegnał się ze wszystkimi, jakby to miało być ostatnie
            pożegnanie. Ciężko ranny przy kościele został przewieziony do domu, gdzie
            niebawem zasnął w Panu. Maksym Gawryluk, lat 34, z Derła. Był żonaty z Dominiką.
            Cieszył się opinią dobrego i uczciwego człowieka. Ciężko ranny przy świątyni
            umarł w domu dnia następnego. Onufry Wasyluk, lat 21, z Zaczopek. Był
            praktykującym katolikiem, uczciwym i szanowanym w miejscowości człowiekiem.
            Michał Wawryszuk, lat 21, z Derła. Pracował w majątku Pawła Pikuły w Derle.
            Cieszył się dobrą opinią. Ciężko ranny przy kościele, zmarł następnego dnia w
            Derle.(...)

            Myslę że los Rusinów - prawosławnych i unitów z tamtych terenów jest bardzo
            ciekawy i wart zastanowienia, tak samo jak los księży grekokatolickich z Podola.
            Pozdrawiam
          • Gość: Mefo Re: Myców & Szczebrzeszyn IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.06.06, 15:53
            Panie Radku,

            Chodzi mi o speczność wiadomości o przejęciu obiektu szczbrzeskiej cerkwi przez
            Kościół prawosławny i informacji podanej przez Surowicznego, że cerkiew to jest
            wciąż do sprzedania. Przypuszczm, żę Surowiczny posługuje się przestarzałą
            informacją jeżeli jest mowa o tej samej cerkwi.

            W pewnych historycznych publikacjach podaje się, że ta (a może inna cerkiew
            została zburzona w roku 1938). Może ktoś wie ile było/jest cerkwi w
            Szczebrzeszynie?

            PS, Szczebrzeszyn jest innym ciekawym splotem w stosunkach międzykulturowych i
            międzyreligijnych. Wystarczy wspomnieć mającą pochodzić z tych stron rodzinę
            matki Jana Pawła II z pewnymi przesłankami na jej unickie pochodzenie. Nie mogę
            się też oprzeć kojarzeniu nazwy Szczebrzeszyn z nazwą Szczekariew, obecnie
            Krasnystaw, znaną z latopisów ruskich. Intryguje mnie nie tylko zbieżność
            pierwszej sylaby ale możę też jakiś związek z hiperpoprawnym "psy brzeszą"
            spotykanym na pograniczu polsko-ukraińskim. Gdyby pod "szcze" rozumieć "psa"
            mielibyśmy nazwę typu "Wilkowyji". A może to nie takie nierealne przypuszczenie
            bo przecież nazwa małego psa to "szczenię". W historycznej nazwie Krasnystawu
            widać wyraznie "szczekanie" ale brzmiące juz w bardziej polskiej wersji tego
            słowa. W sumie wychodzi jakoś odwrotnie: Szczebrzeszyn leżący bardzdziej na
            zachód ma brzmienie bardziej ruskie niż najdawniejsza nazwa Krasnegostawu.
            Przepraszam za tę przydługą dygresję ale mam nadzieję, ze nie spamuje tym wątku
            rzeszowsko-zaleskiego. Na pocieszenie podam, że przy braku objekcji ze strony
            prominentów tego wątku postaram się zasugerować nazwę Łańcuta z czasów ruskich
            (bez takich spekulacji). O ile wiem, ta nazwa jako centrum ruskiej jednostki
            administracyjnej (wołości) jest dziś nieznana nad czym ubolewał Franciszek
            Kotula w jednej z jego publikacji. Wołość "łancucka" o nieznanej nazwie lezałą
            po sąsiedzku z wołośćią "rzeszowsko-zaleską".
            • wolf_wwa Re: Myców & Szczebrzeszyn 27.06.06, 23:14
              Witam
              Bardzo dziekuje za uscislenie wypowiedzi. Cerkiew jest juz przekazana PAKP.
              Jutro napisze cos wiecej, dzis usiadlem tylko na chwilke do kompa.
              A psy faktycznie "brzesza", rowniez na Podlasiu:)
              Prosba o uscislenie nie miala w sobie nic z posadzenia o spam. Najzwyczajniej
              nie wiedzialem jak odpowiedziec, a obawialem sie, ze jest to kolejny atak,
              jakich ostatnio troche tu bylo.
              Z checia przeczytam, a mysle ze inni tez, wiecej na temat pochodzenia nazw.
              Lancuta i nie tylko, szczegolnie, ze zachacza to o Zalesie od ktorego sie to
              wszystko zaczelo. Mysle, ze wzbogaci to nasza rozmowe:)
              Piotrze, do tematu Meczennikow Unickich skrobne cos jutro.
              Pozdrawiam i czekam na kolejne ciekawe posty, zarowno "starych", jak i "nowych"
              Forumowiczow.
              R.
    • Gość: świadek historii Wołyń: Pamięć i zapomnienie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.06, 10:47
      www.ukraine-poland.com/publicystyka/publicystyka.php?id=2636
      Dlaczego władze ukraińskie nie zgadzają sie na ekshumację. Historia nie powinna nas dzielić ale powinniśmy poznać prawdę. Ojciec Święty Jan Paweł II mówił przeciez, że prawda nas wyzwoli.
      • darino Re: Wołyń: Pamięć i zapomnienie 28.06.06, 12:36
        Trudno mi tłumaczyć przyczyny odmowy ekshumacji (jeśli to prawda) - trzeba
        zwrócić się z pytaniem do władz ukraińskich.
        Co do poznania prawdy, to już w tej chwili mogę poinformować cię, że mieszkańcy
        wsi zostali zabici.
        • piotrzr Przyczynek do Wołynia 28.06.06, 14:56
          Witam.
          Wraca jak widzę ciągle ten temat ..i dobrze.
          Chciałbym Wam przytoczyć cikawy dokument dotyczący tamtego terenu - narzie bez
          komentarza.
          Oczywiście z ciekawością oczekując radkowych postów o śWIęTYCH podlasko-chełmskich.
          A teraz przytaczam oryginalny tekst dokumentu;

          AKT NADAWCZY
          Powiatowy Komitet Nadawczy w Łucku dnia 9 listopada 1926

          Akt nadawczy Nr 32
          Powiatowy Komitet Nadawczy w Łucku po myśli art.1 i 11 Ustawy z dnia 17 grudnia
          1920 roku O nadaniu ziemi żołnierzom W.P. (Dz.Ust.Rz.Pol. z 1921r, Nr 4 poz.18)
          par. 16 Rozporządzenia Prezesa Głównego Urzędu Ziemskiego oraz Ministrów
          :Rolnictwa i Dóbr Państwowych i Spraw Wojskowych wydanego w porozumieniu z
          Ministrami Skarbu i Spraw Wewnętrznych, z dnia 21 marca 1921 roku (Dz.Ust,
          Rzeczpospolitej Polskiej Nr31 poz. 192 z roku 1921) w przedmiocie wykonania
          pomienionej ustawy oraz na podstawie swego orzeczenia z dnia 6 miesiąca lutego
          1922 Nr 19 z protokołu oddania w posiadanie. Sporządzonego w dn. 20 miesiąca
          września 1922 Nr 194
          NADAJE BEZPŁATNIE na własność Janowi Sułkowskiemu z majątku Worotniów położonego
          w gminie Poddębice w powiecie Łuckiem w województwie wołyńskim stanowiącego
          własność Skarbu Państwa Rzeczpospolitej Polskiej i zapisanego w księdze
          Hipotecznej Sądu okręgowego w Łucku pod NR5523 działkę ziemi oznaczonej w planie
          wymienionego majątku Worotniów os. Armatniów stwierdzonym przez Powiatowy
          Komitet nadawczy w Łucku uchwałą z dn. 7 września 1925 r. nr 7 o ogólnym
          obszarze wedle tego planu 17,5204 ha słownie siedemnaście ha 5204 m2, w
          granicach na powyższym planie uwidocznionych.
          Nabywca obowiązany będzie do bezwzględnego przestrzegania przepisów art.6 i art.
          10 powołanej ustawy z dnia 17 grudnia 1920 r. a to pod rygorem skutków w tych
          artykułach wyszczególnionych. Niniejszy akt nadawczy stanowi dla Jana
          Sułkowskiego tytuł własności a Powiatowy Komitet Nadawczy w Łucku zezwala
          imieniem Skarbu Państwa Rzeczpospolitej Polskiej by na jednostronny wniosek Jana
          Sułkowskiego przepisano na jego rzecz tytuł własności działki wymienionej w
          Hipotece, przy równoczesnym wpisaniu do Działu II wykazu hipotecznego ograniczeń
          wypływających z art. 6 i 10 Ustawy z dnia 17 grudnia 1920r. (dz.Ust.Rz.Pol. Nr 4
          poz.18/21)
          Podpisano przewodniczący Komitetu Nadawczego

          Akt powyższy wciągnięto do księgi Hipotecznej NR 8825 Kancelarii Hipotecznej
          Sądu Okręgowego w Łucku I ZATWIERDZONO DECYZJĄ wydziału Hipotecznego z dn. 18
          lutego 1928r. PISARZ HIPOTECZNY
          • Gość: Mefo Re: Przyczynek do Wołynia IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.06.06, 19:02
            A tu można poczytać o innych nadaniach w czasach znacznie dawniejszych:

            www.literka.pl/modules.php?name=News&file=print&sid=11475
            • piotrzr Przyczynek do podboju Wołynia 28.06.06, 22:12
              Dziękuję bardzo za linowaną pracę - wzbogaci ona moje i tak już bardzo bogate
              wydruki tematyczne. szczegolnie wymowny jest ten fragment :

              Prawie wszyscy uczeni obcy uważają, iż Kazimierz nie miał praw do Rusi i
              zagarnął ją siłą i przemocą. Jednak biorąc pod uwagę jego ostrożność i
              przebiegłość w działaniach politycznych monarchy, prawdopodobnym jest, iż był on
              prawnym spadkobiercą Romanowiczów, jako następca księcia pochodzącego z rodu
              Piastów. Ten ostatni w zamian za obiecaną pomoc Polski w walce z bojarami i
              Tatarami, na swego następcę na Rusi wyznacza Kazimierza .
              Bunt bojarów, który tragicznie kończy panowanie Bolesława Jerzego miał podłoże
              religijne, co również wykorzystał polski król w swojej polityce, głosząc pogląd,
              że katolikom na Rusi grozi niebezpieczeństwo i należy wystąpić w ich obronie.
              Bulla papieska z 1341 r. wyraźnie zaznacza, iż obok Bolesława Jerzego zginęli i
              „inni wyznawcy Chrystusa” .
              Kazimierz w swoją politykę ruską wciągnął Węgrów. Jednak we wspomnianej bulii
              papieskiej z 1341 r. nie ma wzmianki o współudziale Węgier; Polska jako
              najbardziej na wschód wysunięta placówka chrześcijańska sama podejmuje akcję w
              obronie wiary – przynajmniej tak to przedstawia papieżowi Kazimierz .
              Kolejne wyprawy króla na tereny ruskie, uprowadzenie ze Lwowa do Polski
              katolickich mieszczan z całymi rodzinami oraz spalenie grodu lwowskiego,
              wymownie świadczyły o trudnościach w utrwalenia panowania polskiego na Rusi. Tym
              bardziej, że pretensje do spadku po Jerzym rościli również bojarowie .

              Pozdrawiam starych i nowych forumnowiczów
              • wolf_wwa Sw Bazyli Martysz 30.06.06, 14:47
                Witam
                Ciesze sie, ze udalo mi sie zajrzec tu jeszcze przed weekendem.
                Pozwole sobie kontynuowac temat Meczennikow Chelmskich i Podlaskich.
                Jedna z ofiar tamtych wydarzen byl emerytowany prawoslawny kapelan Wojska
                Polskiego.

                "W 1936 roku, po siedemnastu latach służby w Wojsku Polskim, ksiądz Martysz
                przeszedł na emeryturę. Postanowił wówczas wyjechać wraz z matuszką Olgą i
                dwiema córkami- Wierą i Heleną, do rodzinnego Teratyna, gdzie jeszcze mieszkały
                jego matka, Katarzyna, i teściowa, Helena. Tam wybudował nowy dom i mieszkał
                szczęśliwie aż do wybuchu wojny w 1939 roku.
                Mimo licznych zagrożeń związanych z przesuwającym się przez te tereny frontem
                wojennym ojciec Bazyli nie opuszczał Teratyna. Nie opuścił go również 4 maja
                1945 roku, kiedy to przyszła do jego domu pewna kobieta z ostrzeżeniem, że w
                nocy przyjdą bandyci, aby go zabić. W odpowiedzi ksiądz Martysz miał tylko
                powiedzieć: „Nikomu nie zrobiłem nic złego i przed nikim uciekać nie będę.
                Chrystus też nie uciekał. Stało się też tak, jak powiedziała tamta kobieta. Do
                mieszkania wtargnęła grupa uzbrojonych mężczyzn, którzy zaczęli bić księdza
                Martysza i przeszukiwać dom w poszukiwaniu złota."

                www.prawoslawie.pl/cerkiew/wsp.html
                Z tekstem od Mefo zapoznam sie w weekend, lecz juz dzis dziekuje za niego:)
                Pozdrawiam i zycze udanego weekendu
                R.
                • arges Na Iwana... 02.07.06, 21:13
                  ХРАМОВИЙ ПРАЗНИХ У ПЕРЕМИШЛІ - ЮВІЛЕЙНІ СВЯТКУВАННЯ

                  Ювілейні святкування 10 -ліття утворення Перемисько-Варшавської Митрополії та
                  15 - ліття відновлення Перемиської єпархії в день кафедрального свята Різдва
                  Святого Івана Хрестителя у Перемишлі.

                  У святкуваннях передбачується участь достойних гостей:

                  - Префекта Гонгрегації Східних Церков IGNACE MOUSSA Card. DAOUD

                  - Апостольського Нунція Архієпископа Юзефа Ковальчика

                  - Блаженнішого Любомира Кардинала Гузара - Главу УГКЦ

                  - Архієпископа Юзефа Міхаліка Митрополита Перемиського Римокатолицької Церкви,
                  голову Конференції Єпископату Польщі.

                  - Єпископів з України

                  Програма:

                  2006-07.06 (Четвер)

                  Ювілейний Концерт в Українському Народному Домі у виконані «Капели бандуристів
                  Золоті Струни» (Торонто, Канада)

                  2006-07-07(П’ятниця)

                  10.00 год. Божественна Архієрейська Літургія

                  З нагоди Ювілею в Соборі Святого Івана Хрестителя редакція БЛАГОВІСТ
                  приготувала фотографічну виставку Храми Перемисько-Варшавської Архієпархії.
                  • arges ...na Kupała 02.07.06, 21:21
                    Купальська ніч ось-ось!
                    Резервуйте собі час 8-го липня! Бо в другий вікенд чергового місяця Перемишль
                    святкуватиме над Сяном, біля готелю GROMADA Ніч Івана Купала. Організаторами
                    імпрези є ОУП в Перемишлі та Управа міста Перемишль. А ось і програма на суботу:

                    З 15.00 год.:
                    - ярмарок сільського рукоділля
                    - спортивні змагання з волейболу, пляжного футболу та бадмінтону;

                    15.00 - 21.00
                    - давні українські та польські народні страви - конкурс на найбільш цікаві
                    страви та дегустація

                    16.15
                    - офіційне відкриття свята "Ніч на Івана Купала" (ведучі: Губерт Левкович,
                    Славко Гойсак)

                    16.30 - 18.30
                    - концерт народних колективів (м.ін. "Аркан", Капела Бандуристів "Золоті
                    Струни" з Канади)

                    17.30 - 18.30
                    - плетіння вінків

                    17.30
                    - розпалення вогнища

                    18.00 - 20.30
                    - концерт естрадної музики (виступатимуть м.ін.: Сестри Ґорґішелі, Відимо,
                    Ославяни та Червона Калина з Києва)

                    20.45 - 21.30
                    - ОБРЯД КУПАЛЬСЬКОГО МІСТЕРІУМУ

                    21.30 - 22.30
                    - нічний концерт (на сцені рок-група "Фліт")

                    Імпреза сфінансована м.ін. Міністерством Внутрішніх Справ і Адміністрації.
                    Mедіальнй патронат: "Życie Podkarpackie", Radio Rzeszów, TVP 3 та "Наше
                    Слово".
                    • wolf_wwa Podlasie, Meczennicy uniccy i wspolczesnosc 05.07.06, 00:18
                      Witam
                      Pogoda nie sprzyja siadaniu przy komputerze. Dopiero pozna pora mozna na chwile
                      zerknac na forum:)
                      Poruszyles Piotrze niedawno sprawe Meczennikow z Pratulina i Drelowa. Z
                      pewnoscia jest to karta historii mowiaca o przywiazaniu podlaskich Rusinow do
                      swego dziedzictwa. Kosciol greckokatolicki odegral duza role w utrzymaniu
                      tozsamosci narodowej w Galicji. Na Podlasiu jednak losy potoczyly sie inaczej.
                      Nie tylko Cerkiew prawoslawna ponosi odpowiedzialnosc za utrate tozsamosci
                      narodowej na terenach Podlasia. Czesc grekokatolikow z Podlasia nie chcialo byc
                      prawoslawnymi. Chcieli zostac "soba", modlic sie w swoim Kosciele. Niestety
                      dzialania polskich ksiezy katolickich spowodowaly, ze ludnosc ruska stala sie
                      Polakami-katolikami. W przedostatnim numerze NBiN cytowany jest interesujacy
                      list mowiacy o dzisiejszej swiadomosci potomkow unickich mieszkancow Podlasia.
                      Glos czytelnika pokazuje jakie spustoszenie w umyslach ludzi
                      spowodowala "tolerancja" dla Rusinow panujaca na tych terenach.

                      "Zauważyłem, zarówno w Łosicach, jak i w Kornicy, iż niektórzy moi rozmówcy o
                      wyraźnej proweniencji ukraińskiej (zdradzają ich tu typowo ukraińskie nazwiska)
                      są święcie przekonani, że byli oni katolikami i Polakami... przynajmniej już
                      tysiąc lat przed narodzeniem Chrystusa. I to zjawisko należałoby naukowo
                      zinterpretować. Skąd się to bierze? Z polskiej i katolickiej w Polsce
                      przepięknej tolerancji olśniewającej cały świat i ludzkość? A starają się to w
                      nas wmówić. W danym wypadku wierzę R. Zubkowiczowi: “Może teraz nie będą gadać,
                      że Ruski, że może nawet Ukrainiec. Strach, wstyd? Za co? Za język i religię
                      własnych dziadków? To jakby wstyd za samych siebie, za swoje korzenie – choć
                      niepolskie, to jednak autentyczne.”
                      I tu tkwi ta przyczyna, iż wydawcy różnego rodzaju przewodników i encyklopedii
                      podlaskich (typu “Intelektualiści rodem z Podlasia”, zob. mój artykuł o Kornicy
                      i Janczuku2 ) na wystrzał armatni nie dopuszczają na swe łamy innych niż
                      świadomi katolicy i Polacy, do których zaliczają jedynie spolonizowanych
                      Rusinów rzędu Józefa Tokarzewicza lub unickiego popowicza Antoniego
                      Mazanowskiego. Z całego więc serca życzę, aby i te problemy były znacznie
                      szerzej naświetlane na łamach pisma.
                      A przy okazji ciekawostka. Kiedyś poznałem prof. Istvána D. Molnára z Węgier,
                      absolwenta polonistyki UMCS, który zapytał: “Czym można wyjaśnić, iż od dawna
                      interesując się dziejami unii cerkiewnej wiedziałem, że to były tereny m.in.
                      Podlasia i Chełmszczyzny, a stamtąd studiowało wielu studentów w Lublinie,
                      stamtąd też wybierałem moich rozmówców, zwłaszcza o charakterystycznych
                      nazwiskach rusińskich i wszyscy oni wyrzekali się swoich przodków unitów."

                      nadbuhom.free.ngo.pl/Nr1_2006/22-lysty.html
                      Aby nie byc posadzony o brak obiektywizmu musze przyznac, ze "wina" lezy tez po
                      stronie podlaskich Rusinow, braku determinacji do obrony swej tozsamosci,
                      jednak rola zywiolu polskiego nie daje sie w tym przypadku pominac.
                      Pozdrawiam
                      R.
                      • diakon.piotr.ukgk Re: Podlasie, Meczennicy uniccy i wspolczesnosc 06.07.06, 16:11
                        wolf_wwa napisał:

                        > Poruszyles Piotrze niedawno sprawe Meczennikow z Pratulina i Drelowa. Z
                        > pewnoscia jest to karta historii mowiaca o przywiazaniu podlaskich Rusinow do
                        > swego dziedzictwa. Kosciol greckokatolicki odegral duza role w utrzymaniu
                        > tozsamosci narodowej w Galicji. Na Podlasiu jednak losy potoczyly sie
                        > inaczej.

                        Pytanie tylko - dlaczego inaczej i od kiedy inaczej? Z racji zawodowych trochę
                        wiem o tych sprawach i mogę stwierdzić z przekonaniem, że w stronę polskości
                        i łacińskości pchała podlaskich i chełmskich Rusinów polityka władz carskich,
                        w zamierzeniu rusyfikacyjna i ukierunkowana na krzewienie rosyjskiego
                        prawosławia.

                        > Nie tylko Cerkiew prawoslawna ponosi odpowiedzialnosc za utrate tozsamosci
                        > narodowej na terenach Podlasia. Czesc grekokatolikow z Podlasia nie chcialo
                        byc
                        >
                        > prawoslawnymi. Chcieli zostac "soba", modlic sie w swoim Kosciele. Niestety
                        > dzialania polskich ksiezy katolickich spowodowaly, ze ludnosc ruska stala sie
                        > Polakami-katolikami.

                        "Działania polskich księży" - ślicznie. Pytanie jednakże jest następujące - skąd
                        się wziął taki wpływ polskich duchownych na ludność ruską, na "opornych" unitów?

                        Łatwo ich krytykować - ale do kogo mieli iść biedni "oporni", chcąc zachować
                        wierność katolicyzmowi? W tym kontekście trzeba by jasno postawić kwestię
                        odpowiedzialności grekokatolików z Galicji za tragedię braci chełmskich
                        i podlaskich. Z Galicji przyszło do diecezji chełmskiej 50 księży i 60
                        kleryków (już w Chełmie wyświęconych). Stanęli oni w awangardzie prześladowań
                        "opornych". Byli pierwsi - bo przecież kler prawosławny nie uczestniczył w
                        krwawych wydarzeniach 1874 r. - i w sumie najgorliwsi. I to był jedyny "wkład"
                        gr.kat. Galicji w te wydarzenia. "Opornym" unitom służyli miejcowi łacińscy
                        księża, narażając się na kary. Przyjeżdżali po kryjomu misjonarze, głównie
                        jezuici - też się narażając. A grekokatolicy z Galicji?
                        A jak potraktowano chełmskich uchodźców-kapłanów?

                        Rozumiem, że Pan Radosław vulgo Wolf jako człek delikatny ma opory, by o tym
                        pisać - może zresztą nie jest świadom tego. Ale ja, zdaje się, mam dostateczny
                        tytuł ku temu, by sprawę tę na światło dzienne wydźwignąć.

                        > W przedostatnim numerze NBiN cytowany jest interesujacy
                        > list mowiacy o dzisiejszej swiadomosci potomkow unickich mieszkancow
                        Podlasia.
                        > Glos czytelnika pokazuje jakie spustoszenie w umyslach ludzi
                        > spowodowala "tolerancja" dla Rusinow panujaca na tych terenach.

                        nadbuhom.free.ngo.pl/Nr1_2006/22-lysty.html
                        Dziękuję za ów link. List ów nie wyszedł spod pióra jakiegoś tam
                        szarego "czytelnika", tylko p.prof. Bazylego Białokozowicza, który dla badania
                        historii południowego Podlasia zasłużył się kapitalnie, wydobywając na światło
                        dzienne postać Mikołaja Janczuka - syna "opornego" unickiego starosty
                        cerkiewnego z Kornicy (fakt poddania Andrzeja Janczuka represjom przetrwał w
                        świadomości miesszkańców Kornicy, znalazłem potwierdzenie w aktach
                        przygotowawczych procesu Męczenników Podlaskich w Kurii Siedleckiej), który
                        jednakże wyrósł na świadomego Ukraińca.

                        Janczuk w swej autobiografii napisał wyraźnie, że proces polonizacyjny w
                        wymiarze masowym zapoczątkował 1875 r. - zniesienie Unii.

                        Ja z listu prof. Białokozowicza zacytowałbym bardziej optymistyczny fragment:

                        "Chcę jednak wyraźnie tu zaznaczyć, iż wśród księży katolickich podlaskiego
                        pochodzenia pod wpływem poszukiwania własnych korzeni oświetlanych ideą
                        ekumeniczną oraz encyklikami papieża Jana Pawła II do grekokatolików, tzn.
                        unitów, nazywanych ostatnio ukraińską lub wschodnią wspólnotą katolicką, czyli
                        katolikami obrządku wschodniego, wzrasta w Polsce zainteresowanie dziejami
                        chrześcijaństwa na Podlasiu i Chełmszczyźnie, w tym też obrządkiem
                        bizantyńskim. Przekonałem się o tym podczas dyskusji i rozmów na konferencji w
                        Łosicach z wielebnymi księżmi Piotrem Sawczukiem (urodzonym w Kornicy) i
                        Aleksandrem Kucharczukiem (pochodzącym z sąsiedniej wsi) oraz ks. Wojciechem
                        Hackiewiczem z Łosic. Utwierdziły mnie w tym przekonaniu także moja
                        korespondencja i rozmowy telefoniczne z proboszczem kornickiej parafii ks.
                        Józefem Mironiukiem. Wśród rzetelnej społeczności Podlasia wyraźnie wzrasta
                        zainteresowanie dziejami parafii prawosławnych i unickich w swojej małej
                        Ojczyźnie, co też w pełni potwierdza tom “Mozaika Ziemi Łosickiej. Religia –
                        kultura – polityka” (Warszawa 2005). Zachęcam więc do jego wnikliwej lektury.
                        Dzięki temu zaistniała bowiem nadzieja na upowszechnienie obiektywnej,
                        sprawdzonej naukowo wiedzy wśród mieszkańców tego regionu. I w tym właśnie
                        zakresie nader pozytywną rolę może i powinno odegrać czasopismo “Nad Buhom i
                        Narwoju”.


                        • diakon.piotr.ukgk mój artykuł o "sprawach chełmskich" 06.07.06, 16:15

                          Poniżej można znaleźć mój artykuł z lutowego "Błahowista", gdzie wypowiadam się
                          m.in. o relacjach greckokatolickiej diecezji chełmskiej z Galicją:

                          forum.ugcc.org.ua/viewtopic.php?t=392
      • diakon.piotr.ukgk Ekshumacja w Ostrówkach 06.07.06, 15:46
        Gość portalu: świadek historii napisał(a):

        > www.ukraine-poland.com/publicystyka/publicystyka.php?id=2636
        > Dlaczego władze ukraińskie nie zgadzają sie na ekshumację.

        Odpowiedź sugeruje sam zalinkowany powyżej tekst, cytuję:

        "Bo ekshumacja jest twardym dowodem, że mordów dokonano. A historycy i władze
        ukraińskie nie chcą takich dowodów."

        Sęk w tym, że ja pamiętam z lubelskiej telewizji obszerną relację z ekshumacji
        w Ostrówkach i pana doktora Popka pokazującego do kamery czaszki ze śladami
        urazów (próbował ustalać przyczyny zgonu - to dziura od kuli, a to od jakiegoś
        narzędzia etc.). Było to w latach 90-ych, raczej w pierwszej połowie. Więc o co
        chodzi z tą (powtórną?) ekshumacją? Może tamta była niepełna?

        > Historia nie powinna
        > nas dzielić ale powinniśmy poznać prawdę. Ojciec Święty Jan Paweł II mówił
        > przeciez, że prawda nas wyzwoli.

        To już w Piśmie Świętym zapisano...
        • diakon.piotr.ukgk Zaprzeczanie swemu pochodzeniu 06.07.06, 17:17
          "A przy okazji ciekawostka. Kiedyś poznałem prof. Istvána D. Molnára z Węgier,
          absolwenta polonistyki UMCS, który zapytał: “Czym można wyjaśnić, iż od dawna
          interesując się dziejami unii cerkiewnej wiedziałem, że to były tereny m.in.
          Podlasia i Chełmszczyzny, a stamtąd studiowało wielu studentów w Lublinie,
          stamtąd też wybierałem moich rozmówców, zwłaszcza o charakterystycznych
          nazwiskach rusińskich i wszyscy oni wyrzekali się swoich przodków unitów. Skąd
          się to bierze?” Odpowiedziałem wówczas: “Przyznać się do swoich przodków
          unitów, tzn. potwierdzić swoje niepolskie pochodzenie, a oni są tchórzliwi i
          straszliwie boją się tego”. I tu jest pole dla działalności naukowej
          obiektywnych i rzeczowych dziejopisów, kierujących się zasadami prawdy
          naukowej."

          Co do zaprzeczania "ruskości": źródła tego tkwią w latach 1875-1905, a
          późniejsze dzieje tylko to pogłębiły. Skoro z Rosjanami i Ukraińcami Polacy
          mieli konflikty - optujący za polskością Podlasianie byli tym bardziej
          motywowani do podkreślania swej "rdzennej polskości", im bardziej była ona, hm,
          świeża.
          A co do spraw wyznaniowych: pisałem o tym w wątku "Polacy-grekokatolicy" na
          forum historycy.org:

          www.historycy.org/index.php?showtopic=6310&view=findpost&p=138258
          • Gość: Mefo Re: Zaprzeczanie swemu pochodzeniu / Męczennicy IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.07.06, 18:45
            Unici na Podlasiu i Chełmszyznie CHCIELI BYĆ SOBĄ ale zostali wymanipulowani
            przez czynnki zewnętrzne. Unici konwertowani w 1905 roku utracili wszystko co
            określało ich własny byt kulturowy włączając język i swiadomosć narodową ale
            pozastali w miejscu swgo zasiedlenia. Unici którzy pozostali prawosławnymi
            zostali wyrugowani ze swojej ziemi poza nielicznymi wyjątkami. W konsekwencji
            została wyeliminowana cała grupa etniczna/narodowa dominująca liczbowo w
            większej części tego regionu. To było zakończenie procesu zapoczątkowanego w
            roku 1340. Wystarczyło 600 lat (1340 - 1940) a właściwie ostanie kilkadzieśiąt
            (1875-1947). Kto wygrał a kto stracił? Ja myśle, że stracili byli unici czy
            jedni czy drudzy a w kategoriach ogólnych cała ludzkość. Myśle, że bogactwo
            jest w zachowaniu różnorodnośći. Jezeli sie ktoś z tym twierzeniem nie zgadza
            to powinien sobie wyobrazić, że jego potomkowie będą ateistami mówiącymi po
            angielsku (a może w końcu nawet po chińsku) i mieszkającymi w słonecznej
            Kaliforni (to niezrozumiałe, że można chcieć mieszkać gdzie indziej). Jeżeli
            sie ktoś ze mna nie zgadza niech nie marnuje czasu i zacznie się uczyć po
            angielsku/chińsku. Ale ten proces może potrwać trochę dłużej bo nie widzę
            czynników zewnętrznych, ktore by go przyśpieszały. Przepraszam jest jeden -
            globalizacja.

            Intryguje mnie, że unici konwertyści z 1905 roku zupełnie dziś nie istnieją
            jako grupa. Biorąc pod uwagę przyrost naturalny powinno ich dziś być około 300
            tysięcy.

            To dziwne, że nic ich nie łączy. Ich prawosłwani kuzyni z tych terenów mają
            swoje organizacje regionalne mimo rozproszenia. Może to oznaką, że oporni unici
            byli sterowani z zewnątrz. Jak to jest, że walczący kiedyś z takim poświęceniem
            nie mają dziś nikogo kto by mówił w ich imieniu z poszanowaniem ich godnosci?
            Pod godnością mam takze na myśli szacunek do ich korzeni bez uznawania ich jako
            ludzi drugiej kategorii o wstydliwym pochodzeniu. Czytałem kiedyś opublikowane
            wspomnienia opornej unitki zesłanki. Konczły się one opisem łańcucha nieudanych
            starań w latach 1920-30 o zwrot mienia skonfiskowanego przez carat za
            przywiązanie do unii. To prozaiczne, ale nie było potrzeby już nikomu pomagać.

            Kilka lat temu miałem przyjemność bycia w Pratulinie. Chciałem zobaczyć ślady
            unitów. W miejscowym kościele zobaczyłem zakratowane miejsce przchowywania
            relikwii Męczennikow i prawie nic więcej. Nad miejscem cerkwi gdzie Męczennicy
            zginęli przenieśiono z Siedlec monstrualny ołtarz zbudowany kiedyś dla wizyty
            papieskiej. Przenosiny nie były całkowicie zakończone i pod belkami podłogi
            było jeszcze widać tabliczkę z napisem, że tu stała kiedyś cerkiew miejśce
            męczeństwa cytując w przybliżeniu. Poczułem się smutno - już wkrótce ta
            pamiątka zostanie zatarta a wkoło tyle wolnego miejca. Można było ołtarz
            postawić tak aby nie zakrywać miejsca isnienia cerkwi a może nawet
            wyeksponować.

            Zapytałem miejsowego proboszcza jak dojechać to unickiego cmentarza gdzie
            kiedyś Męczennicy byli pochowani. Zostałem poinformowany aby się nie trudzić bo
            droga jest celowo utrzymywana nieprzejezdną jako zabezpieczenie przed
            wandalami. Poczułem się jeszcze smutniej wracając do samochodu na wielkim nowym
            aslfaltowym parkingu obok plebanii. Pomyslałem że to dobrze. Będzie przyjeżdzać
            wiele wycieczek i taki parking jest potrzebny. Ludzie zobaczą wielki ołtarz,
            usłyszą o meczeństwie i relikwiach. Szkoda, że nie ma resauracji "Pod Złotym
            Słońcem". Chętnie zjadłbym knedli i popił piwem jak Sachem na zgliszczach
            Chiavatty.

            W końcu ubiegłego (XX) wieku jeszcze nie znając dobrze Podlasia wybrałem się na
            odpust prawosławny w Krzywowierzbie (okazało się pózniej, że to była Hola a
            Krzywowierzba to przystanek końcowy linii autobusowej). Kiedy kupowałem bilet
            we Włodawie kasjer zapytał mnie a do której Krzywowierzby? Okazałe się, ze są
            dwie jedna w powiecie Włodawa a druga w powiecie Parczew znacznie od siebie
            oddalone. Zdecydowałem w ciemno na tę pierwszą. Po drodze do autobusu wsiadły
            dwie odświętnie ubrane kobiety w średnim wieku i wybrały miejsce tuż przed moim
            siedzeniem. Ze zdziwieniem usłyszałem, żę rozmawiają swobodnie po ukraińsku
            wcale tego nie ukrywając. Uznałem, że musza jechać na ten sam odpust i moje
            wątpliwości czy wybrałem własciwą Krzywowierzbę sie rozwiały. Moje zdziwienie
            stało się jeszcze większe gdy kobiety te wysiadły po kilku kilometrach w
            miejscowosci Wyryki-Połod i pomaszerowały w kierunku pobliskiego kościoła.
            Najpewniej były to dawne unitki, które zachowały język mimo zmany obrządku i
            procesów asymilacyjnych. W innej miejscowości słyszałem autentyczne "cicho
            ciotko bo ksiądz idzie" wypowiedziane w czasie obchodu grobów w swięto Zmarłych
            do osoby pochodzenia unickiego ktora urodziła się już katoliczką alę nigdy nie
            uznała za potrzebne przestać rozmawiać w języku wynieśionym z domu rodzinnego.
            Przepraszam za te dygresje ale myśle, że są to dobre przyczynki do
            tematu "bycie sobą".
            • piotrzr wpadek na chwilę 06.07.06, 20:42
              Jak to pieknie,że dyskusja się rożwija :)
              Cóż obowiązki zawodowe i sezon letni /w tym oczywiście Mundial/ spowodował że
              spauzowałem w dyskusji. Cieszą mnie bardzo interesujące posty Mefo - po
              dokładnym przestudiowaniu postów i "złapaniu oddechu" wrócę do dyskusji.
              Pozdrawiam serdecznie Dyskutantów
              • wolf_wwa Tozsamosc, unici, Podlasie 07.07.06, 00:32
                Ksieze Piotrze
                Cytujac fragment listu do redakcji NBiN napisalem, ze w tekscie sa fragmenty o
                bardziej pozytywnej wymowie. Wybrany cytat mial na celu wywolanie dyskusji, nic
                wiecej. Zdaje sobie sprawe z roli rosyjskiej Cerkwi w procesie odchodzenia
                podlaskich Rusinow od swoich korzeni i rola ta nie da sie wymazac. Chcialem
                tylko zwrocic uwage, ze przejscie do Kosciola lacinskiego przyspieszylo
                asymilacje:( Nie jestem ekspertem w tych sprawach. Dziedzina moich
                zainteresowan zawodowych jest bardzo daleka od historii, religii i losow ludzi
                zamieszkujacych Podlasie. Moja (skromna) wiedza pochodzi z przekazow ludzi z
                tych terenow (i to niezbyt duzej ich liczby) i tego co moge przeczytac, rowniez
                na tym forum. Wiem, ze po likwidacji Unii mozna bylo spotkac wiele przyjaznych
                gestow ze strony duchowienstwa lacinskiego. O jednym z nich pisalismy zreszta
                tutaj wczesniej. Mam na mysli sytuacje gdy ksiadz udostepnial kosciol dla
                sluzenia Liturgii w obrzadku wschodnm co niestety zaowocowalo zburzeniem
                swiatyni przez kozakow. Byly jednak wydarzenia pokazujace, ze wsrod hierarchow
                Kosciola katolickiego byl nacisk w kierunku zlatynizowania Rusinow. Czemu po
                zaborach cerkiew w Grodku nie zostala przywrocona grekokatolikom tylko stala
                sie kosciolem katolickim w rycie rzymskim? Jakie motywy kierowaly osobami
                wydajacymi taka decyzje?
                Jeszcze nie czytalem ksiedza artykulu linkowanego tutaj, po przeczytaniu pewnie
                bede dysponowal wieksza wiedza, wiec i rozmowa nabierze koloru:)
                Mefo, jesli chodzi o zachowanie jezyka wsrod katolikow na poludnie od Bugu to
                zauwazylem (w ubieglym roku sporo wedrowalem w tamtych okolicach), ze sporo
                ludzi starszych swobodnie sie nim posluguje, szczegolnie kiedy zobacza ze sa
                rozumiani. Niestety z tozsamoscia jest gorzej.
                Piotrze z niecierpliwoscia czekam na powrot do dyskusji.
                Serdecznie pozdrawiam
                R.
                • piotrzr podwójny jubileusz 07.07.06, 16:41
                  Jak podała dzisiejsza GW w rzeszowie - Kościół Greckokatolicki w Polsce świetuje
                  w tym roku dwa jubileusze - 15. rocznicę reaktywowania unickiej diecezji
                  przemyskiej i dzisięciolecie istnienia metropolii przemysko-warszawskiej.
                  Z tej okazji serdeczne pozdrowienia dla Księdza Piotra i Jego Szefa :) a także
                  dla niestrudzonych grekokatolików przemyskich :)
                  • piotrzr Terka - raz jeszcze 07.07.06, 16:45
                    gcnowiny.pl/
                    Dzisiejszy Dziennik Nowiny wrócił do sprawy Terki - pisałem o niej w kilkanaście
                    postów temu:

                    Tego dnia do śmierci nie zapomnę, osmalone trupy sąsiadów śnią mi się po nocach
                    - opowiada Jarosław Wajda. 9 lipca 1946 r. w bieszczadzkiej Terce był świadkiem
                    mordowania Ukraińców przez Wojska Ochrony Pogranicza. W niedzielę mija 60 lat od
                    tamtych wydarzeń.

                    Jarosław Wajda patrzył na masakrę ukraińskiej ludności oczami 10-latka. W
                    drewnianej chałupie spłonęli jego matka, brat i siostra. Oprócz nich WOP
                    wymordował jeszcze 19 osób - mężczyzn, kobiety i dzieci. Według części polskich
                    źródeł - za współpracę z UPA. Według źródeł ukraińskich - za to, że byli
                    Ukraińcami i nie chcieli się wynieść na Wschód.
                    Oko za oko
                    6 lipca 1946 r. UPA uprowadziła do lasu trzech Polaków z Terki. Na wieść o tym
                    kpt. Zuber, dowódca stacjonującego w pobliskiej Wołkowyi 8 Oddziału 36 Komendy
                    Wojsk Ochrony Pogranicza, wziął 30. ukraińskich zakładników. Ogłosił, że jeśli w
                    ciągu doby banderowcy uwolnią Polaków, pozwoli zakładnikom wrócić do domów.

                    - Stało się inaczej - pisze Franciszek Gankiewicz we wspomnieniach "Przeżyłem
                    kawał historii”. - Zamiast oddać żywych, tylko dwóch z nich przyprowadzono nocą
                    do Terki i powieszono na jabłoni. Byli to Jan Gankiewicz i Michał Łoszyn. Przed
                    powieszeniem rozbito im głowy kolbami.

                    Co stało się z synem Łoszyna Jerzym, nie wiadomo. Również o losie wziętych przez
                    WOP Ukraińców Gankiewicz milczy. Czy autor celowo pominął tę kwestię, czy też
                    zrobiła to peerelowska cenzura wycinając niewygodne fragmenty tekstu?

                    Z ustaleń Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie
                    wynika, że 7 i 8 lipca 1946 r. wojsko w odwecie rozstrzelało lub spaliło żywcem
                    co najmniej 12 Ukraińców (obywateli polskich narodowości ukraińskiej - przyp.
                    KP). Dzień później życie straciły kolejne 23 osoby.
                    Pożegnanie z rodziną
                    W 2003 r. Jarosław Wajda udzielił wywiadu, w którym przypomina tragiczne
                    wydarzenia. Do jego domu w Toronto w Kanadzie pojechał historyk Piotr Tyma,
                    ówczesny sekretarz Związku Ukraińców w Polsce, dziś jego prezes.

                    Wajda wspomina: - 7 lipca we wsi była obława. Żołnierze pognali schwytanych do
                    odległej o 5 km Wołkowyi. Wśród nich znalazłem się i ja, a także moje siostry,
                    bracia oraz mama. Dwa dni kilkadziesiąt osób koczowało na placu w pobliżu
                    kościoła pod strażą wojska.

                    O aresztowaniu Wajdów dowiedział się Franciszek Bogacki, Polak z Terki i wujek
                    Jarosława. - Wybłagał u żołnierzy, by wypuścili mnie i rodzinę. Jemu zawdzięczam
                    życie. Pewnie wszyscy byśmy się uratowali, ale mama z moją młodszą siostrą i
                    bratem już z drogi wróciła do Wołkowyi prosić wojskowych, by oddali naszą krowę.
                    Już ich nigdy nie zobaczyłem.
                    10-letni Jarosław przedarł się z najstarszym bratem do Terki. Stamtąd pod opieką
                    ojca uciekli do lasu. 9 lipca młody Wajda widział z zarośli jak płonie chałupa w
                    górnym końcu wsi. Wtedy jeszcze nie rozumiał, co się stało...
                    Ginęli od ognia i kul
                    Naoczny świadek mordu, nieżyjący już Jarosław Kopczak z Zawoza, wspomina w
                    liście do przyjaciela: - Żołnierze zagnali cywilów do chałupy (według Grzegorza
                    Motyki, autora książki "Tak było w Bieszczadach”, dom należał do Michała
                    Drozda), zaryglowali drzwi i wrzucili granaty. Po chwili wszystko zaczęło
                    płonąć... Wciąż słyszę rozdzierający krzyk kobiet i dzieci.

                    Kopczak był jednym z tych, którzy na polecenie WOP wrzucili potem osiem ciał do
                    piwnicy na kartofle i przysypali popiołem. - Więcej się tam nie zmieściło,
                    dlatego pozostałych zabitych załadowaliśmy z Włodzimierzem Jurochem na furmanki
                    i zawieźliśmy na cmentarz pod cerkwią.

                    Z masakry zdołał się uratować kilkunastoletni Wasyl Soniak. - Wsunął się we
                    wnękę pod piecem, a gdy żołnierze nieco się oddalili, wyskoczył przez okno z
                    płonącej chałupy i zdołał uciec do lasu - tak owe zdarzenie zapamiętała
                    mieszkanka Terki.

                    Jarosław Wajda przedstawia podobną wersję. Twierdzi, że o ocaleniu Soniaka
                    głośno było też w innych wsiach, m.in. w Hulskiem i Tworylnem. Wysiedlona rok
                    później pod Stargard Szczeciński matka chłopca szukała go nawet przez Czerwony
                    Krzyż, ale bez skutku. Istnieją podejrzenia, że przyłączył się do UPA i zginął w
                    czasie próby przedostania się z oddziałem do Zachodniej Europy. Inne doniesienia
                    mówią o tym, że przedarł się do Francji, ale nigdy nie skontaktował się z
                    rodziną. Dlaczego, pozostaje tajemnicą.
                    Boże, co oni zrobili!
                    Po egzekucji zakładników wopiści odjechali do Wołkowyi zabierając ze sobą
                    Polaków. Na odchodnym zastrzelili jeszcze dwie osoby, m.in. Michała Ostasza. -
                    Stał w oknie swojej chaty i ukradkiem spoglądał, co się dzieje - wspomina
                    Jarosław Kopczak. - Któryś z wojskowych puścił serię z karabinu.

                    Następnego dnia młody Wajda przekradł się do spalonego domu. - Była ze mną
                    ciotka, chodziliśmy po zgliszczach, a ona wznosiła ręce do nieba i wołała: Boże,
                    Boże, co oni zrobili! Ciotka zaglądała też do innych domów, ja nie miałem
                    odwagi. W jednym znalazła zastrzelonego Michała Lipkiewicza, mój dziadek Dymitr
                    leżał zabity za kuźnią.

                    Wiele lat po tragedii w Terce Jarosław Wajda dowiedział się, że z płonącej
                    chałupy Michała Drozda zdołał uciec jeszcze jeden człowiek. - Nazywał się
                    Niebora, miał zaledwie kilkanaście lat. Żołnierze zaczęli do niego strzelać,
                    ranili go w twarz. Kula roztrzaskała mu usta, stracił przytomność. Wopiści
                    uznali go za martwego, bo się nie ruszał. Wyjechał potem na Pomorze i tam zmarł
                    w wieku 45 lat.

                    W pacyfikacji Terki nie brali udziału miejscowi Polacy. Niektórzy próbowali
                    ochronić Ukraińców przed niechybną śmiercią, ale wojsko było nieubłagane.

                    - WOP zemścił się na cywilach za zbrodnie UPA - twierdzi jedna z dawnych
                    mieszkanek wsi. - Banderowcy często napadali na polskie rodziny, grabili i
                    zabijali. Z ich rąk też ginęły kobiety i dzieci. Tu aż do akcji "Wisła” nikt nie
                    mógł czuć się bezpieczny.

                    15 lipca, niespełna tydzień po akcji WOP, UPA wzięła odwet. Sotnie z kurenia
                    Rena i sotnia Łastwiki z kurenia Bajdy zaatakowały garnizon WOP w Wołkowyi.
                    Zginęło dwóch żołnierzy, czterech odniosło rany. Upowcy nie darowali też cywilom
                    mordując 13 mężczyzn. Jeszcze w tym samym roku Ludowe Wojsko Polskie wysiedliło
                    część Ukraińców w głąb ZSRR, resztę wywieziono w 1947 r. na północny-zachód Polski.
                    W poszukiwaniu winnych i ofiar
                    W 1998 r. rodziny ofiar wystąpiły do polskich władz z wnioskiem o wszczęcie
                    śledztwa mającego ustalić i osądzić winnych masakry ukraińskich cywilów. Wniosek
                    poparł Związek Ukraińców w Polsce.

                    Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu przy IPN w
                    Rzeszowie przesłuchała świadków. Prokuratorzy natrafili na ślad tylko kilku
                    podejrzanych - wopistów i milicjantów. 25 października 2005 r. śledztwo
                    umorzono, mimo że tragedia w Terce od początku traktowana była jako zbrodnia
                    przeciwko ludzkości.

                    - Jeden ze sprawców zmarł, dwóm innych podejrzanym nie zdołaliśmy udowodnić winy
                    - informuje Celina Przybyło, prokurator rzeszowskiej Komisji. - Na postanowienie
                    o umorzeniu śledztwa wpłynęło jak dotąd jedno zażalenie. Przekazane zostało wraz
                    z aktami sprawy do Sądu Okręgowego w Krośnie.

                    ***

                    Na cmentarzu w Terce jest zbiorowy grób Ukraińców zabitych 9 lipca 1946 r. Leżą
                    w nim jednak szczątki tylko części ofiar. Jarosław Kopczak twierdzi, że ośmiu
                    ciał wrzuconych do piwnicy na kartofle nigdy nie odkopano.

                    - Ciągle nie daje mi to spokoju - mówi Jarosław Wajda. - Domagam się od polskich
                    władz, by ich kości przeniesiono do cmentarnej mogiły.

                    O ekshumację zwracał się w 2003 r. do wojewody podkarpackiego Piotr Tyma z ZuWP.
                    - Urzędnicy odpisali, że nie ma dowodów, jakoby ofiary nie zostały pochowane na
                    cmentarzu. Skoro tak, to chcemy przynajmniej zbudować nowy pomnik upamiętniający
                    wszystkie ofiary tragedii. Napisy powinny być po polsku i ukraińsku. Obecny
                    nagrobek (wybudowany w 1984 r. z datków rodzin pomordowanych -przyp. KP) to zbyt
                    mało, a wyryta na nim treść
                    • piotrzr Terka - raz jeszcze 2 07.07.06, 16:50
                      Uzupełniam za Nowinami :

                      Na nagrobku postawionym przez rodziny ofiar na cmentarzu w Terce, widnieją
                      nazwiska pomordowanych w lipcu 1946 r. Diak Maciej (lat 60), Diak Rozalia (40),
                      Diak Pelagia (40), Diak Maria (35), Diak Rozalia (7), Diak Anna (90), Ostasz
                      Michał (66), Ostasz Katarzyna (65), Wajda Dymitr (85), Wajda Antonina (32),
                      Wajda Włodzimierz (3), Wajda Maria (5), Romancio Michał (83), Romancio Pelagia
                      (50), Romancio Maria (14), Lipkiewicz Michał (70), N. Jan (niemowa, lat 25),
                      Homyj Michał (57), Skompcej Anna (51), Liberna Katarzyna (28), Poliwka Olga
                      (60), Kornes Maria (55), Kornes Katarzyna (19), Cokan Katarzyna (60), Semczak
                      Maria (75), Uselko Maria (62), Drozd Michał (44), Lantyszyn Edward (75),
                      Hnatyszyn Anna (50), Hnatyszyn Ewa (4), Stańczyk Grzegorz (43).
                      Koniec cytatu.
                      Przepraszam że nie ustosunkowuję sie do waszej dyskusji o Chełmszyźnie- ale
                      dialog Ks.Piotr - Mofa - Radek wygląda bardzo ciekawie !!!
                      Miłego weekendu.
                      Pozdrawiam
      • edico Re: Wołyń: Pamięć i zapomnienie 17.08.08, 18:57
        Lepiej zapamiętać:
        pl.youtube.com/watch?v=RoidjHh1W2w&feature=related
    • darino 10rocznica utworzenia greckokatolickiej metropolii 07.07.06, 20:54
      tvp.pl/400,20060707366543.strona
      • arges Re: 10rocznica utworzenia greckokatolickiej metro 09.07.06, 19:42
        Zdjęcia z uroczystości...

        www.kostomloty-parafia-unicka.siedlce.opoka.org.pl/kronika2006_2.htm
        www.archidiecezja-gr.opoka.org.pl
        • wolf_wwa Re: 10rocznica utworzenia greckokatolickiej metro 11.07.06, 23:27
          Z okazji jubileuszu serdeczne zyczenia dla Ksiedza Piotra i zwierzchnictwa.
          Wybaczcie chwilowy powrot do wczesniejszych tematow. Niedawno na lamach PP
          ukazal sie artykul dotyczacy wizyty Benedykta XVI. Pomyslalem, ze warto
          zalinkowac to w naszym watku.

          "Ewangelicko -augsburski Kościół Świętej Trójcy nie był w stanie pomieścić
          wszystkich wiernych, którzy przyszli na spotkanie ekumeniczne z papieżem
          Benedyktem XVI. Dostojny gość przybył tutaj już podczas pierwszego dnia
          wizyty, 25 maja, bezpośrednio po spotkaniu z prezydentem.
          Oznacza to otwartość ekumeniczną, a jednocześnie gotowość do dialogu - uważa
          arcybiskup Jeremiasz, przewodniczący Polskiej Rady Ekumenicznej. To właśnie
          władyka w imieniu całej Rady serdecznie powitał gościa w murach ewangelicko-
          augsburskiego kościoła.
          W powitalnej mowie przypomniał historię powstania Polskiej Rady Ekumenicznej i
          wizytę papieża Jana Pawła II w tej samej świątyni przed piętnastu laty.
          Podkreślił, że ważnym impulsem do rozwoju kontaktów ekumenicznych był II Sobór
          Watykański. Wskazał na konkretne ekumeniczne osiągnięcia - współpracę teologów
          i uczelni teologicznych, Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, podpisanie
          deklaracji o wzajemnym uznaniu chrztu świętego, ekumeniczny przekład ksiąg
          Nowego Testamentu. Nie pominął trudności, zwłaszcza tych związanych z kwestią
          małżeństw mieszanych (...)
          Arcybiskup Jeremiasz wręczył papieżowi ikonę Spas w siłach, napisaną przez
          znanego ikonopisca Michała Pieczonko"

          www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=1236
          Cale wystapienie Arcybiskupa Jeremiasza znajduje sie pod powyzszym linkiem
          Zycze milej lektury
          R.
          • piotrzr refleksje 12.07.06, 15:13
            Witam - muszę przyznać że ten skądinąd sympatyczny papież-Niemiec nie jest
            moim "ulubionym bohaterem" i to nie z racji narodowości.
            Myslę po prostu że ten starszy wiekiem człowiek jest raczej czymś w rodzaju
            postaci-pomostu w oczekiwaniu na pontyfikat godny JPII.
            Sądząc z publikatorów - B Xvi jest raczej zwolennikiem stagnacji i spokoju a
            nie ofensywnego rozwijania ekumenizmu :(
            Cieszy jednak optymizm jego "partnerów" ze strony Prawosławia - chociaż chyba
            zdają sobie Oni sprawę ze straconej okazji na poprawe kontaktów w trakcie
            niezwykle ofensywnej działalności JPII .
            Pamietne pielgrzymki JPII do Grecji, Turcji i na Ukrainie czy Słowacji - dawały
            niesamowie okazje.Boje sie jednak, że "uczulenie" prawosławia na wszelkie
            przejawy "Uniatyzmu" - i wtedy i teraz dają marne szanse na dialog watykańsko-
            moskiewski, prawosławno-katolicki.
            A wracając do postów i moich i współdyskutantów dotyczących owych unickich
            rocznic - okres 10 czy 15 lat to długi okres czasu aby taki dialog sie
            nawiązał przynajmniej w Polsce - popatrz Radku ile jest przyjaznych
            grekokatolicyzmowi wypowiedzi na polskich stronach Prawosławia???
            Mnie się wydaje,że praktycznie nic :(
            Dobrze że chociaż Sanok pozostaje miejscem sporadycznych spotkan ekumenicznych.
            Smutne te moje refleksje - uprzejmie prosze o sprostowania lub szczypty
            optymizmu w te tropikalnie gorące dni.
            A i zobacz Radku na swoją pocztę - coś Ci na dniach podeslę :)
            • wolf_wwa Re: refleksje 13.07.06, 23:13
              Witaj Piotrze
              Niestety masz sporo racji w tym co piszesz. Wlasciwie tylko Sanok jest
              jasniejszym swiatelkiem w tunelu. Moze 10-15 lat to zbyt krotko zeby zasypac
              wieloletnie podzialy? Nie wiem:( Prawie nie ma zyczliwych glosow ze strony
              prawoslawnej. Obawy przed, jak napisales, "Uniatyzmem" sa bardzo silne w Cerkwi
              rosyjskiej.
              Gdyby nie ta kwestia, tak sadze, dialog przebiegal by latwiej. Niestety
              niektorzy nie przyjmuja faktow, ktore mialy miejsce od czasow Unii. Wielu
              hierachow w Kosciele prawoslawnym nie uznaje grekokatolikow za odrebny Kosciol,
              a za obrzadek w ramach Kosciola katolickiego. Na ten temat nie moge napisac nic
              budujacego. Licze, ze przyszlosc nalezy do inicjatyw "oddolnych", takich jak we
              wspomnianym Sanoku.
              Jesli chodzi o osobe Benedykta XVI uwazam, ze pontyfikat ten moze przyniesc
              zmiany. Po pierwsze kraj pochodzenia nie bedzie budzil obaw w Rosji. Cerkiew
              rosyjska, niezaleznie od tego co na ten temat myslimy, ma wielki wplyw na
              stanowisko innych autokefalii. Druga sprawa jest obecna sytuacja w Swiatowej
              Radzie Kosciolow. Koscioly ewangelickie odchodza coraz bardziej od tradycji, a
              Kosciol katolicki jest ostoja tradycji na Zachodzie. Moze to spowodowac
              zblizenie miedzy Wschodem, a Zachodem.
              Ponizej zacytuje (i zalinkuje:) tekst dotyczacy Rady.

              "Zdaniem biskupa Hilariona, przepaść między chrześcijańskimi Kościołami, które
              dążą do zachowania tradycyjnych duchowych i moralnych wartości i tymi
              chrześcijańskimi wspólnotami, w których zachodzi ciągła liberalizacja nauki
              dogmatycznej i moralnej, coraz bardziej się pogłębia. Trudno wyobrazić sobie,
              żeby trendy te w najbliższej przyszłości ulegy zmianie."

              www.pporthodoxia.com.pl/news.php?id=655
              Pozdrawiam
              R.
              • wolf_wwa tropikalna pogoda 13.07.06, 23:14
                A upal jest faktycznie nie do wytrzymania.
                Nie moge juz doczekac sie urlopu:)
                • Gość: d Re: tropikalna pogoda IP: *.range81-129.btcentralplus.com 13.07.06, 23:46
                  Katolik zyczy udanych urlopow prawoslawnym.
                  • Gość: Roman Re: tropikalna pogoda IP: *.dsl.emhril.ameritech.net 15.07.06, 02:31
                    Katolik zyczy udanych urlopow prawoslawnym.

                    ----------------------------------------

                    Dzieki.

                    Prawoslawny zyczy udanych urlopow katolikom.
    • darino tak z innej beczki - Żdynia 15.07.06, 08:42
      Czy ktoś z was wybiera się na Watrę ?
      Mam nadzieję być pierwszy raz :)))
      • romanpidlaszuk Re: tak z innej beczki - Żdynia 16.07.06, 23:33
        Czy ktoś z was wybiera się na Watrę ?
        Mam nadzieję być pierwszy raz :)))

        -------------------------------

        Milego pobytu ! :)
    • arges Cerkiew w Kulasznem 15.07.06, 22:40
      www.plfoto.com/zdjecie.php?picture=951815
      • Gość: darino Re: Cerkiew w Kulasznem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.06, 08:08
        "Rozrzuceni po świecie Łemkowie i Bojkowie zjechali do Kulasznego - niewielkiej
        wsi na pograniczu Bieszczadów i Beskidu Niskiego.

        Stanęła tam nowa greckokatolicka cerkiew. Poświecił ją arcybiskup Jan
        Martyniak. Przyciąga wzrok wszystkich, którzy odwiedzają Bieszczady. Wybudowana
        w malowniczej dolinie Osławy, tuż przy górskich serpentynach idealnie wpasowała
        się w krajobraz. Widok to tym bardziej niezwykły, że dziś takie świątynie
        powstają bardzo rzadko. Po ostatniej wojnie to dopiero czwarta greckokatolicka
        cerkiew wybudowana w tym regionie. Koszt budowy - około 300 tysięcy złotych -
        przekraczał możliwości miejscowej parafii liczącej niespełna 150 rodzin. Ale z
        pomocą przyszli dawni mieszkańcy wsi, dziś rozrzuceni po świecie, między innymi
        w Kanadzie i USA. Budowa cerkwi trwała 2 lata. Jej otwarcie to wzruszający
        moment również dla obecnych mieszkańców Kulasznego. Świątynia stanęła w pobliżu
        miejsca, gdzie ponad 30 laty temu spłonęła poprzednia, drewniana cerkiew. Nowa
        została zaprojektowana na planie krzyża i zwieńczona kopułami wzorowanymi na
        swojej poprzedniczce."
        tvp.pl/400,20060715369811.strona



        • piotrzr Re: Cerkiew w Kulasznem 16.07.06, 10:46
          O nowej cerkwi w Kulasznem pisałem już tutaj w listopadzie ub. roku


          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=69&w=5901307&a=32797299
          Co nie zmienia faktu że temat ciekawy i warty przypomnienia.
          A mnie juz niedługo rzuci..ale pod Babią Gorę i na Ukrainę - więc i zmialknąc mi
          na trochę przyjdzie :)
          Pozdrawiam
          w Rzeszowie leje, zimno /14 C/ i tylko herbatkę pić :))
          • Gość: Mefo Re: Cerkiew w Kulasznem IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.07.06, 19:47
            W tejże cerkwi odbywały się jeszcze przed pożarem ślużby opdpawiane przez ojca
            Zenona Zołoczowskiego, parocha z Komańczy. Wyobrazcie sobie jego "złoty" śpiew
            w oświetlonym tylko świecami wnętrzu (nie było instalacji elektrycznej ale
            efekt jakoby zamierzony). Paroch Zołocziwski miał wspaniały głos i talent
            muzyczny. W końcu lat 70-tych Polskie Radio nadało "liturgie wschodnią" w
            wykonaniu filharmonii opolskiej do jego kompozycji. Czy ktoś wie coś więcej na
            ten temat?
            • wolf_wwa Sezon urlopowy;) 17.07.06, 15:23
              Witam
              Niestety w najblizszych dniach zamilkne na troche.
              Wypada chwilke odpoczac od codziennej gonitwy i zwolnic tempo zycia.
              Piotrze, wieczorem cos Tobie przesle na gazetowa skrzynke.
              Serdecznie pozdrawiam
              R.
              • arges Zdjęcia z Kulasznego... 17.07.06, 19:52
                ... są już zamieszczone na www.archidiecezja-gr.opoka.org.pl/
    • arges Jeszcze raz Kulaszne... 18.07.06, 12:15
      www.ekumenizm.pl/content/article/20060718093340965.htm
      Ciekawe kto postanowił zainstalować za prestołem ten krucyfiks? Tyle mówi się o
      powrocie do wschodniej/naszej tradycji... Chyba, że ta rzeźba ma znaczenie
      regionalne, miejscowe...
      • piotrzr Jeszcze raz Kulaszne... 18.07.06, 12:27
        Wypada jeszcze przypomnieć - Kulaszne - wioska przy szosie z Zagórza do
        Komańczy i dalej w strone Cisnej. Lezy niedalego od Szczawnego /na północ/-
        sławnego piękną cerkwią prawosławną/ z charakterystycznym zielonym dachem/,
        Turzańska - z piękną cerkwią łemkowską i Rzepedzi /i oczywiście Komańczą - z 2
        erkwiami oraz Radoszyc - cerkiew i kapliczka "świetej wody".
        Tak że jadąc tamtendy w Bieszczady można na niewielkim obszarze podzwiać kilka
        przykładów starej i nowej architektury cerkiewnej !!!!!
        A jak już się tam jest to warto też przeskoczyć przez Palote do Miedzilaborców -
        z dwoma cerkwiami, muzeum Ady Warhola i...slamsem cygańskim :)
        • darino Łemkiwska Watra w Żdyni 24.07.06, 23:29
          Wróciłem z Żdyni wczoraj, jestem pod wrażeniem wspaniałej atmosfery i
          doskonałej organizacji !!!
          • Gość: Mefo Łandyszno - pierwotna nazwa Łańcuta IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.07.06, 20:06
            Franciszek Kotula w książce "Opowieści Ziemi" wydanej przez Muzeum Okręgowe w
            Rzeszowie w 1975 r na stronie 202 pisze: "Do roku 1340, tj. do czasu
            przłączenia do Polski przez Kazimierza Wielkiego, ziemia przemyska i sanocka
            posiadały ustrój administracyjny księstwa włodzimiersko-halickiego; podzielone
            były na włości ryc. 122). Zarządca włości, będący równocześnie administratorem,
            sędzią i dowódcą wojskowym, miał oparcie w grodzie wołostnym. Historycy
            stwierdzają istnienie m.in. takich włości jak: rzeszowska, zaleska zwana
            póżniej tyczyńską, przeworska, leżajska, no i łańcucka. Ale jak ta ostatnia
            nazywała się przed założeniem miasta o niemickiej nazwie Landeshut? Miało to
            miejsce gdzieś w trzeciej ćwierci XIV, kiedy od miasta nazywano całą włość
            względnie już powiat. Dokument lokacyjny nie zachował się; włość musiała mieć
            inną nazwę; być może ruską, być może dawniejszą, polską. Z okresu panowania
            książąt włodzimiersko-halickich pochodzą nazwy włości: zaleska, przeworska,
            jarosławska i inne."

            Kotula miął rację mówiąc, że pierwotna nazwa Łańcuta brzmiała inaczej ale nie
            wiedział jak. Nie on jeden. Z "Księgi ławniczej 1402-1445" wydanej w Przemyślu
            w 1936 roku jasno wynika że Łańcut nazywał się kiedyś Łandyszno. Najstarsze 4
            zapiski dotyczące Łancuta w tej publikacji używają wersji Łandyszno. Jest
            zrozumiałe, że mieszkańcom z Przemyśla zabrało trochę czasu by przyjąć tę
            przerobioną nazwę ukutą przez kolonistów niemieckich. Nie umiem wytłumaczyć
            dlaczego nikt z dzisiejszych historykow nie zna tego faktu. Zestawienie Łańcut
            = Łandyszno pojawia się niezbicie na stronie 379 w indeksie tej publikacji.

            Łandysz jako korzeń nazwy oznacza w języku rosyjskim oznacza konwalię. W
            literackim języku ukraińskim konwalia nazywa się tak samo jak po polsku ale
            funcjonuje też łandysz uważany dziś jako zanieczyszczenie rosyjskie. W jezyku
            ludowym spotyka się inne nazwy jak np. horiłoczka znana z Podlasia. Eymologia
            nazwy łandysz nie jest znana ale napewno nie wiąże się z językiem niemieckim.
            Tak czy inaczej można kojarzyć Łańcut z kwiatem konwalia:
            podil.com/nature/plants/plants14.htm
            A na marginesie miło mi uświadomić bardziej, że Zalesie było kiedyś siedzibą
            wołości/powiatu. Może to jakoś tłumaczy trzymanie się wiary ojców przez jego
            mieszkańców w ciągu sześciu wieków mimo postępującej izolacji. Powstaje też
            nowe pytanie: czy istnieją jakieś ślady grodu zaleskiego bo zgodnie z Kotulą
            taki musiał istnieć w każdej wołości?
            • Gość: adam Re: Łandyszno - pierwotna nazwa Łańcuta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.07.06, 12:08
              Ciekawe. Czy dr Nimczuk pisze coś o Łańcucie?
              • piotrzr pierwotna nazwa Łańcuta 02.08.06, 16:01
                Boję się czy nie mamy tu małej prowokacji z dość naciąganą teorią ??
                Być może moje obawy są nie uzasadnione - ale przypomnę tu niegdzisiejszy wpis
                dotryczący osadnictwa niemieckiego na Podkarpaciu :
                Jedna z
                wiekszych etnicznych wysp niemieckich powstała za panowania Ludwika
                Węgierskiego. Obejmowała ona Łańcut i 9 wsi na południe od miasta. Utrzymała
                odrębność etniczną az po wiek XVI i dopiero wówczas zaczęła sie polonizować.
                Ale np. Markowa utrzymała niemieckość do XVIII wieku. Wsie te zasiedlone były
                przez Niemców pochodzących z Saksoni. Były to: miasto Łańcut (Landshut), oraz
                wsie Handzlówka (Langenau), Albigowa (Helwigesau), Markowa (Markenhof), Nowa
                Wieś (Neudorf), Sonina (Schonewald). wówczas tez powstały w ziemi sanockiej
                wsie etnicznie niemieckie: Haczów (Hanshoff lub Hatshoff), Harta (Hart),
                Kombornia (Kaltborn), Nowotaniec (Lobetanz), Kielnarowa, Rymanów, Zembertowa
                Wola, Rytarowce, Tyczyn, Hermanowa. Wsie te szybko uległy polonizacji. O tym,
                ze w wioskach tych istnieje ciągłość osadnicza od XIV wieku świadczą zachowane
                po dziś dzień niemieckie nazwiska oczywiście w polskiej wersji wśród
                mieszkańców Albigowej czy Markowej

                Koniec cytatu -

                A wkrótce wracam do dyskusji - mam nadzieję i z Waszym i Radkowym /Wolfa/ udziałem
                Pozdrawiam
                • arges Muzyka ze Świętojurskiego Soboru 04.08.06, 23:07
                  www.ukrmusic.com.ua/ukr/album.php?id=423
    • darino dziś "Swięto Kultury nad Osławą" w Mokrem 12.08.06, 08:23
      "Ta impreza od wielu lat jednoczy społeczność wsi i jest świetną okazją dla
      mieszkańców pochodzenia ukraińskiego do zaprezentowania swojej kultury.
      Ale w tych dniach przypomina się też wydarzenia w Zawadce Morochowskiej. W roku
      1946 w odwecie za wspieranie bojówek UPA wieś została trzykrotnie
      spacyfikowana, w trakcie akcji zginęło ponad 50 mieszkańców. Pozostała część
      ludności ukraińskiej została przesiedlona na Ukrainę, natomiast nieliczni w
      trakcie akcji "Wisła" zostali wysiedleni na Ziemie Odzyskane.

      W sobotę Święto Kultury nad Osławą rozpocznie się od uczczenia pamięci ofiar
      Zawadki Morochowskiej (godz. 13), a uczestnicy imprezy wezmą udział w wieczorze
      poetyckim "Bo ten kraj... to był mój" poświęconym 60. rocznicy tych wydarzeń
      (godz. 15.30).

      Natomiast niedzielne popołudnie zdominuje muzyka ludowa. Na scenie wystąpią
      zespoły folklorystyczne: Werchowyna z Ukrainy, Ester ze Słowacji oraz ZPiT
      Wisznia, Trio Kremenaros, Widymo, Arkan, Osławiany, The Dollars Brothers (godz.
      15). W tym roku ostatni dzień święta nad Osławą zbiega się w czasie z
      zakończeniem Festiwalu Teatralnego Morochów 2006. Cieszyńska Grupa Teatralna
      pokaże w jego ramach spektakl pod tytułem "Dobosz" oparty na motywach wielkiego
      eposu karpackiego "Na Wysokiej Połoninie" Stanisława Vincenza (godz. 21)."
      miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,3544938.html
    • romanpidlaszuk Ukrainska hrekokatolyc'ka liturhia - online 18.08.06, 03:29
      Ukrainska hrekokatolyc'ka liturhia - online


      www.russiandvd.com/store/product.asp?sku=43429&genreid


      (Dostupna online 24hodyny/7 dniw w tyzhden
      szczob posluchaty treba natysnuty synij napys "prosluszat' " )

Inne wątki na temat:
Pełna wersja